UWAGA : Przez edycję rozdziału dwa ostatnie posty zmieniły swoją kolejność. Rozdział XXI jest przed XX
Taylor's POV
Nieprzyjemne uczucie w żołądku skutecznie wybudziło mnie z głębokiego snu. Tylko nie to. Stopniowo otworzyłam swoje zaspane oczy, a następnie leniwie wyczołgałam się z łóżka. Usiadłam na podłodze opierając o niego plecy. Panujący w pokoju pół mrok dzięki Bogu pozwalał mi spokojnie dobudzić umysł. Ostatni raz takiego kaca miałam po imprezie u Ron'a. Zdawać by się mogło, że moja głowa zaraz eksploduje, ale o dziwo nie chciało mi się wymiotować. Dobra, nie zapeszam nawet.
Dostrzegając na szafce nocnej swojego Iphon'a wyciągnęłam po niego rękę. Z łatwością odblokowałam telefon. Oczywiście kilkanaście nieodebranych połączeń, masa wiadomości, których nie miałam siły czytać. Moją szczególną uwagę zwróciły cyferki w prawym górnym rogu ekranu.
- 4:45 - wyszeptałam w szoku. Jestem po imprezie, tak na dobrą sprawę jest jeszcze noc, a ja jestem wypoczęta jak diabli. Tego jeszcze nie było. Westchnąwszy powoli wstałam na równe nogi. Moja ręka powędrowała na głowę odruchowo mierzwiąc tłuste już włosy. Rozglądając się dookoła przeżyłam lekki wstrząs. I to wcale nie był Biersack zajmujący trzy czwarte wielkiego łóżka, a syf jaki zdążyłam tutaj zrobić przez te kilka dni. Wszędzie leżały ubrania, bielizna, kosmetyki, dosłownie wszędzie, tylko nie w walizce. Musiałam być naprawdę pijana skoro wpuściłam tutaj Andy'ego. Pokręciwszy załamana głową zaczęłam wypatrywać jakiś odpowiednich ciuchów. Nie tracąc na to zbyt dużo czasu zgarnęłam z niebieskiej kanapy jakieś legginsy sięgające do połowy uda oraz luźną czarną koszulkę na ramiączkach z Jack'a Daniels'a. Do tego wygrzebałam z walizki czarny sportowy stanik i świeże damskie bokserki. Tak obładowana, potykając się o własne nogi ruszyłam do łazienki.
Zaraz po otworzeniu drzwi rzuciłam wszystko na ziemię, po czym ściągnęłam bieliznę i weszłam pod prysznic. Ustawiłam temperaturę wody na bardzo chłodną i zaczęłam delektować się tą chwilą. Tego mi było trzeba. Dokładnie umyłam każdy kawałek swojego ciała a na włosy załadowałam wszystkie możliwe odżywki. Po około piętnastu minutach moje nogi stanęły na zimnych płytach. Dokładnie owinęłam ciało ręcznikiem, a na włosy zawiązałam turban. Podreptałam szybko do lustra chcąc jak najszybciej zobaczyć swoje odbicie. Oprócz podkrążonych oczu to było całkiem okej. Szybko oblałam twarz lodowatą wodą, następnie oczyściłam mleczkiem do demakijażu i tonikiem. Zrobiłam delikatny makijaż i rozczesałam włosy zostawiając je rozpuszczone. Przynajmniej raz same wyschną. Na koniec jeszcze, dokładnie wyszorowałam zęby i ubrałam na siebie przygotowane ciuchy. Wczorajszą bieliznę zgarnęłam do rąk i z powrotem ruszyłam do pokoju.
Jak wcześniej zastałam Andy'ego tak nawet nie drgnął, a jedynym odgłosem w sypialni było jego ciche chrapanie. Nie chcąc go obudzić szybko ogarnęłam swoje ubrania upychając je do walizki. Następnie narzuciłam na siebie czarną bluzę, która nawiasem mówiąc chyba należała do Radke. W torbie wyszukałam ostatnią, awaryjną paczkę wiśniowych Black Devili i zapalniczkę. Łącznie z telefonem wpakowałam wszystko do pojemnych kieszeni i cichutko wyszłam z pokoju domykając drzwi. Chcąc nie chcąc wyrzuty sumienia nie mogły mi pozwolić wyjść zanim nie sprawdzę co u Frances. Tak więc bez przelewek wpadłam do jej pokoju. Brunetka leżała z Zoey i Kat na swoim łóżku regenerując się w najlepsze. Mimowolnie na moją twarz wpłynął delikatny uśmiech. Przynajmniej jestem spokojna, że im noc minęła tak jak minąć powinna.
Moim następnym celem była kuchnia. Pierwszą czynnością jaką wykonałam kiedy już dotarłam do wspomnianego miejsca było otwarcie mini lodówki. Miałam cień nadzeii, że ktoś nas zaopatrzył w jakieś piwo, ale cień szybko wyblakł. Pusto.
- No super. - burknęłam wstając na równe nogi. Ostatecznie sięgnęłam do szafki po wielką szklankę i napełniłam ją całą lodowatą wodą. Na raz opróżniłam zawartość połykając w między czasie jakąś tabletkę leżącą na stole, prawdopodobnie na kaca. Gdy na dobre ugasiłam swoje pragnienie skierowałam się w stronę wyjścia zakładając po drodze czarne, zniszczone trampki.
