piątek, 14 listopada 2014

Rozdział XII ~ Luxor

Taylor's POV

   Kompletnie nie miałam pomysłu, gdzie Andy mógłby mnie zabrać. Co jest dziwne, bo jestem bardzo pomysłowym człowiekiem. Siedzieliśmy w limuzynie, a ja nie mogłam się skupić na tym co ta cholerna osoba do mnie. Z szampanem w ręku, analizowałam jego wygląd, jego oczy, jego usta, to jak nimi poruszał przy wypowiadaniu każdego słowa.
- Taylor czy ty mnie słuchasz? - wpadłam.
- Ymmm..Co?...Tak, tak, słucham - powiedziałam zdezorientowana. Tylko nie pytaj o czym mówiłeś, tylko nie pytaj o czym mówiłeś, tylko nie pytaj o czym mówiłeś...
- To o czym mówiłem? - cholera.
- Ymmm...no tym..tam...no - zaczęłam, ale jak zwykle, moje tłumaczenia nie wychodziły zbyt dobrze.- Oh, przepraszam, zamyśliłam się na chwilę - przyznałam idiotycznie.
- Tak, a o czym tak intensywnie myślałaś? - spytał, a z jego ust popłynął lekki śmiech.
- Ymmmm...jestem ciekawa dokąd jedziemy. - wymyśliłam, co po części było prawdą. I znowu ten śmiech, który spowodował wypłynięcie delikatnego różu na moje policzki.
- Widzę, że nie możesz się doczekać - posłał mi ten rozbrajający uśmiech.
- Kobieta ciekawską jest - upiłam łyk alkoholu wzruszając ramionami.
- Już dojeżdżamy - oznajmił wyglądając przez okno. Impulsywnie zrobiłam to samo, a moje oczy w sekundzie spoczęły na wielkiej budowli w kształcie piramidy, która dość wyraźnie odstawała od reszty.
- Po co przywiozłeś mnie do Luxor'a*? - zmarszczyłam podejrzliwie brwi. Nagle moja uwaga została skupiona na otwartych drzwiach od limuzyny.
- Chodź ze mną to zobaczysz - zaproponował tajemniczo podając mi prawą dłoń. Niepewnie ją ujęłam i razem wyszliśmy z pojazdu. Powolnym krokiem skierowaliśmy się do hotelu. Zaraz po przekroczeniu progu zaprało mi dech w piersiach. Całe życie mieszkałam w Vegas, ale nigdy nie byłam w tym miejscu. Lobby było niesamowite. Panował tu głownie kolor złoty. Całe wnętrze urządzone jak w starożytnym Egipskim pałacu. Po bokach otaczały nas pięknie zdobione kolumny. Z kolei na wprost stały trzy gigantyczne posągi Faraonów. Dookoła porozstawiane palmy i inne, mniejsze podobizny starożytnych władców, bogów i zwierząt. Po lewej stronie swoje miejsce miał nie wielki basen z bujną roślinnością i trzema Sfinksami. Nad nami, po obu stronach można było dostrzec dyskretne balkony z pokojami. A ja myślałam, że Belliago jest luksusowy. 
   Moje podziwianie przerwała ręka Biersack'a prowadząca mnie w głąb hotelu.
- Gdzie ty mnie prowadzisz Andy? - spytałam zirytowana. Nie lubiłam niespodzianek.
- Przestań marudzić - powtórzył mój ton - Za chwilę zobaczysz - dodał kiedy skręciliśmy do wielkich drzwi, które pojawiły się jakby znikąd. Gdy przekroczyliśmy ich próg, muszę przyznać, że mój umysł zaczął lekko świrować. Ciemny korytarz nie mający końca. Bo bokach jedynie malutkie, żółte światełka nie dające praktycznie żadnej jasności. Nagle stanęłam w wielkiej sali przypominającej teatr. Widownia na co najmniej dwieście osób już, praktycznie w połowie zapełniona. Krwisto czerwone kurtyny, które z trudem można było dostrzec ze względu na nie wielką ilość światła. Piękna, barokowa, złota rama otaczająca scenę. Kojarzyłam to miejsce tylko skąd, cholera skąd ja to....tak jakbym kiedyś widziała zdjęcie....i....uh...nie przypomnę sobie. Przez moją fascynację, nawet nie zdążyłam zauważyć, że wraz z moim towarzyszem siedzimy na środku pierwszego rzędu widowni.
- Andy powiedz mi w końcu co to za miejsce, bo za chwilę zwariuję. - poprosiłam pół szeptem ściągając z ramion kurtkę i wieszając ją na krześle.
- No więc z tego co pamiętam, interesujesz się wszystkim co nadprzyrodzone i nie wyjaśnione prawda? - uśmiechnął się cwaniacko opierając łokcie o podłokietniki i składając dłonie w tzw. "mostek".
- No tak - przymrużyłam oczy.
- Więc mój znajomy jest słynnym magikiem, a teraz jesteśmy na jednym z jego spektakli - wyjaśnił wreszcie - Może go kojarzysz, jest dość znany. - dodał po chwili -  Dla przyjaciół Christopher Sarantakos, bardziej oficjalnie Criss Angel - na dźwięk tego przydomku omal co nie zemdlałam z szoku. Cholera, cholera, cholera!!! Właśnie zobaczę swojego największego idola, swój autorytet. To nie dzieję się naprawdę. 
- Taylor wszystko w porządku? - do moich uszu dobiegł zmartwiony głos Biersack'a. Prawdopodobnie w tamtym momencie byłam blada jak ściana, a moje szczęka romansowała z podłogą.
- Czy...czy...ty mówisz o tym Criss'ie Angel'u? - wykrztusiłam z wielkim trudem.
- A co nie lubisz go? - jak on w ogóle śmiał tak pomyśleć?
- Że co?! Ja go ubóstwiam, kocham, uwielbiam i bóg wie co jeszcze! - wyznałam, całkowicie zapominając o tym, że praktycznie cała sala, zapełniona jest ludźmi.
- Hah no widzisz, to dobrze trafiłem - puścił mi oczko - Jeżeli chcesz, możemy potem iść z kulisy. Ja przywitam się z kumplem, a ty poznasz swojego idola jak mówisz - zaproponował, a ja jeszcze bardziej nie mogłam uwierzyć w to co ma teraz miejsce. Bez zastanowienia, dosłownie rzuciłam się brunetowi na szyję ściskając tak mocno jak tylko mogłam.
- Boże, Boże, Boże, dziękuję, dziękuję, dziękuję - zaczęłam piszczeć jak wariatka - Tak bardzo Ci dziękuję! Jesteś cudowny, najlepszy, najwspanialszy - zaczęłam wymieniać.
- Nie ma za co, ale teraz mnie puść bo dusisz - zaśmiał się, a ja w sekundzie go puściłam wracając na swoje miejsce.
- Przepraszam - powiedziałam trochę zawstydzona zakładając za ucho pasmo włosów.
- Nie szkodzi, to było nawet przyjemne, pomijając fakt, że zaczęło mi brakować tchu - z jego ust, znów wypłynął ten nonszalancki śmiech co spowodowało ponowne wystąpienie różu na mojej twarzy. - A właśnie! Przypomnę Ci to wszystko pod koniec pobytu - oznajmił poruszając sugestywnie brwiami. Już uchylałam usta aby coś odpowiedzieć, ale nagle wszystkie światła zgasły. W pomieszczeniu zaczęła rozbrzmiewać upiorna muzyka rodem z filmów grozy.Chwilę później w głośnikach, umieszczonych nie wiadomo gdzie, rozbrzmiały słowa "Wejdźcie do mojego umysłu"

