Andy's POV
Nie zważając na osobistość stojącą tuż przede mną wyszedłem na korytarz, a następnie wściekłym krokiem ruszyłem przed siebie. Chyba wybiorę się do jakiegoś klubu. Powinienem odreagować, albo lepiej. Zamówię sobie dziwkę do pokoju. Co mam do stracenie? W końcu jestem singlem! Niech żyje wolność! Żadna tleniona blondyna nie będzie mi mącić w głowie. Chciałem być miły, chciałem być troskliwy, chciałem ją poznać, ale dosyć tego. Mogłem szaleć jak Radke, ale nie.....Chciałem, żeby coś z tego było i byłem grzeczny, a tymczasem w podziękowaniu dostałem kompletny brak wdzięczności. Jeszcze do mnie przyjdzie na kolanach błagać o przebaczenie, ale ja będę nieugięty!
Złość zaślepiła całkowicie moje myśli, przez co nie zauważyłem nawet, że stoję już przed drzwiami od pokoju. Szybko je otworzyłem wparowując do środka. Stanąłem w samym centrum apartamentu rozważając najróżniejsze możliwości spędzenia reszty nocy. Spać nie pójdę. To zbyt banalne. Do klubu Go-Go tak samemu też ciulato. Ta dziwka to generalnie chyba najlepszy pomysł. Już miałem sięgać po telefon do tylnej kieszeni spodni gdy w pomieszczeniu rozległ się dźwięk pukania. Ciekawe, który z tych kretynów zechciał pofatygować swoje dupsko i sprawdzić o co mi chodziło. Pewnie podszedłem do wejścia i nacisnąłem klamkę otwierając je.
- Andy, wszystko w porządku? - spytała zmartwiona Momsen wparowując do salonu.
- Tak - burknąłem pchając drzwi przez co wydały charakterystyczny trzask.
- Więc dlaczego tak, nagle wybiegłeś z pokoju? - skrzyżowała ręce na piersi unosząc podejrzliwie jedną brew.
- Miałem taki kaprys - warknąłem - Masz z tym jakiś problem?! - podniosłem lekko głos otwierając szeroko ramiona. Z Taylor od razu wyparowała cała pewność siebie, a na twarzy zagościło spore zakłopotanie, które znacznie mnie usatysfakcjonowało.
- Ymm...masz ochotę pójść na spacer? - spytała niepewnie po chwili ciszy. Ona chyba naprawdę ma coś z psychiką. Jeżeli myśli, że po tej akcji, tak bez niczego wyjdę z nią na zewnątrz to chyba ktoś zdrowo pierdolnął czymś o jej śliczną główkę. - Proszę - dodała po chwili widząc moją znaczącą minę. Zapomnij laluniu.
- Zgoda. - przytaknąłem otwierając drzwi. Tak Biersack, tak, ty je nie ulegniesz, nigdy.
Dziewczyna lekko się uśmiechnęła i przepuszczona przeze mnie w drzwiach wyszła na korytarz.
- Gdzie chcesz iść? - spytała gdy zjechaliśmy do lobby.
- To twoje miasto. - zauważyłem oschle co wywołało u niej spory grymas. Dalsza droga minęła nam w niezręcznej ciszy. Kroczyliśmy główna ulicą Vegas jak nieznajome sobie osoby.
Nawet nie miałem pojęcia gdzie zmierzamy. Nie znałem Nevady. Byłem tutaj tylko kilka razy i każdy wypad opierał się na chlaniu od rana do wieczora.
Nagle cała moja uwaga skoncentrowała się na jednym z najbardziej rozpoznawalnych akcentów tego miasta. Miliony neonów lekko podrażniły moje oczy. Wielki migający dach biegnący wzdłuż ulicy robił piorunujące wrażenie, a kolorowe, oświetlone budynki jeszcze bardziej oddawały piękno tego miejsca.
- Fremont Street? - upewniłem się.
- Tak - odpowiedziała krótko stając tuż przed wejściem. Jej głowa powędrowała do góry, a na ustach pojawił się wielki, piękny uśmiech. Cała moja złość do niej w sekundzie odpłynęła. Nie mogłem być na nią dłużej obrażony. Co ona ma takiego w sobie? No co?
- Idziemy? - popatrzyła na mnie wesoło. Posłałem jej delikatny uśmiech i przytaknąłem. Tak, razem weszliśmy z głąb ulicy. Jako, że Vegas naprawdę ożywa dopiero nocą, wszędzie było pełno ludzi. Z nie wiadomo kąt rozbrzmiewała muzyka dodająca jeszcze więcej urokowi temu miejscu. - Spójrz w górę - usłyszałem i bez zastanowienia wykonałem polecenie. Na "suficie" wyświetlały się kolorowe klawisze współgrające z melodią lecącą w tle.
Po chwili obraz znów został zmieniony. Tym razem na kolorowe plamy przypominające farby pryskające, na kartkę.
- Pójdziemy coś zjeść? - usłyszałem przenosząc całą swoją uwagę na blondynkę stojącą obok.
- Też jestem głodny - oznajmiłem wyszczerzony.
- Mam ochotę na kebaba - wydęła ust co mimowolnie wywołało u mnie zduszony chichot. Uwielbiam ją taką. - Chodź - nie czekając na moją odpowiedź pociągnęła moją rękę prowadząc przed siebie. Po niecałej minucie skręciliśmy do niewielkiego baru. Zamówiliśmy jedzenie i usiedliśmy przy wolnym miejscu. Knajpa był całkowicie przeciętna. Długi, srebrny barek po prawej stronie od wejście oraz masa dwuosobowych, bordowych, skórzanych kanap z stolikami po lewej. Krótki czas oczekiwania sprawił, że po chwili już pałaszowaliśmy nasz posiłek. Kebaby były bardzo duże. Widząc drobną Taylor pochłaniającą bułkę i brudzącą się przy tym momentalnie sprawił, że z moich ust popłynął śmiech.
- Z czego się śmiejesz? - spytała z pełną buzią sięgając po chusteczkę.
- Z ciebie - przyznałem. Zmarszczyła na mnie brwi dając do zrozumienia, że nie wie o co chodzi. - Przeważnie jedzenie przychodzi Ci z wielkim trudem, a tutaj, tymczasem wcinasz szybciej ode mnie - sprostowałam gryząc swoją porcję. Jej policzki oblał widoczny rumieniec. Próbując go ukryć spuściła w dół głowę.- Słodko się rumienisz - puściłem jej oczko co tylko nasiliło jej przypadłość.
- Jesteś okropny - stwierdziła wycierając usta.
- Tylko stwierdziłem fakt. - wzruszyłem ramionami. Taylor nie odpowiadając wywróciła jedynie oczami. Na krótką chwilę zapanowała między nami cisza. Jednak nie była ona taką ciszą jaka nam towarzyszyła w drodze do tego miejsca. Ta była zupełnie inna. Przyjemna i rozluźniająca. Mój wzrok całkowicie utkwił w Momsen. Wreszcie mogłem na spokojnie, dokładnie przyjrzeć się jej twarzy. Nigdy nie gustowałem w tego typu urodzie, ani w tego typu dziewczynach. Po pierwsze nie przepadam za bardzo jasnymi włosami, po drugie nie przepadam za tak wyrazistym makijażem, po trzecie nie imponuje mi taki styl bycia jaki ona preferuje. Jest praktycznie całkowitym przeciwieństwem mojego ideału, a mimo to jest dla mnie perfekcyjna. Wiem, że to nie ma kompletnego sensu, ale nie umiem tego inaczej wytłumaczyć.
- Andy wiem, że zapewne jestem brudna, ale możesz mi to powiedzieć zamiast wiercić mi dziurę w twarzy - powiedziała nagle, a w jej głosie można było usłyszeć nutkę zirytowania.
- Opowiedz mi coś o sobie - wypaliłem, kompletnie nie zważając na jej uwagę. Jej reakcja była dość przewidywalna.
- Po co? - zmarszczyła widocznie brązowe brwi.
- Andy wiem, że zapewne jestem brudna, ale możesz mi to powiedzieć zamiast wiercić mi dziurę w twarzy - powiedziała nagle, a w jej głosie można było usłyszeć nutkę zirytowania.
- Opowiedz mi coś o sobie - wypaliłem, kompletnie nie zważając na jej uwagę. Jej reakcja była dość przewidywalna.
- Po co? - zmarszczyła widocznie brązowe brwi.
- Bo nic praktycznie o tobie nie wiem - odpowiedziałem jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Nie umiem o sobie mówić od tak - poinformowała odkładając kebaba na stolik.