*
- Dzień Dobry - przywitałam sprzedawcę w najbliższym sklepie sklepie monopolowym.
- Dzień Dobry - odpowiedział zaspany. Od razu po wejściu podeszłam do lodówki wypełnionej po brzegi różnego rodzaju piwami. Zaczęłam wybierać z chłodniarki chmielowe napoje różnych marek. Dzięki bogu przy okazji jak wracałam się po portfel zabrałam też swoją "szkolną torbę". Kolejno układałam alkohol na ladzie, a sprzedawca mierzył mnie wzrokiem od góry do dołu.
- To wszystko. - poinformowałam wyciągając z torebki czarny, skórzany portfel.
- Czy mogę zobaczyć prawo jazdy? - spytał nagle. Przez chwilę analizowałam jego słowa. Przez dwadzieścia jeden lat nikt mnie nigdy nie prosił o żadne dokumenty przy kupowaniu używek. Mimowolnie parsknęłam śmiechem co wywołało lekkie zdezorientowanie u mężczyzny.
- Yyy..tak, oczywiście, już daję. - mówiłam dalej chichocząc jak wariatka. Pokazawszy Panu dokument świadczący o mojej pełnoletności wreszcie mogłam zapłacić za upragniony towar.
- To będzie razem 35$ - oświadczył kiedy włożyłam ostatnie piwo do torby, którą ledwo utrzymywałam na ramieniu. Niechętnie zapłaciłam sprzedawcy wyliczoną kwotę.Cholera, jak tak dalej pójdzie to do Los Angeles wrócę bez grosza przy duszy. - Dziękuję.
- Dziękuję, do widzenia i miłego dnia. - wychodząc pożegnałam kasjera. Ten odpowiedział mi tym samym.
Mimo, że sklep nie był specjalnie daleko to już po zrobieniu kilku kroków nie byłam w stanie dalej iść. To jest tak cholernie ciężkie. Nie ma to jak sprawiać przyjemność innym własnym kosztem. Ci alkoholicy będą mieć u mnie dozgonny dług wdzięczności. Z tego wszystkiego nawet nie zapaliłam papierosa, na którego tak miałam ochotę. Zamiast kupić sobie jednego browara, usiąść gdzieś i odpalić szluga jak głupia taszczyłam torbę z zbawiennymi napojami dla śpiących w najlepsze przyjaciół. Pieprzona logika. Oh, ten ciężar jest nie do wytrzymania, albo ja jestem taka słaba albo te puszki są jakieś niewymiarowe.
Na krótką chwilę moja uwaga została skutecznie odwrócona na wszystko dookoła. Zabawne jest to, że o szóstej rano całe miasto dopiero zaczyna kończyć wszystkie imprezy, kluby są zamykane, a ludzie zaczynają kolejny, normalny dzień. Po jednej stronie ulicy biznesmen śpieszy się na spotkanie, a po drugiej schlana ekipa próbująca dotrzeć do domu.
Nie wiem dlaczego, ale kiedy zbliżałam się do hotelu do mojego ciała zaczęło napływać przyjemne ciepło, torba łamiąca mi ramię przestała mieć jakieś większe znaczenie i miałam poczucie, że powinnam przytulić każdą osobę, która mnie minęła. Dziwne.
- To wygląda na ciężkie, może Ci pomóc. - znajomy głos dochodzący zza moich pleców wyrwał mnie z zamyślenia. Stanęłam jak wryta przełykając znacząco ślinę. Tylko nie on. Puszczając w myślach wszystkie wulgaryzmy jakie znałam odwróciłam się na pięcie stając kilka metrów od jednego z najprzystojniejszych facetów na Ziemi. Ubrany w szary, skompletowany dres blondyn przeszywał mnie swoim wzrokiem na wylot jak to miał w zwyczaju.
- Poradzę sobie. - odpowiedziałam posyłając mu wymuszony uśmiech. Na moje nieszczęście próbując poprawić torbę na ramieniu ta spadła z hukiem na chodnik. Goulart skomentował to jedynie swoim niezwykle seksownym śmiechem. Chwila, stop Taylor! Ty go nienawidzisz, trzymaj się tego. Co nie zmienia faktu, że mam wielką ochotę na sex z nim. Choćby tu i teraz. Moment, co? Co się ze mną dzisiaj dzieje?
- To jak? - uniósł wysoko brwi. Wywróciłam dyskretnie oczami po czym zdecydowanie wyciągnęłam przed siebie rękę podając mu czarny pasek. Jonathan zadowolony z siebie podszedł bliżej odbierając ode mnie bagaż, a sam zawiesił go sobie tam gdzie ja wcześniej. - Wow, widzę, że wysłali Cię po lekarstwo na kaca. - zgadł wesoło i oboje ruszyliśmy w stronę Bellagio idąc obok siebie.
- A ty dalej biegasz? - spytałam zmieniając temat. W tym samym czasie sięgnęłam do kieszeni wyjmując z niej różowego papierosa.
- Jak widać, a ty dalej palisz? - odpowiedział dodając swoje pytanie, na które mimowolnie wywróciłam oczami.
