sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział XV ~ Spóźniony prezent

Ładne komentarze = Ładne i długie rozdziały.


Regular POV

- Gdzieś do cholery jasnej była?! - wrzask Radke był na tyle głośny, że bez problemu spowodował u dziewczyny nagły brak równowagi co zaowocowała lekkiemu zatoczeniu się. Brunet spojrzał na nią zdezorientowany. - Ćpałaś?
- Nie, ale jak nie przestaniesz wydzierać ryja to chyba sobie nie odmówię - poinformowała z sztucznym uśmiechem i wymijając przyjaciela weszła do środka apartamentu. Ku jej zaskoczeniu zastała na kanapie siedzącą współlokatorkę oraz lidera Black Veil Brides. Posłała im jedynie pytające spojrzenie po czym ruszyła do mini kuchni.
- A teraz czy możesz nam łaskawie wytłumaczyć jaką to arcy ważną sprawę miałaś do załatwienia o szóstej nad ranem? - spytał już nieco spokojniej Ronnie siadając na kanapie, obok Frances.
- Mogę, ale nie muszę - odrzekła wesoło nalewając sobie do szklanki bezbarwną ciecz.
- Taylor...- warknął wściekle brunet.
- Ronnie - zachichotała co tylko podsyciło gniew przyjaciela.
- Słuchaj Taylor, wszyscy tutaj się o ciebie martwiliśmy więc mogłabyś nam udzielić tej informacji - zauważył poważnie Andy wyprzedzając tym samym otwierającego już usta Ronald'a


- Jeeeeezu...jestem dorosła - wyjęczała jak siedmiolatka.
- A zachowujesz się jak dziecko - burknął wkurzony Joseph.
- Powiedział Radke - wyśmiała. - A tak w ogóle nie jesteście zmęczeni? - starannie zmieniła temat.
- Jesteśmy - ziewnęła Cobain - Skoro już jesteś to możemy wreszcie iść - stwierdziła wstając.
- Ej przecież miałaś spać ze mną! - załamał ręce oburzony Ash.
- Ja nic takiego nie powiedziałam - zauważyła przeciągając się.
- Daj spokój Purdy i tak nie poruchasz, sam pewnie zaśniesz po kilku pchnięciach - dowalił Biersack co momentalnie wywołało zabójczy śmiech o reszty obecnych.
- Ty byś za to mógł bo robisz się sztywny jak chuj w czasie erekcji - odpyskował basista. 
- Śmieszne w cholerę - przymrużył oczy wokalista. - Tak czy owak, ja idę spać - oznajmił wstając w swojego miejsca. 
- Ta, ja też - poinformowała blondynka idąc w stronę pokoju Radke. - Dobranoc - przyjaciele spojrzeli po sobie znacząco.
- Jak ona jest trzeźwa to ja jestem batman - skomentowała Bean
- Masz coś do batmana? - oburzył się Andy.
- Nie, nie skądże znowu. Dobra my też idziemy spać - odpowiedziała pośpiesznie ciągnąc Purdy'ego do sypialni. Ten jedynie wyszczerzył szereg zębów i posłusznie podążył za brunetką. 
- Eh, dobra lecę - rzucił na odchodne Biersack i nie oczekując odpowiedzi wyszedł z apartamentu. Jedyną rzeczą o jakiej teraz marzył to wielkie, miękkie, wygodne łóżko.
   Tuż po jego wyjściu Radke ruszył do swojego pokoju. Tam zastał leżąca na wielkim, czerwony łóżku Taylor. Dziewczyna miała na sobie jedynie koszulkę i trochę materiału zakrywające jej pośladki oraz kobiecość. Normalnie na taki widok walczyłby już z swoim przyjacielem. Jednak jeżeli chodzi o Momsen w takim wydaniu nie odczuwał zbytniego podniecenia. Oczywiście nie chodzi tutaj o to, że jest nieatrakcyjna, wręcz przeciwnie. Po prostu jest jego siostrą, a kaziroctwo raczej go nie interesowało. Bez słowa pozbył się swojego odzienia i wpakował tyłek na wolne miejsce obok niebieskookiej. 
- Czy możesz mi teraz powiedzieć gdzie byłaś? - spytał spokojnie wgapiony w sufit. 
- A nie będziesz krzyczał? - odłożyła telefon na półkę i ułożyła ciało w takiej samej pozycji jak Ronnie.
- Nie,
- Byłam na lotnisku odwieźć dziewczynę, którą poznałam na imprezie, której dałam swoje ostatnie pieniądze, aby mogła wyjechać do Londynu i zacząć nowe życie - powiedziała szybko na jednym wdechu licząc, że brunet nie usłyszy dokładnego przekazu.
- Co kurwa zrobiłaś?! - wrzasnął podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Miałeś nie krzyczeć! - pisnęła powtarzając jego ruch.
- Jak mam nie krzyczeć?! Co Ci znowu strzeliło do głowy?! 
- Nic! Musiałam to zrobić bo... - zaczęła pół szeptem.
- Bo co!? - ryknął groźnie Ronald.
- Bo ona była jak ja! - powtórzyła jego ton tym samym zamykając buzię chłopakowi. - Zasłużyła na drugą szansę - dodała po chwili, a z jej oczu zaczęły spływać małe kropelki. Ronnie bez słowa przytulił do siebie szlochającą dziewczynę, która oparła się o jego klatkę piersiową.
- Co ja z tobą mam Taylor - skomentował załamany.