- Więc ja Cię będę pytać, a ty po prostu odpowiadać - postanowiłem tym razem nie dawać za wygraną.
- No zgoda - przytaknęła niechętnie po chwili zastanowienia, a następnie upiła łyk coli, którą wcześniej zamówiliśmy.
- Jakie masz kontakty z rodzicami? - zadałem pierwsze pytanie, które wywołało u niej widoczne zmieszanie.
- Złe - skwitowała krótko. Popatrzyłem na nią znacząco dzięki czemu zaczęła kontynuować - Tata mnie zostawił gdy miałam pięć lat. Jest Polakiem i nigdy nie miał ślubu z moją mamą. Pewnego dnia wyjechał tak bez niczego i po prostu nie wrócił. Zostałam sama z babcią i mamą, ponieważ dziadek zmarł w mniej więcej tym samym czasie. Kilka lat później mama zaczęła się spotykać z bogatym kapitanem statków wożących ropę naftową. Jednak rozstali się gdy miałam dziesięć lat. Potem znów znalazła sobie chłopaka, z którym prawdopodobnie jest do teraz. Przeprowadziłyśmy się do niego zostawiając babcię samą w wielkim domu. Oczywiście regularnie ją odwiedzałam i jej pomagałam. Obie zawsze toczyły ze sobą spory. Było mi przykro jak widziałam je dwie gotowe do zabicia się wzajemnie. Co do mojej mamy to nigdy nie miałam z nią dobrych relacji. Już nawet nie chodzi o to, że mnie biła o najmniejszą głupotę. Mówiła mi okropne rzeczy, poniżała i uprzykrzała życie na każdym kroku. Zawsze świetnie umiała zwrócić wszystko przeciwko mnie przez co to ja wychodziłam na wyrodną córkę. Lubiła alkohol, lubiła wypić. Wtedy była jeszcze bardziej agresywna niż zwykle. Potrafiła na całą noc wyrzucić mnie z domu, za to, że nie zrobiłam jej kolacji. Gdy zaczęłam dorastać i okazywać swój bunt było jeszcze gorzej. Stałam się odporna na ból. Gdy rozcięła mi rękę pasem nawet tego nie poczułam. Zawsze powtarzała, że nigdy nic nie osiągnę, dlatego zaczęłam próbować swoich sił w modelingu. Gdy wreszcie dostałam szansę musiałam ją wykorzystać, przypłaciłam to wielkim kosztem, ale po części było warto - zakończyła zapatrzona w okno. Nie widziałem co mam odpowiedzieć. Moje ciało ogarnął kompletny szok. Teraz już wiem dlaczego tak bardzo unika swojej przeszłości. Ja nigdy nie narzekałem na brak miłości w domu. Wręcz przeciwnie. Miałem jej aż nadmiar dlatego nigdy nie będę mógł sobie wyobrazić tego co przeszła Tay.
- Nie powinienem o to pytać. Wybacz - przeprosiłem nerwowo strzelając oczami na wszystkie strony.
- Nie szkodzi. Nie mogę wiecznie unikać tego tematu - uśmiechnęła się blado. - Pytaj dalej - nakazała po chwili biorąc stłumiony wdech.
- Na pewno? - przepełniłem swój ton troską.
- Na pewno - potwierdziła.
- W takim razie opowiedz mi coś o Jonathani'e. - zaproponowałem.
- Lepiej nie, jeszcze go zabijesz - wymamrotała pod nosem licząc zapewne na to, że nie usłyszę.
- Że co?
- Nic..nic - przybrała minę niewiniątka - Może już stąd pójdziemy? - starannie uciekła od pytania. Coś musi być na rzeczy, ale postanowiłem jej więcej nie naciskać. Ostatecznie pokiwałem twierdząco głową i wstałem z swojego miejsca. Dziewczyna odetchnęła z ulgą i podobnie jak ja zaczęła się kierować w stronę wyjścia. Kulturalnie podziękowaliśmy na posiłek i ruszyliśmy przed siebie otaczani przez miliony kolorów.
- Zazdroszczę Ci, że mogłaś się wychować w takim mieście - przyznałem nagle podziwiając ulicę.
- W mieście grzechu? - dopytała z śmiechem.
- No ej! Aniołkiem nigdy raczej nie byłaś. - uniosłem ręce w geście obronnym.
- A skąd ta pewność? - udawała oburzoną.
- Zgaduję - spojrzałem na nią spode łba i po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Tak, cholernie lubiłem jej śmiech.
- Jaka była najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłeś w życiu? - spytała gdy w miarę opanowaliśmy nasze emocje.
- Nigdy nad tym nie myślałem - przyznałem sięgając do najgłębszych zakamarków pamięci.
- Teraz masz okazję - zachęciła.
Chwilę myślałem nad odpowiedzią. W końcu tyle tego wszystkiego było. Jak ja mam niby wybrać najbardziej zwariowaną sytuację? Przecież to nie wykonalne.
- Może nie była to najbardziej szalona rzecz, ale na pewno warta zapamiętania - zacząłem - Kiedyś jak byłem jeszcze mały stwierdziłem z kumplem, że wykręcimy jakiś śmieszny numer naszym nieznośnym sąsiadom. Tak więc wypożyczyliśmy kostiumy UFO i zapukaliśmy do drzwi państwa Hudson. Gdy otworzyli zaczęliśmy tańczyć nasz specjalny taniec, a potem oblaliśmy ich wiadrem zielonej mazi, którą wcześniej przygotowaliśmy. Kiedy przyjechała policja spanikowaliśmy i szybko zrzuciliśmy z siebie te stroje i tak w samych bokserkach prysneliśmy przez całe miasto do domu. - streściłem swoją przygodę. W odpowiedni dostałem głośny śmiech Taylor, która nie mogła opanować tchu.
- O nie - wydusiła łapiąc oddech.
- No ej, to był bardzo twórczy psikus - złożyłem ręce na piersi i strzeliłem focha odwracając się w przeciwną stronę.
- Boże, biedni ci Państwo - zignorowała mój gest dalej pozostając w swoim wcześniejszym stanie.
- Wcale nie byli biedni! - krzyknąłem oburzony! - To najwredniejsze stare dziadki jakie kiedykolwiek widziałem!
- Głupek - skwitowała i dosięgając do moich włosów lekko je poczochrała.
- Dobra, teraz ty mów jaka była twoja najbardziej szalona sytuacja - rozkazałem pewny siebie. Dziewczyna posłała mi przerażone spojrzenie, ale w ostateczności odpowiedziała.
- Raz z Ronnie'm włamaliśmy się do jednej z najbardziej ekskluzywnych restauracji w Vegas i naćpani udawaliśmy kelnerów, a gdy wreszcie pracownicy nas odkryli zaczęliśmy uciekać, skacząc po stołach i wywalając na innych klientów jedzenie. - opowiedziała i teraz to ja parsknąłem śmiechem wyobrażając sobie tą całą scenerię.
- Ej przestań! - szturchnęła mnie ramieniem i po chwili również podzieliła moją reakcję. Szliśmy tak śmiejąc się chyba z kilka minut. Gdy w końcu, w miarę ogarnąłem dupę dotarł do mnie pewien fakt, o który musiałem wreszcie zapytać.
- Długo już bierzesz? - dziewczyna spojrzała na mnie z wymalowanym zaszokowaniem na twarzy.
- Skąd to pytanie? - zachichotała nerwowo.
- Powiedziałaś, że wtedy byłaś naćpana - przyuważyłem jeszcze bardziej ją pesząc.
- Nie ćpam nałogowo - odpowiedziała szybko licząc, zapewne na to, że dam jej spokój.
- Nie o to pytałem - zauważyłem poważnie.
- Sama nie wiem. Pierwszy raz skosztowałam prawdziwych narkotyków w wieku trzynastu lat - przyznała, a ja omal co nie udusiłem się własną silną. Trzynaście lat? No dobra, ja też nie byłem aniołkiem, ale TRZYNAŚCIE lat? Niby to nic dziwnego. W końcu przez całe życie była pod opieką Ron'a, ale trzynaście lat? Z tego co wiem to on, nawet przy pierwszej kresce miał z szesnaście.
- Pamiętasz po co je wtedy wzięłaś? - spytałem głupio co wzbudziło u niej lekkie zirytowanie. Mimo to posłusznie odpowiedziała.