- Jak widać. - odpaliłam szluga po czym wypuściłam z ust chmurę głębokiego, gęstego, szarego dymu. Od razu przypomniały mi się nasze awantury o fajki. Jonathan tego nienawidził. Pamiętam jaka byłam głupia i nie raz pożerałam dziesięć gum przed spotkaniem z nim bo chciałam uniknąć kolejnej kłótni. I teraz ta satysfakcja, że nic mi nie może zrobić, powiedzieć bo przecież nie jesteśmy razem. I nigdy już nie będziemy. - A ty dalej prowadzisz ten zdrowy tryb życia i to wszystko?
- Owszem, a ty dalej preferujesz życie według "Sex, drugs, Rock'n Roll"? - rzucił z cwanym uśmiechem.
- Owszem i dobrze mi z tym. - oznajmiłam z przekąsem przykładając używkę do ust.
- Zawsze Ci było z tym dobrze. - zauważył poważnie. Dupek, widać boli go brak kontroli nade mną. Jak fajnie być wolną kobietą. I znowu ta fala ciepłego gorąca. Kątem oka przyglądałam się twarzy blondyna. Był taki seksowny. Wschodzące promienie słońca oświetlały jego twarz ukazując ledwie widoczne kropelki potu na czole, zapewne od wcześniejszego biegu. - Mogę Cię przytulić? - wypaliłam nagle. Zamrugałam kilkukrotnie. Przecież ja nawet o tym nie pomyślałam! Jonathan stanął w miejscu, a sądząc bo jego minie był jeszcze bardziej zaskoczony tymi słowami niż ja. - To znaczy nie! Znaczy ja nie chciałam tego mówić! - zaczęłam szybko usprawiedliwiać wcześniejszą prośbę.
- Też mnie ta prośba zdziwiła. - przyznał dalej lekko oszołomiony. - Tak czy owak spełnienie jej będzie największą przyjemnością z mojej strony - dodał z przebiegłym uśmiechem.
- Jonathan...- wypowiedziałam jego imię robiąc pauzę, moja ręka powędrowała na czoło, a tułów zaczął się nerwowo obracać. - Zrozum, że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego już nawet pomijając fakt, że mogłabym się z tobą pieprzyć tu i teraz to...- z końcem ostatniego słowa moje oczy momentalnie zmieniły swoją wielkość kiedy zdałam sobie sprawę z tego co właśnie powiedziałam. Goulart zaśmiał się z wyczuwalną satysfakcją w głosie. Oh, co jest do cholery?! - Kurwa ja nie chciałam tego powiedzieć! Nawet mi to przez myśl nie przeszło! - podniosłam znacząco głos wymachując dookoła rękami.
- Hej, hej spokojnie. Rozumiem, że pewnie jeszcze trochę alkoholu Ci krąży w żyłach, albo czegoś innego. - mówił próbując mnie uspokoić. Chciałabym aby tak było, ale czułam się całkowicie trzeźwa.
- Uhhh...- wyjęczałam chowając twarz w dłoniach. W między czasie Jonathan wyjął z mojej torby jedno piwo, otworzył, a następnie podsunął mi pod nos. - Dzięki. - obdarzyłam go wdzięcznym spojrzeniem i przejęłam napój.
- A tak w ogóle chciałem Cię poinformować, że zamierzam kupić mieszkanie w Los Angeles. - do moich uszu dobiegły jego słowa, a płyn wpływający do mojego organizmu nagle zmienił swoją drogą w efekcie czego zakrztusiłam się omal co nie wypluwając całej zawartości mojej buzi na tego dupka.
- Że co proszę?! - krzyknęłam ocierając oplutą brodę. - Po co?
- No jak to po co? Mam zamiar tam zamieszkać. Ronnie tak bardzo chwali sobie to miejsce. Ty też jesteś zadowolona więc czemu by tam nie spróbować. - wzruszył beztrosko ramionami. - I będę bliżej ciebie. - wiedziałam, wiedziałam! Ten cholerny rozpieszczony egoista robi to specjalnie. Znowu chcę mi wszystko zepsuć, wejść do mojego życia. Nie tym razem, oj nie tym razem.
- Posłuchaj ciulu. - wysyczałam przez zęby robiąc krok w jego stronę. - Nie wiem co planujesz, ale trzymaj się ode mnie z daleka. - w każde słowo włożyłam tyle jadu ile tylko umiałam, a on tylko bezczelnie zaśmiał mi się w twarz oddając torbę.
- Przyznaj, że dalej coś do mnie czujesz. - powiedział czule dotykając dłonią mojego policzka. Bez zastanowienia ją strąciłam powodując tym samym widoczną złość na twarzy byłego chłopaka.
- Tylko nienawiść. - splunęłam i nie chcąc już dłużej na niego patrzeć ruszyłam zdecydowanym krokiem po schodach do hotelu.
*
Szłam korytarzem ogarnięta od góry do dołu wściekłością. Jak on śmię po tym wszystkim co mi zrobił jeszcze pytać o coś takiego.?Nie no, to w końcu jest Jonathan. On zawsze miał tupet. Co ja mu tam niby miałam powiedzieć? "Weź mnie tu i teraz"? Swoją drogą do jasnej cholery mam odczucie jakbym brała ekstazy, a przecież wczoraj tylko piłam, eh. Może ja jednak powinnam iść do jakiegoś psychiatry. Jak można kogoś nienawidzić i jednocześnie chcieć się z nim przespać? A najdziwniejsza jest to, że dalej uważam świat za piękne miejsce i ogółem nie mam ochoty już dłużej myśleć o tym kretynie. Wolałabym teraz kogoś przytulić. Jezu Chryste, co mi się dzieje? Z resztą nie ważne.