*

- Wstawaj! - krzyk Joseph'a podrażnił narządy słuchu blondynki, która pod nagłym przypływem fal dźwiękowych zaliczyła poranny upadek na podłogę. 
- Ty chuju! - wyzwała przyjaciela zbierając swoje obolałe ciało z brązowych paneli. - Już nie żyjesz!- oznajmiła i ruszyła w pogoń za uciekającym wokalistą. - Masz przesrane Radke! - darła się goniąc po całym apartamencie. Bez żadnego ostrzeżenia wpadła za brunetem do pokoju basisty gdzie zastali ulubioną parkę w dość znaczącej sytuacji. A mianowicie Cobain leżała na brzuchu z rękami złożonymi pod brodą. Na niej, w samych bokserkach siedział Purdy, który praktykował coś podchodzącego pod masaż. Ronnie bez ostrzeżenia rzucił się na kumpla w efekcie czego obaj wylądowali na ziemi odpowiadając za głośny huk. Oszołomiona Bean przeniosła ciało do pozycji siedzącej zakrywając swój nagi biust.  Przyjaciółka prędko podała jej leżący na podłodze stanik, który natychmiast założyła. Następnie skoczyła tuż obok niej wygodnie zajmując połowę łóżka. 
- Ja pierdole za każdym razem gdy Momsen jest w pobliżu mam zajebiste poranki - jęknął Abrocket wstając na równe nogi.
- Takie życiowe, wiem - potwierdziła dumnie.
- Chyba zabójcze - burknął wciskając tyłek pomiędzy przytulone dziewczyny.
- Gdzie z tą dupą? - rzuciła Frances niechętnie robiąc miejsce mężczyźnie.
- Ej? A ja? - z podłogi powstał Radke.
- Dajesz stary! Wchodź! - rozłożył ręce basista, nieświadomy nadchodzącego zagrożenie. Bez ostrzeżenie Ronald wskoczył do łóżka zgniatając tym samym ciała pozostałej trójki, a najbardziej ciało niebieskookiej. 
- Kurwa Ronnie, schudnij! - wyjęczała błagalnie blondynka. 
- A ty przytyj bo twoje gości mi się wbijają nie powiem gdzie.
- Uhhh...złaźcie stąd wszyscy! - rozkazała Fran i dając sygnał Taylor zrzuciły Deviant'ów z powrotem na wykładzinę. 
- Teraz to macie przesrane - poinformowali groźne. Dziewczyny popatrzyły po sobie znacząco. Obie rzuciły się w stronę drzwi. Bez zastanowienia wybiegły na korytarz porywając jeszcze po drodze swoje rzeczy. Tak dumne, z racji tego, że zdążyły uciec kroczyły korytarzem w stronę windy ignorując dziwne spojrzenia przechodzących gości hotelowych. Gdy stanęły w lustrzanym pomieszczeniu, w sekundzie wybuchnęły śmiechem. 
- Dwie roznegliżowane dupy ganiające po pięciogwiazdkowym hotelu. - skwitowała rozbawiona Momsen.
- Ciiii..na pewno nikt nie zauważył - stwierdziła skromnie Cobain gdy opuściły windę kierując się w stronę pokoju. Po niecałych trzech minutach były już w środku. 
- Która jest w ogóle godzina? - spytała głośno Tay wchodząc do swojej sypialni.
- Siedemnasta! - odpowiedziała jej równie głośno Frances i chwilę później cały apartament zalał charakterystyczny dźwięk. - Teraz ty otwierasz! Ja idę pod prysznic.
Blondynka znacząco wywróciła oczami i bez marudzenia skierowała się do drzwi. W progu stał nie kto inny jak Ronald Joseph Radke.
- Tobie się człowieku nudzi? 
- Mogłabyś się wreszcie ubrać - burknął dogryzając przyjaciółce, która dopiero teraz zdała sobie sprawę, że po ściągnięciu bluzki została w samej bieliźnie. 
- Dobra, gadaj czego chcesz - złożyła ręce na piersi przerzucając ciężar ciała na lewą nogę.
- Też Cię kocham, ale mniejsza. Jako, że jutro wybieramy się na przedmieścia i... 
- Wo, wo, wo zwolnij. Po co na przedmieścia? - przerwała mu niebieskooka. 
- Jak to po co? Nie chcesz zobaczyć rodziny? 
- Nie? - uniosła do góry brwi i przecząco pokiwała głową. Nie miała najmniejszej ochoty na spotkanie swoich znienawidzonych rodziców.
- Babcia na pewno się stęskniła - przypomniał dziewczynie o jednej z najważniejszych osób w jej życiu. 
- Uhhhh...- potupała wściekle nogą niczym małe dziecko. Bardzo kochała to niską staruszkę, która w ciężkich chwilach była dla niej oparciem. Chciała, bardzo chciała ją znowu przytulić i porozmawiać, ale wiedziała również, że przyjazd do domu skaże ją na spotkanie z znienawidzonymi osobami.
- Przeżyjesz, tak czy owak to jutro - zauważył - Dzisiaj kulturalnie sobie wszyscy przychodzicie do mnie. Derek i Brent również wpadną. Zapalimy sobie zioło, obejrzymy jakieś filmy, pogadamy...