- Ta pamiętam - popatrzyła przed siebie, a na jej twarzy zawitał delikatny uśmiech. - Pojechałam na ferie do mojego wujka. Do najlepszego wujka na świecie. Człowieka, który do dzisiaj jest dla mnie autorytetem. To był dla mnie ciężki okres, ale jak tam przyjechałam poczułam się taka, taka, szczęśliwa. Dostałam tam tyle miłości i zrozumienia. Wujek mnie poczęstował różnymi rodzajami amfetaminy. I tak przez kilka dni ćpałam sobie z jego córką i jej chłopakiem, którzy mimo to, że byli siedem lat starsi traktowali mnie jak równą sobie. Nigdy nie myślałam tak dużo nad życiem jak wtedy. Mój mózg zaczął pracować na najszybszych obrotach. Uświadomiłam sobie tyle rzeczy. Od tamtego czasu jestem zupełnie inną osobą. Lepszą osobą. - zakończyła. Chyba pierwszy raz w życiu, tak często nie mam pojęcia co odpowiadać. Moja psychika się wykańcza. - Chyba musimy już wracać - ziewnęła przystając w miejscu.
- No przydałoby się - uniosłem dłoń spoglądając na srebrny zegarek wskazujący w pół do drugiej.
TAYLOR' POV
Około drugiej stanęliśmy w hotelowej windzie. Byłam tak koszmarnie zmęczona, że praktycznie połowę drogi biedny Andy musiał mnie nieść na barana. Żeby nie było, to on nalegał, a ja ostatecznie po dłuższym zwlekaniu (czyt. po pierwszej propozycji) się zgodziłam. Mimo to jest mi dziwnie dobrze po tym spędzonym wspólnie czasie. Dawno już nikomu nie wspominałam o przeszłości. Teraz czuję pewnego rodzaju lekkość.
Chwila moment, zwierzenia zwierzeniami, ale dalej nie wiem dlaczego Andy tak wyparował od Ron'a. O nie, tego mu nie popuszczę!
- Andy mam do ciebie pytanie - poinformowałam go gdy stanęliśmy przed drzwiami mojego apartamentu.
- Hm..?
- Co Cię zezłościło, że tak nagle wybiegłeś od Ronnie'go? - spytałam jak najbardziej delikatnie, jak tylko potrafiłam. Ta, na razie delikatnie, ale jak nie odpowie to zmienimy taktykę.
- Tak jakoś - zaczął kręcić, a jego ręka powędrowała na kark rozmasowując go dokładnie. Oh, jutro go przycisnę. Dzisiaj jestem zbyt zmęczona, żeby drążyć ten temat.
- Dobra jak chcesz - machnęłam na niego ręką i obróciłam się tyłem pukając do drzwi. Nagle moja ręka została brutalnie pociągnięta z powrotem w przeciwną stronę. Zanim zdążyłam cokolwiek przeanalizować miękkie usta Biersack'a naparły na moje przeradzając się w namiętny pocałunek. Temperatura w moim ciele natychmiast wzrosła o co najmniej dwadzieścia stopni, a brzuch wypełniło dziwne uczucie. Moje myśli zabawiały nieprzyzwoite obrazy, a umysł całkowicie przestał pracować. Język bruneta delikatnie łaskotał moje podniebienia zmieniając tym samym moje kończyny w dwa kawałki waty. Instynkty wzięły górę i łapczywie pogłębiałam pocałunek. W pewnym momencie do naszych uszu dobiegł dźwięk otwieranych drzwi. Impulsywnie odepchnęłam od siebie wokalistę i spojrzałam w odpowiednią stronę, a mój wzrok napotkał zaspaną i uśmiechniętą od ucha do ucha Cobain. Teraz to wpadłam.
- Mrr..czyżbym przeszkodziła? - spytała głupio opierając się o framugę drzwi wyglądając tak jakby chciała ją co najmniej obmacać. - Wiesz Biersack taka rada na przyszłość bo Radke wspominał, że Taylor lubi kiedy face... - nie pozwalając jej dokończyć wepchnęłam dziewczynę do mieszkania. Sama jedynie posłałam jeszcze zdezorientowanemu brunetowi ciepły uśmiech i również wpadłam do środka zatrzaskując za sobą drzwi.
W pomieszczeniu zdążyłam zrobić raptem kilka kroków, a wścibski głosik momentalnie podniósł mi ciśnienie.
- "Ale między nami nic nie ma", "Kompletnie", "On mi się w ogóle nie podoba" - chodząca po salonie Frances z kieliszkiem czerwonego wina w ręce przesadnie przedrzeźniała moją osobę.
- Idź ty może już spać - zaproponowałam bezradnie i czym prędzej ruszyłam do swojego pokoju. W odpowiedzi, oczywiście dosłyszałam jeszcze głośny chichot Bean, który zignorowałam. Byłam wykończona. W sekundzie porwałam z łóżka piżamę składającą się z damskich, czarnych bokserek i białej obcisłej bluzki na ramiączkach. Moje lenistwo nie pozwoliło mi na pójście do łazienki i wzięcie prysznica więc ostatecznie w pełnym makijażu wkopałam tyłek pod cieplutką pościel i odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Następnego dnia
Znienacka wszystkie moje zmysły powariowały, a przeszywający ból w bębenkach usznych spowodował, że z moich ust wydostał się głośny wrzask. W mgnieniu oka moje ciało uderzyło w coś twardego. Jęknęłam z bólu i ostatnimi resztkami sił spojrzałam w stronę drzwi.
- Czy ciebie do końca popierdoliło? - ryknęłam wściekle na stojącą Frances, która z radością ukazywała szereg białych zębów.
- Zemsta za ostatnią pobudkę - wypięła w moją stronę język usatysfakcjonowana z swojej pobudki.
- Skąd ty do cholery wzięłaś klakson?! - otworzyłam szerzej oczy dostrzegając imprezowy przedmiot w ręku brunetki, który prawdopodobnie był odpowiedzialny za budzący mnie hałas.
- Ronnie mi przyniósł - wzruszyła beztroska ramionami po czym wyszła z pokoju - Rusz tyłek. Śniadanie czeka - krzyknęła z salonu.
Cała obolała, powoli wstałam z ziemi rozmasowując obolały kark i ramiona. Dwie, tak drastyczne pobudki w czasie jednej doby na pewno nie wpłyną zbyt dobrze na mój kręgosłup. Gdy w miarę uśmierzyłam swoje dolegliwości mozolnie skierowałam się do centrum apartamentu. Na kanapie zastałam rozwaloną Cobain pałaszującą omleta z kremem czekoladowym i masą owoców. Następnie spostrzegłam charakterystyczny wózek zastawiony jedzeniem tuż obok mini kuchni. Była na nim masa różnorodnego jedzenie. Od sałatek, przez naleśniki i świeże pieczywo do jajek i bekonu. Oszczędzając sobie zbędnych pytań typu: "Zamówiłaś jedzenie?" podeszłam do obiektu dokładnie rozważając opcję posiłku. Po dłuższym namyśle ujęłam jeden z kilku talerzy i nałożyłam na niego dwie świeże bułeczki. Do tego słoik masła orzechowego. Z takim zestawem podreptałam na rogówkę. Nie tracąc czasu odkręciłam opakowanie i wziąwszy jedną łyżeczkę z stołu zaczęłam pałaszować orzechowy krem przygryzając go bułką. W telewizji akurat leciał jakiś program o wykręcaniu żartów, więc kurczowo wpatrywałam się w ekran.
- Taylor bo jak nie umiesz smarować pieczywa to trzeba było powiedzieć - skomentowała z śmiechem Fran.
- Spadaj - wybełkotałam jednie z pełną buzią, nie obdarzając jej nawet przelotnym spojrzeniem.
Jak się dowiedziałam chwilę później dochodziła, właśnie jedenasta. Boże, nie dadzą się człowiekowi wyspać. Jako, że na dwunastą Ronnie zaplanował małą wycieczkę do naszych starych domów, nawet śniadania nie mogłam w spokoju zjeść. W dziesięć minut pochłonęłam swoją porcję. Zrobiłabym to szybciej gdyby nie uporczywa rozmowa z Fran na temat, oczywiście mój i Biersack'a. Za niedługo puszczą mi granicę i to ja zacznę ją wypytywać o jej "związek z Ash'em". To, w ogóle jest związek? Eh, kto to wie. Akurat po wczorajszej akcji nie miałam zbytnich argumentów na obronę, ale ja, jak to ja uporczywie broniłam swego. Niezależnie czy było to prawdą, czy nie.
- Obiecaj, że będę druhną na waszym ślubie - wypaliła, całkiem poważnie.
- Obiecuję, że jak nie przestaniesz gadać to go nie dożyjesz - oznajmiłam kładąc, pusty talerz na wózku.
