piątek, 21 listopada 2014

Rozdział XIII ~ Bójka

Taylor's POV 

   To nie dzieje się naprawdę. Dlaczego moja przeszłość znowu mnie dogania? Dlaczego znowu doganiają mnie osoby, o których istnieniu wolałabym zapomnieć?
- Witaj Taylor. - głos chłopaka utkwił w mojej głowie, nogi się pode mną ugięły, a świat przestał istnieć. Wielka gula obecna w gardle nie pozwalała na wymówienie, ani jednego słowa. Tsunami wspomnień zaczęło rozrywać mnie od wewnątrz. Żołądek zaczął wykręcać fikołki w wszystkie strony, powodując wyraźnie odczuwalne mdłości. - Pięknie wyglądasz - skomplementował poważnie zmniejszając odległość między nami. Odruchowo cofnęłam swoje ciało uderzając w bordową ścianę.W słabym świetle mogłam w miarę dokładnie dojrzeć twarz Goulart'a. Wyglądał tak samo jak kilka lat temu. Blond włosy ułożone w charakterystycznym nieładzie. Kocie, hipnotyzujące oczy za którymi szalało całe Vegas. Ubrany w śnieżnobiałą koszulę, rozpiętą na kilka guzików i czarne, rurkowate dżinsy. W jednym uchu można było dostrzec niewielki, srebrny krzyżyk. - Nic nie odpowiesz? - wyrwał mnie z zamyślenia. Lekko zawstydzona spuściłam wzrok w dół przeklinając w myślach
- Dziękuję - burknęłam nieśmiało. Nagle poczułam przypływ gorącego powietrze nad głową. Powolnym ruchem podniosłam spojrzenia, a moje oczy napotkały twarz, stojącego, dokładnie kilka centymetrów ode mnie Jonathan'a. Moje serce momentalnie przyśpieszyło, a oddech zaczął coraz aktywniej pracować.
- Stwierdziłem tylko fakt - wyszeptał zmysłowo wprost do mojego ucha. Nie mogłam ruszyć, żadnym kawałkiem swojego ciała. Stałam jak zaczarowana. Omamiona mężczyzną, którego już dawno powinnam wyrzucić z swoich wspomnień. Czemu, on mi to musi, znowu robić? Czemu? Po co tutaj przyszedł? Po co znów wywraca moje życie do góry nogami? Skończyłam ten rozdział w swoim życiu, dokładnie trzy lata temu, a tym czasem on wraca przypominając swoją treść.
- Słabo mi - wymamrotałam nie zdając sobie z prawy z tego, że te słowa opuściły moje usta. W mgnieniu oka skarciłam swoje myśli puszczając wiązankę wulgaryzmów. Z ust blondyna wypłynął lekki śmiech, który po kilku sekundach opanował. Bez słowa objął mnie w pasie, powoli wyprowadzając z pomieszczenia. Kroczyłam ciemnym korytarzem nasłuchując co raz to głośniejszych wersów piosenki "Untouched" The Veronicas. Gdy po około minucie dotarliśmy do głównego salonu oślepiające światło podrażniło moje źrenice. Wykrzywiłam twarz w niezadowoleniu i zwinnym ruchem wyswobodziłam się z objęć Goulart'a wypatrując swoich przyjaciół.
- Jonathan?! - po krótkiej chwili moje poszukiwania dobiegły końca, a wrzask Ronnie'go dobiegł do moich uszu. Synchronicznie z chłopakiem obróciłam ciało o sto osiemdziesiąt stopni napotykając zaskoczony wyraz twarzy przyjaciela.
- We własnej osobie - oznajmił z śmiechem. Radke w jednej chwili podszedł do nas i zamknął kumpla w męskim uścisku.
- Stary, ile czasu. - zauważył puszczając szarookiego. - Co tam u ciebie do cholery!? Opowiadaj!
- A no wiesz, po staremu - wzruszył ramionami - Lepiej mów co tam u ciebie - klepnął bruneta po ramieniu i razem ruszyli w stronę naszych znajomych siedzących w salonie. Niechętnie ruszyłam za nimi. Gdyby Ronnie tylko znał całą prawdę. Za pewne inaczej by podchodził do tej znajomości.
   W głównym salonie siedziało większość naszej paczki. Pierwszym moim odruchem było znalezienie tego dupka, ale jak na złość go nie było.
- Słuchajcie wszyscy! - krzyknął Ron zwracając uwagę całego towarzystwa. - To Jest Jonathan, najrówniejszy koleś w Vegas - przedstawił dumnie, a ja na jego słowa znacząco przewróciłam oczami. Muzyk przedstawiał kolejno przyjaciół, którzy entuzjastycznie przywitali blondyna. Leniwie zajęłam miejsce pomiędzy Andy'm i Derek'iem, którzy aktywnie dyskutowali na tematy związane z hazardem. Na moje cholerne szczęście Goulart usiadł tuż na przeciwko popijając drinka i kątem oka spoglądając na mnie z fascynacją. Moje ciało z każdą sekundą spinało się coraz bardziej. Najpierw Alison, potem Ben, teraz Jonathan. Czy te urodziny mogą być jeszcze gorsze?
