sobota, 2 stycznia 2016

XXII ~ Pierwsza randka

  UWAGA: BLOGGER POPRZESTAWIAŁ KOLEJNOŚĆ ROZDZIAŁÓW. PROSZĘ PATRZEĆ NA NUMERY NOTEK LUB CZYTAĆ ZGODNIE Z ZAKŁADKĄ "ROZDZIAŁY"

Taylor's POV

Siedziałam w salonie dopijając piątą lampkę wina. Jak tak dalej pójdzie to zostanę alkoholiczką. Przynajmniej mam dwa powody, żeby się odurzyć. Właściwie to trzy. Kłótnia z Ronnie'm, przyjazd Jonathan'a i brak dachu nad głową. A, no i brak pieniędzy. Jak mogłam o tym zapomnieć. To dopiero jest życie.
   Telefon zbrzęczał pod jedną z poduszek. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Chociaż z drugiej strony może to Ben albo Frances, albo w najlepszym przypadku Andy. Chociaż nie, nie Andy. Ma dość swoich problemów. Ponadto mogę dać sobie rękę uciąć, że od razu próbowały mi pomóc, a ja nie chcę być zdana na jego łaskę. Zależy mi na nim, a nie na jego forsie.
Wzięłam ostatni łyk krzywiąc się przy tym. Za chwilę zwymiotuje. W związku z działającymi procentami mój ledwie kontaktujący mózg od razu pokierował urządzenie do ucha nie sprawdzając numeru.
- Tayyeelor przy telefonie. - wybełkotałam.
- Ymm Hej Taylor. Wszystko w porządku? - zmartwiony kobiecy głos po drugiej stronie lekko otrzeźwił mój umysł.
- Kto mówi? - zmarszczyłam brwi ignorując pytanie.
- To ja Cassie, pamiętasz mnie jeszcze? - zagadała nieśmiało. Teraz to prawie całkowicie otrzeźwiałam.
- O Boże Cassie! - niemal wykrzyczałam do słuchawki. - Co u ciebie słychać? Dajesz sobie radę? Kaya dobrze Cię traktuje? Starcza Ci pieniędzy? - zaczęłam ją zasypywać pytaniami. Nie wiem po co zapytałam o pieniądze. Przecież i tak nie byłabym jej w stanie pomóc. O Ironio.
- U mnie wszystko w porządku, dziękuję. Kaya mnie ciepło przyjęła i pomogła znaleźć mieszkanie, które dziele z paroma innymi osobami. Od października zaczynam pierwszy rok na Royal Academy of Dramatic Art. Ale raczej to ja powinnam zapytać co u ciebie. Nie obciążyłam Cię zbytnio? Ja oczywiście Ci oddam co do grosza jak tylko znajdę pracę i coś odłożę.
- Chyba sobie żartujesz! - oburzyłam się. - Nic mi nie będziesz oddawać! To był mój prezent.
- Ale to nie było sto dolarów Taylor. - zauważyła z lekka zawstydzona.
- Phi - machnęłam ręką. - Błagam Cię. Mam pieniędzy aż nadmiar. - skłamałam uświadamiając sobie po chwili jak płytko musiało to zabrzmieć, ale trudno. Niech lepiej myśli, że żyję w luksusowym apartamencie, a nie jak mysz w kościele.
- Ymm...- zmieszała się , a ja przeklęłam swoją inteligencję. No blondynka, no. - W każdym bądź razie chciałam Ci jeszcze raz bardzo, ale to bardzo podziękować. Dałaś mi drugą szansę. Nowe życie. To dzięki tobie mogę spełniać swoje marzenia. Zawdzięczam Ci tak wiele. Dziękuję Taylor. - z końcem jej ostatniego zdania z moich oczu poleciało kilka łez. I dla takich chwil warto żyć.
- Nie ma za co kochanie. - mruknęłam.
- Muszę już kończyć. - zawiadomiła zniekształconym głosem co również mogło świadczyć o tym, że płakała. - Zadzwonię niedługo. Pa i jeszcze raz dziękuję.
- Trzymaj się mała. - odłożyłam telefon nachylając się nad stolik.
 Zostając w tej pozycji wykonałam powitalny gest. - O witaj słodka Agonio.

Andy's POV
*
- Ale czego ty ode mnie oczekujesz? - spytałem zaciekawiony po długim monologu Juliet, która nawiasem mówiąc siedziała na przeciwko mnie kończąc drugą paczkę chusteczek.
- No wiesz, myślałam, że skoro on mnie tak potraktował to... - zaczęła spoglądając na mnie czerwonymi od płaczu oczami.
- Że co?! Że może dam Ci drugą szansę i znowu wszystko będzie jak dawniej? Że przyjmę Cię z otwartymi ramionami?- wybuchnąłem wstając na równe nogi. Moja reakcja aż wbiła blondynkę z siedzenie. Patrzyła na mnie w szoku.
- To mnie wysłuchasz i doradzisz. - dokończyła nieśmiało. Od razu złagodniałem.
- Och. - wymamrotałem z powrotem siadając na tyłku. Brawo Biersack. Siedzieliśmy chwilę w ciszy nic nie mówiąc. Jedyne co było słychać to stłumiony szloch Juliet. Nie mam pojęcia co mną kierowała w tamtej chwili, ale widząc ją kompletnie załamaną usiadłem obok i objąłem ją ramieniem przyciągając bliżej. - Wybacz, że tak na ciebie naskoczyłem.
- Nie szkodzi. - burknęła wtulając się we mnie jeszcze bardziej. Najgorsze w tym wszystkim było to, że jej bliskość wcale mi nie przeszkadzała. Wręcz przeciwnie. Przez chwilę poczułem jakby do niczego między nami nie doszło. Jakby z powrotem było jak dawniej, aż do momentu kiedy przed oczami pojawiła się postać szczupłej, niebieskookiej blondynki całej umorusanej od kolorowego dymu.
- Andy? - Simms wypowiedziała moje imię prostując ciało do pozycji siedzącej. Spojrzała w moje oczy. - Masz kogoś? - spytała jakby mając nadzieję, że nie odpowiem tak.
- Nie. - skłamałem po chwili wahania. Nie chcę jej bardziej dobijać. - Ale dla nas nie ma już żadnej szansy. Nie wrócimy do siebie. - zastrzegłem szybko. Zielone tęczówki wyraźnie ogarnęło rozczarowanie.
- Jasne. - pokiwała twierdząco głową ocierając ostatnie krople spływające po policzkach. - Przyjaciele?
- Przyjaciele.