Regular POV

   Po godzinie spektakl dobiegł końca. Dziewczyna była wniebowzięta całym zajściem. Nigdy nie sądziła, że podczas tego wyjazdu spełni się jedno z jej marzeń. Pasjonowało ją wszystko co niewyjaśnione. Criss, jako idol był obecny przez całe jej życie. A teraz nie dość, że siedziała na widowni "Believe" w pierwszym rzędzie, spotka i porozmawia z Angel'em twarzą w twarz.
- Taylor, mówię do ciebie - z zamyślenia wyrwał dziewczynę lekko podirytowany wokalista.
- Tak, tak przepraszam, ale dalej nie mogę uwierzyć w to, że za chwilę spotkam najcudowniejszego mężczyznę na całym świecie - oznajmiła rozmarzona gdy przekroczyli progi kulis. Wszystko wyglądało tak jak w teatrze. Metalowe ściany, pełno porozstawianych rekwizytów i masa ludzie goniących we wszystkie strony. Blondynka cały czas z fascynacją kroczyła za Biersack'iem zmierzającym do wielkich drewnianych drzwi umiejscowionych w oddali, w prawym boku pomieszczenia. Ozdabiała je jedynie niewielka tabliczka z napisem "Sarantakos". Chłopak bez oporów kilkukrotnie w nie zapukał. Taylor impulsywnie ujęła dłoń bruneta lekko ściskając. Na jego twarz wypłynął mimowolny uśmiech. Każdy jej dotyk sprawiał mu wielką przyjemność. Nagle drzwi wykonały charakterystyczny odgłos. Oczom towarzyszy ukazała się dość wysoka postać w krótkich, kruczoczarnych włosach z czerwonymi pasmami. Jego ciemnobrązowe tęczówki dodawały jego urodzie jeszcze większej tajemniczości. 
- Christopher! - krzyknął Andy przytulając swojego przyjaciela "po męsku"
- Biersack! - mężczyzna odwzajemnił gest, a na jego twarzy zagościł wielki banan. - Młody, tyle czasu - dodał spoglądając na kumpla.
- No, trochę - przyznał - Słuchaj, chciałbym Ci kogoś przedstawić - obrócił ciało w stronę dziewczyny. - To jest Taylor - przedstawił oszołomioną blondynkę.
- Miło mi poznać. - magik posłał jej rozbrajający uśmiech - Jestem Christpher - wyciągnął w jej stronę dłoń. Ta bez zastanowienia rzuciła się brunetowi na szyję zamykając w żelaznym uścisku.
- Jezu, Jezu, Jezu! - zaczęła piszczeć. Angel najpierw stał bez ruchu, lekko zdezorientowany, ale po chwili z wielkim entuzjazmem również przytulił dziewczynę.
- Fanka - wyjaśnił rozbawiony wokalista.
- Jak miło - stwierdził gdy Momsen odsunęła swoje ciało. - Nie będziemy tutaj tak stać. Wchodźcie - gestem dłoni zaprosił znajomych do środka. Wnętrze pokoju było bardzo przewidywalnie urządzone. Wielkie lustro na połowę, prawej ściany ukazujące odbicie praktycznie całego pokoju. Na przeciwko swoje miejsce miały wieszaki z ubraniami, buty, kostiumy, itp... Na wprost wejścia, obok lustra stała wielka, brązowa rogówka,a dokładnie na przeciwko, na ścianie wisiał wielki telewizor. Pomiędzy nimi był nie wielki, szklany stolik. Tuż koło wejścia znajdował się barek, wypełniony po brzegi najróżniejszym alkoholem.  - Siadajcie. - wskazał na kanapę. - Co do picia? - spytał grzecznie gdy oboje zajęli, wygodnie miejsca.
- Możesz nalać trochę Burbonu - oznajmił Andy. 
- Aaaa...pamiętasz. - Christopher wykonał charakterystyczny gest pokazując palcem wskazującym na Biersack'a, a kciuk unosząc w górę. Ten w odpowiedzi wzruszył jedynie ramionami.- A ty co sobie życzysz? - zwrócił się do Taylor nalewając i sobie i koledze Amerykańską Whisky.
- Może być to samo - stwierdziła i po chwili skarciła swój rozum. Nienawidziła whisky. Za nim się obejrzała Angel postawił przed każdym swoją porcję napoju, a sam przysiadł na wolnym miejscu , obok dziewczyny.
- No więc opowiadajcie, co robicie w Vegas? - klasnął w dłonie zaczynając rozmowę. Niebieskookiej od razu ten gest skojarzył się z Ronnie'm.
- A no wiesz, trochę zabawy nigdy nie zaszkodzi - wyjaśnił sugestywnie Biersack. - Nie wiem czy kojarzysz...Ronnie Radke?
- No słyszałem, słyszałem. Owego czasu najbardziej znany człowiek w Vegas - zauwżył - Wszędzie chodził z swoja siostrą, czy tam przyjaciółką, o ile się nie myślę - upił łyk swojego napoju. W tym samym momencie Momsen zamarła. Criss Angel o niej słyszał! Criss Angel o niej słyszał! Nie mogła powstrzymać emocji jakie towarzyszyły tej wypowiedzi.