Stanęłam przed drzwiami apartamentu. Oczywiście nie wzięłam karty. Mądra ja. Szkoda mi ich budzić. W końcu są zmęczeni, zasługują na odpoczynek...
- Wstawać! - zaczęłam walić pięścią w drzwi wydzierając gardło na cały korytarz. I tak dzisiaj wyjeżdżamy. Już bez znaczenia czy ochrona mnie wywali czy nie. Po około minucie walenia w drewno ostatecznie ujrzałam zaspaną i skacowaną Frances. Jej mina nie wróżyła nic dobrego.
- Ty wredna, cholerna, parszywa, wstrętna, mściwa, wyrodna... - zaczęła wymieniać przez zaciśnięte zęby.
- Kupiłam Ci piwo. - przerwałam jej z sztucznym uśmiechem wskazując na torbę.
- Anielico! - wrzasnęła uradowana i wciągnęła mnie do środka. Obie od razu poszłyśmy do kuchni aby wyciągnąć upragnione napoje. Wstawiłyśmy większość do lodówki, a same otworzyłyśmy po jednym przenosząc tyłki na kanapę.
- Jesteś najlepsza. - skomplementowała uradowana Bean rozkładając się na białej, skórzanej rogówce. Już otwierałam usta aby odpowiedzieć gdy do salonu obijając się o siebie nawzajem weszły Zoey i Kat jęcząc pod nosem jakby miały zaraz zejść.
- Dzień Dobry - przywitałam je unosząc do góry puszkę smakowego alkoholu. Na ten widok obie jakby dostały kopa w tyłek.
- Skąd wy macie piwo? - Deutch wyszczerzyła oczy.
- W lodówce. - rzuciła bezemocjonalnie Cobain włączając telewizor. Dziewczyny popatrzyły po sobie i jak dzikie zwierzęta pognały do kuchni przepadając kilkukrotnie o siebie nawzajem. Ciekawi mnie co by było gdybym jednak nie kupiła tych piw. Chyba by się tutaj wszyscy przekręcili.
- Tay? - moją uwagę przykuła siedząca na stole Katherine trzymająca w ręku gazowany napój. Obróciłam w jej stronę głowę dając znak, że słucham. - Nie widziałaś tutaj takiej małej białej tabletki ekstazy? - spytała, a ja omal co nie spadłam z kanapy. Moja twarz zapewne w tym momencie była jeszcze bledsza niż zazwyczaj. Przez głowę zaczęły mi przepływać wspomnienia z dzisiejszego poranka. Wszystko by się zgadzało. Moją ręka momentalnie wyładowała na czole.
- Myślałam, że to tabletka na ból głowy. - oznajmiłam co wywołało donośny śmiech u moich towarzyszek.
- Co ty kurwa nie wiesz jak ekstazy wygląda? - Zoey nie mogła powstrzymać swojego napadu śmiechu.
- No kurwa, kto zostawia ekstazy na blacie kuchennym?! - wyrzuciłam ręce w powietrze zirytowana ich ciągłym śmiechem.
- A kto kurwa zostawia tabletkę przeciwbólową samą na blacie kuchennym? - głos zabrała Katherine, która z wielkim trudem przemieszczała się od stołu do kanapy walcząc z swoim "poczuciem humoru".
- To nie jest śmieszne! Ja myślałam, że ze mną jest coś nie tak bo chciałam wyruchać pół miasta! - rzuciłam oburzona krzyżując ręce na piersi.
- A to nic nowego. - Fran machnęła na mnie ręką przełączając kanał.
- Momsen, a co Biersack robi w twoim łóżku? - pytanie Deutch stojącej obok wejścia do mojej sypialni skutecznie zmieniło temat. Teraz wszystkie oczy były zwrócone na mnie przez co spaliłam wyraźnego buraka.
- Śpi - odpowiedziałam jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Zanim się obejrzałam zostałam brutalnie oblężona przez trzy niewyżyte singielki.
- Dobry w tym jest?
- Ile razy?
- Na ostro czy czule? - padały kolejne pytania, a ja z każdym byłam coraz bardziej rozbawiona, a zarazem zawstydzona.
- Ja wczoraj ledwie się doczołgałam do łóżka, a wy mnie tu o jakieś dzikie seksy podejrzewacie? - spytałam z śmiechem. Ich miny znacząco zbledły.
- Czyli nic nie było? - Katherine nie mogła ukryć swojego zdziwienia.
- No nie. - pokręciłam z dezaprobatą głową. Tak szybko jak do mnie wcześniej doskoczyły teraz znów były na swoich miejscach.
- Co ty dziewicą jesteś, okres masz, czy jakąś chorobę weneryczną? - drążyła temat Cobain.
- Kurwa zjedźcie ze mnie! Ledwie chodziłam! - wybuchnęłam bezradnie.
- No dobra dobra. - brunetka uniosła ręce w geście obronnym.
- Ale jesteście razem? - głos zabrała Zoey. Co to przesłuchanie jakieś? Przyznam, że trochę zbiła mnie z tropu tym pytaniem. Generalnie on mi już proponował związek. Ja miałam mu dać odpowiedź do końca wyjazdu, czyli do dzisiaj. Mam mieszane uczucia. Bardzo chciałabym z nim być, ale mam wrażenie, że dalej nie znamy się wystarczająco dobrze, ale w sumie...Przecież po to jest związek aby się poznawać prawda? - Ziemia do Tay! - przed oczami mignęło mi pstryknięcie palców przyjaciółki.