- Wszystko w porządku? - zmartwiony głos dobiegł do mojego ucha. Odwróciłam głowę i napotkałam pytający wzrok Andy'ego. Nie, nic nie jest w porządku.
- Tak, wszystko w porządku, dlaczego pytasz? - przybrałam dobrą minę do złej gry.
- Od kąt przyszedł twój przyjaciel jesteś, jakaś taka zdenerwowana i zamyślona. - zauważył podejrzliwie.
- To nie jest mój przyjaciel - warknęłam znacząco.
- Okej, okej - uniósł ręce w geście obronnym.
- Ej panowie i panie! - cała nasza dotychczasowa uwaga została przekierowana na wstawionego Radke. - Idziemy tańczyć! - rozkazał, każdy z rozbawieniem zacząć w mgnieniu oka wstawać z swojego dotychczasowego miejsca i iść w stronę parkietu. Nie miałam, najmniejszej ochoty na taką zabawę, ale biorąc pod uwagę fakt, że są te moje urodziny posłusznie opuściłam swoje dotychczasowe miejsce.
- Momsen rezerwuje pierwszy taniec - oznajmił Ronnie gdy razem znaleźliśmy się na "parkiecie".
- A teraz specjalna piosenka dla naszej solenizantki! - w willi rozbrzmiał głos Derek'a. Nie minęła sekunda, a cały dom zapełniły dźwięki piosenki Bon Jovi "You Give A Bad Name" Mimowolnie z moich ust popłynął delikatny śmiech gdy Ronnie zaczął, próbować naśladować seksowne ruchy w stylu lat osiemdziesiątych. Pokręciłam z dezaprobatą głową i dołączyłam do przyjaciela.
   W głośnikach rozbrzmiewały moje ulubione utwory co sprawiało, że mój humor z utworu na utwór pozytywnie wzrastał.  Tańczyliśmy grupkami, dwójkami lub trójkami. Najmilej wspominam taniec z Ashley'em do piosenki "Runway". Przez wypity alkohol basista niezmiernie wczuł się w tekst piosenki przez co mimika jego twarzy była bardzo wzbogacona. Wynajęty D-J po oznajmieniu, że zwalniamy tempo puścił kawałek "Always". Mimo, że kochałam tą piosenkę, nie lubiłam tańczyć wolnego. Większość osób miała już swoją parę. Frances wtulona w Purdy'ego. Zoey chichocząca z Ranald'em, Isabel i Jacky tradycyjnie. Chłopaki również poznajdywali sobie jakieś pary. Zrezygnowana już miałam iść do kuchni gdy obracając się o sto osiemdziesiąt stopni wpadłam na kogoś. Bez wahania spojrzałam w górę, a moje oczy napotkały błękitne tęczówki zaglądające głęboko do środka mnie.
- Zatańczysz? - spytał seksownie Biersack wyginając usta w delikatnym uśmiechu. Odwzajemniłam gest i niezdarnie pokiwałam głową zarzucając brunetowi ręce na szyję. Wokalista objął mnie, czule w talii przyciągając do siebie. Bez słowa wtuliłam się w jego klatkę piersiową przymykając oczy. Prawie nie widocznie zaczęliśmy kołysać naszymi przytulonymi ciałami. Lubiłam jego bliskość, cholernie lubiłam. Miałam wrażenie, że w jego ramionach mi nic nie grozi, że jestem bezpieczna i nietykalna. Ale czy chciałam czegoś więcej? Sama nie wiem. Nie jestem materiałem na dziewczynę dla niego. Mam zbyt ciężką przeszłość. Związek do czegoś zobowiązuje. Nie chcę mu opowiadać mojej historii, a jednocześnie wiem, że bez szczerości nie pociągniemy zbyt długo. Dziwi mnie jedna rzecz. Znam go tak, krótko i już zaczynam mu ufać, co jest bardzo niepokojące. Nie powinno tak być, niezależnie od tego kim jest.
- Odbijany - moje rozmyślania przerwało słowo, wypowiedziane z ust ostatniej osoby jaką chciałam teraz widzieć. Niechętnie odsunęłam się od Biersack'a spoglądając na stojącego między nami blondyna. Andy niechętnie zrobił miejsce chłopakowi, który bez oporów je zajął. Dupek. Od niechcenia objęłam szyję Jonathan'a posyłając niebieskookiemu przepraszające spojrzenie.
- Czego ty do cholery ode mnie chcesz? - spytałam zmęczona patrząc wprost na partnera.