- No to właśnie Ronnie nas tu wyciągnął - oznajmił Andy - a to jest ta jego przyjaciółka - wskazał głową na dziewczynę, która jak zaczarowana analizowała swojego idola.
- Na prawdę? - skierował pytanie do dziewczyny lekko unosząc brwi.
- No, tak wyszło - niebieskooka wzruszyła ramionami uśmiechając się promiennie.
- No to super, trochę słyszałem na twój temat - puścił dziewczynie oczko co momentalnie sprawiło, że spaliła buraka. Ten facet jest przykładem mężczyzny dla, którego zrobiłaby, dosłownie wszystko. O co by, nie poprosił, ona by to wykonała. 
- Pozytywnie czy negatywnie? 
- A i tak i tak, ale wierzę tylko w te pozytywne - znów posłał jej ten magiczny uśmiech, od którego mogła w każdej chwili zemdleć. 
- Żebyś się nie zdziwił - skomentował rozbawiony Andy. Blondynka jedynie przelotnie na niego spojrzała posyłając wrogie spojrzenie, po czym znów skierowała całą swoją uwagę na magiku.
- Skoro jesteś moją fanką to co Cię dokładnie interesuje? - zaciekawił się przykładając naczynie do ust.
- Głównie demonologia, zjawiska paranormalne, parapsychologia i trochę filozofia - zaczęła wymieniać. - Swego czasu bardzo dużo czytałam też o magii i okultyźmie. -  Jej wyznanie bardzo zdziwiło Biersacka, który nie sądził, że dziewczyna ma aż tak szeroko rozwinięte zainteresowania w tych dziedzinach.
- Chyba znalazłem bratnią duszę - powiedział, z niedowierzaniem iluzjonista.
- Ja już w tobie dawno - wypaliła. Na szczęście chłopcy wzięli to za żart i całe pomieszczenie zapełnił ich przeplatający się śmiech. Momsen odetchnęła z ulgą. - Posłuchaj, mogę Ci zadać osobiste pytanie? - spytała niepewnie zmieniając temat.
- Jasne - przyzwolił po chwili namysłu.
- Jesteś katolikiem? 
- A ty?
- Moja wiara jest dość skomplikowana - wyjaśniła zwięźle.
- Moja też - skwitował zachęcając blondynkę do odpowiedzi.
- No więc wierzę w Boga, ale nie wierzę w kościół i nie wierzę we wszystko co pisze w biblii. - odpowiedziała w skrócie.
- Masz bardzo podobne poglądy do moich, niemalże takie same. - przyznał, a ciało dziewczyny poczuło na sobie jego tajemniczy wzrok. Nie wiedząc co odpowiedzieć Taylor jedynie posłała swojemu rozmówcy delikatny uśmiech.
- Widzę, że znaleźliście wspólny język, ale niestety musimy już iść- do konwersacji wbił się Andy, który zaparcie patrzył na ekran swojego telefonu. 
- Ja również muszę wracać do pracy. Za pół godziny mam kolejne show - oznajmił zwalniając swoje dotychczasowe miejsce. 
- Szkoda, miałam do ciebie tyle pytań - powiedziała z smutkiem blondwłosa również powtarzając gest Criss'a.
- Mi też jest przykro, ale jeszcze na pewno będzie okazja - seksownie wygiął kąciki swoich ust unosząc je, subtelnie ku górze - Do kiedy zostajecie w Vegas? - spytał po chwili odkładając swoją szklankę do niewielkiego zlewu. 
- Jeszcze kilka dni - oznajmił Biersack stając na przeciwko mężczyzny.
- Cholera, mam zajęty najbliższy tydzień - przeklął pod nosem krzyżując ręce na piersi.
- Zawsze zapraszamy do Los Angeles - wtrąciłam podchodząc do brunetów.
- A chętnie skorzystam, jak tylko znajdę chwilę - rozpromienił się. 
- No to załatwione - potwierdził entuzjastycznie wokalista zmierzając w stronę drzwi. 
- Naprawdę było miło Cię poznać - przyznała Taylor stając obok wyjścia.
- Z wzajemnością - magik uśmiechnął się rozbrajająco przytulając drobne ciało dziewczyny. Nawet nie zdawał sobie sprawy jaką sprawił radość tej niebieskookiej ślicznotce, która całe życie marzyła o spotkaniu z nim. Każdy jego detal jej imponował. Od wyglądu, przez wypowiedzi, aż do zdolności. Wiedziała, że ten człowiek posiada potężną wiedzę. Sama chciałaby taką mieć, choć w połowie. 
- Dobrze było Cię znów zobaczyć - puścił dziewczynę i zwrócił swoje słowa do Andy'ego.
- Ciebie też - chłopaki przytulili się w męskim stylu, po czym iluzjonista utworzył drzwi wypuszczając parę z pomieszczenia. 
- Do zobaczenia - powiedzieli równocześnie na odchodne wychodząc z pokoju.
- Do zobaczenia.