Minęła godzina od kiedy Juju opuściła mój dom. Juju. Dawno jej tak nie nazywałem. Byłem kompletnie rozdarty. Z jednej strony nie jestem aż takim chujem,żeby ją zostawić. Dalej coś do niej czuje i jest mi bardzo bliska, co nie zmienia faktu, że teraz ważniejsze jest Tay. a tak na marginesie mam tylko nadzieję, że te dwie nie będą miały styczności póki Simms się nie dowie, że jesteśmy razem. Dobra, Simms jak Simms, ale jak Momsen zareaguje na moje kłamstwo w stosunku do byłej dziewczyny? Ugh, już wiem czemu Ashley powtarza: "Dziewczyny to same kłopoty".
   Dzwonek do drzwi. Znowu! No kogo tu do cholery znowu niesie? Czy człowiek mający na głowie sto innych problemów nie może chociaż na chwilę pobyć sam z swoimi myślami? Wściekle ruszyłem do drzwi aby je otworzyć. Przede mną stanął Cc robiący maślane oczka.
- Czego chcesz? - wyjęczałem zdruzgotany.
- Alessandra mi napisała, że przyjedzie dziś wieczorem, a ja mam pustą lodówkę! Kompletnie pustą! - tłumaczył jakby była to najgorsza rzecz na świecie. Chociaż dla Christian'a pewnie jest to właśnie taka rzecz.
- No i? - uniosłem pytająco brwi nie bardzo rozumiejąc przesłanie jego monologu.
- No i?! - krzyknął oburzony. - Przecież wiesz, że jedzenie mnie uspokaja! A przy niej jestem zestresowany jak cholera! Pewnie coś odpierdolę z głodu! Pomóż mi! Chodź ze mną na zakupy! - padł przede mną na kolana z złączonymi dłońmi do modlitwy.Ludzie drodzy.  Coma miał wyjątkowy fetysz chodzenia z kimś na zakupy. Chyba nigdy go nie widziałem samego w sklepie. A dlaczego? Bo jakbyśmy wpuścili perkusistę samego do supermarketu po godzinę wykupiłby pół towaru.
- Słuchaj stary jestem w chuj zmęczony i nie ma takiej siły, która zmusiłaby mnie do wyjścia z domu.

*

    Stałem z założonymi rękami oparty o lodówkę z mrożonkami obserwując jak zachwycony CC pakuje do wózka mrożone krewetki, spaghetti, pizze, frytki i masę masę innych pudełek.
- Dlaczego nie możesz być jak wszyscy inni i kupować tylko te niezbędne produkty? - zapytałem kiedy wrzucił ostatnią paczkę do wózka i ruszyliśmy dalej na dział z słodyczami. - Przecież tym można by wyżywić pół Armii.
- Największym wyzwaniem w życiu jest być sobą, w świecie, który próbuję uczynić Cię takiego jak wszyscy. - stwierdził z uśmiechem, a po chwili w moich rękach kolejno lądowały ciastka, cukierki i inne tego typu słodkości, które wrzucałem do metalowego kosza. W sumie mi też by się przydały jakieś zakupy, ale dzisiaj nie mam do tego głowy. Jedyne na co mam ochotę to wreszcie wrócić do domu i iść spać. Tak, dokładnie tego pragnę. Jednak czuję, że nie będzie mi to dane tak szybko jakbym chciał.  Łaziliśmy z Comą po tym cholernym markecie już ponad godzinę. Przyrzekam, że jak zaraz stąd nie wyjdę to albo zabije siebie, albo pierwszą osobę pod ręką. Naprawdę jestem wykończony, a jak jestem wykończony to jestem też zły. Ponadto przez tego żarłoka ostatecznie mi też zachciało się jeść.
- Stary podwieziesz mnie jeszcze do pizzeri. - oznajmiłem kiedy powoli zaczęliśmy się kierować ku kasie. Alleluja!
- Tak, tak...- mamrotał sprawdzając coś w swoim telefonie. Odruchowo wywróciłem oczami i w tym samym momencie niechcący na kogoś wpadłem potrącając z lekka nieznaną postać. Chociaż to w sumie ona potrąciła mnie!
- Patrz kurwa jak chodzisz. - warknął na mnie blondyn średniego wzrostu.
- Do mnie mówisz? - spytałem sarkastycznie dokładnie analizując stojącego na przeciwko chłopaka. Jego pewny i wyniosły wyraz twarzy od razu podniósł mi ciśnienie.  Na moje oko miał z dwadzieścia lat, nie więcej.
- A co nie dosłyszałeś? - prychnął z pogardą.
- Posłuchaj no kolego. - znacznie zmniejszyłem odległość między nami. - Masz kurwa problem? - syknąłem.
- Kto ma problem ten ma problem pieprzona gwiazdeczko.- rzucił pewnie. Oh, czyli wie kim jestem. Antyfan. Jak miło. Przysięgam, że ręce mnie tak jeszcze nie świerzbiały jak w tym momencie. Już miałem coś odpowiedzieć kiedy tuż obok pojawił się przerażony Coma i w momencie odciągnął mnie od tego gówniarza.
- Ejej spokojnie stary. Nie trać czasu na takiego dzieciaka. - powiedział rzucając blondasowi złowrogie spojrzenie. Ten jedynie uśmiechnął się sztucznie i szybkim krokiem nas wyminął. Nienawidzę takich przydupów.