- Coś ty dzisiaj taka nie w humorze? - spytała z przekąsem łapiąc ze mną kontakt wzrokowy. Szczerze? Nawet nie zauważyłam różnicy w moim zachowaniu. Jednak po krótkim namyślę, może Cobain słusznie zauważyła moja zmianę nastroju. Nic na to nie poradzę. Dzisiejszy dzień będzie zdecydowanie bardzo ciężki.
- Przepraszam, po prostu mam zły dzień - usprawiedliwiłam się spoglądając na nią przepraszająco.
- Hej, spokojnie, wszystko będzie dobrze. Przecież zobaczysz rodziców to fajnie prawda? - jej entuzjazm mnie dobijał.
- Tak, super - skłamał próbując brzmieć jak najbardziej przekonująco. W obawie o dalsze pytania nie czekając ani chwili dłużej ruszyłam do łazienki. Tam wzięłam orzeźwiający prysznic, umyłam włosy, następnie lekko je podsuszyłam. Mając na uwadze moją babcię i jej nienawiść do mocnego makijażu postawiłam na naturalność. Nałożyłam jedynie trochę korektora i odrobinę tuszu do rzęs. Włosy uczesałam w luźnego kłosa. W takim wydaniu zwolniłam pomieszczenie i przetransportowałam tyłek do pokoju. I teraz mamy problem. Pakując swoje ciuchy jakoś nie specjalnie brałam pod uwagę wizytę u ukochanej babuni, która zbytnio nie tolerowała znacznej części mojej garderoby. Nie chciałabym zaczynać naszego spotkania od hasła: " Taylor wiesz, że Cię kocham, ale wyglądasz jak takie panie, co za moich czasów stały pod latarnią" Że też musi być dzisiaj taki upał.
- Nie no to bez sensu - powiedziałam do siebie nawet nie otwierając walizki. I tak nic nie znajdę. Czym prędzej wciągnęłam na siebie pierwsze, lepsze leginsy i luźną bluzkę z krótkim rękawkiem. Biegiem pognałam do wyjścia, wpadając po drodze na wychodzącą z łazienki Bean. - Zaraz wracam - rzuciłam zamykając za sobą drzwi.
*
- Taylor? Co ty tu robisz? - przywitał mnie zdziwiony Vincent ubrany w czarną koszulkę na ramiączkach z adidasa i szare, luźne rurki.
- Hej, mam sprawę do Isabel - przywitałam się wypatrując Miller.
- Okej, wchodź - przyzwolił z wielkim uśmiechem robiąc miejsce. Pewnie wkroczyłam do locum. Ponieważ ich obecne cztery kąty były jedynym pokojem, na wstępie zauważyłam leżącą na łóżku szatynkę, przeglądającą jakieś czasopismo.
- Cześć misiu, mam do ciebie prośbę - powiedziałam pieszczotliwie dając dziewczynie buziaka w policzek.
- Hej, hej - kąciki jej ust wyraźnie powędrowały do góry. - Co to za prośba? - spytała zaciekawiona odkładając gazetę i powoli wstając na równe nogi.
- Jak wiesz jedziemy dzisiaj na wycieczkę do mnie i Ron'a. - zaczęłam tłumaczyć - A tam czeka na mnie pewna staruszka, która zbytnio nie przepada za moim stylem ubierania, a że ty masz zawsze taki stonowany i elegancki wizerunek pomyślałam, że może mi coś pożyczysz? - zakończyłam lekko zawstydzona. Isabel w odpowiedzi subtelnie zachichotała dodając :
- Jasne, nie ma problemu - podeszła do wielkiej, fioletowej walizki leżącej obok łóżka. Od razu uczyniłam to samo i obie rozpoczęłyśmy poszukiwania. Po kilku minutach praktycznie cała zawartość torby była porozrzucana po całym mieszkaniu. Isabel miała naprawdę masę ładnych rzecz, które na niej wyglądały świetnie, a na mnie jak rodem z lat siedemdziesiątych. - Zgaduję, że nie lubisz kwiatowych wzorów - przymierzyła mi jedną z swoich letnich sukienek.
- No niezbyt - zrobiłam kwaśną minę.
- Czy tutaj przeszło tornado? - do naszych uszu dobiegł głos przerażonego gitarzysty wychodzącego z łazienki.
- Mogę Ci pożyczyć tą, będzie Ci pasować - oznajmiła pokazując mi..no..ymm..dość oryginalną sukienkę w odcieniach kawowych. Cóż spełniała najważniejsze wymogi. Nie była wulgarna, miała przyzwoity dekolt, bardzo dziewczęca.
- Jest śliczna - no co? Nie skłamałam. Była ładna, po prostu nie była w moim stylu. - Dziękuję, ratujesz mi życie - przytuliłam ją do siebie.
- Nie ma za co - machnęła ręką gdy obie już stałyśmy na prostych nogach.
- Reszta padnie jak Cię w tym zobaczy - usłyszałam histeryczny śmiech Vincent'a.
- Cicho - warknęłam, a znikąd Miller wcisnęła mi do rąk wysokie szpilki, naszyjnik z serduszkiem i dwie perełki do uszu.
- A teraz idź ubrać to cudeńko -zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować zostałam wypchnięta z pomieszczenia. To będzie katastrofa.
*
- To jest katastrofa - stwierdziłam patrząc na swoje odbicie w lustrze. Tak niewinnie chyba jeszcze w życiu nie wyglądałam. Ronnie dostanie zawału jak mnie taką zobaczy. Już wolałabym się smażyć w swetrze.
- Taylor bo musimy już iś...- do sypialni wpadła Frances, która na mój widok zacięła się w połowie zdania.
- Zanim cokolwiek powiesz dobrze Ci radzę, przemyśl to dwa razy - poinformowałam z słodkim uśmiechem pasującym idealnie do obecnego stroju.
- Ale czy ja coś mówię? - spytała głupio próbując powstrzymać śmiech. - Mogę Ci jedynie powiedzieć, że nawet jakbyś chciała jeszcze zmienić stylizację, to nie masz jak bo jest za pięć, więc rusz się - z końcem zdania podeszła do mnie chwytając za nadgarstek i ciągnąc w stronę drzwi. Dopiero teraz zdążyłam przeanalizować jej ubranie. Tak jej, jeszcze w życiu nie zazdrościłam.
Bez słowa szłyśmy do wyznaczonego celu. Ja z naburmuszoną miną potykając się co chwilę o własne nogi, a Bean pogrążona w swoim smartfonie.
Po niecałych pięciu minut drzwi windy zostały przed nami otwarte i ukazały dobrze znane już lobby. Tuż przy wyjściu dostrzegłam naszą grupę. Kiedy podeszłyśmy wystarczająco blisko znajomi nas zauważyli, a na mój widok w sekundzie znieruchomieli i powiększyli oczy o co najmniej trzy rozmiary.
- Ani, kurwa słowa - uprzedziłam wściekle i ani na chwilę nie zwalniając tępa szłam do "naszego samochodu". Agresywnie otworzyłam drzwi i z miną naburmuszonego dziecka zajęłam pierwsze lepsze miejsce w tyle limuzyny. Kilka sekund później dołączyła do mnie reszta. Obok mnie tym razem przysiadły dziewczyny co było miłą odmianą.
- Taylor - usłyszałam swoje imię wypowiedziane przez Radke, który z trudem dusił narastający śmiech. - Coś ty do cholery na siebie włożyła?
- Sukienkę - warknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Ej uważaj na słowa! To moja sukienka! - stanęła w mojej obronie oburzona Miller, która nawiasem mówiąc jak zwykle wyglądała perfekcyjnie.
- No właśnie to twoja sukienka! - powtórzył - Tobie takie ciuchy pasują, a u Taylor to wygląda jak...
- Stul pysk o ile chcesz żyć - powtórzyłam swój ton, tym razem wkładając w niego jeszcze więcej jadu.
- Momsen, sory, że pytam, ale po co to na siebie włożyłaś? - drążył temat Jinxx. Następny no!
- Na pewno nie bez powodu - odpowiedziałam już nieco spokojniej.