Taylor's POV

- Andy, czy możesz mi powiedzieć gdzie mnie znowu wleczesz? - spytałam zirytowana siedząc w limuzynie.
- Ej nie marudź! Z tego co zauważyłem to z pierwszą niespodzianką trafiłem - przypomniał dumnie upijając łyk szampana. Na mojej twarzy mimowolnie wystąpił wielki banan na wspomnienie o spotkaniu Angel'a. Byłam wdzięczna Biersack'owi za to, że mnie zabrał na pokaz, a potem jeszcze poznał z Criss'em, ale to nie zmienia faktu, że nienawidzę niespodzianek. Ogółem nienawidzę żyć w niepewności i nie wiedzieć na czym stoję. Myślę, że moja przeszłość może mieć coś z tym wspólnego, ale niewiele. Po prostu jestem takim typem człowieka. 
- No tak - przyznałam niechętnie - Dziękuję Ci tak cholernie, bardzo - powiedziałam to zdanie już chyba setny raz odkąd opuściliśmy progi hotelu. 
- Dobra, już to słyszę chyba setny raz - zaśmiał się odstawiając naczynie do barku. Chciałabym mu jakoś podziękować, tylko jak? Nawet nie miał pojęcia, ile taki gest dla mnie znaczył. Nie wiem czy celowo mnie tutaj zabrał, czy przypadkiem, fakt faktem spełnił jedno z moich marzeń. Nie mogłam tego tak zostawić. 
- Andy? - wymówiłam nieśmiało jego imię czekając aż spojrzy w moją stronę. Gdy to nastąpiło, nasze twarze zaczęło dzielić raptem kilka centymetrów. Znów mogłam zobaczyć swoje odbicie w jego błękitnych tęczówka. Teraz albo nigdy! Bez dłuższego zastanowienia, złączyłam nasze usta w zmysłowym pocałunku przymykając powieki. Wokalista najpierw był lekko zaskoczony całą sytuacją. Kto by nie był? Mimo to, już po kilku sekundach zaczął, muskać moje wargi, delikatnie je przy tym przygryzając co jakiś czas. Po chwili poczułam jego chłodną dłoń na swoim policzku.Ja z kolei zwinnym ruchem wdrapałam się na bruneta, w efekcie czego siedziałam teraz na nim okrakiem, przejmując inicjatywę. Wsunęłam rękę za głowę wokalisty zatapiając palce w jego kruczoczarnych włosach. Nasze języki zaczęły subtelnie po sobie jeździć dopełniając pocałunek. Ręce Biersack'a zjechały na mój tyłek. Gdy poczułam delikatne wybrzuszenie w spodniach Andy'ego mimowolnie na mojej twarzy zagościł uśmiech. Dyskretnie zaczęłam naciskać swoim ciałem na przyrodzenie deviant'a. Do moich uszu dobiegło jego warknięcie co spowodowało, że znów wygięłam kąciki ust ku górze. Ku zaskoczeniu bruneta szybkim ruchem zeszłam z jego kolan, z powrotem zajmując miejsce obok. Mój towarzysz ,lekko dysząc posłał mi pytające spojrzenie.
- To moje ostatecznie podziękowanie - posłałam mu przebiegły uśmiech ujmując kieliszek z alkoholem. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jestem z siebie dumna. 
- To kto jest jeszcze twoim idolem? - spytał, dalej oszołomiony wcześniejszym zajściem. Natychmiast się zaśmiałam ukazując szereg białych zębów. Niech sobie nie myśli, że jestem taka jak inne. Zawsze odstawałam od rówieśniczek i rówieśników. Moje życie zmusiło mnie abym wcześnie dorosła. Nigdy nie umiałam znaleźć wspólnego języka z znajomymi. Koleżanki traktowały mnie jak wroga, a koledzy chcieli tylko jednego. Nie sądziłam, że kiedykolwiek dojdzie do tego, że to ja będę obiektem westchnień wielu osób, a jednak życie płata takie niespodzianki. Szkoda, tylko, że wcześniejsze wydarzenia nie znikną od tak i będę ze mną do końca.
- Jesteśmy - w mojej głowie rozbrzmiały słowa chłopaka. Impulsywnie skierowałam oczy na drzwi, które zostały podniesione. Przepuszczona przez Andy'ego jako pierwsza wyszłam z limuzyny. Już po zrobieniu kilku kroków zaprało mi dech w piersiach.Stałam tuż na przeciwko wielkiej willi.


- To..to..na..na..na pewno....tutaj? - wybełkotałam dając do zrozumienia mój zachwyt budynkiem.
- Tak, chodź - potwierdził łącząc nasze dłoń. Bez żadnego ostrzeżenia zaczął mnie prowadzić w stronę domu.
- Andy co ty wyrabiasz?! - zaczęłam posłusznie iść za wokalistą - Przecież tu ktoś mieszka!
- No na pusty nie wygląda - stwierdził z śmiechem. Co go tak bawi? Jezu, mam już dzisiaj wszystkiego dosyć. Najchętniej poszłabym teraz do hotelu sobie pospać, no może ewentualnie bym zahaczyła o jakieś spa. Nagle spostrzegłam, że Biersack jak gdyby nigdy nic sprawnym ruchem otwiera drzwi.
- Moja cierpliwość się kończy - warknęłam i chwilę później zostałam wciągnięta do środka.


- Sto lat! - głośny krzyk podrażnił moje uszy i rozszerzył niebieskie tęczówki. W ogromnym holu stała masa ludzi. Mój umysł momentalnie zaczął wyłapywać dobrze, znajome mi twarze. Moi dawni przyjaciele, których nie widziałam parę lat stali teraz w jednym pomieszczeniu. Nie mogłam w to uwierzyć. Wgapiona w korytarz, nawet nie zauważyłam kiedy zostałam zamknięta w żelaznym uścisku Ron'a.

- Ty mały popierdoleńcu! Jeszcze raz wszystkiego najlepszego gówniaro - złożył mi życzenia w swoim stylu i zaczął energicznie kołysać.
- Dzięki Ronnie, a teraz mnie puść bo chciałabym dożyć następnych urodzin. - ledwo wydusiłam z siebie to zdanie. Gdy tylko przyjaciel mnie puścił jego miejsce zajęła Frances. Jeżeli myślałam, że Radke ma sporo siły, to był największy błąd w moim życiu.
- Misiu mój kochany! Wszystkiego najlepszego! Dużo zdrowia, szczęścia, dużo kasy, fajnego chłopaka i żebyś mi się nie zmieniała - powiedziała tradycyjnie.
- Dziękuję - posłałam jej ciepły uśmiech kiedy zakończyła uścisk. 
- No to teraz ja - znikąd tuż obok stanął uśmiechnięty Brenton. - To życzę Ci wszystkiego czego sobie życzysz - dowalił wyszczerzony od ucha do ucha.
- Oryginalnie - skwitowałam wydymając ust - Dziękuję - przytuliłam ciemnookiego. I Tak kolejno każdy do mnie podchodził, mówił swoją kwestię i odchodził zwalniając miejsce innym. Podeszło do mnie chyba z sto ludzi. Nie minęła godzina, a ja już byłam wykończona. Na całe szczęście w pewnym momencie uratował mnie Ronnie ciągnąc do salonu, gdzie siedziało nasze towarzystwo.