* (Następnego dnia)

   Wszedłem przez drzwi wytwórni i wymieniając krótkie "Dzień Dobry" z znajomymi od razu skierowałem się do studia gdzie czekała na mnie reszta zespołu wraz z naszym menadżerem, szefem wytwórni i młodą, dość ładną dziewczyną. Momentalnie zbaraniałem na ten widok.
- Kto, gdzie, jak i co znowu zrobił? - jęknąłem na wejściu zwracając tym samym na siebie uwagę.
- O witaj Andy, czekaliśmy na ciebie. - właściciel studia przywitał mnie formalnym uściskiem dłoni.
- Dzień Dobry. - odpowiedziałem dalej z lekka przerażony posyłając moim przyjaciołom pytające spojrzenie. Ci jedynie wzruszyli ramionami dając tym samym do zrozumienia, że niewiele wiedzą.
- To moja córka Chanel. - przedstawił mnie siedzącej obok Ashley'a (dlaczego mnie to nie dziwi?) dziewczynie, która ignorując zaloty Purdy'ego od razu skupiła na mnie całą swoją uwagę.

- Miło Cię poznać. - uśmiechnąłem się przyjaźnie podając jej rękę.
- Ciebie również. - odpowiedziała spoglądając na mnie uwodzicielskim wzrokiem. Cóż, no co ja poradzę, że kobiety szaleją na moim punkcie? W sumie dziewczyna naprawdę była bardzo ładna. Długie lekko kręcone ciemne włosy. Jej oczy w kolorze bardzo jasnego błękitu naprawdę potrafiły hipnotyzować.
- A więc. - klaśnięcie w dłonie Pana Johnsona momentalnie przywróciło mnie na ziemię. Podobnie jak resztę zespołu. - Zebrałem was tutaj, ponieważ jeszcze raz chciałem wam pogratulować sukcesu jaki odniósł wasz najnowszy album. W związku z tym, mam nadzieję, że nie zwolnicie tempa i w przyszłym roku ukaże się nowy krążek? - bardziej stwierdził niż zapytał, a w pomieszczeniu zapanowała niezręczna cisza. Mieliśmy nadzieję, że przez ten rok skupimy się na osobnych projektach, a płytę wydamy w 2015. Nerwowo spoglądaliśmy na siebie. Przecież nie możemy sprzeciwić się wytwórni. Nawet nie tak szczerze nie czytaliśmy kontraktu. Może nawet jest tam wzmianka, że kolejny album musi się ukazać w przyszłym roku. Nie mam pojęcia. Z drugiej jednak strony wszyscy mieliśmy swoje plany i no mam nadzieję, że któryś z nas się wreszcie odezwie bo póki co słychać tylko nerwowe stukanie palców Jinxx'a o podłokietnik. - Więc...Kto mi odpowie?


Moje imię wypowiedziane z ust Christiana omal co nie przyprawiło mnie o zawał serca. Ty jebany gnoju! A ja wczoraj latałem za tobą jak piesek po tym cholernym supermarkecie! Wszyscy zwrócili teraz całą swoją uwagę na mnie.
- Cóż... - zacząłem próbując znów uratować dupy całemu zespołowi. - Generalnie planowaliśmy masę osobnych projektów, ale myślę, że stworzenie nowej płyty absolutnie nie będzie problemu zwłaszcza jeżeli będziemy mieć wystarczająco dużo czasu. - uśmiechnąłem się wiarygodnie spoglądając kątem oka na resztę, która odetchnęła ulgą, a by po chwili znów na czele ze mną z powrotem wstrzymać oddech.
- Do końca roku chcę mieć minimum pięć singli. - poinformował tonem nie znoszącym sprzeciwu.
- Ależ Thomas przecież mają rok czasu na nagranie całej płyty. - po raz pierwszy w naszej obronie stanął Ian.
- Wiem, ale takie są wymogi wytwórni, niestety. Musimy wiedzieć czy warto inwestować w promocję nowych albumów. - wyjaśnił zwięźle. - Ale co to dla was prawda? - wyszczerzył perfidnie swoje białe zęby otwierając w naszą stronę dłonie.
- Taaa...- odpowiedzieliśmy chórem.
- No to świetnie. Teraz druga sprawa. - oh, świetnie, czyli to nie koniec.- Otóż moja jedyna córka chcę spróbować swoich sił w modelingu. - oznajmił dumnie spoglądając na szatynkę.
- No powiem Ci, że wróże Ci sukces. - mrugnął do niej Purdy.
- Dzięki. - posłała mu czarujący uśmiech.
- Ale wracając, oboje z Ianem uznaliśmy, że związek z popularnym muzykiem pomógł by obu stronom. Co ty na to Andy? - zwrócił się do mnie. Moje brwi uniosły się w górę, oczy powiększyły, a usta lekko rozchyliły w szoku. Chłopcy próbowali stłumić swoje śmiechy nie mając najmniejszego zamiaru mi pomagać. Kolejno patrzyłem to na mojego szefa to na jego córkę, to na naszego uśmiechniętego menadżera posyłającego mi nieme "Nie musisz mi dziękować"


