piątek, 19 września 2014

Rozdział II ~ Cara Delevinge

Taylor's POV

   Wró...- Już chciałam krzyknąć, ale w ostatniej chwili sobie przypomniałam, że przecież nie ma do kogo. Zrezygnowana rzuciłam torbą do ogromnej szafy, znajdującej się zaraz obok drzwi wejściowych. Moje mieszkanie, nie było jakieś specjalnie wielkie, ale bardzo gustownie i nowocześnie urządzone. Z resztą osoba, która jest sama jak palec nie potrzebuje więcej.
   Naprzeciw wielkiej szafy była ściana, która w połączeniu z garderobą tworzyła wąziutki, krótki korytarzyk prowadzący do niewielkiego salonu. Nie był on jakiś nadzwyczajny. Dość sporej wielkości biała, skórzana rogówka, odwrócona tyłem do drzwi, dokładnie na wprost kawałka ściany gdzie miejsce miał wielki telewizor. Reszta salonu była przeszklona wielkimi oknami. Jeżeli odłączą prąd, zawsze można podziwiać piękną panoramę Los Angeles. Pomiędzy kanapą a ekranem stał niewielki stolik z szkła, zwykle zajmowany przez laptop. Po prawej stronie, można było zauważyć, duże przesuwne drzwi prowadzące do łazienki. Z kolei po drugiej stronie garderoby była kuchnia w kolorach czarno-białych połączona z salonem. Nie było to miejsce częstego użytkowania. Jakoś niespecjalnie przepadam za gotowaniem. W jej skład tradycyjnie wchodziła lodówka, zlew, szafki, piekarnik itp., ale mi osobiście najbardziej w gust wpadła wsypa przy której codziennie rano piłam kawę i oglądałam telewizję. Był z niej widok na całe mieszkanie (czyt. salon). Kuchnia znajdowała się obok garderoby, natomiast zaraz za nią swoje miejsce miała sypialnia, o ile można to tak nazwać. Dużem jak dla samotnej osoby czarne łóżko z czerwoną satynową pościelą i mała szafeczka nocna. Ogółem całe mieszkanie było jakby jednym wielkim pomieszczeniem, nie licząc osobnej łazienki i "ubieralni". Jeżeli chodzi o całokształt to panowały tu głownie kolory czarny, biały, szary i akcenty czerwonego, np. w postaci obrazów.
   Od kiedy mieszkam w L.A czuję się jeszcze bardziej samotna niż zwykle. To znaczy, zawsze byłam samotna, ale nie tak jak teraz.W Nowym Jorku miałam kilka koleżanek , a tutaj nie znam absolutnie nikogo. No jedynie Carę, ale ona nie zawsze tutaj bywa, jej stałym miejscem zamieszkania jest NY. Tak, tak mówię o Carze Delevingne. Poznałam ją w agencji i jakoś się zaprzyjaźniłyśmy, ale to tylko przyjaciółka z pracy. Hmm... Mogłabym kupić psa, ale to wielkie obowiązek, a mnie prawie nigdy nie ma w domu.
   Nie rozmyślając dłużej nad swoim życiem udałam się łazienki aby zmyć makijaż i jak najszybciej zająć miejsce w moim cudownym łóżeczku. Tutaj jak i w całym domu, panowały kolory; czarny i szary. Pomieszczenie średnich rozmiarów, prostokątne. Na lewej ścianie duże okno, pod nim mała kanapa rodem ze średniowiecza, ale zarazem nowoczesna ,w kolorze bieli. Po prawej stronie, zaraz koło drzwi znajdował się sedes, koło niego umywalka. Z kolei na wprost wejścia była spora wanna, a obok prysznic. Oczywiście gdzieniegdzie były półeczki , lub szafeczki gdzie miejsce miały moje kosmetyki, żele, szampony itp..
   Po zmytym makijażu przeszłam do "sypialni" gdzie przebrałam się w moją cudowną jednoczęściową piżamkę z kapturkiem. Śnieżnobiałe wdzianko przypominało bardziej strój misia polarnego niż strój do spania. Dwa małe uszka i króciutki ogonek. Uśmiech sam cisnął się na twarz gdy widziałam swoje odbicie. Poszłam jeszcze po laptopa i usiadłam z nim w wygodnej pościeli. Odpaliłam urządzenie i sprawdziłam  pocztę, instagrama, facebooka i twittera.
- Nic nowego. - stwierdziłam ziewając ,wyłączyłam samsunga i położyłam na szafkę nocną gdy nagle do moich uszu dobiegł dźwięk telefonu. Spojrzałam na wyświetlacz. " Cara".
- Słucham - powiedziałam do telefonu z wyczuwalną radością.
- Hej kochana, mam nadzieję, że Cię nie obudziłam - zaczęła krzaczastobrwiowa - Jutro rano wpadam do LA na mały urlopik. Mam prośbę. Czy mogłabym się u ciebie zatrzymać... Tak, tak wiem, stać mnie na najlepsze hotele i ogółem ,ale miałam nadzieję, że spędzimy ze sobą czas. Co ty na to ? - zakończyła swoją wypowiedź.
- Tak, nie ma problemu.- wbiłam się wreszcie w słowo Delevinge.
- No, to świetnie. Więc ja jutro będę u ciebie około pierwszej. Potem wyjdziemy na jakieś małe zakupy, a wieczorem ruszamy do jakiegoś klubu. - bardziej stwierdziła niż spytała.
- W porządku. Do zobaczenia zdziro - odrzekłam i pożegnałam się.
- Papa suko.
Ach to nasze poczucie humoru. Rozłączyłam Iphona i rzuciłam telefonem gdzieś, na drugi koniec łóżka. Ułożyłam wygodnie swoje ciało na miękkiej pościeli i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza.