- No wreszcie jest nasza solenizantka! - krzyknął na mój widok Rasta zajmujący miejsce tuż obok Andy'ego i Matt'a na jednej z czterech kanap. 
- No, też się cieszę - padłam wykończona na wolne miejsce obok Kat. 
- Jak Ci się podoba w ogóle moja chata Momsen? - spytał Marles siedzący na przeciwko mnie.
- Możesz mi ją dać w prezencie - zasugerowałam sięgając po jeden z wielu kolorowych napojów stojących na stoliku.
- Ta, pewnie jeszcze nie taką będziesz mieć - prychnął.
- Jasne...
- Siema Momsen - do moich uszu dobiegł delikatny, kobiecy głos, który bynajmniej nie był mi obcy. W natychmiastowym tempie przechyliłam głowę w prawo skąd dochodziło brzmienie. Moim oczom ukazała się niewysoka szatynka w szarej koronkowej sukience. Na jej twarzy można była dostrzec malutki uśmiech. Na pierwszy rzut oka większość osób pewnie powiedziałoby, że jest fałszywy, ale ja doskonale wiedziałam jaki był na prawdę.
- Wszystkiego najlepszego najlepsza dziwko w mieście.



- Zoey! - w sekundzie wstałam na równe nogi i w natychmiastowym tempie popędziłam do dziewczyny rzucając się jej na szyję. Zoey była moją najlepszą przyjaciółką. Chyba w sumie jedyną prawdziwą przyjaciółką. Spędzałyśmy z sobą całe dnie. Jako, że panna Deutch praktycznie całe życie dbała o swoją reputację wrednej suki, nie miała zbyt bujnego życia towarzyskiego. Nigdy nie wiedziałam, dlaczego to robiła. W głębi duszy była słodką, kochającą i wrażliwą dziewczyną. Stworzyła sobie pewnego rodzaju tarczę, która ją osłaniała. Ludzie jej unikali, ale też nikt nie umiał jej podskoczyć. 

- Ooo..stęskniłam się za tobą - oznajmiłam odrywając się od brunetki dokładnie oglądając jej osobę. Wyglądała inaczej. Bardziej kobieco i elegancko. Dawna Zoey była typową chłopczycą w dziurawych dżinsach.
- No mam nadzieję, bo ja za tobą też.
- Och - wydusiłam nie dowierzając i ponownie uściskałam przyjaciółkę.
- Kocham Cię dziwko - powiedziała czule reagując na mój gest.
- Ja ciebie też - spojrzałam na twarz brunetki, kąciki jej ust były wygięte wysoko do góry, a oczy sprawiały wrażenie lekko zaszklonych. - Chodź przedstawię Cię - otarłam jedną łzę, która bez pytania opuściła moje oko. Nie tracąc czasu szczęśliwa zaprowadziłam przyjaciółkę do moich znajomych. Kolejno przedstawiłam każdą osobę i po chwili obie zaczęłyśmy aktywnie uczestniczyć w rozmowie. Bardzo mnie ucieszył fakt, że wszyscy polubili Deutch i traktowali jak bliską znajomą.
   Impreza się rozkręcała, a ludzi przybywało. Tak jak to zazwyczaj bywa na imprezach organizowanych przez Radke czy Brent'a. Chuj, że to moje urodziny, a ja nie znam połowy osób tutaj. Głośna muzyka rozbrzmiewała w całym domu. Goście mieli bardzo różnorodne zajęcia, większość bujała swoimi ciałami do dźwięków piosenek, niektórzy tworzyli kilkuosobowe grupki rozmawiając, inni migdalili się po kontach, ale na pewno nikt nie odczuwał nudy.
- Taylor chodźmy tańczyć! - prośba Zoey odgoniła moje myśli.
- No idziemy, idziemy - potwierdziłam z śmiechem opuszczając swoje wcześniejsze miejsce. - Dziewczyny ruszać się! - ponagliłam Fran i Kat, które zawzięcie dyskutowały na temat tatuaży Brazylijki. A gdzie jest Isabel? Mniejsza, pewnie z Jacky'm. Brunetki popatrzyły po sobie i z wielkim entuzjazmem ruszyły za nami na środek salonu gdzie był główny "parkiet" W głośnikach rozbrzmiało "Single Ladies", a my zaczęłyśmy wywijać tyłkami w rytm melodii.

Andy's POV

   Gdy dziewczyny ruszyły na parkiet stwierdziłem, że potrzebuję dzisiaj sporego odprężenia. Tak więc wyciągnąłem chłopaków na kilka kolejek do kuchni.


Kulturalnie wyprosiliśmy wcześniejsze towarzystwo zajmujące wyspę i kolejno ją otoczyliśmy. Brenton wyciągnął z szafki kilka butelek czystej i postawił na stole. Następnie razem z Ronnie'em ustawił kieliszki w pionowej linii i zaczął wypełniać naczynia alkoholem.
   Gdy zakończył wykonywaną czynność każdy wziął  po jednym shocie czekając na znak.
- No to co? - zaczął Radke - Za Taylor! - oznajmił podnosząc trochę wyżej rękę z kieliszkiem.
- Zdrowie - dodał Brent i wszyscy równo wlaliśmy do organizmu przeźroczystą substancję. Każdy wykrzywił twarz w charakterystyczny sposób i pewnym ruchem stuknął szkłem o blat.
- Mocne - stwierdził Rayan, którego szczęka była rozciągana w wszystkie strony.
- To co jeszcze po jednym? - zaproponował Marles sięgając po butelkę. Oczywiście każdy przytaknął entuzjastycznie i tak po chwili opróżniliśmy po pięć setek na głowę.