- Co? - pokręciłam głową.- A no tak, znaczy no chyba tak. - przyznałam nieśmiało. Przeraźliwy pisk dotarł do moich uszu wywołując na mojej twarzy grymas.
- Oh tak się cieszę, gratulację. - jako pierwsza przytuliła mnie Katherine, a po niej kolejno Zoey i Fran gratulując i życząc wszystkiego dobrego. To nowego związku się gratuluję?
*
- Ej dziewczyny nie wiem jak wy, ale ja bym coś zjadła, która godzina? - Bean spojrzała na swojego Smartfona sprawdzając lokalny czas. - Dobra, przed ósmą. Restauracja już powinna być otwarta. - stwierdziła podnosząc tyłek z miejsca.
- To wy idźcie, a ja zacznę już pakować walizki bo w moim pokoju jest totalny rozpiździel. - wzdrygnęłam się na samą myśl o tym, że Andy śpi w tym syfie.
- Taaa...jaaaaasne...musisz sprzątać. - tatuażysta zachichotała wyraźnie akcentując ostatnie słowa. Wywróciłam oczami, a kąciki moich ust powędrowały w górę.
- Wariatka. - skomentowałam pod nosem zbierając puszki z stolika. Już bez zbędniejszych komentarzy dziewczyny opuściły apartament zostawiając mnie nareszcie samą. Nie tracąc czasu wyrzuciłam śmieci do kosza i skierowałam się do pokoju wyjmując wcześniej jedno piwo z lodówki. Brunet leżał na plecach przykryty tylko do pasa cienkim materiałem spod, którego wystawały czarne bokserki. Podeszłam bliżej kładąc zielonego Heineken'a na nocnej szafce obok łóżka. Wspięłam się wygodnie obok wokalisty, moją uwagę skutecznie zwróciły jego tatuaże. Zaintrygowały mnie. Każdy z osobna. Na pewno go kiedyś o nie wypytam co do najmniejszych szczegółów, ale to kiedyś. Korzystając z swojej odwagi, którą dodawał mi narkotyk zaczęłam czule całować tors bruneta idąc powoli w górę. Kiedy moje usta były już przy szyi do moich uszu dobiegło znacząco jęknięcie. Niekontrolowanie uśmiechnęłam się pomiędzy pocałunkami, a następnie zaczęłam intensywniej je pogłębiać operując językiem tak zwinnie jak tylko umiałam. Kolejny jęk zadowolenia uleciał z jego ust jeszcze bardziej mnie motywując. Całowałam kolejno jego szyję, brodę, aż w końcu dotarłam do ust. Uchyliłam na chwilę oczy aby spojrzeć na jego twarz po czym złączyłam namiętnie nasze wargi. Ręka Andy'ego powędrowała na moje barki, przyciskając nas do siebie obrócił nasze ciała trochę w bok, dzięki czemu pozycja stała się dużo wygodniejsza.Niechętnie przerwałam nasze czułości ku niezadowoleniu Biersack'a, który cicho warknął wprost w moje usta. Wyraźnie rozbudzony otworzył błękitne oczy.
- Najlepsza pobudka w moim życiu. - oznajmił z uśmiechem.
- Cieszę się. - odwzajemniłam gest. Nagle twarz Andy'ego diametralnie zmieniła swój wyraz.
- Dlaczego masz poszerzone źrenicę? - spytał poważnie marszcząc brwi. Kurwa.
- Ymm no...bo widzisz w kuchni leżała rano tabletka i myślałam, że to coś przeciwbólowego, ale okazało się, że to było ekstazy Kat i tak jakby je, no, ten, tego, zjadłam. - wytłumaczyłam niezręcznie. Mina niebieskookiego nie wyrażała szczególnego entuzjazmu. Bez słowa zabrał ramiona, którymi mnie obejmował i usiadł spuszczając nogi na podłogę. Wiedziałam o co mu chodzi. Myślał, że robię to tylko dlatego, że jestem pod wpływem tego główna. Uhh...normalnie uduszę tą sukę za zostawienie tego na blacie. - Andy, ale to nie tak...- zaczęłam klękając za nim.
- A jak? Myślisz, że nie wiem jak działa ekstazy? - jego zły ton wywołał u mnie dosyć sprzeczne emocje.
- Jezus, ono tutaj wiele nie zmieniło po za tym, że mam odwagę Ci powiedzieć, że chcę z tobą być.- wyrzuciłam z siebie siadając bezradnie na tyłku. Chłopak na moje słowa z powrotem odwrócił się w moją stronę. Nerwowo przełknęłam ślinę. Dlaczego on akurat teraz musi dociekać takiej szczerości?
- Momsen otwieraj te zasrane drzwi i to w tej chwili! - niezręczną ciszę przerwało głośne walenie w drzwi i wrzask dochodzący po drugiej stronie. Dziękując w duchu czym prędzej ruszyłam do salonu. Z każdym krokiem miałam coraz większe obawy, że jeszcze w ostatni dzień Radke coś zepsuje. Ledwie nacisnęłam klamkę a do apartamentu, z siłą huraganu wpadł nie kto inny jak Ronald.