Następny dzień...

   "O boże, kto się do mnie dobija o tej porze" - powiedziałam do siebie w myślach zasłaniając twarz poduszką, starając się tym samym zagłuszyć dzwonek do drzwi. Wiedząc, że to i tak nic nie da, niechętnie zwlekłam tyłek z łóżka i ruszyłam w stronę drzwi.
- Cara. - powiedziałam pod nosem i momentalnie moja ręka spotkała czoło. Ciekawe ile już tam stoi. Pewnie dostanę ochrzan. Sięgnęłam dłonią do klamki i naciskając ją, otworzyłam drzwi, w których stał nie kto inny jak Cara Delevinge.
- Boże ile można się dobijać. Jest pierwsza godzina, a ty śpisz ?! - wparowała do środka niczym torpeda targając trzy wielkie walizki, zapewne pełne ubrań. Nie czekając długo, zamknęłam pośpiesznie drzwi i ruszyłam za dziewczyną , która stawiała wodę na kawę.
- Co ty masz do cholery na sobie? - spytała przez śmiech wyciągając kubki z szafki.
- Pidżamę - wystawiłam jej język i usiadłam przy wyspie, czekając na moją kawę. - Na ile przyjechałaś ? - kątem oka spojrzałam na walizki stojące u progu kuchni.
- Na trzy dni - odpowiedziała bez emocjonalnie zalewając poranny napój.
- Aha - odrzekłam zwięźle przechwytując moją kawę.
- A ty dalej palisz? - spytała wskazując na paczkę czarnych Black Devili leżących na blacie.
- Okazyjnie - wyśniłam wzruszając ramionami.
- Palenie jest niezdrowe - stwierdziła ze śmiertelną powagą.
- Powiedziała Cara - odgryzłam się, przykładając naczynie do ust, a po chwili na naszych twarzach zagościły wielkie banany.
- O tęskniłam za tobą - blondynka przytuliła mnie przez "stół", odstawiając kubek.
- Ja za tobą też, to jakie plany na dziś? Wczoraj już nie kontaktowałam – powiedziałam przeciągając się.
- A no wiesz nic takiego. Najpierw jakieś zakupy, potem możemy obejrzeć jakiś film, a wieczorem na imprezę. Słyszałam, że niedawno otwarli jakiś nowy klub.
- Yhmm.. okej, to ja pójdę ogarnąć twarz, ciało itp.., jestem gotowa za pół godziny. - dopiłam ostatni łyk kawy i ruszyłam w stronę szafy.
- No ty sobie chyba żartujesz! Co ja będę robić przez pół godziny, widoki podziwiać ? - wskazała z wyrzutem na okna.
- No choćby, coś wymyślisz - powiedziałam i zniknęłam za drzwiami łazienki.

3 godziny później.....