- Potrzebuję Cię - wypowiedział ledwie słyszalnie.
- Ciekawe do czego. - wysyczałam wściekle.
- Wróć do mnie.
  Na znaczenie jego słów moje oczy znacznie się powiększyły, a usta lekko rozchyliły. Byłam przygotowane na każdą odpowiedź, ale nie na taką. Dlaczego do cholery? Dlaczego? Każda nasza wspólna chwila zaczęła pojawiać się z moim umyślę. Cała moja, dotychczasowa złość odpłynęła nie wiadomo gdzie. Widziałam teraz jedynie skruszoną twarz chłopaka. Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku, delikatnie go łaskocząc. Ten człowiek wyrządził mi tyle krzywd, tyle przykrości. Nienawidzę go, tak cholernie bardzo go nienawidzę. Nienawidzę go tak jak kocham.
- Zostaw mnie w spokoju - wymamrotałam łamiącym się głosem spuszczając głowę w dół. Blondyn w odpowiedzi ujął, delikatnie mój podbródek zmuszając tym samym abym na niego spojrzała.
- Nigdy - oznajmił władczo. I w tym momencie wiedziałam, że przeszłość powraca z zdwojoną siłą. Bez zastanowienia wyrwałam się z jego objęć. Nie wiedziałam gdzie zmierzam. Szłam przed siebie wprost do holu. Tam bez wahania podjęłam decyzję. Pobiegłam do kuchni. Zaczepiłam kilku chłopków wciągających jakieś proszki. Poprosiłam o jeden woreczek, który bez oporów mi podali. Grzecznie podziękowałam każdemu buziakiem w policzek i porwałam, jeszcze jedną rureczkę. Na stoliku dostrzegłam paczkę papierosów i zapalniczkę. Bez wahania zwinęłam je z stołu i ruszyłam w stronę wyjścia. Pewnym ruchem chwyciłam za klamkę i wybiegłam z domu. Chłodne, przyjemne powietrze w sekundzie otuliło moje ciało rozluźniając lekko. Nie zatrzymując się zaczęłam schodzić po schodach prowadzących do garażu. Zajęłam ostatni stopień siadając wygodnie. Muzyka tutaj była prawie niesłyszalna przez co mogłam pomyśleć w spokoju. Odetchnęłam głęboko chowając głowę w dłoniach. Chwilę posiedziałam w takiej pozycji. Gdy, wreszcie w miarę ogarnęłam swoje roztrzęsione ciało sięgnęłam po przeźroczysty woreczek leżący obok. Wysypałam trochę zawartości na zewnętrzną stronę, lewej dłoni. Następnie ujęłam rureczkę i uformowałam, niewyraźną linijkę, po czym bez zastanowienia wyczyściłam rękę i tradycyjnie przechyliłam się do tyłu. Odrobina gorzkiej substancji spłynęła do mojego gardła. Wykrzywiłam twarz w niesmaku odstawiając używkę na bok. Wyjęłam z opakowania jednego szluga i natychmiast odpaliłam. Oparłam plecy o murek zastępujący barierkę i dałam upust swoim emocjom. Krople łez zaczęły opuszczać moje przemęczone oczy. Zawsze powtarzałam, że największą głupotą jaka może być to płakać przez faceta. A teraz co? Hipokrytka ze mnie. Rok zajęło mi uwolnienie się od tej chorej miłości. Nie pozwolę na zmarnowanie kolejnego roku. Nie chcę mieć nic wspólnego z tym skurwielem. Kocham go, dalej go kocham i nie wiem czy kiedykolwiek przestanę. Mimo to nie mam zamiaru, ponownie przechodzić przez piekło, które mi zgotował. Czasami, zastanawia mnie dlaczego pozwoliłam temu zajść tak daleko. Byłam ślepo zakochana i to zaprowadziło me na samo dno. Ten człowiek nie ma skrupułów. Jest bezwzględny, brutalny i agresywny. A mnie zawsze do tego ciągnęło. Innym razem jest kochający, czuły i troskliwy. To tak jakby anioł i diabeł zamieszkiwały jedną osobę. Wiem, że teraz gdy znów nasze drogi się złączyły, on nie odpuści, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja też nie. Jestem inną osobą, niż byłam kilka lat temu. Wtedy byłam uległa, potulna i posłuszna. Dzisiaj jestem uparta i niezależna. Mieszanka takich dwóch charakterów jak mój obecny i Goulart'a nie zwiastuje nic dobrego. Idiota naiwnie myśli, że ma do czynienia z SWOJĄ dawną Tay. To się chuj zdziwi.
Hmm...., zaczęłam od użalania, płaczu i rozpaczy, a skończyłam na złości i nienawiści. Moja pieprzona logika.
- Taylor? - usłyszałam nagle przerywając swoje zamyślenia. Szybko obróciłam głowę aby spostrzec schodzącego po schodach Biersack'a. - Płakałaś? - spytał zdziwiony siadając tuż obok.
- Nie....znaczy tak....znaczy nie...znaczy....trochę - dałam za wygraną ocierając policzki.
- Co się stało? - jak ja nienawidzę tego pytania.
- Nic takiego. - odpowiedziałam przykładając papierosa do ust.
- Ach no tak, zapomniałem, że żeby od ciebie cokolwiek wyciągnąć trzeba cudu - stwierdził poirytowany.
- Chodzi o Jonathan'a - cholera!Dlaczego ja to powiedziałam? O boże...Trzeba było zapytać co to za prochy. Powoli przeniosłam wzrok na chłopaka, którego mina wyraźnie wskazywała, że mam kontynuować. Nie,mowy nie ma. Nic więcej już nie powiem.- Jest moim byłym - kurwa, to się nie dzieje. Jedynym plusem było dobrze widoczne zszokowanie Andy'ego.
- Oh
- Ale nie mówmy o tym. To przeszłość - oznajmiłam pewnie. "Tak Taylor. Przeszłość, która powraca, ale to jednak przeszłość" - głos mojej podświadomości się uaktywnił.
- Wyjątkowo jestem tego samego zdania.
- Co sądzisz o imprezie? - starannie zmieniłam temat.
- Jest w porządku, ale generalnie nie miałem okazji spędzić, trochę więcej czasu z solenizantką - stwierdził z udawanym smutkiem. Impulsywnie na moją twarz wpłynął delikatny uśmiech. To było miłe z jego strony.
- Cóż, teraz masz - zauważyłam.
- Właśnie wiem - posłał mi cwany uśmiech i sięgnął dłonią, do tylnej kieszeni spodni. Zaintrygowana zaczęłam dokładnie śledzić jego poczynania. W jego dłoni spoczywało, średniej wielkości czarne pudełeczko, obwiązane czerwoną wstążką. - Wszystkiego najlepszego - wręczył mi prezent, który niepewnie przejęłam patrząc znacząco na bruneta. Nieśmiało podniosłam górną część opakowania. Moim oczom ukazał się  srebrny nieśmiertelnik. Już na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że biżuteria jest wykonana z najlepszej klasy białego złota. Delikatnie wyjęłam naszyjnik, dokładnie oglądając. Na jednej blaszce został wygrawerowany cytat :" So hear my voice, remind you not to bleed. I'm Here" Z kolei na drugiej inicjały wokalisty.
-  Nie musiałeś - skomentowałam nie wiedząc bardzo co powiedzieć.
- Ale chciałem - uciął krótko - Jeżeli Ci się nie podo... - zaczął rozczarowany.
- Nie! Jest piękny - przerwałam natychmiast nie odrywając wzroku od ozdoby. - Dziękuję - spojrzałam w błękitne tęczówki z szczerym uśmiechem.
- Nie ma za co - odpowiedział równie zaczarowany jak ja. Wspominałam już, że z największą przyjemnością mogłabym umrzeć, tonąc w tych oczach? Powolnym ruchem zbliżyłam usta do policzka chłopaka, następnie złożyłam na nich delikatny pocałunek, równie powoli wracając do swojej wcześniejszej pozycji. Wokalista uniósł powieki, które prawdopodobnie przymknął podczas mojego podziękowania.
- Założysz mi? - spytałam szczęśliwa wyciągając przed siebie nieśmiertelnik. Bez odpowiedni odebrał ode mnie prezent. Zadowolona obróciłam się tyłem do Andy'ego przerzucając, wszystkie włosy na jedną stronę. Charakterystyczne zimno podrażniło moją szyję. Gdy cały proces dobiegł końca z powrotem zmieniłam pozycję. - Masz wyczucie - zauważyłam z subtelnym śmiechem.
- Oczywiście, że mam. - przyznał dumnie.
- Skromność też masz wrodzoną? - uniosłam pytająco brwi, a po chwili oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Nie, nad tym musiałem pracować.
- Dobra, dobra, chyba powinniśmy wracać - stwierdziłam podnosząc zadek z kamieni.
- No, jeszcze Ronnie nam zeświruje, że znowu mu zniknęłaś - powiedział poważnie, na co szturchnęłam go lekko w ramie, po czym razem, w dobrych humorach ruszyliśmy na moją imprezę.