Tym sposobem ta jakże wkurwiająca dla mnie rozmowa dobiegła końca. Na chwilę obecną wszyscy dyskutowali o jakiś pierdołach. Ja z kolei tę chwilę wykorzystałam na dokładnie obejrzenie naszej paczki. Ku miłemu zaskoczeniu wszyscy wyglądali naprawdę przeciętnie. Dzięki bogu! Normalne koszulki, normalnie spodnie, zero jakichkolwiek amuletów, krzyżów itp. No jedynym minusem były widoczne dziary praktycznie wszystkich, ale na to już nic nie poradzę. Mogą zacząć przygotowywać cierpliwość na długi wykład mojej babci, na temat tatuowania ciała. Dla mnie jednak najbardziej liczył się wygląd jednej osoby. Czarny T-shirt z logiem Batmana i obcisłe spodnie w tym samym kolorze. Przed oczami stanął mi nasz wczorajszy pocałunek, a potem poprzedni i ten jeszcze wcześniejszy. Miałam tak bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony chciałabym stworzyć z nim związek, a z drugiej nie wiem czy jestem na to gotowa. Po za tym nie sądzę, abym była dziewczyną dla niego. Do tego dochodzi powrót Jonathan'a. Wiedziałam, że znowu przysporzy mi problemów i zmartwień. Nie byłby sobą gdyby odpuścił i dał mi być szczęśliwą z kimś innym niż on. Logicznie rzecz biorąc dużo więcej jest argumentów na przeciw niż za.
- Taylor ty masz nowy tatuaż? - moje rozmyślania przerwał zaszokowany Christian, a wszystkie oczy wierciły teraz moją rękę.
- Wy to wcześni jesteście - zauważył rozbawiony Joseph.
- Ej, ale na serio od kiedy go masz? - dopytywał
- Od urodzin - przeniosłam wzrok na rękę. Miałam dość tego durnego opatrunku, więc dzisiaj rano go zdjęłam. W sumie nie dziwne, że nie zauważyli. Plaster był w kolorze bardzo zbliżonym do mojej karnacji.
- Jest Genialny - przyznał zdumiony Pitts.
- Wiem - kąciki moich ust mimowolnie powędrowały do góry. Spojrzałam z wdzięcznością na przyjaciela, który jedynie puścił mi oczko.
W tym samym momencie poczułam, że limuzyna dotarła na miejsce, a moje serce zaczynało coraz mocniej i szybciej bić.Jestem w domu.
- Nie umiem o sobie mówić od tak - poinformowała odkładając kebaba na stolik.
- Więc ja Cię będę pytać, a ty po prostu odpowiadać - postanowiłem tym razem nie dawać za wygraną.
- No zgoda - przytaknęła niechętnie po chwili zastanowienia, a następnie upiła łyk coli, którą wcześniej zamówiliśmy.
- Jakie masz kontakty z rodzicami? - zadałem pierwsze pytanie, które wywołało u niej widoczne zmieszanie.
- Złe - skwitowała krótko. Popatrzyłem na nią znacząco dzięki czemu zaczęła kontynuować - Tata mnie zostawił gdy miałam pięć lat. Jest Polakiem i nigdy nie miał ślubu z moją mamą. Pewnego dnia wyjechał tak bez niczego i po prostu nie wrócił. Zostałam sama z babcią i mamą, ponieważ dziadek zmarł w mniej więcej tym samym czasie. Kilka lat później mama zaczęła się spotykać z bogatym kapitanem statków wożących ropę naftową. Jednak rozstali się gdy miałam dziesięć lat. Potem znów znalazła sobie chłopaka, z którym prawdopodobnie jest do teraz. Przeprowadziłyśmy się do niego zostawiając babcię samą w wielkim domu. Oczywiście regularnie ją odwiedzałam i jej pomagałam. Obie zawsze toczyły ze sobą spory. Było mi przykro jak widziałam je dwie gotowe do zabicia się wzajemnie. Co do mojej mamy to nigdy nie miałam z nią dobrych relacji. Już nawet nie chodzi o to, że mnie biła o najmniejszą głupotę. Mówiła mi okropne rzeczy, poniżała i uprzykrzała życie na każdym kroku. Zawsze świetnie umiała zwrócić wszystko przeciwko mnie przez co to ja wychodziłam na wyrodną córkę. Lubiła alkohol, lubiła wypić. Wtedy była jeszcze bardziej agresywna niż zwykle. Potrafiła na całą noc wyrzucić mnie z domu, za to, że nie zrobiłam jej kolacji. Gdy zaczęłam dorastać i okazywać swój bunt było jeszcze gorzej. Stałam się odporna na ból. Gdy rozcięła mi rękę pasem nawet tego nie poczułam. Zawsze powtarzała, że nigdy nic nie osiągnę, dlatego zaczęłam próbować swoich sił w modelingu. Gdy wreszcie dostałam szansę musiałam ją wykorzystać, przypłaciłam to wielkim kosztem, ale po części było warto - zakończyła zapatrzona w okno. Nie widziałem co mam odpowiedzieć. Moje ciało ogarnął kompletny szok. Teraz już wiem dlaczego tak bardzo unika swojej przeszłości. Ja nigdy nie narzekałem na brak miłości w domu. Wręcz przeciwnie. Miałem jej aż nadmiar dlatego nigdy nie będę mógł sobie wyobrazić tego co przeszła Tay.
- Nie powinienem o to pytać. Wybacz - przeprosiłem nerwowo strzelając oczami na wszystkie strony.
- Nie szkodzi. Nie mogę wiecznie unikać tego tematu - uśmiechnęła się blado. - Pytaj dalej - nakazała po chwili biorąc stłumiony wdech.
- Na pewno? - przepełniłem swój ton troską.
- Na pewno - potwierdziła.
- W takim razie opowiedz mi coś o Jonathani'e. - zaproponowałem.
- Lepiej nie, jeszcze go zabijesz - wymamrotała pod nosem licząc zapewne na to, że nie usłyszę.
- Że co?
- Nic..nic - przybrała minę niewiniątka - Może już stąd pójdziemy? - starannie uciekła od pytania. Coś musi być na rzeczy, ale postanowiłem jej więcej nie naciskać. Ostatecznie pokiwałem twierdząco głową i wstałem z swojego miejsca. Dziewczyna odetchnęła z ulgą i podobnie jak ja zaczęła się kierować w stronę wyjścia. Kulturalnie podziękowaliśmy na posiłek i ruszyliśmy przed siebie otaczani przez miliony kolorów.
- Zazdroszczę Ci, że mogłaś się wychować w takim mieście - przyznałem nagle podziwiając ulicę.
- W mieście grzechu? - dopytała z śmiechem.
- No ej! Aniołkiem nigdy raczej nie byłaś. - uniosłem ręce w geście obronnym.
- A skąd ta pewność? - udawała oburzoną.
- Zgaduję - spojrzałem na nią spode łba i po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Tak, cholernie lubiłem jej śmiech.
- Jaka była najbardziej szalona rzecz jaką zrobiłeś w życiu? - spytała gdy w miarę opanowaliśmy nasze emocje.
- Nigdy nad tym nie myślałem - przyznałem sięgając do najgłębszych zakamarków pamięci.
- Teraz masz okazję - zachęciła.
Chwilę myślałem nad odpowiedzią. W końcu tyle tego wszystkiego było. Jak ja mam niby wybrać najbardziej zwariowaną sytuację? Przecież to nie wykonalne.
- Może nie była to najbardziej szalona rzecz, ale na pewno warta zapamiętania - zacząłem - Kiedyś jak byłem jeszcze mały stwierdziłem z kumplem, że wykręcimy jakiś śmieszny numer naszym nieznośnym sąsiadom. Tak więc wypożyczyliśmy kostiumy UFO i zapukaliśmy do drzwi państwa Hudson. Gdy otworzyli zaczęliśmy tańczyć nasz specjalny taniec, a potem oblaliśmy ich wiadrem zielonej mazi, którą wcześniej przygotowaliśmy. Kiedy przyjechała policja spanikowaliśmy i szybko zrzuciliśmy z siebie te stroje i tak w samych bokserkach prysneliśmy przez całe miasto do domu. - streściłem swoją przygodę. W odpowiedni dostałem głośny śmiech Taylor, która nie mogła opanować tchu.
- O nie - wydusiła łapiąc oddech.
- No ej, to był bardzo twórczy psikus - złożyłem ręce na piersi i strzeliłem focha odwracając się w przeciwną stronę.
- Boże, biedni ci Państwo - zignorowała mój gest dalej pozostając w swoim wcześniejszym stanie.
- Wcale nie byli biedni! - krzyknąłem oburzony! - To najwredniejsze stare dziadki jakie kiedykolwiek widziałem!
- Głupek - skwitowała i dosięgając do moich włosów lekko je poczochrała.
- Dobra, teraz ty mów jaka była twoja najbardziej szalona sytuacja - rozkazałem pewny siebie. Dziewczyna posłała mi przerażone spojrzenie, ale w ostateczności odpowiedziała.