   Łaziłyśmy po tych sklepach od kilku godzin, a ja coraz bardziej żałowałam, że dałam się namówić przyjaciółce na 15-centymetrowe, czarne botki. Ogółem nie wyglądałam źle. Dosyć przeciętnie...chyba. Biała, obcisła bokserka, podkreślająca moją figurą, do tego poszarpane dżinsy i koszula w kratkę zawiązana w pasie. Makijaż dosyć 'lekki', inny niż zwykle. Szminka w cielistym kolorze i oczy muśnięte maskarą. Cara twierdzi, że tak wyglądam o niebo lepiej niż gdy jestem wymalowana "na pandę" jak ona to określiła. Sama postawiła na delikatny, przydymiony makijaż oczu, do tego szpilki w panterkę, obcisłe, czarne spodnie, biała koszula i żakiet koloru granatowego. Cóż jak na modelkę, która na co dzień chodzi w poszarpanych dresach prezentowała się bardzo elegancko.
- Musimy wracać - powiedziałam zmęczona - Chciałaś iść jeszcze na jakąś imprezę tak? - przypomniałam jej, gdy zmierzała w stronę Diora
- A no racja - zatrzymała się w jednej chwili, tym samym sprawiając, że moje ciało spotkało jej. - Dobra, to znaczy, że musimy już iść - powiedziała z żalem kierując się do samochodu.
- Już?! Łazimy po sklepach od 3 godzin - powiedziałam zirytowana jej zakupoholizmem.
- Przynajmniej, może dzisiaj wyrwiesz jakiegoś przystojniaka - wydęła do mnie usta pakując rzeczy do bagażnika.
- Uważaj, żeby ciebie jakiś Casanova nie omotał - odgryzłam się wsiadając do auta.
Pierwszą czynnością jaką oczywiście wykonałam po zajęciu swojego miejsca było włączenie radia. Muzyka była dla mnie całym światem. Od dziecka uwielbiałam śpiewać i pisać piosenki. Gdy tylko do moich uszu dobiegły dźwięki piosenki "It's my Life" Bon Jovi , nie czekając ani sekundy dłużej zaczęłam śpiewać na cały regulator.

- ..."Better stand tall when they're calling you out.
Don't bend, don't break, baby, don't back down.

It's my life!
And it's now or never!
I ain't gonna live forever!
I just want to live while I'm alive! 
It's my life!
My heart is like an open highway!
Like Frankie said: I did it my way!
I just wanna live while I'm alive!

It's my life!
And it's now or never! 
I ain't gonna live forever!
I just want to live while I'm alive! 
It's my life!
My heart is like an open highway!
Like Frankie said: I did it my way! 
I just wanna live while I'm alive! 
It's my life!"