- Gdzie on jest?! - krzyczał chodząc po całym salonie. - Gdzie on kurwa jest?!
- W sypialni - wypaliłam zdenerwowana sądząc, że chodzi mu o Biersack'a. Natychmiast skierował się do mojego pokoju, a ja zaraz za nim. Ledwie zaglądnął do środka i od razu ponownie zmienił kierunek drogi. - Nie on! - machnął ręką na stojącego już w drzwiach wokalistę. Nieoczekiwanie chwycił mnie za ramiona patrząc głęboko w oczy. Jego mina wyrażała cierpienie, rozpacz i podenerwowanie. - Gdzie jest Heineken? Gdzie jest piwo? - wyszeptał błagalnie. Wpada mi jak torpeda do mieszkania drąc gębę na pół miasta, wyglądając jakby miał kogoś co najmniej zabić. W mojej głowie zaroiło się od miliona tragicznych scenariuszy tylko po to aby na końcu usłyszeć pytanie :"Gdzie jest piwo"? Ja z nim zwariuje.
- W lodówce. - odpowiedziałam załamana przykładając palce do skroni. Zanim się zorientowałam Joseph już stał przy mini barku wyjmując z chłodziarki upragniony napój. Ekspresowo go otworzył i przykładając do ust wychlał na raz prawie całą jego zawartość. Następnie odstawił puszkę z hukiem na blat wydając z siebie charakterystyczny dźwięk sygnalizujący ugaszenie pragnienia.
- O tego mi było trzeba. - przymknął oczy, a na jego usta wpłynął błogi uśmiech. Nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać w tym momencie.
- Człowieku ja Cię może umówię do poradni psychiatrycznej co? - spytałam siadajac na oparciu rogówki.
- Mi już nie pomogą. - przyznał beztrosko ponownie ujmując w dłonie zaparowane aluminium. - W ogóle jak twoje żebra? - zmienił temat troszkę poważniejąc.
- Dobrze, praktycznie ich nie czuje. - mogłabym przysiąc, że gdyby Ron teraz nie zadał tego pytania kompletnie bym zapomniała o ich stłuczeniu.
- Biersack a ty masz niewygodne łóżko czy nie umiesz do niego trafić? - zwrócił się tym razem do opartego o ścianę chłopaka, który również posiadał w ręce puszkę. Odruchowo spojrzałam w jego stronę analizując dokładnie wygląd piosenkarza. Miał na sobie wczorajsze spodnie i nie zapiętą koszulę pokazującą jego lekko umięśniony tors. Włosy na głowie tworzyły artystyczny nieład, a twarz wyglądała na w miarę wypoczętą.
- No wiesz to raczej logiczne, że wolę spać z swoją dziewczyną niż sam. - skomentował jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, a ja omal co nie spadłam z kanapy. Ron'a, który akurat dopijał swojego browara widocznie ta wiadomość zbytnio nie zdziwiła bo nawet nie przerwał wykonywania swojej czynności. Nie chcę widzieć jak wygląda teraz moja twarz, ale zapewne przypomina okrągłego, dojrzałego pomidora.
- W sumie racja. - wzruszył ramionami. - Dobra ja spadam na śniadanie. - dodał idąc w stronę drzwi. - Fajnie by było jakbyście się też pofatygowali zejść bo jedzenie jest wliczone w cenę. - przypomniał z sztucznym uśmiechem otwierając drzwi.
- Zaraz zejdziemy. - powiedziałam wstając na równe nogi po czym skierowałam się do łazienki zamykając jeszcze za Radke drzwi. Generalnie sama nie wiem po co tutaj weszłam. Stanęłam przed lustrem patrząc w swoje odbicie. Czegoś mi brakowało na mojej twarzy. Jakiegoś mocnego akcentu. Dostrzegając obok umywalki swoją kosmetyczkę zaczęłam intensywnie w niej grzebać. Nagle poczułam dwie dłonie położone na moich biodrach. Ciepły oddech na mojej szyi lekko ją podrażnił. Ponownie przenosząc wzrok na lustro widziałam teraz siebie i Andy'ego, który zamknął mnie w swoim uścisku kładąc brodę na moim ramieniu.
- Czerwona czy fioletowa? - spytałam podnosząc do góry dwie kolorowe szminki.
- Żadna, nie lubię mieć szminki na ustach. - wyraził swoje zdanie cmokając mnie w policzek. Wywróciłam oczami wrzucając pomadki z powrotem do kosmetyczki. Obróciłam ciało o sto osiemdziesiąt stopni dzięki czemu mogłam stanąć na wprost bruneta. Cholernie chciałam go teraz pocałować, ale wiedziałam, że dzięki ekstazy na pocałunku prawdopodobnie by się nie skończyło. Zamiast tego moja ręka powędrowała na jego głowę przeczesując jego gęste włosy palcami w różne strony.
- Co ty robisz? - uśmiechnął się szeroko.