- Dobra zrozumiałam. Dalej! - ponagliła niebieskooka chcąc jak najszybciej nałożyć na siebie jakikolwiek materiał. Zimno wyraźnie zaczynało dawać o sobie znać.
- Aleś ty niecierpliwa - stwierdził - Ty bądź gotowa o osiemnastej w lobby. Ubierz się jakoś ładnie, ale nie zbyt seksownie, chociaż jak cnotka też żebyś nie wyglądała, może być jakaś mała czarna, ale nie za mała, ewentualnie...
- Ronnie. - warknęła przez zaciśnięte zęby.
- Och no dobra, tak czy siak masz być gotowa, no i to chyba na tyle. - zastanowił się.
- A możesz mi łaskawie wytłumaczyć po jaką cholerę mam znowu wbijać tyłek w jakieś durne kiecki?
- Wiesz, nie muszą to być kiecki, teoretycznie mogą to być spodnie, jakaś ładna koszulka, albo... - zaczął ponownie nawijać.
- Kurwa Radke moja cierpliwość ma granice, a ty jesteś coraz bliżej - syknęła przez zaciśnięte zęby.
- Dobra już dobra! Idziesz na kolację z swoim prezentem urodzinowym ode mnie.! - wyjaśnił wreszcie.
- A tym prezentem jest kto? Biersack? - prychnęła.
- Ha, ha, ha jeszcze mnie będziesz po dupie całować - przymrużył oczy - Nara - rzucił jeszcze oddalając się od drzwi. Dziewczyna bez zastanowienia nimi trzasnęła idąc z powrotem do swojej sypialni.
- Frances wyłaź! - krzyknęła jeszcze w międzyczasie.
   W pokoju momentalnie podeszła do walizki szukając czegoś na dzisiejszy wieczór. Wspominała już jak bardzo nie lubi niespodzianek? Po krótkiej chwili stwierdziła, że zapewne tym prezentem będzie albo Andy, albo...Jonathan? W sekundzie odgoniła tą myśl otrzepując głowę. Na dnie bagażu znalazła spódniczkę, której nie miała okazji jeszcze założyć, a stoczyła o nią brutalną walkę z jedną, z klientek. Do tego dobrała biały T-shirt i kamizelkę. Wyciągnęła jeszcze nową bieliznę i z takim zaopatrzeniem ruszyła do zwolnione już łazienki. W mgnieniu oka wzięła szybki prysznic, umyła włosy, wysuszyła. Następnie nałożyła wcześniej przygotowany zestaw i sięgnęła po lokówkę. Gdy zakończyła stylizację długich, blond pasm zajęła się robieniem tradycyjnego makijażu. Kiedy osiągnęła zamierzony efekt wyszła z pomieszczenia wracając do pokoju. Tam po dłuższym zastanowieniu dodała do stylizacji kilka bransoletek oraz kapelusz. Na nogi włożyła czarne botki na średnim obcasie i tak gotowa przysiadła się do zajmującej salon Bean. 
- A ty gdzie, znowu wybywasz? - zapytał zdziwiona Cobain.
- Na kolację z moim prezentem urodzinowym - odpowiedziała dziewczyna znacząco szczerząc uzębienie.
- Ronnie? 
- A któż by inny? - wyśmiała, po czym nastała cisza. Obie z zaciekawieniem oglądały nowy teledysk Seleny Gomez do piosenki "The heart wants what it wants". Nie gustowały w tego typu muzyce, a już na pewnie nie w pannie Gomez. Mimo to, ten utwór wywołał u nich bardzo pozytywne odczucia.
- Nie wierzę, że to powiem. - Taylor pokręciła załamana głową nie odrywając wzroku od ekranu - Ta piosenka jest piękna. 
- Noo..mi też się cholernie podoba - poparła ją brunetka - Gdyby ona jeszcze umiała śpiewać - powiedziała z rozmarzeniem wymalowanym na twarzy. 
- Eh, ja już muszę iść - oznajmiła Momsen spoglądając na zegar widoczny, na dekoderze od telewizora.
- Tylko od razu przyjdź do Radke bo biorę klucz - poinformowała dziewczynę Frances gdy ta zmierzała w stronę drzwi.
- Okej.
- Powodzenia i baw się dobrze - pożegnała ją jeszcze współlokatorka.
- Dzięki - Momsen trzasnęła wyjściem i prosząc w duchu Boga o udany wieczór ruszyła przed siebie.
   Po pięciu minutach intensywnego marszu dotarła do lobby. Ronnie zostawił ją bez jakichkolwiek instrukcji. Już miała znów skierować się na górę gdy jej Iphon wydał charakterystyczny dźwięk. Jak na zawołanie dostała sms'a o następującej treści "Limuzyna czeka przed wejściem". Nie pokazując żadnych emocji posłusznie wyszła przed hotel. Pojazd stał w umówionym miejscu więc natychmiast do niego wsiadła. Nadała jeszcze komunikat kierowcy, że może jechać i bezradnie opadła na siedzenia znów skupiając myśli na tym gdzie, co, kto i jak. 