Andy's POV

Wiedziałem, że trafię z tym prezentem. Chociaż u Juliet takie coś by nie przeszło. Ona zdecydowanie by wolała jakąś brylantową kolię czy coś w ten deseń. Na całe szczęście gust Momsen był bardzo zbliżony do mojego.
- Ymm...muszę coś załatwić - usłyszałem gdy wkroczyliśmy do salonu.
- Mogę Ci jakoś pomóc? - spytałem widząc jak dziewczyna rozgląda się po domu.
- Nie - odpowiedziała krótko i nagle, szybkim krokiem ruszyła przed siebie. Lekko zdezorientowany stanąłem w miejscu obserwując wściekle kroczącą Tay. Nie powiem, zdziwiła mnie na nagła zmiana nastroju. Jeszcze przed chwilą tryskała radością, a teraz miałem wrażenie, że idzie kogoś zabić.
   Pod jedną z ścian, obok drzwi balkonowych rozmawiali Ronnie, Brenton, Ashley i Ben. Szybko mogłem zauważyć gdzie zmierza blondynka. Bez ostrzeżenia wymierzyła Derison'owi prawego sierpowego. Mimowolnie wykrzywiłem twarz. To musiało boleć. Nie tracąc czasu podbiegłem do towarzystwa. Moje kąciki ust lekko uniosły się ku górze widząc rozbitą wargę bruneta. Ma dziewczyna siłę.
- Ty dziwko! - krzyknął ocierając krew z warg.
- Hej, przystopuj z słownictwem kolego! - warknąłem.
- Jeszcze raz mnie dotkniesz, a obiecuję, że Ci kurwa urwę jaja! - wysyczała groźnie. Zaraz! Co?
- O czym ona mówi? - strącił Radke i spojrzał pytająco na Ben'a. Nastała napięta cisza. Momsen i ten chuj patrzyli jedynie na siebie nie mając najmniejszego zamiaru odpowiadać. - Mam powtórzyć? - spytał wściekle - O co kurwa chodzi?!
- O nic, nie ważne - odpowiedziała obojętnie.
- Idiotę ze mnie robicie?! - znów podniósł ton - Tak bez powodu rozbiłaś mu wargę?! - wskazał na kolegę.
- Mała rada na przyszłość. Większość dziewczyn po próbie gwałtu płacze w kącie, a Taylor nigdy nie była jak reszta dziewczyn. - znikąd podszedł do nas Jonathan rzucając trochę światła na sprawę.
- Co kurwa? - ryknęliśmy równocześnie całą trójką. Bez zastanowienia wziąłem zamach i przyłożyłem chujowi z całej siły w tą cholerną gębę. Facet upadł na podłogę. Czym prędzej podniosłem go za szmaty przygwożdżając do ściany po czym sprzedałem mu dość, mocnego kopniaka w klatkę piersiową.
- Andy przestań! - usłyszałem gdzieś za sobą przeraźliwy pisk Taylor. Jednak nie zwróciwszy na niego większej uwagi kontynuowałem. Ben ponownie zsunął się po ścianie jęcząc z bólu. Nagle poczułem jak ktoś odciąga mnie od tego skurwysyna. Z wielkim oporem dałam za wygraną i posłusznie zrobiłem kilka kroków w tył.
- Młody już wystarczy! - warknął wściekle Purdy trzymający mnie za ramiona.
- On ma rację, teraz moja kolej - oznajmił spokojnie Ronnie i bez ostrzeżenia kapnął bruneta prosto w żebra. Na moją twarzy momentalnie wstąpił  uśmiech. Po chwili do wokalisty dołączył Brenton i Derek.
- Przestańcie do cholery! - wrzasnęła Momsen szarpiąc Radke z całych sił. - Zabijecie go!
Na pomoc blondynce ruszyła Zoey, Frances, mój zespół, Jacky i Max.
- Masz kurwa godzinę na spakowanie i nie chcę Cię widzieć na oczy! - poinformował Ron, z trudnością przytrzymywany przez Tay Jake'a. Dopiero teraz zauważyłem, że znów staliśmy w centrum wielkiego zbiegowiska. Ben z wielkim trudem zaczął stawać na równe nogi. Był cały we krwi, naprawdę jestem zdumiony, że przeżył taki atak. Praktycznie całą jego twarz brudziła czerwona ciecz pochodzącą z rozbitego nosa, rozbitego łuku brwiowego czy rozbitych warg. Bez słowa, chwiejnym krokiem zaczął iść w stronę wyjścia, podupadając kilka razy.
- Pójdę z nim - oznajmił Rayan podchodząc do Derison'a
- Po cholerę? - odezwał się Marles
- Kurwa, omal go nie zabiliście! - zauważyła wściekle Taylor wyrzucając ręce w powietrze.
- Bronisz go? - ryknąłem na dziewczynę, która aż lekko podskoczyła pod wpływem mojego tonu.
- Nie, ale nie macie prawa go katować na śmierć!
- Przecież żyję - stwierdził z błogim spokojem Jonathan.
- Jeszcze - burknął pod nosem Radke, na co dostał w odpowiedzi mrożące krew w żyłach spojrzenie blondynki.
- Dobra, nie ma tu już nic ciekawego! - zwrócił się do obecnych ludzi Brent gdy drzwi wydały charakterystyczny dźwięk świadczący o zamknięciu. Pomieszczenia znów wypełniła fala muzyki, a goście bez większych protestów, z powrotem wrócili do swoich wcześniejszych zajęć.
- Co to za zbiegowisko? - znikąd tuż obok nas pojawił się Rasta - Coś mnie ominęło? - spytał po chwili widząc nasze wymowne miny.
- Nie, nie skądże znowu - powiedziała pośpiesznie niebieskooka zasłaniając swoim ciałem,plamy krwi widoczne na kremowej ścianie. Ta, gościu, chyba nawet nie ma pojęcia, jak ma wiele szczęścia, że napakowanego tatuażysty nie było w pobliżu.
- Dobra ludziska, proponują jakąś zabawę! - Ronald klasnął entuzjastycznie w dłonie jak gdyby nigdy nic.
- To może butelka tylko dla naszej paczki? - zaproponował chytrze, nie kto inny jak Purdy.
- Jestem za.
- Ja też.
- I ja. - padały kolejno potwierdzenia.
- No to wszystko jasne, zapraszam do salonu - Marles uśmiechnął się zachęcająco i tak, wszyscy ruszyli do wskazanego miejsca oprócz jednej osoby jaką była, oczywiście panna najbardziej poszkodowana. Zdecydowanym krokiem szła w kierunku schodów prowadzących na piętro. Już miałem iść za nią gdy zatrzymał mnie głos kumpla.
- Zostaw ją Biersack, musi ochłonąć - powiedział Radke klepiąc mnie kilkukrotnie po ramieniu. Westchnąłem zrezygnowanie i nie pewnym krokiem ruszyłem za Ron'em.