- Oczywiście wszystko to będzie póki co ustawione, a co będzie dalej to już wy zdecydujecie. - dodał widząc mój zaskoczony wyraz twarzy.
- Amm...- zacisnąłem usta w wąską linię. - Chanel - zwróciłem się do widocznie ucieszonej dziewczyny. - Jesteś naprawdę piękna, na pewno też sympatyczna, ale myślę, że moja dziewczyna nie poparłaby tego pomysłu. - wytłumaczyłem najprościej jak tylko mogłem.
- Oh, przestań Andy. - Ian poklepał mnie po plecach. - Przecież Juliet i ty to już odległa przeszłość. - Coma i Purdy nie mogli już dużej powstrzymywać swojego rozbawienia. Z końcem ostatniego słowa Lewsona wybuchnęli głośnym śmiechem, który próbowali uciszyć Jake i Ferguson.
- Ale ja nie mówię o Juliet. - burknąłem. Menadżer odsunął się ode mnie posyłając pytające spojrzenie.
- Nie wspominałeś, że Pan Biersack ma dziewczynę. - zauważył pretensjonalnie właściciel wytwórni.
- To moja wina. On nic nie wiedział. - stanąłem w obronie faceta. Czy ja naprawdę muszę dzisiaj wszystkim ratować dupę?
- Ale przecież to wszystko będzie udawane. - zabrała głos rozżalona Chanel. - Jeżeli z nią porozmawiasz na pewno zrozumie i jeżeli Ci ufa nie powinna być zazdrosna. - stwierdziła beztrosko wzruszając ramionami.
- Chanel ty chyba nie zdajesz sobie sprawy jak wyglądają ustawione związki. Jestem pewny, że gdybyś była na miejscu tej dziewczyny nie chciałabyś słyszeć o takim pomyśle, a co dopiero rozmawiać. - Uf, zawsze lubiłem tego ważniaka pod względem inteligencji. Dziewczyna wywróciła jedynie oczami robiąc naburmuszoną minę. Typowa córeczka tatusia. - Cóż skoro druga opcja nie wchodzi w grę to już wszystko. - mężczyzna skierował się do wyjścia. - Od jutra studio jest do waszej dyspozycji w godzinach od siódmej wieczorem do siódmej rano. Życzę powodzenia w nagrywaniu. - trzymając otwarte drzwi najpierw przepuścił z nich swoją rozczarowaną córkę, a potem sam zniknął nam z pola widzenia.
- A teraz czy ktoś mi wytłumaczy dlaczego wyszedłem na idiotę? - spytał przez zaciśnięte zęby.
- No nie miałem Ci kiedy powiedzieć. - jęknąłem opadając na miejsce obok Pittsa.
- Ale kto to jest? Ktoś sławny? Piosenkarka, modelka, aktorka? Ktokolwiek? - i tutaj macie przykład człowieka, dla którego najważniejsza jest reputacja.
- Była modelką, a obecnie...- no właśnie...Czym Tay się teraz zajmuje? Na pewno ma tam jakieś swoje oszczędności, ale przecież nie wystarczą jej do końca życia. Ba. Jeżeli ma do pieniędzy takie same podejście jak Ron to nie wystarczą jej do końca miesiąca.
- "...a obecnie?" - zacytował Ian. I co ja mu miałem powiedzieć? Nie wiem? Fajny ze mnie chłopak. Nie wiem czym się zajmuje moja dziewczyna.
- A obecnie ma przerwę. - wypaliłem chyba najbezpieczniejszą odpowiedź jaką byłem w stanie wymyślić. Mina mężczyzny wskazywała, że nie jest on zbytnio usatysfakcjonowany.
- Mniejsza. Będziesz miał okazję ją pokazać za tydzień na bankiecie z okazji osiemnastych urodzin wytwórni. - zakomunikował a nasze ręce momentalnie wylądowały na twarzach. O Cholera.
- Mam nadzieję, że pamiętaliście.
- Phi, taaak!
- Oczywiście, że tak
- My byśmy nie pamiętali?
- Błagam.My? Zapomnieć?
   Dokładnie. My? Zapomnieć? No oczywiście, że zapomnieliśmy! Bankiety nie są nam jakoś specjalnie bliskie, ale to by znaczyło odwołanie naszych planów. Co prawda nie wiem jakich planów, ale na pewno jakieś są.
   Reszta czasu minęła nam dużo przyjemniej niż początek spotkania. Do około szesnastej siedzieliśmy w studiu gadając na różne, bardziej przyjemne tematy niż presja nagrania nowej płyty. Na całe szczęście Jake i Jeremy skomponowali kilka dosyć dobrych utworów. Ja z kolei muszę popracować nad nowymi tekstami.Ale co? Ja nie dam rady?
- Dobra chłopaki, na dzisiaj wystarczy. Od jutra macie do dyspozycji studio, ale myślę, że zaczniemy pracę dopiero za tydzień co wy na to? - zaproponował Lewson. Ochoczo przytaknęliśmy na jego pomysł. Następnie dość szybko pożegnałem się z tym fagasami i narzucając na siebie kurtkę w dość sprawnym tempie opuściłem studio. "Może zdążę jeszcze wpaść do Tay" - pomyślałem wyjmując z kieszeni telefon, który w tym samym czasie wydał z siebie charakterystyczny dźwięk, a na wyświetlaczu pojawiło się imię "Frances".
- No cześć Fran, co tam słychać? - przywitałem dziewczynę wychodząc z budynku.
- Hej Andy, musimy porozmawiać. - powiedziała poważnie dziwiąc mnie z lekka.
- Ymm..no okej, a w jakiej sprawie? - wsiadłem do swojego samochodu wkładając kluczyki do stacyjki.
- Chodzi o Taylor.