*

   Gdy Taylor grzecznie jechała samochodem do apartamentu Ronald'a zaczęli przybywać goście. Brenton i Derek przyszli jako pierwsi. Oczywiście z racji tego, że blondyn miał bardzo dobre dojścia w świecie dilerów przyniósł z sobą dość sporą ilość rośliny odurzającej. Brenton załatwił parę sziszy oraz kupił kilka zgrzewek piwa. Tak tylko dla poprawienia działania zioła. Kiedy każdy z znajomych zajął już swoje miejsce Radke odpalił telewizor wybierając jego ulubioną komedią pt."Dziewczyna z sąsiedztwa" 
- Nikt nie widział tego filmu c'nie? - spytał jeszcze dla pewności wkładając DVD do odtwarzacza. Wszyscy zgodnie zaprzeczyli dzięki czemu już chwilę później rozpoczął się seans.
- To będzie nuuudne - marudził Ashley.
- To o branży porno - oznajmił Ronnie.
- A to może być jednak dobre - stwierdził po chwili na co całe towarzystwo parsknęło śmiechem.          Specjalny pokój telewizyjny był na tyle duży, że każdy spokojnie mógł wybrać dla siebie odpowiednie ułożenie. Na "głównej kanapie", przed ekranem siedzieli Jacky z Isabel oraz Christian i Brenton, a także wykładający na nich nogi Jinxx. Na lewej rogówce leżeli przytuleni nie kto inny jak Ashley i Frances. Prawy wypoczynek zajmowali Max i Rayan. Z kolei podłogę wyłożoną poduszkami zaszczycali Ronnie, Derek, Andy i Jake. Z racji tego, że Marles przyniósł cztery szisze nie musieli co chwilę wstawać do jednego miejsca. Cobain i Purdy mieli dla siebie jedną. Miller, Vincent, Coma i Ferguson jedną. Green, Seaman jedną oraz Radke, Binns, Biersack, Pitts też jedną.
- Andy? - spytał kumpla nagle Coma
- Hm?
- Co ty właściwie zrobiłeś z Famme? 
- Podrzuciłem znajomej. - odpowiedział wgapiony w film.
- Uuuu znajoma - poruszył sugestywnie brwiami Ron.
- Pieprz się.
- Ej dobra ogar próbujemy oglądać film! - podniosła głos zirytowana Miller. Nagle na ekranie pojawiła się scena wywołująca u Brentona atak śmiechu. Wszyscy popatrzyli na niego jak na debila. Ten próbując ratować swoją godność wytłumaczył przyczynę swojego wybuchu.
- Przypomniałem sobie taką pewną akcję. Kiedyś na imprezę do naszego znajomego przyjechała policja. Ronnie był tak najebany, że zaczął na nich warczeć i szczekać, żeby z nimi porozmawiać - wyjaśnił. W momencie cały pokój zalał histeryczny śmiech. 
- Pfff..to nic w porównaniu do Momsen, która innym razem wpadła na komisariat i zaczęła po nim latać jak małpa wołając, że znalazła wioskę smerfów. - przypomniał co tylko nasiliło reakcję przyjaciół. 

*