- Próbuję Cię doprowadzić do porządku. - zachichotałam kończąc swoje dzieło. Obserwowaliśmy się przez chwilę po czym Andy zbliżył nasze twarze przymykając odrobinę niebieskie oczy. Moje natomiast diametralnie przybrały postać dwóch monet. Natychmiast wyswobodziłam posturę z jego silnych ramion i szybkim krokiem wyszłam z pomieszczenia. - Jestem normalnie taka głodna! Koniecznie musimy iść zjeść bo zaraz chyba zemdleje. - mówiłam donośnie szukając po pokoju karty od apartamentu.Dość szybko znalazłam ją na regale obok drzwi. Andy stał już obok otwartego wejścia czekając zapewne na mnie. Ku mojemu niezadowoleniu z wszystkich rozpiętych guzików jego koszuli zostały w takim stanie tylko trzy górne. Zdecydowanie wolałam go w pierwszej wersji.
*
- A podobno jesteś tak strasznie głodna. - do mojego ucha dobiegł rozbawiony szept siedzącego obok Biersack'a. Na moje policzki momentalnie wpłynął delikatny rumieniec co nie uszło uwadze siedzącej na przeciwko Zoey. Kiedy uwagę Andy'ego zwrócił Ashley ta od razu zaczęła ruszać ustami nie wypowiadając żadnych słów. Jedyne co dałam radę odczytać w ruchu jej warg to jej zachwyt moim nowym związkiem. Zoey Deutch pierwszy raz jest zachwycona moim chłopakiem. Niespotykana sytuacja. Swoją drogą "mój chłopak" to tak fajnie brzmi. Chyba jeszcze do mnie nie do końca dotarło to, że jestem dziewczyną Andy'ego Biersack'a. A tak z innej beczki te owoce z czekoladą bardzo ładnie wyglądały na moim talerzu. Naszła mnie ochota, żeby zrobić z nich jakieś zwierzątko. W końcu świat jest taki piękny. Śniadanie też musi być piękne. Nie tracąc czasu zaczęłam układać słonika. Położyłam widelec obok talerza i używając rąk wybierałam poszczególne kawałki jedzenie tworząc z nich brzuszek, a potem nóżki i trąbę. Co jakiś czas chichotałam pod nosem nie naumyślnie zwracając uwagę całego stołu.
- Taylor czy możesz mi powiedzieć co ty wyprawiasz? - głos Ronalda całkowicie wyrwał mnie z transu. Podniosłam głowę przed siebie i jak podejrzewałam oczy wszystkich były skierowane wprost na mnie. Jedyne wyjątki stanowiły Frances, Zoey, Kat i Andy którzy próbowali zdusić swoje głośne śmiechy. Automatycznie sprzedałam kopniaka siedzącemu obok wokaliście.
- Yyy...bo ja..no... -zaczęłam niezręcznie rozwalając widelcem całą moją dotychczasową pracę.
- Bo Taylor...po...pomyliła ekstazy z tabletką przeciwbólową i teraz próbuje być normalna, ale coś jej to nie idzie. - Kat wybuchnęła niekontrolowanym śmiechem. Możecie sobie wyobrazić co czułam w tamtym momencie.
- Kogo ja wychowałem. - skomentował z przerażeniem Radke.
*
Pakowałam, albo raczej wrzucałam do walizki wszystkie swoje rzeczy nie dbając zbytnio o ich stan. Miałam na głowie dużo większe zmartwienie, a mianowicie kolejny kac, który narastał z siłą wodospadu. MDMA powoli przestawało działać, a ja odczuwałam pierwsze objawy głodu. Nie wiem jak przeżyję tą podróż. Albo umrę z wycieńczenia albo Ronnie mnie zabije za porzyganie samochodu.
- Taylor gotowa?! - głos Frances rozniósł się po całym apartamencie.
- Prawie! - usiadłam na swojej walizce próbując upchnąć jej zawartość. Ostatecznie po pięciu minutach walki z zamkiem byłam spakowana. Wywlokłam swój bagaż przed drzwi po czym wróciłam po torbę i prezent urodzinowy w postaci gitary. Ledwie zdążyłam usiąść na fotelu, a w apartamencie rozległo się pukanie. Ku mojemu zadowoleniu akurat Cobain przechodziła obok i otworzyła drzwi ukazując dwóch młodych mężczyzn w hotelowych uniformach.
- Witamy, jeżeli można chcielibyśmy zabrać...- zaczął jeden z nich, ale zanim dokończył Frances go uprzedziła.
- Tak, tak, bierzcie. Boje od razu zabrali się do pracy ładując torby na hotelowy wózek, na którym było już trochę bagaży reszty ekipy.
- Hej tylko ostrożnie z tą gitarą! - upomniałam poważnie widząc jak pracownicy zabierają moje nowe dziecko.
- Oczywiście. - przytaknęli i po chwili już ich nie było.
Moje samopoczucie z każdą minutą było coraz gorsze. Marzę o tym, żeby zwymiotować, ale nawet nie mam czym. Ledwie przymknęłam zmęczone oczy, a kochana Frances brutalnie na mnie wyskoczyła, że musimy już iść. Przeklinając ją w myślach niechętnie podniosłam ciało z fotela i niczym zombie ruszyłam na korytarz taszcząc za sobą podręczną torbę. Kiedy Bean również opuściła penthouse razem skierowałyśmy się do hotelowego lobby. Cała droga minęła nam na rozmowie, znaczy brunetka coś do mnie mówiła, ja tylko przytakiwałam modląc się w duchu aby jakoś przeżyć te kilometry. Generalnie mogę uznać ten wypad za bardzo udany, pomijając parę epizodów. Jednak korzenie to korzenie. Zawsze się do nich wraca. Pomimo wszystko bardzo mnie cieszyło, że już wracamy do Los Angeles. Jedyną rzeczą jaka mnie martwi to brak pracy i pieniędzy. Mam nadzieję, że szybko znajdę jakiekolwiek rozwiązanie bo w przeciwnym razie może nie być ciekawie.