  Kiedy śpiewam nie obchodzi mnie kto tego słucha i czy mu się podoba czy nie. Wtedy jestem tylko ja, muzyka i jej słowa. Kiedy piosenka dobiegła końca, a w radiu rozległ się głos mężczyzny popatrzyłam kątem oka na panią Delevinge. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy były jej uniesione kąciki ust. Za nim otworzyłam usta by ją zapytać o czym myśli spytała:
- Dlaczego nie śpiewasz zawodowo? Jakiś zespół lub coś takiego? - w jej głosie, w życiu nie słyszałam takiej powagi, a zarazem spokoju jak teraz.
- Cóż..- wypuściłam powietrze z ust - Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Poza tym kto by mnie chciał w zespole? Nie mam żadnego wykształcenia z muzyki. Rzuciłam szkołę i..
- Ale masz mocny głos ! - przerwała mi, po czym zaszczyciła przelotnym spojrzeniem. - Powinnaś śpiewać, a nie łazić po wybiegach i pozować do kamerki - stwierdziła, zatrzymując samochód pod apartamentowcem.
- Po za tym widać, że to lubisz. - powiedziała.
I tak całą drogę na ostatnie piętro wysłuchiwałam kazań Cary na temat tego, że jestem kompletną idiotką, która nie korzysta z wielkiej szansy stania się gwiazdą na skalę światową.
- Dobra koniec tego, trzeba się szykować. - Przerwałam jej monolog, od którego bolała mnie już głowa.
- No tak - powiedziała wesoło grzebiąc w jednej z toreb nabytych podczas dzisiejszych zakupów. Wyciągnęła z niej kusy crop top na ramiączkach w kolorach czarno-białych i z wielkim nadrukiem 69 (oryginalnie), do tego niebieską bejsbolówkę i rurki w kolorze błękitnym. Tak obładowana pobiegła do łazienki. Ja z kolei miałam spory problem z doborem ciuchów. Nic co kupiłam mi nie podeszło. Zrezygnowana wrzuciłam torby do garderoby i zabrałam się z przeszukiwanie jej. Po kilku minutach wybrałam zestaw idealny jak dla mnie. Czarne obcisłe, skórzane spodnie z zamkami na dole, do tego kremową, luźną bluzkę z wycięciami pod pachami i ciemnym krzyżem na środku wysadzanym kryształami swarovskiego. Pod to najlepszy koronkowy stanik jaki miałam od Victoria Secret's. Muszę powiedzieć, że mam wyjątkowy sentyment do bielizny, a zwłaszcza tej luksusowej. Do tego dobrałam czarne, proste rzymianki na niewielkiej koturnie. Widząc się w lustrze byłam niezwykle zadowolona. Póki nie ma Cary, zabrałam się za robienie 'tradycyjnego' makijażu. Po około 40 minutach byłam gotowa. Zaczęłam pakować do torebki najpotrzebniejsze rzeczy takie jak: kluczyki, telefon, portfel, papierosy,  gdy z łazienki wyszedł mój seksiak. Wyglądała dobrze, nie powiem nie, ale to zdecydowanie nie był mój styl.
- I jak ? - spytała podchodząc do mnie i zabierając gumy z blatu.
- Jak zawsze, zdzirowato, ale gustownie - wzruszyłam ramionami. Nie minęło kilka sekund , a  poczułam na sobie kostki miętowych gum.
- No co? Stwierdzam fakt. - wypięłam język i wyrwałam jej paczkę gum chowając do torebki , ale wcześniej zabierając parę do buzi.
- Ty też wyglądasz cudownie - powiedziała z sarkazmem, szczerząc białe jak śnieg zęby.

- Dobra, zbieramy się - klasnęła w dłonie porywając swoją torebkę i skierowała swój zacny tyłek w stronę drzwi. Ja nie tracąc czasu podążyłam za nią, gasząc jeszcze światła i zamykając drzwi.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie moi kochanie :* I Jest drugi rozdział , mam nadzieję , że nie jest aż taki zły ;) Z góry chciałabym was przeprosić za interpunkcję , ponieważ mam z nią problemyxd Jeżeli są błędy stylistyczne również przepraszam ;/ Miałam długą przerwę w pisaniu i mogłam wyjść z wprawy eh :( Tak czy siak mam nadzieję , że zaciekawia was to opowiadanie ;) Wiem , wiem rozkręca się pomału :P A i bardzo gorąco chciałam podziękować pierwszym 5 osobom, które skomentowały pierwszy rozdział <3 Limit pozostawiam ten sam ;)
Pozdrawiam <3

7 komentarzy:

  1. Jejku, nie wiem od czego zacząć... Blog jest świetny, serio.
    Cara, Cara, Cara! Uwielbiam ją.
    Już nie mogę się doczekać imprezy, bo mam przeczucie, że wydarzy się coś ciekawego.
    Czekam na nowy rozdział i dużo weny życzę :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty blog, serio. :D Nie mogę doczekać się następnego rozdziału ^^. Możesz być pewna, że będę czytać.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. TAK! Twój blog jest zajebisty, a przynajmniej tak się zapowiada ;3 Masz bardzo przyjemny styl pisania, przez co chce się więcej i więcej XD Coś mi się zdaje, że na tej imrezie spotka BVB ;>

    OdpowiedzUsuń
  4. Możesz się starać, ale i tak nie pobijesz mojego rekordu:P 19 rozdział, a dalej nie ma głównego wątku, fuck logic. Modelki, jak ja to znam:) Rany, nie dość, że makijaż "na pandę" kojarzy mi się z Purdy'm, to teraz jeszcze z Taylor.:D I Cara, taka kochana psiapsióła. Normalnie cud, miód, malinka, ale ja czekam na spotkanie tych dwóch, wielkich osobowości, jakimi są główni bohaterowie:) BVB i Taylor- to może być ciekawe:D Weny<3

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny blog :D Masz wielki talent

    OdpowiedzUsuń