   Kierowca zatrzymał limuzynę przed wysokim budynkiem. Taylor chcąc jak najszybciej sprawdzić z kim umówił ją Radke szybkim i sprawnym krokiem skierowała się w stronę budynku. Podobnie jak w Effle tower na parterze były dwie windy. Weszła do jednej z nich klikając odpowiedni guzik. Gdy metalowe drzwi zostały rozsunięte doznała miłego zaskoczenia, a zarazem ulgi. Restauracja  nie była aż tak bardzo elegancka. Oszem gustowna, ale nie zobowiązująca do założenia stroju galowego. 
"I co teraz?" pomyślała nie wiedząc jak się dalej zachować. Instynktownie zaczęła wypatrywać Andy'ego lub w ostateczności Jonathan'a jednak bezskutecznie. Nagle jej mózg skupił całą swoją uwagę na dziwnie znanym głosie. 
- Dobry Wieczór. Przepraszam czy mam przyjemność z Taylor? 
- Tak - odpowiedziała obracając ciało o sto osiemdziesiąt stopni. Momentalnie znieruchomiała, a wielka gula uniemożliwiła jej wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa. 
- W takim razie miło mi się poznać. Mów mi Jon - mężczyzna ujął pewnie jej dłoń i złożył na niej szybki pocałunek posyłając dziewczynie promienny uśmiech. 
- Mi...mi..również - wybełkotała wreszcie będąc w zbyt wielkim szoku by wydusić z siebie coś więcej. - Mogę pana przytulić? - wypaliła po chwili z nadzieją w głosie. Z ust piosenkarza popłynęło trochę śmiechu. Rozłożył przed niebieskooką ramiona. Ta w sekundzie uścisnęła legendę rock'n roll'a. 
- Wiem, że mam swoje lata, ale błagam nie mów do mnie "Pan" - poprosił wesoło gdy oderwali się od siebie. 
- Oczywiście - odwzajemniła gest.
- To co? Zapraszam. - wziął dziewczynę pod pachę i razem ruszyli do zarezerwowanego stolika. Frontman kulturalnie odsunął towarzyszce krzesło co spowodowało u niej lekki rumieniec. Podziękowała grzecznie i zajęła swoje miejsce. - Więc Taylor opowiedz mi coś o sobie - zachęcił siadając na przeciwko. 
- Co tu dużo mówić. Nazywam się Taylor Momsen. Pochodzę z tego miasta. Obecnie mieszkam w Los Angeles. Pracowałam jako modelka, ale niedawno dostałam wypowiedzenie z związku z ograniczonym budżetem, więc na chwilę obecną muszę szukać nowego zajęcia - odpowiedziała.
- Przykro mi, ale słyszałem, że śpiewasz. 
- Ty to nazywasz śpiewem, ja skutecznym sposobem na rozbicie najgrubszego lustra -  wzruszyła ramionami. 
- A to szkoda bo liczyłem, że może nagramy kiedyś, jakiś utwór - puścił jej oczko.
- Powiedziałam sposób na rozbicie najgrubszego lustra? Miałam namyśli na poruszenia najzimniejszych serc - poprawiła szybko.