Taylor's POV

    Siedziałam przed luksusową willą przypominającą trochę zamek rozmasowując skroń. Głowa mi pęka. Oficjalnie kończę z alkoholem. Po rozmowie z Cassie całkowicie urwał mi się film, ale obudziłam się na kanapie z pustą butelką wina w ręce więc zapewne wiele nie narozrabiałam. Ugh, czuję się jak alkoholiczka. Jeszcze tylko by mi tego brakowało. Przez najbliższy miesiąc nie tknę żadnych procentów. Aż mną trzepie jak pomyślę o jakimkolwiek odurzającym płynie. Chwilę sprawdzałam na kartce czy aby na pewno trafiłam pod dobry adres. Wyjrzawszy przez przednią szybkę przełknęłam ślinę. Chcąc mieć to już jak najszybciej za sobą wysiadłam z samochodu i ruszyłam w stronę wielkiej, czarnej bramy. Dostrzegając w jej rogu domofon kliknęłam na mały guziczek.
- Słucham? - dojrzały, kobiecy głos wywołał u mnie nagły spadek pewności siebie.
- Ykhm..Dzień Dobry. Nazywam się Taylor Momsen. To ja do Pani dzwoniłam. - powiedział z automatu.
- Ach tak. Dzień Dobry. Już otwieram. - usłyszałam i po sekundzie czarne, metalowe kraty rozsunęły się wpuszczając mnie do środka.
   Szłam wyznaczoną, kamienistą ścieżką podziwiając piękny, kolorowy ogród. Widać, że pracuje przy nim sztab ludzi. Fontanny, wysokie ściany kwiatów.
   Gdy stanęłam przed dużymi, dębowymi drzwiami te bez ostrzeżenia otworzyły się, a w nich stanęła uśmiechnięta, drobna, elegancka kobieta. Była bardzo ładna i miała za sobą max pięćdziesiąt pięć wiosen, nie więcej. Długie brązowe włosy związane zostały w warkocza opadającego na jedno ramię, a idealnie dobrany makijaż wpędził mnie w kompleksy. Gdybym tylko ja umiała zrobić z siebie taką laskę w tym wieku. Figura kobiety też nie wypadała blado. Daj mi Boże, żebym i ja mając tyle lat tak wyglądała! Brązowa, prosta sukienka z krótkim rękawem idealnie podkreślała wszystkie kobiece atuty.
- Oh Dzień Dobry moja droga, zapraszam, wejdź. - uśmiechnęła się szczerze i gestem dłoni zaprosiła mnie do środka. Odpowiedziałam nieśmiało i z skinieniem głowy weszłam do środka. Zrobiłam może pięć kroków, a moje ciało zamarło. Tak, to zdecydowanie był pałac. Pierwszym co przykuło moją uwagę to ogromny żyrandol połyskujący w blasku światła wiszący nad szerokimi schodami wyłożonymi bordowym dywanem, które przy końcu rozchodziły się w dwie strony. Wszędzie jakieś drogie rzeźby, obrazy czy inne dodatki.
- Przejdźmy do salonu kochanie. - oznajmiła Pani domu i skierowała nas w lewą stronę do przestronnego, otwartego pomieszczenia gdzie na głównym planie znajdowała się skórzana rogówka, fotele, kanapy, szklany stół, ale także duży, nowoczesny telewizor, mini barek, imponujące białe pianino i potężny regał wypełniony książkami. - Siadaj skarbie. - nakazała wskazując na brązową kanapę. Bez marudzenia wykonałam polecenie.  - Napijesz się czegoś? Może kawy, herbaty?
- Kawy. - poprosiłam nieśmiało wywołując u kobiety jeszcze większy uśmiech. Oddaliła się na chwilę wołając kogoś po czym wróciła do mnie zajmując miejsce na przeciwko.
- Oh, nawet Ci się nie przedstawiłam - wyrzuciła ręce w powietrze po czym ponownie wstała podchodząc bliżej. - Elizabeth Mcmillan - wyciągnęła w moją stronę rękę. Momentalnie poderwałam się z miejsca również wstając.
- Taylor Momsen. - przedstawiłam się ściskając jej dłoń. Ogarnęło mnie poczucie wstydu. To ja powinnam pierwsza się przedstawić, a nie odwrotnie. Brawo Tay.
- Oh, chciałam tak nazwać córkę, ale urodził się syn. - przyznała siadając z powrotem na miejsce.
- A tam, to przecież uniwersalne imię. - machnęłam ręką i obie się zaśmiałyśmy.
- To prawda, ale widzisz mój mąż uparł się na imię Miles - wywróciła oczami. Wow, zamieniłam z nią raptem kilka zdań, a już wiem, że ma męża i syna którego imię zbytnio jej nie przypadło do gustu. Nie jest źle.
- Szczerze? Też mi się nie podoba. - przyznałam bezmyślnie, ale na całe szczęście Pani Elizabeth wbrew pozorom nie należała do tych sztywnych bogatych damulek. Zamiast odesłania mnie z kwitkiem za obrażenie imienia jej syna, salon wypełniło jej ciche chichotanie.
- Jesteś szczera, już Cię lubię. - puściła do mnie oczko. - Opowiedz mi coś o sobie.
   Streściłam jej w skrócie swoją historię, oczywiście jak to ja stwierdziłam, że nie ma co owijać w bawełnę i powiedziałam całą prawdę, no prawie. Pominęłam parę szczegółów takich jak bogate życie imprezowe, czy trudne relacje z rodzicami.
- Cóż... - moja pracodawczyni rzekła wypuszczając powietrze. - Nie pozostaje mi nic innego jak tylko Cię przyjąć.Jesteś młoda, żywiołowa, wychowana, dokładnie takiej osoby szukam. - przyznała, a na mojej twarzy momentalnie pojawił się wielki banan. Dostałam pracę!