- Dobra panowie ja lecę zapalić - poinformowałem kompanów. Ci zajęci aktywna dyskusją, nie zwrócili na mnie większej uwagi. Westchnąłem wesoło i ruszyłem w kierunku ogrodu. Niby mógłbym zapalić w domu, ale jakoś wolałem świeże powietrze. Po nie całej minucie dotarłem do celu. Kiedy, tylko przekroczył próg, wielkich balkonowych drzwi moim oczom ukazał się ogromny ogród z basen i widokiem na Vegas.



   Starałem się wyłapać wzrokiem jakieś spokojniejsze miejsce, a nie było to łatwe zadanie. Masa ludzi siedziała w wodzie lub otaczała zbiornik wodny. W końcu po kilku minutach spostrzegłem niewysoki murek otaczający posesję. W mgnieniu oka skierowałem nogi w wypatrzone miejsce i przysiadłem na kamieniu. Wyjąłem z kamizelki zapalniczkę i pojedynczego szluga. Przyłożyłem używkę do ust podpalając jej koniec. Wciągnąłem gęsty dym do płuc przytrzymując go tam na kilka sekund, po czym wypuściłem białą mgłę. Czyli Taylor jest dzisiaj, oficjalnie pełnoletnią osobą. Tak myślę, że ten fakt i tak wiele nie zmieni, ponieważ zapewne od dawna robi wszystko to co jest dozwolone, tylko osobom po dwudziestce.
   Dzisiaj naprawdę trafiłem z tym spektaklem. Ogółem nie zrozumiałe są dla mnie jej zainteresowania. Może, nie tyle co nie zrozumiałe, co po prostu mi do niej nie pasują. Pierwszy raz spotykam dziewczynę, która ma tak mroczne pasje. Okej, nie powiem, same w sobie tematu demonów, filozofii i zjawisk paranormalnych są ciekawe. Mimo to dalej nie mogę uwierzyć, że drobna blondynka o niebieskich oczach może być tym tak zafascynowana. I teraz znowu przyszły mi na myśl jej dziwne zachowania. Na przykład to jak zareagowała na film z Kurt'em, lub jej stosunek do jedzenia czy pieniędzy. Wydaje mi się, że wiem o niej sporo rzeczy, a pewnie nie wiem nawet jednej trzeciej. A w ogóle prezent! Przecież ja mam prezent dla Taylor. Cholera, muszę ją znaleźć.
  Zgasiłem papierosa tuż obok siebie i zeskoczyłem na ziemię ruszając w stronę domu. W dość szybkim tempie wparowałem do willi kierując się w stronę głównego salonu licząc na to, że tam znajdę piękną.....Cholera, znowu! Biersack! Nie tracąc czasu zacząłem wypatrywać dobrze znanej mi postaci. Niestety, jak to bywa z moim szczęściem zauważyłem jedynie chłopaków siedzących na naszych wcześniejszych miejscach. Niechętnie podszedłem do znajomych. Mój wzrok momentalnie utkwił w Jacky'm i Ronnie'em, których zachowanie bynajmniej nie wskazywało na normalne.


- A wam co? - spytałem znacząco unosząc brwi.
- A nam świetnie - odpowiedział zjarany Vincent.
- Zioło? - zwróciłem się do siedzącego obok Jinxx's.
- Yyyaaaepp - wybełkotał chichocząc. Boże, ja też tak mam jak zapalę?
- Dobra, mam pytanie. Widzieliście Taylor? - spojrzałem na nich z osobna.
- Tam jest, gada z jakąś laską - oznajmił wesoło Purdy pokazując palcem na dwie, zawzięcie dyskutujące blondynki. Jak na zawołanie wszyscy popatrzyli w tamtą stronę. Na ich widok Ronnie i Brenton popatrzyli po sobie i otrzeźwieli w sekundzie. Na twarzy obu było widać strach, który po chwili został uzasadniony.
- Cholera. - wyszeptał przerażony wokalista.

Taylor's POV

- Dziewczyny ja już nie mam siły, chodźmy na chwilę usiąść - poprosiłam błagalnie po godzinie intensywnego tańca.
- Dobra, chodźmy się napić! - zaproponowała Zoey.

 
   W oczach Kat i Frances wyraźnie można było dostrzec armię iskierek. Czyli tylko ja nie mam nastroju do picia dzisiaj.
   Bez dłuższego zwlekanie ruszyłyśmy z stronę kuchni aktywnie o czymś dyskutując. Gdy przechodziłyśmy tuż obok salonu do moich uszu dobiegł fałszywy głosik, który był ostatnim jaki chciałabym jeszcze usłyszeć.
- Kogóż to przywiało do Vegas - na te słowa moje ciało momentalnie zesztywniało, pięści ścisnęły, a paznokcie niemiłosiernie zaczęły ranić moją skórę. Niechętnie obróciłam ciało w stronę dobrze, znanej mi postaci, za dobrze.
- Alison - warknęłam przez zaciśnięte zęby.
- We własnej osobie.