- Wiedziałem - skwitowałam ukazując szereg białych zębów. - Zamieniłem z tobą raptem kilka zdań, a już wiem, że Cię lubię - oznajmił.
- Posłuchałam kilka twoich piosenek i od razu wiedziałam, że Cię pokocham - powiedziała i po chwili oboje znów się zaśmiali. Tay, nawet w najśmielszych snach nie sądziła, że będzie czuła takie rozluźnienie w towarzystwie Jon'a. Tym czasem miała wrażenie, że rozmawia z swoim dobrym kolegą, a nie światową gwiazdą. Rozmawiali o wszystkim i o niczym. Nawet nie zauważyli, że dochodziła dwudziesta trzecia, a restauracja została pomału zamykana. Jovi poprosił o rachunek, który po kilkuminutowej kłótni z fanką ostatecznie on zapłacił. Oboje w dobrych humorach opuścili lokal zmierzając w stronę hotelu spacerem.
- Co Ci się podoba w Vegas? - spytała Momsen.
- Chyba ten dreszczyk emocji jaki można wyraźnie odczuć. W końcu to miasto rozpusty. 
- Czyli lubisz dobrą zabawę...- bardziej stwierdziła niż zapytała.
- Hej, wiek to tylko liczba. Zabawy nigdy dosyć - miał wyjątkowo młode poglądy jak na swój wiek - W końcu byłem rockmen'em - dodał.
- Ty jesteś rockmen'em. - poprawiła.
- Moja kariera powoli dobiega końca - stwierdził pogodzony z tym faktem - Jestem zadowolony z swojego życia i z tego co osiągnąłem. Teraz pora aby zrobić miejsce nowym artystom.
- Nie będziesz tęsknił za muzyką? - zdziwiła się.
- Muzyka jest częścią mnie, zostanie ze mną aż do śmierci. 
- Chciałabym być taka jak ty - przyznała z powagą kiedy stanęli w hotelowym lobby.
- Bądź sobą, a za trzydzieści lat możesz być na moim miejscu.