*

   Zamówiłam kawę w jednej z moich ulubionych kawiarni i zajęłam miejsce na sofie przy oknie. Kto by pomyślał. Jeszcze miesiąc temu ubierałam suknię za parenaście tysięcy dolarów, a dzisiaj zostałam damą do towarzystwa. Ale nie narzekam, zawsze mogłam trafić gorzej.Pani Mcmillian jest naprawdę cudowną kobietą. Po mojej rozmowie kwalifikacyjnej rozmawiałyśmy jeszcze przez ponad dwie godziny. Muszę przyznać, że jestem nią oczarowana. Nie jest jak te wszystkie nadęte, egocentryczne babsztyle, które umieją jedynie wydawać pieniądze i traktować innych z góry. Ona jest zupełnie inna. Wesoła, miła, bardzo nowoczesna, tolerancyjna, dobra. Z całego serca zazdroszczę jej synowi. Taka matka to byłoby marzenie. A przy tym wszystkim ma w sobie tyle klasy, kobiecości, piękna. Co ja bym oddała, żeby też być taką Femme Fatale. Wbrew pozorom od zawsze chciałam być bardziej dziewczęca, kobieca, mieć w sobie więcej tych wszystkich cech, które ona posiada, ale jakoś nikt nigdy mi nie pokazał jak taką być, a kiedy próbowałam naśladować tego typu zachowania kończyło się to tragicznie. W każdym razie póki co brak wytworności to mój najmniejszy problem. Mam tydzień na opuszczenie mojego mieszkania. I gdzie pójdę? Ronnie'go o pomoc nie poproszę. Dla Andy'ego chcę być dziewczyną, a nie ciężarem. Poza nimi nie mam tutaj nikogo bliższego. No jeszcze jest Frances i Isabel, ale nie chcę je obarczać swoimi problemami. Będę musiała poszukać jakiegoś taniego motelu, przynajmniej na początek.
   Patrzyłam przez przeźroczystą szybę na ulicę popijając ciepły napój. "Korzystaj z tych luksusów Taylor, korzystaj póki możesz, bo za niedługo nawet na zwykłą kawę nie będzie Cię stać"- perfidny głosik w mojej głowie z każdą chwilę odbierał mi chęć do życia. To miasto ma w sobie tyle kontrastów. Biznesmeni biegający z teczkami od budynku do budynku. Młode, wystrojone paniusie łażące z torbami od sklepu do sklepu. Osoby biedne lub mniej zamożne cieszące się z ładnej pogody. Para idąca za rękę. Grupka emo pożyczających ognia od hipisa. Do czego tak właściwie wszyscy dążymy? Generalnie większość powie, że do pieniędzy, ale czy na pewno? A może dążymy do tego aby coś robić, cokolwiek, żeby mieć pracę. Pewnie w pracy są pieniądze, ale jednak człowiek jest robotnikiem, stale musi się czymś zajmować, żeby przetrwać. Acha, super. Taylor i filozoficzne przemyślenia, czyli jest już naprawdę źle.
- Hej. - nagle na przeciw mnie usiadł Ben z swoją kawą i ciastkiem.
- Cześć. - odpowiedziałam zdezorientowana. - Co tu robisz?
- Wpadłam coś przekąsić, a jak Cię zauważyłem to pomyślałem, że dołączę. - wyjaśnił szybko. - Mogę? - zapytał po kilku sekundach uświadamiając sobie, że tak właściwie postawił mnie przed faktem dokonanym. Nie miałam w sumie nic przeciwko.
- Jasne, nie ma sprawy. - przytaknęłam natychmiast, a brunet posłał mi ciepły uśmiech po czym ukroił widelcem kawałek sernika i wpakował do ust. - Więc co tam u ciebie? Rozmawiałaś z Ron'em? - serio? A miało być tak miło, musiał o to zapytać?
- Taaa - przeciągnęłam. - Pokłóciliśmy się trochę. - wyznałam z smutkiem. Okej, jestem na niego wkurzona, ale to jest Ronnie, kocham go i nie potrafię z nim długo nie rozmawiać. Co nie zmienia faktu, że muszę być twarda. Jeszcze trochę poczekam, z resztą to i tak on powinien przyjść do mnie pierwszy.
- Przykro mi... - jego twarz wyrażała współczucie.
- Mi też. - westchnęłam. - Ale opowiadaj co u ciebie. - starałam się usilnie zmienić temat. - A i bądź spokojny, nie powiedziałam mu od kogo to wiem. - zaznaczyłam jeszcze.
- Jestem wdzięczny. - powiedział - Tak właściwie to nic szczególnego, właśnie zmieniłem mieszkanie na trochę większe. - serio kurwa? serio?
- Wow, fajnie. - udałam entuzjazm. - A nie znasz może jakiś tanich moteli w Los Angeles? - chłopak odłożył na bok swoje ciasto i spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Motel? - powtórzył, na co ja pokiwałam twierdząco głową. - Po co Ci motel Taylor? - zmrużył oczy.
- To już chyba moja sprawa co? - warknęłam. Co on sobie myśli, przecież nie będę mu się spowiadać.
- Ej, ej, spokojnie - uniósł ręce w geście obronnym. - Chcę tylko pomóc. Jeżeli masz jakiś problem to chętnie...
- Nie potrzebuję pomocy do jasnej cholery! - przerwałam unosząc lekko ton. - Czemu wszyscy chcą mi zawsze pomagać? Myślisz, że sama sobie nie poradzę? Ile ja mam lat? To, że straciłam mieszkanie i pracę nie znaczy, że sobie nie poradzę. - powiedziałam na jednym wdechu bez jakiejkolwiek kontroli nad słowami. Zaszokowana mina Barnesa dopiero dała mi do myślenia, zdałam sobie sprawę co przed sekundą zrobiłam. - To znaczy...- zakłopotałam się. - chciałam wynająć pokój przyjaciółce? - bardziej spytałam niż stwierdziłam uśmiechając się słodko. Natomiast w odpowiedzi Ban jedynie pokręcił głową z poważną miną. Kiepska wymówka.


- Nie ma nawet takiej opcji. - twardo skomentowałam propozycję znajomego. Generalnie nie mając wyjścia opowiedziałam mu całą historię i przedstawiłam argumenty dlaczego nie chcę prosić o pomoc przyjaciół, zatem w ostateczności brunet zaproponował, żebym zamieszkała u niego w pokoju gościnnym, chociaż dopóki nie dostanę pierwszej wypłaty.
- Nie bądź głupia. - wywrócił oczami.
- Czego w zdaniu "Nie potrzebuję pomocy, nie rozumiesz?" - spytałam retorycznie.
- Taylor do jasnej cholery. Nie będziesz się pałętać po jakiś motelach. Albo zamieszkasz u swojego chłopaka albo u mnie. Wybieraj. - postawił ultimatum.
- U żadnego z was! Od ciebie nie mogę tego wymagać, a dla Andy'ego nie będę ciężarem. - powtórzyłam po raz setny już chyba dzisiaj.
- Kurwa, jakaś ty uparta. - chwycił się za tył głowy.
- Wiem, a teraz wybacz, ale muszę już lecieć. - oznajmiłam wstając od stolika.
- Zastanów się jeszcze. - poprosił kiedy zawieszałam na ramię torebkę.
- Obiecuje. - skłamałam, a następnie pożegnałam się i szybko wyszłam z budynku.

(Ben zdążył wypić jeszcze dwie kawy zanim wymyślił co będzie najlepszym rozwiązaniem dla Momsen. Lubił ją i chciał jej pomóc. Oboje dobrze wiedzieli,że niezależnie od tego co mówi blondynka, ona tej pomocy potrzebowała. Mimo iż obiecał całkowitą dyrekcję musiał złamać dane słowo. Chwycił w dłoń telefon leżący od dłuższego czasu na stole i przeglądał kolejno listę kontaktów. Na początku chciał zadzwonić po prostu do Andy'ego, ale po krótkim rozważaniu doszedł do wniosku, że z względu na ich stosunki nie byłby to najlepszy pomysł. Mając na uwadze obecną sytuację Ron'a i Tay on to też nie był dobry pomysł. Ostatecznie nacisnął na jeden z wielu kontaktów i przyłożył urządzenie do ucha oczekując na odpowiedź.
- Halo? - po kilku sygnałach w słuchawce rozbrzmiał kobiecy głos.
- Cześć Frances, tutaj Ben. Wiem, że za mną nie przepadasz i najchętniej już byś się rozłączyła, ale wysłuchaj mnie bo mam ważną sprawę dotyczącą Momsen.)