Taylor's POV

   - Co kurwa? - chłopaki wrzasnęli równocześnie. Nie minęła chwila, a cała moja uwaga została skupiona na pięści Andy'ego zmierzającej w stronę twarzy Ben'a. Brunet w sekundzie upadł na podłogę, a krew z jego ust zaplamiła lekko szarą koszulę. Biersack nie marnując czasu podniósł go z powrotem na równe nogi kopiąc agresywnie z brzuch.
- Andy przestań! - krzyknęłam błagalnie. Zero reakcji. Wokalista nie oszczędzał sił, jeszcze bardziej okładał Derison'a po całym ciele w efekcie czego po krótkiej chwili ten zsunął się na ziemię jęcząc z bólu.
- Ashley zrób coś! - zwróciłam się do pierwszej lepszej osoby stojącej obok. Basista czym prędzej odciągnął niebieskookiego od Ben'a.
- Młody już wystarczy - warknął na niego wściekle przyjaciel.
- On ma rację, teraz moja kolej - oznajmił Ronnie i bez ostrzeżenia zaczął kopać chłopaka prosto w żebra. Następnie dołączyli do niego Derek i Brenton. Mężczyzna próbował złapać oddech plując co jakiś czas czerwoną cieczą. Przecież oni go zabiją! Rzuciłam się temu dupkowi na ratunek próbując odciągnąć Radke. Z całej siły zaczęłam go szarpać za górną część garderoby.
- Przestańcie do cholery! Zabijecie go! - próbowałam im przemówić do rozumu. Widząc moje marne szanse na pomoc rzucili się moi przyjaciele i wreszcie bójka dobiegła końca.
- Masz godzinę na spakowanie i nie chcę Cię widzieć na oczy! - poinformował Ron cały czas przytrzymywany przeze mnie i Jake'a, Ben z wielkim trudem wstał z podłogi. Wszędzie było pełno jego krwi. Sam również nie był zbyt czysty. Mimo wcześniejszego zajścia było mi go żal. Cholernie! Nie mieli prawa go tak skatować. Przecież on ledwo żyję. Cała twarz jest sina i posiniaczona. Powolnym krokiem ruszył w stronę drzwi kilka razy potykając się o własne nogi.
- Pójdę z nim - oznajmił Rayan.
- Po cholerę? - splunął wściekle Brent.
- Kurwa omal go nie zabiliście! - wybuchnęłam wyrzucając ręce w powietrze.
- Bronisz go?! - w odpowiedzi dostałam groźny głos Andy'ego pod którego wpływem aż lekko podskoczyłam. Co go napadło?
- Nie, ale nie macie prawa go katować na śmierć!
- Przecież żyję - stwierdził spokojnie Jonathan, wyręczając Biersack'a. To wszystko przez niego.
- Jeszcze - odparł bezemocjonalnie Ron. Spojrzałam na tę dwójkę z miną seryjnego mordercy gdy znikąd do moich uszu dobiegł znany głos.
- Co to za zbiegowisko? - spytał zdezorientowany Rasta - Coś mnie ominęło? Widząc, że Radke już otwiera usta by zapewne mu wszystko wypaplać pośpiesznie mu przerwałam zasłaniając ciałem zakrwawioną ścianę.
- Nie, nie skądże znowu - skłamałam. Tatuażysta spojrzał na mnie podejrzliwie. Jezu, całe szczęście, że tutaj nie przyszedł kilka minut temu. Prawdopodobnie w tej chwili zamawiałabym trumnę dla Derison'a.
- Dobra ludziska, proponuję jakąś zabawę - klasnął w dłonie Ronald szybko zmieniając temat. Tak, ten człowiek jest w tym mistrzem. Mimo to i tak mu nie odpuszczę tego zajścia.
-To może butelka tylko dla naszej paczki? - zaproponował uradowany Ash. W odpowiedni zaczęły padać jedynie same potwierdzenia w efekcie czego wszyscy na czele z Marles'em ruszyli do salonu. Ja jednak musiałam odreagować. Sama. Bez słowa, zdecydowanym krokiem skierowałam się w stronę schodów, sprawnie po nich wybiegając. Mam dosyć.
   Pierdolony Jonathan. Zawsze musi wpierdalać nos w nie swoje sprawy. Mam coraz więcej złych przeczuć z nim związanych. Nasze pierwsze spotkanie po trzech latach, a on już mi przysporzył problemów. I jeszcze ta jego propozycja abym do niego wróciła. Musiałabym być skończoną idiotką. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Nienawidzę faktu, że wszyscy z Ronnie'm na czele mają go za chodzący ideał. Ideał mężczyzny. Ideał przyjaciela. Ideał chłopaka. Dlaczego byłam taka głupia i przez tak długi okres czasu siedziałam cicho? I potem niech Ci powiedzą, że miłość jest najpiękniejszym uczuciem.
   Nagle moje rozmyślania przerwał cichutki szloch dochodzący z pokoju na końcu korytarza. Niepewnie zaczęłam pokonywać odległość dzieląca mnie i drzwi. Gdy dotarłam do celu uchyliłam je lekko zaglądając do środka. Po dość standarowym urządzeniu wnętrza wnioskuje, że był to pokój gościnny. Pomieszczenie było dość przeciętnych rozmiarów. Po prawej stronie od wejścia stało dwuosobowe, masywne, dębowe łóżko. Tuż obok również, brązowa skórzana kanapa i szklany stolik. Z kolei po prawej stronie od drzwi swoje miejsce miała wielka, drewniana szafa pod zabudowę. Na przeciwko mnie mogłam dostrzec drobną postać skuloną pod niewielkim oknem. W sypialni panował pół mrok i jedyne światło dawał black księżyca wpadający przez okno. Ostrożnie podeszłam bliżej blondwłosej dziewczyny, której płacz z każdą kolejną sekundą łamał mi serce.
- Wszystko w porządku? - spytał z wyczuwalną troską. "Chyba to jasne,że nie jest w porządku debilko" - skarciłam się w myślach.