Andy's POV

   Ronnie właśnie włączał kolejny film pt. " Kac Vegas". Jakież to oryginalne. W każdym bądź razie mamy już za sobą trzy filmy i odkąd nastrój do rozmowy zaczął się nam udzielać nikt specjalnie nie zwracał uwagi na telewizor. Lubiłem ten stan. Lubiłem tak aktywnie dyskutować, emanować błogim spokojem, kompletnie nie zważając na to, że Taylor jeszcze nie wróciła, a jest prawie północ. Eh, uwielbiam to.........Kurwa Taylor! Moje oczy z wcześniej delikatnie przymkniętych w sekundzie przybrały postać dwóch monet. Momentalnie podniosłem się do pozycji siedzącej omal co nie wpadając na zajmującego miejsce obok Jake'a. 
- Ty Radke, a gdzie właściwie jest Taylor? 
- Na randce - zachichotał jak debil. 
- Na jakiej znowu randce? Z kim? Gdzie? - wybuchnąłem i w tym samym momencie jak burza do pomieszczenia wpadła szczęśliwa Momsen rzucając się na przyjaciela.
- Tak bardzo, bardzo, bardzo Cię kocham! Dziękuję, dziękuję, dziękuję! Jesteś niesamowity! Jedyny! Kocham, kocham, kocham, wielbię i podziwiam! - wymieniała dusząc faceta, który z trudem łapał oddech. Na jej słowa poczułem dziwne ukucie gdzieś w żołądku. Nie żebym był zazdrosny. Po prostu widzę jaki Ronnie ma z nią kontakt. On wie o niej wszystko, zna każdy jej najczulszy punkt. Z wzajemnością. A mi nie chcę powiedzieć jakiejś błahostki. 
- Taylor kurwa puść mnie do cholery! - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Blondynka dość szybko się ogarnęła siadając tuż na przeciwko nas. 
- Dobra gadaj gdzie byłaś bo Andy już nam tu zaczynał świrować - poinformował Pitts na co bez ostrzeżenia oberwał od mnie w tył głowy upadając na ziemię z głośnym śmiechem. Idiota. 
- Byłam na kolacji z Jon'em Bon Jovi! - krzyknęła kompletnie nie zwracając uwagi na wcześniejszą uwagę. Chyba już wolałbym się przed nią usprawiedliwiać niż żeby kompletnie mnie zignorowała. 
- Pieprzysz! - ryknął zaskoczony Ash.
- Nie jestem tobą - wyszczerzyła białe jak śnieg zęby w kierunku basisty. 
- Nie ma za co mała - puścił jej oczko Ron. Ta wywracając oczami z wielkim uśmiechem znów przytuliła bruneta. Tym razem bardziej czule, on również odwzajemnił gest chichocząc jak debil. - Dziękuję. To najlepszy prezent urodzinowy na świecie, a ty jesteś najcudowniejszym facetem. - skomplementowała i w tym momencie moje emocje nie wytrzymały. Agresywnie podniosłem się z ziemi i bez słowa, wściekłym krokiem ruszyłem w stronę wyjścia. Nie wytrzymam tego dłużej. Cokolwiek bym nie zrobił i tak Radke będzie kurwa lepszy, cudowniejszy i chuj wie co jeszcze! Przy tej dziewczynie moja pewność siebie z dnia na dzień coraz bardziej spada. Kurwa, jakoś z Juliet nigdy nie miałem takich problemów, z Scout też. Z żadną laską ich nie miałem. Tylko ona jest jakaś inna. Z resztą mam tego dosyć, mam jej dosyć i tego co ze mną robi. "Do cholery czy może być jeszcze gorzej?" - pomyślałem otwierając drzwi uprzedzając tym samym kolejnego gościa. Jeszcze jego tutaj kurwa brakowało.
------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam się z wami piętnastym rozdziałem :) Tak, wiem troszkę krótki, ale nie miałam w jakim momencie go zakończyć. Swoją drogą miło, że komentujecie chociaż mam wrażenie, że jak był limit więcej osób komentowało. A skoro już o tym mowa to bardzo proszę aby anonimy się podpisywały.! W ogóle założyłam się z koleżanką, że do 1 stycznia będę mieć 20 tys. wyświetleń :3 Bladego pojęcia nie mam jak ja to zrobię, ale ciii..Liczę na waszą pomoc miśki :* Cóż, to chyba tyle. :) Kocham bardzo i dziękuję, że to czytacie *.*

12 komentarzy:

  1. Bon Jovi. Wiedziałam. No wiedziałam i chuj. Ok. Andy primadonna obrażalska. Ej! Też chcę, żeby Ash zrobił mi masaż! Wiecznie to ja robię za masażystkę, niech choć raz będzie inaczej. Ooo wiem! Może się odwdzięczyć za to, że nabijam mu fanek u mnie:D ALE TO SIĘ KURWA SKOŃCZY!!!! Btw. tak poza rozdziałem, oglądałam sobie 3 godziny kabarety po śląsku<3 Puloki, ciule i te sprawy^_^ Jon uśmiech number five:P Ciekawe ile wydaje na dentystę.. I Ronnie jak zwykle uroczy, kochany, zajebisty, cudowny i mega. Taak wiem, że chaotycznie, no ale piszę to zaraz po kabaretach i ciężko mi się przerzucić z gwary śląskiej:D Dobra, kończę, bo to jest najbardziej denny komentarz w moim życiu. Weny i pisz! Bo ja czekam na mnie i mojego Ville♥♥♥♥♥♥ Buziaki siostra.

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu się doczekałam i pragnę już kolejny. Chcę wiedzieć co dalej..!

    OdpowiedzUsuń
  3. hejo,jestem nową czytelniczką:) bardzo podoba mi się Twoje opowiadanie,przeczytałam całe w dwa wieczory,od wczoraj :D mega podoba mi się połączenie Andy'ego i Tay haha, te wszystkie sceny między nimi są bardzo urocze:3 pozdrawiam,życze weny i czekam na kolejny:* <3 s.