- Raz z Ronnie'm włamaliśmy się do jednej z najbardziej ekskluzywnych restauracji w Vegas i naćpani udawaliśmy kelnerów, a gdy wreszcie pracownicy nas odkryli zaczęliśmy uciekać, skacząc po stołach i wywalając na innych klientów jedzenie. - opowiedziała i teraz to ja parsknąłem śmiechem wyobrażając sobie tą całą scenerię.
- Ej przestań! - szturchnęła mnie ramieniem i po chwili również podzieliła moją reakcję. Szliśmy tak śmiejąc się chyba z kilka minut. Gdy w końcu, w miarę ogarnąłem dupę dotarł do mnie pewien fakt, o który musiałem wreszcie zapytać.
- Długo już bierzesz? - dziewczyna spojrzała na mnie z wymalowanym zaszokowaniem na twarzy.
- Skąd to pytanie? - zachichotała nerwowo.
- Powiedziałaś, że wtedy byłaś naćpana - przyuważyłem jeszcze bardziej ją pesząc.
- Nie ćpam nałogowo - odpowiedziała szybko licząc, zapewne na to, że dam jej spokój.
- Nie o to pytałem - zauważyłem poważnie.
- Sama nie wiem. Pierwszy raz skosztowałam prawdziwych narkotyków w wieku trzynastu lat - przyznała, a ja omal co nie udusiłem się własną silną. Trzynaście lat? No dobra, ja też nie byłem aniołkiem, ale TRZYNAŚCIE lat? Niby to nic dziwnego. W końcu przez całe życie była pod opieką Ron'a, ale trzynaście lat? Z tego co wiem to on, nawet przy pierwszej kresce miał z szesnaście.
- Pamiętasz po co je wtedy wzięłaś? - spytałem głupio co wzbudziło u niej lekkie zirytowanie. Mimo to posłusznie odpowiedziała.
- Ta pamiętam - popatrzyła przed siebie, a na jej twarzy zawitał delikatny uśmiech. - Pojechałam na ferie do mojego wujka. Do najlepszego wujka na świecie. Człowieka, który do dzisiaj jest dla mnie autorytetem. To był dla mnie ciężki okres, ale jak tam przyjechałam poczułam się taka, taka, szczęśliwa. Dostałam tam tyle miłości i zrozumienia. Wujek mnie poczęstował różnymi rodzajami amfetaminy. I tak przez kilka dni ćpałam sobie z jego córką i jej chłopakiem, którzy mimo to, że byli siedem lat starsi traktowali mnie jak równą sobie. Nigdy nie myślałam tak dużo nad życiem jak wtedy. Mój mózg zaczął pracować na najszybszych obrotach. Uświadomiłam sobie tyle rzeczy. Od tamtego czasu jestem zupełnie inną osobą. Lepszą osobą. - zakończyła. Chyba pierwszy raz w życiu, tak często nie mam pojęcia co odpowiadać. Moja psychika się wykańcza. - Chyba musimy już wracać - ziewnęła przystając w miejscu.
- No przydałoby się - uniosłem dłoń spoglądając na srebrny zegarek wskazujący w pół do drugiej.
TAYLOR' POV
Około drugiej stanęliśmy w hotelowej windzie. Byłam tak koszmarnie zmęczona, że praktycznie połowę drogi biedny Andy musiał mnie nieść na barana. Żeby nie było, to on nalegał, a ja ostatecznie po dłuższym zwlekaniu (czyt. po pierwszej propozycji) się zgodziłam. Mimo to jest mi dziwnie dobrze po tym spędzonym wspólnie czasie. Dawno już nikomu nie wspominałam o przeszłości. Teraz czuję pewnego rodzaju lekkość.
Chwila moment, zwierzenia zwierzeniami, ale dalej nie wiem dlaczego Andy tak wyparował od Ron'a. O nie, tego mu nie popuszczę!
- Andy mam do ciebie pytanie - poinformowałam go gdy stanęliśmy przed drzwiami mojego apartamentu.
- Hm..?
- Co Cię zezłościło, że tak nagle wybiegłeś od Ronnie'go? - spytałam jak najbardziej delikatnie, jak tylko potrafiłam. Ta, na razie delikatnie, ale jak nie odpowie to zmienimy taktykę.
- Tak jakoś - zaczął kręcić, a jego ręka powędrowała na kark rozmasowując go dokładnie. Oh, jutro go przycisnę. Dzisiaj jestem zbyt zmęczona, żeby drążyć ten temat.
- Dobra jak chcesz - machnęłam na niego ręką i obróciłam się tyłem pukając do drzwi. Nagle moja ręka została brutalnie pociągnięta z powrotem w przeciwną stronę. Zanim zdążyłam cokolwiek przeanalizować miękkie usta Biersack'a naparły na moje przeradzając się w namiętny pocałunek. Temperatura w moim ciele natychmiast wzrosła o co najmniej dwadzieścia stopni, a brzuch wypełniło dziwne uczucie. Moje myśli zabawiały nieprzyzwoite obrazy, a umysł całkowicie przestał pracować. Język bruneta delikatnie łaskotał moje podniebienia zmieniając tym samym moje kończyny w dwa kawałki waty. Instynkty wzięły górę i łapczywie pogłębiałam pocałunek. W pewnym momencie do naszych uszu dobiegł dźwięk otwieranych drzwi. Impulsywnie odepchnęłam od siebie wokalistę i spojrzałam w odpowiednią stronę, a mój wzrok napotkał zaspaną i uśmiechniętą od ucha do ucha Cobain. Teraz to wpadłam.
- Mrr..czyżbym przeszkodziła? - spytała głupio opierając się o framugę drzwi wyglądając tak jakby chciała ją co najmniej obmacać. - Wiesz Biersack taka rada na przyszłość bo Radke wspominał, że Taylor lubi kiedy face... - nie pozwalając jej dokończyć wepchnęłam dziewczynę do mieszkania. Sama jedynie posłałam jeszcze zdezorientowanemu brunetowi ciepły uśmiech i również wpadłam do środka zatrzaskując za sobą drzwi.
W pomieszczeniu zdążyłam zrobić raptem kilka kroków, a wścibski głosik momentalnie podniósł mi ciśnienie.
- "Ale między nami nic nie ma", "Kompletnie", "On mi się w ogóle nie podoba" - chodząca po salonie Frances z kieliszkiem czerwonego wina w ręce przesadnie przedrzeźniała moją osobę.
- Idź ty może już spać - zaproponowałam bezradnie i czym prędzej ruszyłam do swojego pokoju. W odpowiedzi, oczywiście dosłyszałam jeszcze głośny chichot Bean, który zignorowałam. Byłam wykończona. W sekundzie porwałam z łóżka piżamę składającą się z damskich, czarnych bokserek i białej obcisłej bluzki na ramiączkach. Moje lenistwo nie pozwoliło mi na pójście do łazienki i wzięcie prysznica więc ostatecznie w pełnym makijażu wkopałam tyłek pod cieplutką pościel i odpłynęłam do krainy Morfeusza.
Następnego dnia
Znienacka wszystkie moje zmysły powariowały, a przeszywający ból w bębenkach usznych spowodował, że z moich ust wydostał się głośny wrzask. W mgnieniu oka moje ciało uderzyło w coś twardego. Jęknęłam z bólu i ostatnimi resztkami sił spojrzałam w stronę drzwi.
- Czy ciebie do końca popierdoliło? - ryknęłam wściekle na stojącą Frances, która z radością ukazywała szereg białych zębów.
- Zemsta za ostatnią pobudkę - wypięła w moją stronę język usatysfakcjonowana z swojej pobudki.
- Skąd ty do cholery wzięłaś klakson?! - otworzyłam szerzej oczy dostrzegając imprezowy przedmiot w ręku brunetki, który prawdopodobnie był odpowiedzialny za budzący mnie hałas.
- Ronnie mi przyniósł - wzruszyła beztroska ramionami po czym wyszła z pokoju - Rusz tyłek. Śniadanie czeka - krzyknęła z salonu.
Cała obolała, powoli wstałam z ziemi rozmasowując obolały kark i ramiona. Dwie, tak drastyczne pobudki w czasie jednej doby na pewno nie wpłyną zbyt dobrze na mój kręgosłup. Gdy w miarę uśmierzyłam swoje dolegliwości mozolnie skierowałam się do centrum apartamentu. Na kanapie zastałam rozwaloną Cobain pałaszującą omleta z kremem czekoladowym i masą owoców. Następnie spostrzegłam charakterystyczny wózek zastawiony jedzeniem tuż obok mini kuchni. Była na nim masa różnorodnego jedzenie. Od sałatek, przez naleśniki i świeże pieczywo do jajek i bekonu. Oszczędzając sobie zbędnych pytań typu: "Zamówiłaś jedzenie?" podeszłam do obiektu dokładnie rozważając opcję posiłku. Po dłuższym namyśle ujęłam jeden z kilku talerzy i nałożyłam na niego dwie świeże bułeczki. Do tego słoik masła orzechowego. Z takim zestawem podreptałam na rogówkę. Nie tracąc czasu odkręciłam opakowanie i wziąwszy jedną łyżeczkę z stołu zaczęłam pałaszować orzechowy krem przygryzając go bułką. W telewizji akurat leciał jakiś program o wykręcaniu żartów, więc kurczowo wpatrywałam się w ekran.