Dziewczyna sprawnym ruchem odłożyła butelkę piwa na stolik po czym powolnym krokiem zaczęła kierować się coraz bliżej mnie.
- Czego chcesz?
- Przywitać. - posłała mi fałszywy uśmiech.
- Tak, z pewnością - prychnęłam krzyżując ręce na piersi.
- Cóż, słyszałam, że duet Radke&Momsen powrócił do łask - za chwilę zedrę jej ten uśmieszek z twarzy.
- Co Cię to obchodzi?
- No wiesz, powrót największego imprezowicza i jego dziwki to wydarzenie - oznajmiła poważnie zagryzając dolną wargę. Moje paznokcie jeszcze bardziej zaczęły wbijać się w dłonie, niemalże mogłam wyczuć pojedyncze krople krwi spływające po bladej skórze.
- Nie daj się sprowokować - usłyszałam gdzieś za sobą szept mojej przyjaciółki, który mało mnie w tej chwili interesował. Jeszcze bardziej zmniejszyłam odległość między nami patrząc prosto w oczy tej zakłamanej suki.
- Pieprz się Dowson - wysyczałam i beznamiętnie obróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni. Nie mogłam patrzeć na tą szmatę. Już miałam zrobić pierwszy krok w przeciwnym kierunku gdy ta suka znów kontynuowała.
- Już się na pieprzyłam z Jonathan'em - oznajmiła kpiąco - Podobno, nawet w połowie nie byłaś taka dobra jak ja. No nie trudno się dziwić dlaczego w końcu kopnął Cię w dupę - z jej ostatnim słowem moja cierpliwość wyparowała w powietrze. Natychmiast rzuciłam się na dziewczynę okładając ją pięściami. Ta nie była mi dłużna. W sekundzie poczułam jak moje włosy zostają brutalnie ciągnięte w wszystkie strony .Nagle przeszywający ból w podbrzuszu spowodowany kopnięciem Alison wykrzywił moją twarz. Bez zwlekania oddałam przeciwniczce z zdwojoną siłą. Jej ostre paznokcie zaczęły drapać moją skórę co spowodowało jeszcze większy ból. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym jej nie oddała.W pewnym momencie poczułam silne ramiona odciągające mnie od Dowson. Blondynka również została obezwładniona przez Radke...chwila...chwila skoro ją trzyma Radke to kto trzyma mnie? Z resztą mam to gdzieś. Nie zważając na okoliczności zaczęłam się wyrywać z nieznanych objęć.
- Zabiję Cię szmato! - krzyknęłam wierzgając.
- Będę pierwsza! - powtórzyła mój ton i również próbowała uwolnić ciało od Ron'a, który jak na złość był silniejszy.
- Dobra koniec tego! - ryknął Brenton wchodząc pomiędzy naszą dwójkę. Muzyka ucichła, a wszyscy goście uważnie oglądali tą scenę, raz za czas z sobą szeptając. Obie zaprzestałyśmy wykonywania swoich czynności i posłusznie stanęłyśmy w miejscu jedynie zabijając się spojrzeniem.
- Alison, myślę, że powinnaś już iść - stwierdził poważnie Marles.
- Wyrzucasz mnie?! - spytała oburzona.
- Tak wyrzucamy Cię! - wyręczył kolegę Ronnie puszczając dziewczynę.
- To ona mnie zaatakowała - próbowała udawać poszkodowaną.
- Oooo ja Cię dopiero mogę zaatakować! - zaczęłam ponownie do niej startować, jednak już po zrobieniu pierwszego kroku ktoś mi to uniemożliwił zaciskając dłonie na mojej talii.
- Alison albo wyjdziesz sama, albo Ci pomogę! - poinformował groźnie brunet. Jej mina była bezcenna. Wiedziałam, że słowa Ron'a ją zabolały. Od zawsze się w nim podkochiwała. On, natomiast nigdy nie zwracał na nią większej uwagi. Blondynka niechętnie zaczęła kierować swoje dupsko w stronę drzwi obrzucając nas jeszcze wściekłym spojrzeniem. Tuż po charakterystycznym trzaśnięciu w mieszkaniu, ponownie rozbrzmiała muzyka, a ludzie wrócili do swoich zajęć, ja wreszcie wyszarpałam się z objęć, jak się po chwili okazało Biersack'a. Chłopak patrzył na mnie pytająco, podobnie jak reszta znajomych. Bez słowa opuściłam salon zmierzając do długiego, ciemnego korytarza prowadzącego do kina domowego.
   Byłam tak cholernie wściekła, że nawet nie słyszałam kroków idących za mną. Gdy dotarłam do filmowego pomieszczenia moje ciało zostało brutalnie przygwożdżone do ściany tuż obok wejścia. Jęknęłam z bólu przymykając na chwilę oczy. Kiedy je otworzyłam napotkałam przerażający wzrok Ben'a. Patrzył na mnie jak na kawałek, jakiegoś mięsa.
- Co ty do cholery wyprawiasz?! - próbowałam wyszarpać swoje dłonie. Bezskutecznie.
- Masz ochotę na małą przygodę? - spytał podgryzając kawałek mojego ucha. W momencie zalała mnie fala obrzydzenia, a żołądek zaczął skakać w wszystkie strony. Chyba zwymiotuję.
- Z tobą? - wyśmiałam - Nigdy.
- Udowodnię Ci, że chcesz - na jego twarzy zagościł przebiegły uśmiech i bez ostrzeżenia wpił się w moje usta wpychając język wprost do gardła. Zaczęłam jeszcze bardziej wierzgać i odpychać bruneta, który był ode mnie wyższy i dużo silniejszy. Znienacka poczułam charakterystyczną ulgę. Natychmiast uchyliłam wcześniej zaciśnięte powieki, a moje oczy napotkały leżącego na podłodze Derison'a.
- Ta pani chyba jasno dała do zrozumienia swój brak zainteresowania. Nie sądzisz? - niski głos należący do mężczyzny stojącego nad Ben'em sparaliżował moje ciało jeszcze bardziej niż atak tego chuja. Dwudziestoparolatek w mgnieniu oka pozbierał swoje zwłoki w podłogi i przerażony wyszedł z pokoju. A to tchórz. Później się z nim policzę, teraz mam co innego na głowie. Mój umysł został obezwładniony przez szare tęczówki, kolana zastąpiła wata, a usta zostały lekko uchylone.
- Jonathan - wydusiłam ledwie słyszalnie.

- Witaj Taylor.

-----------------------------------------------------------------------------------------------
Simka kochani:* Aleeeee culaty rozdział, chociaż to nic w porównaniu do 15, który właśnie piszę. Nie wiem co mi się dzieję -.- Tak, czy owak wstawiam bo komentujecie:* Chociaż spadła trochę ilość wyświetleń co mnie z dyczka martwi, ale mniejsza :D Jej, przynajmniej się pojawił Jonathan! Wreszcie <3 Ale nie przedłużam. O! Ale jeszcze jedna sprawa. Chciałabym pogratulować Dominice z bloga Heart of Fire za genialny rozdział 5! :D No to chyba tyle mordeczki ;) Do następnego! :*
19 KOM = NEXT.