- Zostaw mnie - głowa nieznajomej została uniesiona w natychmiastowym tempie, po czym wróciła do swojej wcześniejszej pozycji. Cholera, myśl Taylor, myśl.!
- Jestem Taylor - nic. Widząc, że zapewne nie ma zamiaru mi odpowiedzieć usiadłam na przeciwko niej, cierpliwie czekając. Pół minuty.Nic. Minuta. Nic. Półtorej minuty. Nic. Dwie minuty.
- Cassie - przedstawiła się niezdarnie ocierając mokrą od łez twarz.
- Ładne imię - skomplementowałam co wywołało u niej przelotny uśmiech. - Dlaczego płaczesz?
- Dlaczego uważasz, że Ci powiem? Nie znam Cię - prychnęła oschle.
- Czasami lepiej zaufać obcej osobie niż najbliższym przyjaciołom - wyraziłam swoje zdanie zachęcającym tonem.
- Mogłabym zniknąć, a i tak nikt by tego nie zauważył. - oznajmiła próbując powstrzymać płacz.
- Cóż. Doskonale wiem co masz na myśli. - przyznałam spuszczając wzrok. - O co dokładnie chodzi? - dopytywałam.
- Nikt mnie nie zauważa. Nie mam przyjaciół. Jestem sama. Sama jak palec. Nikt nie chcę mieć do czynienia z psychiczną wariatką. Nawet rodzina ma mnie dosyć. Nie chcę żyć. Nie mam dla kogo, ani dla czego. - wyjaśniła.
- Dla siebie - odparłam z współczuciem. Dopiero teraz zauważyłam jaka jest śliczna. Ma bardzo dziecinną, a zarazem dojrzałą twarz. Duże brązowe oczy, malinowe usta i średniej długości blond włosy.
- Nie ma już dla mnie ratunku. Jestem wrakiem człowieka. Nic nie wartym śmieciem.
- Powiedzieć Ci co widzę? - posłałam jej ciepłu uśmiech, który całkowicie zignorowała. - Widzę piękna dziewczynę, która gdzieś zabłądziła i nie umie sobie poradzić z odnalezieniem właściwej drogi. - nie odpowiedziała, jedynie pociągnęła kilka razy nosem spoglądając na moją osobę.
- Nie znasz mnie - burknęła wiedząc, że mam rację.
- Nie muszę Cię znać, żeby to stwierdzić - zauważyłam. - Opowiedz mi coś o sobie - zaproponowałam.
- Naprawdę chcesz tego słuchać? - zdziwiła się. W odpowiedni jedynie pokiwałam twierdząco głową. Ciche westchnięcie uciekło z jej ust. - Mam na imię Cassie Decker. Kilka lat temu przeprowadziłam się z Londynu do Nevady ponieważ moja mam popełniła samobójstwo i pełnoprawną opiekę nade mną objął ojciec. Zamieszkałam z nim i jego nową rodziną. Moja macocha mnie nienawidzi i upokarza przy pierwszej lepszej okazji. Jej syn z poprzedniego związku. On... - zawahała się - On mnie zmusza do...
-Nie musisz tego mówić, wiem o co chodzi - przerwałam widząc trudność z jaką przychodzi jej to słowo. Spojrzała na mnie z wdzięcznością po czym kontynuowała.
- W szkole miałam przesrane, krótko mówiąc. Byłam cicha i zamknięta w sobie. Łatwa ofiara. Gnębili mnie, nienawidzili, za nic! Robili mi okropne rzeczy. Potrafili mnie podtapiać w toalecie, zaczepić na korytarzu, uderzyć, zwyzywać, raz nawet jedna dziewczyna wzięła żyletkę i pocięła mi rękę.  Zaczęłam ćpać i robię to dalej. Potem stwierdzili u mnie zaburzenia osobowości chwiejno emocjonalnej typu impulsywnego co tylko podwoiło wrogość ludzi. - z jej oczu popłynęła kolejna fala łez. Bardzo jej współczuję. Widzę jak cierpi,ale widzę też, że jest dobrą osobą, która nie zasługuje na takie piekło.
- Ile ty masz tak właściwie lat? - spytałam
- Siedemnaście - Boże. Jest taka młoda. Ma przed sobą całe życie, a już je chce skończyć. Przypomina mi mnie w jej wieku. Wiem jak się czuję i co przechodzi. Ja jednak miałam oparcie w niektórych osobach. Ona nie ma nikogo.
- Też byłam gnębiona w szkole - zaczęłam - Rozumiem Cię. Moje życie rodzinne też nie było łatwe. Ojciec mnie zostawił, a mama katowała z byle powodu. Wpadałam w masę kłopotów, z których mój przyjaciel musiał mnie wyciągać. Mam za sobą toksyczny związek i masę blizn na całym ciele. Dzisiaj wiem, że nic nie dzieję się bez przyczyny. Te wszystkie doświadczenia sprawiły, że jestem teraz tym kim jestem. I jestem z tego dumna. - zakończyłam - Co jest twoim marzeniem? - odeszłam trochę od tematu. Dziewczyna najpierw spojrzała na mnie jak na jakiegoś ufoludka,ale po chwili odpowiedziała.
- Chciałabym stąd wyjechać. Daleko. Zacząć wszystko od nowa. Wrócić do Wielkiej Brytanii i studiować aktorstwo - oznajmiła, a jej twarz w sekundzie rozpromieniała.
- Co stoi na przeszkodzie?
- Nie mam pieniędzy, a nikt mi tego nie sfinansuje. - odparła smutno.
- Ile pieniędzy potrzebujesz?
- Nie rozumiem - zmieszała się
- Ile pieniędzy potrzebujesz, żeby stąd wyjechać? - powtórzyłam dyskretnie wywracając oczami.
- Nie wiem. Na bilet i na początek życia tam. - odpowiedziała niepewnie.
- Trzydzieści tysięcy dolarów Ci wystarczy?
- Tak, pewnie, że tak, ale zanim nazbieram taką sumę miną wieki - stwierdziła.
- Idź do domu. Spakuj wszystkie swoje rzeczy i...która jest teraz godzina?
- Koło pierwszej w nocy.
- I bądź pod hotelem Belliago punkt szósta, zgoda? - uniosłam pytająco brwi.
- Ale o co chodzi? Nic nie rozu...
- Zaufaj mi - przerwałam.
- Ale...
- Proszę, zaufaj mi - poprosiłam błagalnym tonem.
- Zgoda - przytaknęła po chwili ciszy.