- Taylor bo jak nie umiesz smarować pieczywa to trzeba było powiedzieć - skomentowała z śmiechem Fran.
- Spadaj - wybełkotałam jednie z pełną buzią, nie obdarzając jej nawet przelotnym spojrzeniem.
Jak się dowiedziałam chwilę później dochodziła, właśnie jedenasta. Boże, nie dadzą się człowiekowi wyspać. Jako, że na dwunastą Ronnie zaplanował małą wycieczkę do naszych starych domów, nawet śniadania nie mogłam w spokoju zjeść. W dziesięć minut pochłonęłam swoją porcję. Zrobiłabym to szybciej gdyby nie uporczywa rozmowa z Fran na temat, oczywiście mój i Biersack'a. Za niedługo puszczą mi granicę i to ja zacznę ją wypytywać o jej "związek z Ash'em". To, w ogóle jest związek? Eh, kto to wie. Akurat po wczorajszej akcji nie miałam zbytnich argumentów na obronę, ale ja, jak to ja uporczywie broniłam swego. Niezależnie czy było to prawdą, czy nie.
- Obiecaj, że będę druhną na waszym ślubie - wypaliła, całkiem poważnie.
- Obiecuję, że jak nie przestaniesz gadać to go nie dożyjesz - oznajmiłam kładąc, pusty talerz na wózku.
- Coś ty dzisiaj taka nie w humorze? - spytała z przekąsem łapiąc ze mną kontakt wzrokowy. Szczerze? Nawet nie zauważyłam różnicy w moim zachowaniu. Jednak po krótkim namyślę, może Cobain słusznie zauważyła moja zmianę nastroju. Nic na to nie poradzę. Dzisiejszy dzień będzie zdecydowanie bardzo ciężki.
- Przepraszam, po prostu mam zły dzień - usprawiedliwiłam się spoglądając na nią przepraszająco.
- Hej, spokojnie, wszystko będzie dobrze. Przecież zobaczysz rodziców to fajnie prawda? - jej entuzjazm mnie dobijał.
- Tak, super - skłamał próbując brzmieć jak najbardziej przekonująco. W obawie o dalsze pytania nie czekając ani chwili dłużej ruszyłam do łazienki. Tam wzięłam orzeźwiający prysznic, umyłam włosy, następnie lekko je podsuszyłam. Mając na uwadze moją babcię i jej nienawiść do mocnego makijażu postawiłam na naturalność. Nałożyłam jedynie trochę korektora i odrobinę tuszu do rzęs. Włosy uczesałam w luźnego kłosa. W takim wydaniu zwolniłam pomieszczenie i przetransportowałam tyłek do pokoju. I teraz mamy problem. Pakując swoje ciuchy jakoś nie specjalnie brałam pod uwagę wizytę u ukochanej babuni, która zbytnio nie tolerowała znacznej części mojej garderoby. Nie chciałabym zaczynać naszego spotkania od hasła: " Taylor wiesz, że Cię kocham, ale wyglądasz jak takie panie, co za moich czasów stały pod latarnią" Że też musi być dzisiaj taki upał.
- Nie no to bez sensu - powiedziałam do siebie nawet nie otwierając walizki. I tak nic nie znajdę. Czym prędzej wciągnęłam na siebie pierwsze, lepsze leginsy i luźną bluzkę z krótkim rękawkiem. Biegiem pognałam do wyjścia, wpadając po drodze na wychodzącą z łazienki Bean. - Zaraz wracam - rzuciłam zamykając za sobą drzwi.
*
- Taylor? Co ty tu robisz? - przywitał mnie zdziwiony Vincent ubrany w czarną koszulkę na ramiączkach z adidasa i szare, luźne rurki.
- Hej, mam sprawę do Isabel - przywitałam się wypatrując Miller.
- Okej, wchodź - przyzwolił z wielkim uśmiechem robiąc miejsce. Pewnie wkroczyłam do locum. Ponieważ ich obecne cztery kąty były jedynym pokojem, na wstępie zauważyłam leżącą na łóżku szatynkę, przeglądającą jakieś czasopismo.
- Cześć misiu, mam do ciebie prośbę - powiedziałam pieszczotliwie dając dziewczynie buziaka w policzek.
- Hej, hej - kąciki jej ust wyraźnie powędrowały do góry. - Co to za prośba? - spytała zaciekawiona odkładając gazetę i powoli wstając na równe nogi.
- Jak wiesz jedziemy dzisiaj na wycieczkę do mnie i Ron'a. - zaczęłam tłumaczyć - A tam czeka na mnie pewna staruszka, która zbytnio nie przepada za moim stylem ubierania, a że ty masz zawsze taki stonowany i elegancki wizerunek pomyślałam, że może mi coś pożyczysz? - zakończyłam lekko zawstydzona. Isabel w odpowiedzi subtelnie zachichotała dodając :
- No niezbyt - zrobiłam kwaśną minę.
- Czy tutaj przeszło tornado? - do naszych uszu dobiegł głos przerażonego gitarzysty wychodzącego z łazienki.
- Mogę Ci pożyczyć tą, będzie Ci pasować - oznajmiła pokazując mi..no..ymm..dość oryginalną sukienkę w odcieniach kawowych. Cóż spełniała najważniejsze wymogi. Nie była wulgarna, miała przyzwoity dekolt, bardzo dziewczęca.
- Jest śliczna - no co? Nie skłamałam. Była ładna, po prostu nie była w moim stylu. - Dziękuję, ratujesz mi życie - przytuliłam ją do siebie.
- Nie ma za co - machnęła ręką gdy obie już stałyśmy na prostych nogach.
- Reszta padnie jak Cię w tym zobaczy - usłyszałam histeryczny śmiech Vincent'a.
- Cicho - warknęłam, a znikąd Miller wcisnęła mi do rąk wysokie szpilki, naszyjnik z serduszkiem i dwie perełki do uszu.
- A teraz idź ubrać to cudeńko -zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować zostałam wypchnięta z pomieszczenia. To będzie katastrofa.
*
- To jest katastrofa - stwierdziłam patrząc na swoje odbicie w lustrze. Tak niewinnie chyba jeszcze w życiu nie wyglądałam. Ronnie dostanie zawału jak mnie taką zobaczy. Już wolałabym się smażyć w swetrze.
- Taylor bo musimy już iś...- do sypialni wpadła Frances, która na mój widok zacięła się w połowie zdania.
- Zanim cokolwiek powiesz dobrze Ci radzę, przemyśl to dwa razy - poinformowałam z słodkim uśmiechem pasującym idealnie do obecnego stroju.
- Ale czy ja coś mówię? - spytała głupio próbując powstrzymać śmiech. - Mogę Ci jedynie powiedzieć, że nawet jakbyś chciała jeszcze zmienić stylizację, to nie masz jak bo jest za pięć, więc rusz się - z końcem zdania podeszła do mnie chwytając za nadgarstek i ciągnąc w stronę drzwi. Dopiero teraz zdążyłam przeanalizować jej ubranie. Tak jej, jeszcze w życiu nie zazdrościłam.
Bez słowa szłyśmy do wyznaczonego celu. Ja z naburmuszoną miną potykając się co chwilę o własne nogi, a Bean pogrążona w swoim smartfonie.
Po niecałych pięciu minut drzwi windy zostały przed nami otwarte i ukazały dobrze znane już lobby. Tuż przy wyjściu dostrzegłam naszą grupę. Kiedy podeszłyśmy wystarczająco blisko znajomi nas zauważyli, a na mój widok w sekundzie znieruchomieli i powiększyli oczy o co najmniej trzy rozmiary.
- Ani, kurwa słowa - uprzedziłam wściekle i ani na chwilę nie zwalniając tępa szłam do "naszego samochodu". Agresywnie otworzyłam drzwi i z miną naburmuszonego dziecka zajęłam pierwsze lepsze miejsce w tyle limuzyny. Kilka sekund później dołączyła do mnie reszta. Obok mnie tym razem przysiadły dziewczyny co było miłą odmianą.