24 komentarze:

  1. Jeju w końcu kolejny rozdział <3 Zapraszam do siebie na pierwszy rozdział ;3
    http://iambulletproofbvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak długo czekałam , aż się doczekałam. <3 Gratuluje. Uwielbiam Cię. :*

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham to opowiadanie *.*
    seeerio
    dodaj szybko nexta bo nie mogę się doczekać
    a tak btw obczaiłam tego faceta od iluzji - przeraża mnie kolo ;oo

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały rozdział! Bardzo mi się podoba a zwłaszcza ten moment z Taylor i Andym w tej limuzynie jak wracali z spektaklu!! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Zaczyna się robić coraz ciekawiej. Czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny! Ciekawa jestem co będzie z tym Johnatan'em.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jenuuuusie kurwa mać, końcówkę czytałam z takim napięciem, jakbym oglądała horror :D. Genialny, kurwa rozdział, i mi tutaj nie zaprzeczaj!

    Jako dziecko miałam fioła na punkcie magii, kochałam Davida Copperfielda ponad życie (zaraz po Rickym Martinie i Iglesias'ie xD). Oglądałam jego występy z nosem w telewizorze.
    Wierzę w Boga, ale nie w kościół i biblię...
    Podoba mi się podziękowanie Tay :D biedny Andy napalił się :D
    Ben to nie facet, facetem nie można nazwać gościa próbującego kobietę no... zgwałcić, bo to byłby gwałt, gdyby nie Jonathan.
    I co to za gość? Obstawiam że to wielka miłość Tay, może on ją zdradził z Alison (suka!), albo ona wykombinowała coś, że oni się rozstali?

    Czekam na następny! <3 Chcę go juuuuuż :* :D

    Cieszę się, że podobał ci się mój rozdział 5 (rumieni się).

    Rozdział 6 http://heartoffire-bvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. "moje szczęka romansowała z podłogą." hahah nie wiem dlaczego, ale strasznie mnie to rozśmieszyło >.<
    "spotkam najcudowniejszego mężczyznę na całym świecie" Ejejejejejje! Andy mógł się obrazić ! Co Wy wszystkie macie ostatnio z tymi pobocznymi bohaterami? I dlaczego to nie Andy trzymał Momsen, co?! :(
    Mam nadzieję, że nie przypomni sobie tej wielkiej miłości do Jona, ugh. No proszę, niech będzie z Biersackiem!
    weny, czasu, czekam, czytam
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  9. Genialny rozdział. ..Jak wszystkie z resztą;) Jeej Jonathan *.*
    Woow i co teraz, Taylor znów zakocha się w Jonathanie a Andy będzie o nią walczył? Ajjjj bezczelna blondi..
    Czekam na nn;**

    OdpowiedzUsuń
  10. Dziś tak szybciutko, bo już późno. KOCHAM Criss'a Angel'a♥♥♥♥♥ Z wewnętrznym napięciem oglądam jego odcinki. Pandy się postarał... Jonathan... Może chociaż u ciebie nie będzie taki? Taylor, jak zawsze twarda. Dobrze załatwiła Biersack'a z tym całusem. Dobra. Kocham cię, buziaki. Black.
    P.S. Zapraszam na 46 rozdział http://myworld-meandblackveilbrides.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. jgccjmghgjh zajebisty rozdział kocham ten blog <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Zarąbisty rozdział! Ale szmata jest z Bena!
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  13. Zajebisty!!! Kocham to opowiadanie, pisz szybko następny :*****

    OdpowiedzUsuń
  14. Rozdział jak zwykle super. Lubię to <3
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniały rozdział z resztą jak wszystkie! Czekam na kolejny! Najlepszy moment był w tej limuzynie <3

    OdpowiedzUsuń
  16. *_* Chcę wiedzieć już co będzie dalej<3 czekam na kolejny ;3

    OdpowiedzUsuń
  17. Zoey mi na pierwszym gifie wyglądała na taką wredną sukę i dałabym sobie rękę uciąć, że miała tu kogoś takiego grać, ale jak widać skończyłabym bez ręki.. :/
    Za to jest postać wrednej żmii, juhu! Gra ją Alison i moim zdaniem też jakoś po tym gifie mi tu pasuje :D
    Kurde w ogóle tak sobie czytam czytam i nadchodzi ten moment kiedy myśle sobie czym bohaterka mojego opowiadania Ci zawiniła? XD (>_<)
    "- Pieprz się Dowson - wysyczałam i beznamiętnie obróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni."
    Ej też chcę taką imprezę urodzinową. Chuj, że Momsen nie zna większości ludzi na niej, ale i tak ma fajnie. Każdy jest tu dla niej taki no nie wiem... uroczy na swój sposób. Otaczają ją przyjaciele, jeej, w ogóle fajnie się czyta twoje rozdziały! <3
    Dobra czekam na następny, weny życzę, czasu, komentarzy i czego jeszcze chcesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Czekam na kolejny z niecierpliwością. Chcę wiedzieć co dalej! I tak w ogóle to fajnie, że tak dużo się dzieje, super <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Mam nadzieję, że rozdział będzie już niedługo! Czekam z niecierpliwością <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  20. Czekam z niecierpliwością na kolejny =D

    OdpowiedzUsuń
  21. Wspaniale i ciekawie piszesz według mnie! Rozdziały długie ,ale wciągające! Czekam na kolejny rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Zapraszam na rozdział 7
    http://heartoffire-bvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  23. Genialny rozdział. Czekam na nexta
    I♡UNICORNS

    OdpowiedzUsuń
  24. heyyy po długiej nieobecności nadrobiłam wszystko ! i uhuhu co tu sie działo jak mnie nie było :D okk rozdział ... bosky ;3 hhaha Radke i Vincent najebani mm dalej mam banana jak sb przypomnę te słodkie mordki :3 uu wyczuwam intrygę to cen Jonathan ..?! XD kocham ♥
    Nat

    OdpowiedzUsuń