*

   Gdy moja nogi stanęły w salonie omal co nie zaliczyłam upadku na podłogę. Jedynym widokiem jaki zajmował moją głową był widok tańczącego Andy'ego i Christian'a.


Momentalnie wybuchnęłam śmiechem dołączając do swoich znajomych.
- Co do cholery? - spytałam nie mogąc powstrzymać rozbawienia.
- Oto podziwiaj małpy w okresie godowym. - odpowiedziała z łzami w oczach Jinxx. Wolałam nie wnikać w początek tej historii. Całe towarzystwo siedziało w wielkim kole na środku dywanu. Wepchnęłam swój zgrabny tyłek na jedno z wolnych miejsc koło Frances. Jezu, czuję się jak nastolatka w pierwszej klasie liceum.
- Dobra ja już nie mogę - wysapał zmachany Biersack.
- Ja też - poparł go CC. Oboje usiedli na swoje miejsca. - O siemasz Taylor - uśmiechnął się do mnie Coma.
- Masz zadatki na tancerza - skomplementowałam puszczając mu oczko.
- Ej a ja? - Andy, siedzący na przeciwko zrobił fochnięty dziubek.
- Nioch, nioch ty też - posłałam mu buziaka. Zadowolony znów wrócił do swojej wcześniejszej pozycji.
- Dobra, dajmy teraz zakręcić solenizantce - oznajmił Derek podsuwając mi zieloną butelkę po piwie. Nachyliłam się do środka koła, dość mocno zakręciłam szkłem i wróciłam na swoje miejsce. Z podekscytowaniem wyczekiwałam mojej ofiary. Już mam masę szatańskich pomysłów. Naczynie zaczęło pomału zwalniać i zwalniać, i zwalniać, aż w końcu wskazała na wybraną osobę. To są chyba jakieś jaja.

------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka *.* Oto 13 rozdział :) Jejku, tyle na to czekałam! Tyle czekałam na Jonathan'a! Buhaha uwielbiam go, ale niekoniecznie jest on pozytywną postacią yhyh :D Przy okazji ogłaszam, że epizodycznym bohaterem tygodnia został Rasta! Wiedziałam, że go polubicie :3 W ogóle wyszedł teledysk do piosenki "House On A Hill" <3 Widział ktoś? Jak wrażenia? Bo ja osobiście jestem zachwycona i bardzo poruszona. Jeden z najpiękniejszych video jakie widziałam. Po prostu piękne! Wracając do blogów. Chciałam bardzo przeprosić teraz te osoby , u których nie skomentowałam najnowszych rozdziałów, a przeważnie to robię :( Mamusia dostała kartkę z ocenami i stwierdziła, że jeżeli od nowego półrocza będę miała chociaż jedną tróję nie jadę na koncert, więc zaczynam trochę więcej czasu poświęcać na naukę :) A na koniec chciałabym bardzo podziękować wszystkim osobom , które czytają, wyświetlają i komentują bloga dzięki temu ten się rozwija *.* Buziaki i kocham bardzo :* Do następnego!
21 KOM = Zaczynam pisać nexta! :*

28 komentarzy:

  1. Sorry ,że jeszcze nie przeczytałam a już komentuję. Trudno skomentuję jeszcze raz jak przeczytam! W końcu nowy rozdział kocham twojego bloga! <3 Dziękuję za komentarze pod moimi postami one sprawiają mi taką radość! <3 Więc biorę się za czytanie i dawanie drugiego koma (zapraszam także na 4 rozdział do siebie)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej ^__^
    Wybacz, że tak krótko i nieprecyzyjnie, ale mnie wyzywają, że im klawiatura klika....
    Więc, przechodząc do szczegółów, jest zajebiście!
    Na początku się zrobiło gorąco, oj....
    Ogólnie fajna imprezka. No i mordobicie pierwsza klasa xD
    W sumie, co ja mam jeszcze napisać? Fajnie piszesz, czekam na kontynuację.
    Weny, pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok już przeczytałam :) Już sobie wyobrażam ten nieśmiertelnik musiał być piękny. Nie wiem czemu ale kiedy przetłumaczyłam sobie tekst to kilka łez popłynęło mi ze wzruszenia, co dziwne jak na mnie (nie wiem co się ze mną dzieje). Z jakiej paki podobało mi się to jak pobili Bena? Tak najpierw łzy lecą a potem z podekscytowaniem czytanie jak leją chłopaka. Mam te swoje humory. Czekam na następny i mam nadzieję że szybko się pojawi ;* Weny <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam^^
    Polała się się krew. Lubię bójki, ale tylko jako obserwator.
    Impreza pierwsza klasa.
    Jakoś nie mam weny na komentowanie, ale mogę stwierdzić, że bardzo mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra, dziś to sobie wszystko ładnie ułożę, żeby nie było chaotycznie.
    -Jonathan hahahaha. Ten kolo jest zajebisty! Ej, serio lubię go! Btw. Jamie♥
    -"Untouched" KOCHAM TO!♥♥♥
    -Próba gwałtu... Ekhem, no. Dobrze, że nic jej nie jest.
    -Taniec z Ashley'em do "Runaway"^_^ Chciałabym to zobaczyć:D
    -Taniec z Andy'm hue hue. No ale musiał się wpierdolić Jonathan. Ale i tak kolesia lubię:P
    -BÓJKA!!!!! Zajebisty moment. Taylor pokazała pazurki. Andy i Ronnie mnie rozwalili:D Serio, ta zgodność, żeby obić mu ryj. Tak właściwie, to wkurzyłam się na ten moment, bo dziwnie mi przypomina jedną rzecz, którą mam w głowie, ale naprawdę muszę się pogodzić z naszym połączeniem mentalnym, siostro:P
    -"- Nie, ale nie macie prawa go katować na śmierć!
    - Przecież żyję - stwierdził spokojnie Jonathan, wyręczając Biersack'a."- Jonathan mój mistrz♥
    -Tay ma dobre serduszko i pomoże Cassie:) Słodkie.
    Wyłapałam troszkę błędów, ale wiadomo, że to się zdarza, soo luzik.Okej, więc życzę dużo dobrych, celujących ocen, bo cem nowe rozdziały i jeszcze mojego obiecanego oneshot'a o mnie i V.♥♥♥ Wenę masz, to już tego nie życzę:P Nie no, żarcik. Mnóstwa weny.
    A za pół godziny zapraszam do mnie, na 49 rozdział:P http://myworld-meandblackveilbrides.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. ty i nauka ... <3 krew ,krewww ^-^ w sumie szkoda, że go nie zabili albo, że nie trafił na oddział intensywnej terapii ale cóż ..w sumie to go nie darzyłam zbytnio sympatią :D coś czuje ,że w przeciwieństwie do ciebie nie polubię tego Jonathana ;__; co jest dziwne śmiałam sie w momentach, w których nie wypadało ,ale to wszystko przez ciebie XDD życzę weny i czekam na kolejny do zobaczenia /Nat