    OdpowiedzUsuń
  4. W końcu nowy rozdział <333 Andyś się obraził :'( Oczywiście komentarz krótki i do bani ale grunt że jest. Czekam na kolejny, życzę weny i pomysłów no i zostawiam link do siebie na rozdział 8.
    http://iambulletproofbvb.blogspot.com/2014/12/rozdzia-8.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Huraaaaaa ! Nowy rozdział <3 Kocham Cię. Nie mogłam się doczekać a tu taka niespodzianka ^_^ Szkoda że taki krótki...Ja nastepna w kolejce do masażu u Purdy'ego !!!! Żeby nie było zaklepuję sobie! ;) <3 Andy księżniczka obrażalska XD Biedactwo jego gwiazdorskie ego zostało naruszne XD Radke taki kochanyyy :3 Tez chcę mieć takiego brata ale najpierw przytulę na pocieszenie Biersack'a :P
    Jon ohhhhhh moja miłość od najmłodszych lat...Jeszcze pamiętam jak miałam 6 lat i jadąc samochodem słuchałam jego niebiańskiego głosu...Dobra KONIEC bo się rozmażyłam XD Pisz pisz pisz jak najszybciej kolejny bo nie wytrzymam !!!!!! Proszęęęęęęęę!!!!!!! :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałąm się podpisac -.-

      My nightmare

      Usuń
  6. coraz bardziej mi się podoba Twoje opowiadanie, postaram się częściej komentować, bo świetnie piszesz
    podoba mi się zazdrość Andyiego na końcówce xDD
    i to że wstawiłaś tu Jona - mojego mistrza
    w 100% pasuje mi tu jego zachowanie, on jest takim kochanym człowiekiem
    postać Taylor mnie intryguje - zamknięta w sobie, imprezowiczka, która pomogła nieznajomej dziewczynie - takie rzezy to chyba tylko w filmach i książkach ;p
    w każdym razie życzę weny i czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny *.*
    Co ich to kurde obchodzi gdzie ona była? Ok, rozumiem, martwili się o nią. No ale jesu, ludzie, bez przesadyzmu nic jej przecież nie zerzarło -.- Hahaha, wiedziałam, że to będzie on!! ;)
    Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam; **
    ~Rosie

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział!!! Znajduję chwilę, aby coś szybko naskrobać, bo lecę na imprezkę xD.

    Uwielbiam tą więź między Taylor a Ronnie.
    O kurwa, spotkanie z Bon Jovi <3 ja teeeeeeż chcęęę!!
    Andy zazdrosny hahah, nie mogę xD

    Zapraszam na diabelsko szalony rozdział 13 <3
    http://heartoffire-bvb.blogspot.com
    Zażaleń nie przyjmuję xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Jezu.. świetnie piszesz... po prostu nic dodać nic ująć. Niedawno trafiłam na twojego bloga i sie nie zawiodłam :) Weny kochana i pisz dalej :D Jestem bardzo ciekawa jak dalej sie to wszystko potoczy.. a Andy.. primadonna xd no nie wiem xd powinien zrozumieć ze zna Taylor tylko jakiś tydzień (?) a Ronniego całe życie no a na zaufanie trzeba sobie zasłużyć.. powinien po prostu być cierpliwy :D P. S. To tylko moja opinia ;) (informuj o nowych rozdziałach :*)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne opowiadanie, bardzo dobrze się je czyta. Jeżeli Andy coś czuje do Taylor to niech z nią porozmawia. bo niedopowiedzenia są najgorsze. Z niecierpliwością czekam na następną część.
    Pozdrawiam ;)
    S.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jezu jesteś genialna! Kocham to opowiadanie normalnie. I zawsze długie rozdziały, są idealne, mm:3
    "- Miałeś nie krzyczeć! - pisnęła powtarzając jego ruch."
    ZAWSZE! ZAWSZE KURWA TAK JEST! XD
    Ja też nie raz proszę kogoś komu coś opowiadam, żeby nie krzyczał i zawsze krzyczą no wtf.
    Tępi, czy co?
    Dobra bo nie mam weny na komentarz. Życzę weny, czasu, komentarzy fajnych, wesołych świąt i fajnych prezentów! Czekam na następny! <3 :)

    OdpowiedzUsuń