*

Przeglądałam strony różnych moteli. W końcu będę musiała się na jakiś zdecydować. Kilka ofert jest nawet przystępnych. Nie są to luksusy, naprawdę, naprawdę nie są to luksusy ani nawet normalne zadbane pokoje, ale na chwilę muszę to przecierpieć. Gorzej będzie, jeżeli ktoś się dowie o mojej sytuacji...
- Kurwa.- przeklęłam głośno chowając twarz w dłonie. Przecież to jasne, że prędzej czy później prawda wyjdzie na jaw. Ale ze mnie kretynka. Ronnie na pewno w końcu będzie chciał mnie przeprosić (tak, wiem, wiem, moje ego), Andy odwiedzić czy ktokolwiek inny. - Kurwa, kurwa, kurwa. - kontynuowałam. - Myśl Taylor, myśl. - No co ja mam do jasnej cholery robić? Może faktycznie powinnam skorzystać z propozycji Ben'a, albo poprosić Biersack'a o pomoc. Dobra, wróć. Nie ma mowy. Zawsze radziłam sobie sama więc i teraz sobie poradzę.
   Nagle w całym domu rozbrzmiał głos Alissy White-Gluz w piosence "Thank You Pain". Momentalnie podskoczyłam w miejscu dostając natychmiastowej palpitacji serca. Growl na dzwonek to jednak nie był dobry pomysł. Sięgnęłam po przedmiot leżący nieopodal i na widok nazwy rozmówcy od razu odebrałam.
- Halo? - wychrypiałam prawie niesłyszalnie. To chyba efekty tego dzisiejszego "kurwowania".
- Cześć księżniczko, co słychać? Jesteś chora? - mój rozmówca od razu zauważył lekką zmianę w moim głosie. Uderzyłam kilka razy w przeponę i już bez większych trudności mówiłam dalej:
- Cześć, nie, nie wszystko okej - sprostowałam od razu.- Po prostu za dużo gadam - zachichotałam próbując brzmieć bardziej przekonująco.
- No to wszystko wyjaśnia.- mogłabym dosłownie przyrzec, że on też się uśmiechnął. Szkoda tylko, że nie mogłam tego zobaczyć. Jego uśmiech działa na mnie tak uspokajająco. Ogółem czasami mam wrażenie, że wystarczy sama jego obecność, żeby mnie zrelaksować. Nie chce brzmieć jak te wszystkie desperatki i gadać w stylu:" Oh, znamy się tak krótko, a już czuje, że znalazłam miłość mojego życia", ale od zawsze miałam intuicję do ludzi i Andy jest pierwszą osobą, która tak szybko zdążyła zdobyć moje zaufanie. - Haloo! Taylor, jesteś tam? - oprzytomniałam słysząc swoje imię.
- Tak, tak, jestem, jestem.
- Od kiedy mnie nie słuchasz? - zaśmiał się, a ja spaliłam buraka. Zdecydowanie powinnam poćwiczyć swoją koncentrację.
- Ymm od: "to wszystko wyjaśnia" - zacytowałam ze wstydem.
- Wow, to co jest tak ważne, że nie jesteś w stanie się skupić na kilka minut?
- Ty. - bezmyślnie wymamrotałam pod nosem.
- Co?
- Nic, nic - mruknęłam szybciutko.- To o czym mówiłeś? - westchnął.
- O siódmej jestem pod twoimi drzwiami i zabieram Cię na kolację. - poinformował dając też do zrozumienia, że nie chce słyszeć sprzeciwu. Muszę przyznać, że moja pierwsza myśl nie była zbyt entuzjastyczna, ale jak się głębiej zastanowiłam to w sumie czemu nie? Przyda mi się takie odreagowanie od tego wszystkiego, z resztą wieki temu nie byłam na takiej prawdziwej randce..zaraz, zaraz...
- Czyli zapraszasz mnie na randkę? - spytałam chyba aż za bardzo entuzjastycznie, ponieważ w słuchawce momentalnie rozbrzmiało głębokie rozbawienie bruneta.
- A co? To chyba normalne.
- Nasza pierwsza oficjalna randka. - stwierdziłam dumnie po czym oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- W takim razie będę za półtorej godzi...
- Czekaj, czekaj, czekaj. Gdzie idziemy? Co mam ubrać? - przerwałam mu. Jezu, po raz pierwszy zachowuje się jak typowa dziewczyna.
- Niespodzianka, a co do stroju to najlepsza będzie sukienka. - wymruczał sugestywnie.
- Wiesz jak nie lubię sukienek. - jęknęłam jak małe dziecko a on ponownie się zaśmiał.
- Dziewczyna z takimi nogami nie lubi sukienek. No typowa Momsen.
- Cicho - burknęłam.
- Dobra królewno do zobaczenia.
- Do zobaczenia. - pożegnałam go miło po czym od razu włączyłam Youtube, odpaliłam swoją ukochaną playlistę i podkręciłam głośniki. W pierwszej kolejności postanowiłam wziąć prysznic, następnie kolejno wysuszyć włosy, pomalować paznokcie i wykonać staranny makijaż. Kiedy kończyłam nakładać tusz do rzęs w muzykę wmieszał się dzwonek do drzwi. Zdziwiona podreptałam w samym ręczniku do kuchni. Zegar wskazywał szóstą trzydzieści. Przecież Andy wyraźnie mówił, że będzie o siódmej. Trudno, najwyżej będzie musiał poczekać. Bez większego skrępowanie będąc w samym ręczniku stanęłam przed drzwiami, a następnie je otworzyłam ukazując mojego gościa.
- Nie wierzę.