    OdpowiedzUsuń
  7. Cholernie podoba mi się ten rozdział i ciekawa jestem jak to wszystko poleci dalej. Bardzo dobrze piszesz. Czytam każdy rozdział z czystą przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  8. O kerwa Jonathan'a "gra" Jamie Campbell Bower i tak cholernie cię za to kocham ❤ a rozdział jest CUDOWNY i nareszcie Ben dostał po ryju ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Bosh..! Kocham ten rozdział. Naprawdę dobrze piszesz. Bardzo się wciągnęłam i czekam na następny! <3

    OdpowiedzUsuń
  10. extra rozdział czeka na next>>>Noele

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudowny! czekam na kolejny =3

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem zła, bo przed pracą napisałam ci długi komentarz i mi się skasował. A teraz padnięta, nie chce mi się tyle pisać, a tamten był taki długi.

    Jonathan zapewne jest debilem, który udaje, że jest takim ideałem. Tay go na tyle poznała, że zna go najlepiej. Ciekawe co on jej zrobił? Bił ją? Jeszcze chce , żeby ona do niego wróciła? Pf.... Nie zrobi tego, prawda? Niech za Andy'ego się bierze :D.
    A swoją drogą prezent od Biersacka był genialny, słodki i idealny.
    TaY pomoże nieznajomej? :O No tak, jest modelka więc ma kasę :)
    I na kogo butelka wskazała? Jonathana pewnie. A może Biersacka? :>

    Czekam na kolejny <3

    PS: Żadnej trói nie masz mieć? To kiepsko. Ja jestem na tyle ambitna, ale leniwa bardziej, byle zaliczyć na 3/4. Moim zdaniem oceny nie maja żadnego znaczenia. Jestem studentką, teraz mam już wyjebane, byle mieć przynajmniej 3 i zaliczyć przedmiot :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniały <3 Nie mogę się domyślić na kim zatrzymała się butelka, czy na Andym czy Jonathanie. Nie ważne. Czekam na następny <33333

    OdpowiedzUsuń
  14. Super rozdział.
    I♡UNICORNS

    OdpowiedzUsuń
  15. Czekam na następny z niecierpliwością <333

    OdpowiedzUsuń
  16. O matko! WSPANIAŁY!!! Czekam na następny <3<3<3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  17. Wspaniały jak zawsze!!! Czekam na następny <3 Weny i ocen ;3

    OdpowiedzUsuń
  18. Zapraszam na rozdział 8
    http://heartoffire-bvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Super rozdział!!! Najlepsza była ta bójka =D Czekam na nn :**

    OdpowiedzUsuń
  20. Wciągnęłam się w twojego bloga naprawdę!!! Czekam na następny <333

    OdpowiedzUsuń
  21. Fajny rozdział , czekam na następny :*

    OdpowiedzUsuń
  22. Rozdziały kończą się zawsze na najlepszych momentach ;c ale i tak czekam na następny

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. Szukałam jakiś nowych blogów i nagle trafiam na takie cudo
    Weszłam tu przez przypadek, ale na pewno zostane na długo!
    To co piszesz od razu przypadło mi do gustu
    A do tego bohaterowie opowiadania są po prostu perf perf perf.
    Ciesze się, że tu trafiłam, dodaje do obserwowanych i z niecierpliwością wyczekuje nowego rozdziału xx

    OdpowiedzUsuń
  25. Witaj! Jestem nowa, niedawno odkryłam twoje opowiadanie, pochłonęłam całe w jeden dzień i przez Ciebie nie śpię po nocach. Fabuła jest świetna. Cudowne połączenie BVB, Momsen, Radke i... Jonathana pod postacią mojego ukochanego Jace'a z Miasta Kości. Bardzo Cie podziwiam, bo sama piszę opowiadania, ale nie mam odwagi ich udostępniać. Z niecierpliwością czekam na następne rozdziały ;) ~~Darkmoon

    OdpowiedzUsuń
  26. Przepraszam, że komentuje dopiero teraz.
    Rozdział mi się podoba, jest super! <3
    Jezu ta bójka... kocham to jak inni potrafią się wstawić za kimś. To jest dopiero przyjaźń. :)

    Kurde, widzę inspiracja serialem Skins? Kocham Cassie, to miło, że Tay jej pomaga. Taka cicha myszka. Smutna, naprawdę potrzebująca pomocy... no chyba, że tylko taką gra, ale to się okaże :)
    Życzę weny i czekam na następny! :) <3

    OdpowiedzUsuń

  27. Zapraszam na rozdział 9!
    http://heartoffire-bvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. Hejka, przepraszam że nie pisałam wcześniej ale miałam długi szlaban na kompa (ja taka zła) XD. Rozdział boskiiiiiiiii *u* Nie wiem czemu ale płakałam ze śmiechu kiedy chłopaki się lali XD <3 Kocham Twoje opowiadanie ;) Pisz pisz jak najszybciej

    My Nightmare

    OdpowiedzUsuń