- Momsen aż tak bardzo Cię smuci wyjazd? - moje rozmyślania przerwał głos Brenta. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że wszyscy stoimy już w holu czekając na Ronnie'go, który nas wymeldowywał.
- Yhmm...- wymamrotałam podchodząc do stojącego nie opodal Andy'ego. Bez żadnych tłumaczeń położyłam mu głowę na ramieniu. Ten jakby czytał mi w myślach objął mnie ramieniem przytulając do siebie i dalej kontynuował konwersacją z chłopakami. Mogłabym tak stać i stać oczywiście pomijając fakt, że wolałabym usiąść.
- Dobra, wszystko załatwione. - oznajmił Ronnie kiedy mijając nas skierował się na zewnątrz. My zrobiwszy to samo po kilkunastu sekundach staliśmy przed zaparkowanymi samochodami.
- No to czas się pożegnać. -zauważył podłamany Purdy. Jezu, tylko nie to. Będę znowu wyć. Jak zawsze z resztą. Nienawidzę, nienawidzę, nie znoszę wprost pożegnań. Zoey, Kat, Brenton i Derek, którzy przyszli kolejno przytulali się z każdym z osobna życząc wszystkiego dobrego, szczęśliwej drogi itp...
- Ty cholerna suko, masz tu wrócić. - zapłakana Deutch tuliła mnie do siebie. Hm..skoro ona była zapłakana to ja chyba była zawreszczana.
- Wrócę, obiecuję. - przycisnęłam ją jeszcze mocniej do siebie o ile było to możliwe. Następnie jej miejsce zajęli kolejno Kat, Derek i na końcu Brenton.
- Trzymaj się laska i pamiętaj, że jesteś w Vegas mile widziana o każdej porze dnia i nocy. - Marles popatrzył na mnie gdy z trudem rozłączyliśmy nasze ciała. Pokiwałam głową uśmiechając się blado. - I nie płacz już. - dodał ocierając dyskretnie łzę, która i jemu uciekła z oka.
- Dobra, jedziemy bo będziesz potem ryczeć połowę drogi.- Ron przykładając dłonie do moich pleców pogonił mnie do samochodu sam jeszcze żegnając się szybko z chłopakiem. Nie chcąc już dłużej doświadczać tej przykrej chwili czym prędzej stanęłam obok tylnych drzwi od auta Radke. Pomachałam jeszcze przyjaciołom i otworzywszy drzwi szybko wsiadłam do środka gdzie siedział już Andy grzebiąc coś w swoim telefonie. Tuż za mną do pojazdu wsiedli Ashley i kierowca. W sprawnym tempie Ron odpalił silnik i wyjechaliśmy na główną ulicę.
*
- To co powiecie o tym wypadzie? - spytał Joseph.
- Było zajebiście. Jeden z najlepszych tygodni w moim życiu. - oznajmił zachwycony Ash.
- Wyjątkowo przyznam Ci rację. - dodał oczarowany Biersack. - To naprawdę były niesamowite dni.
- A ty co powiesz? - zwrócił się do mnie przyjaciel patrząc ukradkiem w lusterko. Siedziałam prosto na fotelu z kamiennym wyrazem twarzy chwilę rozważając odpowiedź, aż w końcu postawiłam na najbardziej uniwersalną.
- Spać. - burknęłam opadając wprost na kolana niebieskookiego. W aucie rozbrzmiał ich przeplatający się śmiech. Jednak mało mnie to na tę chwilę obchodziło. Podniosłam nogi na siedzenie zginając kolana, a ostatnią rzeczą jaką pamiętam była dłoń głaskająca mnie po ręce.
-----------------------------------------------------------------------------------------------

Rany *_* już nie mogłam się doczekać tego rozdziału <3 nareszcie są razem... takie to słodkie. Najlepszy moment w sypialni Momsen xD ach, gdyby nie ekstazy xD
OdpowiedzUsuńJuż czekam na następny, cudny rozdział <3
Genialne pomysły, genialne rozdziały, genialny blog. Andy i Tay razem wow :D. Tay taka odważna hahha. Czekam na nexta, mam nadzieje ze bedzie szybko <3 / Maddie
OdpowiedzUsuńW końcu dodałaś wyczekiwany przeze mnie rozdział.B-)
OdpowiedzUsuńTa scena z ekstazy, śmiałam się do rozpuku XD
Aaaaaaa, kocham! Najlepszy był słonik z owoców xD
OdpowiedzUsuńCudo!! <3 ekstazy i odwaga Tay najlepsze ^^ no i owocowy słonik xD do następnego i weny kochana :D
OdpowiedzUsuńSuper rozdział, tak jak całe opowiadanie. Zawsze przy czytaniu płaczę ze śmiechu. Czekam na następne rozdziały :)
OdpowiedzUsuń- Bloo
Świetny rozdział, czekam na kolejny, normalnie już mi brakuje tego opowiadania ;)
OdpowiedzUsuńMówiłam już, że kocham Twój styl pisania? xD
OdpowiedzUsuńZajebisty, pisz więcej <3