----------------------------------------------------------------------------------------------
Witam wszystkich czytelników!  Oto wracam bo malutkiej (czyt.dłuuugiej) przerwie z nowym rozdziałem. Jest to pierwszy rozdział w 2016r! <3 Także chciałam wam wszystkim życzyć wszystkiego co najlepsze i przede wszystkim realizacji swoich postanowień i spełnienia marzeń :* Jeżeli chodzi o rozdziały to naprawdę staram się pisać w każdej wolnej chwili, ale mam strasznie dużo rzeczy na głowie i kilka innych projektów, ale postaram się dodawać notki jak najczęściej. Ogółem jestem wściekła bo blogger mi poprzestawiał rozdziały, ale no kij z tym. No to nic chyba tyle. Buziaki i do następnego:*

CZYTASZ = ZOSTAW KOMENTARZ.
CHOĆBY ZWYKŁE "SUPER ROZDZIAŁ" NAPRAWDĘ DUŻO ZNACZY DLA BLOGGERA. PAMIĘTAJ O TYM DROGI CZYTELNIKU JAK CZYTASZ TEN CZY INNY BLOG.

7 komentarzy:

  1. Wydaje mi się, że mój mózg pomimo zbliżającego się poniedziałku ma cholernie duże opóźnienie, bo czytając rozdział miałam takie "wtf" na twarzy i kompletnie nie wiedziałam, skąd wszystko się wzięło! Potem zerknęłam w rozdziały, stwierdziłam, że wszystko przeczytałam i po raz kolejny zrobiłam minę w tym samym stylu.
    No, no, jest dobrze, bardzo dobrze. Podoba mi się długość rozdziału, chociaż z początku miałam wrażenie, że jest potwornie długi, czy coś. Podoba mi się to, że zawierasz w jednym rozdziale wiele rzeczy, zupełnie odmiennych wydarzeń, chociaż przyznam szczerze, że od czytania kryminałów Kavy wyrobiła mi się dziwna maniera zapominania co było wcześniej z jednoczesnym odkrywaniem co będzie później, ugh.
    W każdym razie, ani odrobinę nie wyszłaś z wprawy od tych dwóch miesięcy i rozdział jest naprawdę super, bo można się poczuć jak bohater i być z nim tam i w tym momencie.
    Spodziewam się jakiegoś plot twista w niedalekiej przyszłości, przecież Tay nie może wyjść na prostą ot tak xd
    No dobrze, powstaje pytanie: Czy superseksowna córka Kurta wyjawi Andy'emu prawdę o Tay? Czy Andy będzie wściekły, czy stanie się kochanym chłopakiem, który jest no cóż, wymarzony?
    Mam nadzieję, że wena Ci dopisze i niedługo poznamy prawdę!
    No i szczęśliwego nowego roku!

    OdpowiedzUsuń
  2. No w końcu rozdział. ^^ Stęskniłam się za blogiem. xd Dobra, koniec pierdolenia, przechodzę do tego co było w rozdziale.
    1. Andy i CC w supermarkecie
    To chyba mój ulubiony wątek XD Może Christian jest aspołeczny i dlatego woli chodzić z kimś na zakupy? o.O
    2. Ta lasia ze studia, chyba Chanel (cicho, nie chce mi się po prostu jechać wyżej i sprawdzać XD)
    Czy ona postradała zmysły?! Kuźwa... coś czuję, że to i tak się za dobrze nie skończy... ona coś spieprzy pomiędzy Andy'm a Taylor... ja to wiem... i jeszcze oczerni Andy'ego przed tatusiem... ja mam takie wrażenie... mam nadzieję, że się mylę...
    3. Ronni i jego ćpanie *posyłam debilowi faka*
    Kiedy ten pacan w końcu przeprosi Tay? XD Niech się kurde pogodzą, zbudują domek z lego, pójdą na wspólną bibę, wypiją razem Jacusia (specjalnie napisałam XD) Danielsa i bd wszystko git! Naprawdę! XDD
    4. Syn starszej pani.
    Zawsze mam do takich czarne scenariusze. Bd robił do Taylor końskie zaloty czy co? XD
    5. Randewu Biersacka i Momsen.
    Coś przeczuwam, że ten ich wypad skończy się aktem miłosnym XDDDDD
    Dobra, dalej na komentowanie nie mam weny XD Życzę przypływu weny i czekam na next! ;* Pozdrawiam cieplutko ^^

    linki do mnie:
    http://hope-and-blackveilbrides-story.blogspot.com/
    http://all-day-and-all-night-andy-and-avalon.blogspot.com/
    (niedawno mi coś odjebało i założyłam drugie konto na bloggerze także na tych dwóch blogach są dwaj różni autorzy, ale ci XDD)

    OdpowiedzUsuń
  3. Superaśny. Nie mogę się doczekać następnego. Coś mi się wydaje że w następnych rozdziałach będzie jakiś dym :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział :3 już nie mogłam się doczekać, przez cały czas zastanawiało mnie o co chodzi z tą "damą do towarzystwa" i w sumie wciąż nie wiem, nie widzę Taylor w roli grzecznej młodej damy, która popija herbatkę ze starszą panią :D Ciekawi mnie co będzie z Juliet i Chanel... Czuję, że obie jeszcze zdążą porządnie namieszać. No i co będzie z Taylor, czy powie wszystko Andy'emu? Tyle pytań a tak mało odpowiedzi!!! xD czekam ze zniecierpliwieniem na kolejny rozdział :3

    Jeśli znajdziesz czas zajrzyj do mnie:
    love-is-near-just-open-your-eyes.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam, witam. Czekam i czekam na nexta, a ty co?! Nie wstawiasz! Czekam do końca następnego miesiąca. Jak nie bedzie nexta to strzelam focha! ( ̄^ ̄) Weny życzę!
    ~Wika

    OdpowiedzUsuń
  6. Super blog! Ale kiedy będzie nex

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej czy doczekamy sie kolejnego rozdziału ? wszystko jest super rozdziały blog itd ale dlaczego każesz nam tak długo czekać ?

    / Blanka

    OdpowiedzUsuń