- Taylor - usłyszałam swoje imię wypowiedziane przez Radke, który z trudem dusił narastający śmiech. - Coś ty do cholery na siebie włożyła?
- Sukienkę - warknęłam przez zaciśnięte zęby.
- Ej uważaj na słowa! To moja sukienka! - stanęła w mojej obronie oburzona Miller, która nawiasem mówiąc jak zwykle wyglądała perfekcyjnie.
- No właśnie to twoja sukienka! - powtórzył - Tobie takie ciuchy pasują, a u Taylor to wygląda jak...
- Stul pysk o ile chcesz żyć - powtórzyłam swój ton, tym razem wkładając w niego jeszcze więcej jadu.
- Momsen, sory, że pytam, ale po co to na siebie włożyłaś? - drążył temat Jinxx. Następny no!
- Na pewno nie bez powodu - odpowiedziałam już nieco spokojniej.
Tym sposobem ta jakże wkurwiająca dla mnie rozmowa dobiegła końca. Na chwilę obecną wszyscy dyskutowali o jakiś pierdołach. Ja z kolei tę chwilę wykorzystałam na dokładnie obejrzenie naszej paczki. Ku miłemu zaskoczeniu wszyscy wyglądali naprawdę przeciętnie. Dzięki bogu! Normalne koszulki, normalnie spodnie, zero jakichkolwiek amuletów, krzyżów itp. No jedynym minusem były widoczne dziary praktycznie wszystkich, ale na to już nic nie poradzę. Mogą zacząć przygotowywać cierpliwość na długi wykład mojej babci, na temat tatuowania ciała. Dla mnie jednak najbardziej liczył się wygląd jednej osoby. Czarny T-shirt z logiem Batmana i obcisłe spodnie w tym samym kolorze. Przed oczami stanął mi nasz wczorajszy pocałunek, a potem poprzedni i ten jeszcze wcześniejszy. Miałam tak bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony chciałabym stworzyć z nim związek, a z drugiej nie wiem czy jestem na to gotowa. Po za tym nie sądzę, abym była dziewczyną dla niego. Do tego dochodzi powrót Jonathan'a. Wiedziałam, że znowu przysporzy mi problemów i zmartwień. Nie byłby sobą gdyby odpuścił i dał mi być szczęśliwą z kimś innym niż on. Logicznie rzecz biorąc dużo więcej jest argumentów na przeciw niż za.
- Taylor ty masz nowy tatuaż? - moje rozmyślania przerwał zaszokowany Christian, a wszystkie oczy wierciły teraz moją rękę.
- Wy to wcześni jesteście - zauważył rozbawiony Joseph.
- Ej, ale na serio od kiedy go masz? - dopytywał
- Od urodzin - przeniosłam wzrok na rękę. Miałam dość tego durnego opatrunku, więc dzisiaj rano go zdjęłam. W sumie nie dziwne, że nie zauważyli. Plaster był w kolorze bardzo zbliżonym do mojej karnacji.
- Jest Genialny - przyznał zdumiony Pitts.
- Wiem - kąciki moich ust mimowolnie powędrowały do góry. Spojrzałam z wdzięcznością na przyjaciela, który jedynie puścił mi oczko.
W tym samym momencie poczułam, że limuzyna dotarła na miejsce, a moje serce zaczynało coraz mocniej i szybciej bić.Jestem w domu.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka misie:* A więc muszę wam powiedzieć, że pomaultku zbliżamy się do końca pobytu naszych bohaterów w Vegas :( Planuje jeszcze tak z 3-4 rozdziały w Mieście Grzechu i wracamy do Miasta Aniołów :D W ogóle jak wam mijają Święta? Mi tak średnio :/ Nie przepadam za tym czasem w rokuXD Ale wam moi kochani chciałabym złożyć najserdeczniejsze życzenia :D Życzę wam Wesołych, radosnych, zwariowanych Świąt:* Dużo prezentów, dużo miłości. Żebyście je spędzili jak najlepiej. Żeby te nabrane kilogramy szybko zostały spalone yhyhyh :D Co do Sylwestra to tradycyjnie! Fajnej zabawy, fajnych libacji, zero kaca itd...*.* No i najważniejsze! Szczęśliwego Nowego Roku (koniecznie z piosenką New Years Day!) I żeby ten rok był lepszy od poprzedniego ;*. Mam na nadzieję, że nie są aż tak złe :D A i z racji tego,że Święta to czas odpoczynku następny rozdział pojawi się koło dziesiątego stycznia :) Buziaki misie i dziękuje,że jesteście! <3


świetny rozdział i ta sytuacja Momsen z Biersackiem *.*
OdpowiedzUsuńdobra stop bo się rozmarzyłam xDD
udanego Sylwka i Świąt
świetny rozdział! (jak zawsze)
OdpowiedzUsuńa już myślałam ,że Andy faktycznie zadzwoni po tą dziwkę =D
hmm Taylor pochłaniająca kebaba...nie umiem sobie tego wyobrazić XD
jeszcze ta scenka przed pokojem *.* uhuhuhu jak ja lubię kiedy się całują (wiem jestem dziwna)
JESUS KRISTUS!!!! Ja chcę już wiedzieć co będzie jak Taylor odwiedzi rodzinę!!!
Dobra bo mnie tu już ponosi więc Wesołych Świąt ci ryba życzę i udanego oraz szczęśliwego nowego roku! czekam na następny i życzę pomysłów (których pewnie nie brakuje) i weny! :* buziaki i zapraszam do siebie =) (możesz być szczęśliwa i dumna z Erci bo w późniejszych rozdziałach Andy obije mordę Ryanowi)
http://iambulletproofbvb.blogspot.com/
Świetny rozdział, a to jak Andy udawał fochnietego ahaha XD i jeszcze ze tak szybko dał się przekonać Taylor (ach ten jej urok osobisty). Juz myslałam, że przed tym pokojem wydarzy się coś więcej. Życze weny i czekam na kolejny rozdział. Szczęśliwego Nowego Roku ;)
OdpowiedzUsuńMisiaczek :)
"- Obiecaj, że będę druhną na waszym ślubie - wypaliła, całkiem poważnie.
OdpowiedzUsuń- Obiecuję, że jak nie przestaniesz gadać to go nie dożyjesz - oznajmiłam kładąc, pusty talerz na wózku." umarłam tu. Jak ja kocham to Twoje opowiadanie no! asdfghjkl *-*.
Wszystko pięknie ładnie,oo Momsen wpadła.
W ogóle dochodzi moment kiedy Andy chce zamawiać dziwkę do pokoju... ANDY CZY CIE POKURWIŁO?! tak, moje myśli.
.. No i Biersack się obraził za mój bulwers no :(
http://2.bp.blogspot.com/-FXt5NibfNbc/UemXPxkF2cI/AAAAAAAAAM4/e2c6Sw_wXAg/s640/tumblr_mn2runTDeW1sop9f5o1_500.gif
Dobra, rozdział super, czekam na następny i tymczasem jeszcze zapraszam Cię do siebie na Rozdział 28. [http://let-the-bastards-sing.blogspot.com]
Życzę weny, czasu, komentarzy, super sylwestra i czekam na następny, dodawaj szybko! <3 :)
Jeśli uznasz to za spam, śmiało usuń ten komentarz po przeczytaniu. Chciałabym zaprosić Cię na czwarty rozdział mojego bloga o Charlie i Andy`m i zaprosić do wyrażenia swojej opinii.
OdpowiedzUsuńpainful-moments.blogspot.com
Pozdrawiam, Hozie
Jak zwykle świetne ^^
OdpowiedzUsuńDopiero wczoraj zobaczyłam ten blog i całą noc spędziłam na czytaniu go :D
Ten rozdział chyba najlepszy,kiedy następny rozdział? ;*
~Froy ;*
Super rozdział czekam na nexta>>>Noele
OdpowiedzUsuńŚwietny. Zdecydowanie Andy i Taylor do siebie pasują. Są uroczy. Czekam na kolejny!
OdpowiedzUsuńWreszcie się zebrałam na pierwszy komentarz.
OdpowiedzUsuńDzisiaj od rana zdążyłam nadrobić wszystkie rozdział.No i stwierdzam całkiem szczerze,że twoje opowiadanie jest wspaniałe.Teraz będą już na bieżąco śledzić kolejne rozdziały.
Z Andy'ego i Taylor byłaby ładna para.Pasują do siebie.Fajnie się zachowują jak są razem.
Życzę ci dużo weny i czekam na kolejny rozdział.