wtorek, 30 września 2014

Rozdział IV ~ Najlepszy przyjaciel

3 dni później:

Taylor's POV


   Te 3 dni tak szybko przeleciały. Cara już dzisiaj wyjeżdża i znowu dopadnie mnie syndrom samotności. Life is brutal. Przynajmniej będę mieć dobre wspomnienia. Codzienne zakupy , codzienne imprezy, codzienny kac i pierwszy raz od przyjazdu do L.A byłam na plaży. Co do Biersacka nie odezwał się, mogłam to przewidzieć. Jakoś specjalnie tego nie przeżywałam. Wiadomo było mi smutno, w końcu wokalista mojego ulubionego zespołu najpierw narobił mi nadziei, a potem olał. Sama nie wiem na co liczyłam. No trudno "Life is brutal" jak już mówiłam.
- Gotowa - smutny głos mojej przyjaciółki wyrwał mnie z zamyślenia.Leniwie zwlokłam się z kanapy i podeszłam do blondynki.
- Na prawdę musisz wracać ? - spytałam przytulając modelkę
- Uwierz mi, że nie chcę, ale nie mam wyjścia. Jak tylko skończę kontrakt obiecuję, że wpadnę na tak długo, że będziesz mnie mieć dość - odsunęła mnie od siebie i spojrzała w oczy. - Przestań ryczeć szmato - powiedziała z śmiechem , który po chwili mi również się udzielił.
 Nagle do moich uszu dobiegł dzwonek do drzwi. Zdziwiona popatrzyłam wymownie na przyjaciółkę.
- To po bagaże - oznajmiła wzruszając ramionami. No tak , przecież pani Delevingne nie będzie taszczyć sama swoich kilku tonowych walizek.
Nie tracąc czasu otworzyłam drzwi i wpuściłam do środka mężczyznę , który prawdopodobnie jest również kierowcą limuzyny (znając Care). Na moje oko miał około 50 parę lat. Uśmiechnięty , siwy starszy pan. Biło od niego dobro. Widząc jak zabiera ciężki walizki miałam ochotę dać Brytyjce w twarz...najlepiej krzesłem, jednak zamiast tego posłałam jej tylko wrogie spojrzenie i sama wzięłam jedną walizkę, która nawiasem mówiąc ważyła chyba więcej ode mnie i skierowałam się do windy na korytarzu. Dzięki Ci panie boże, że tutaj jest winda! Dwudziestolatka widocznie poszła w moje ślady i już chwilę potem ukazała się moim oczom taszcząc wielką walizkę.
Czegoś tak komicznego w jej wykonaniu jeszcze nie widziałam. Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
Na Boga wyglądała jakby targała za sobą szafę lub komodę, a nie "drobny" bagaż. Dziwnym trafem w trójkę zebraliśmy się na raz. Zaraz przed wyjściem czekała już dość spora czarna limuzyna. Ale niespodzianka.
   Ponieważ ani ja, ani Delevingne nie lubimy pożegnań bez słowa przytuliłyśmy się, po moich oczach popłynęło kilka łez, a jej pociągnięcie nosem świadczyło o tym, że również coś ją tknęło. Cara Delevingne płacze! Trzeba to gdzieś zanotować. Po kilku minutach oderwałyśmy nasze ciała od siebie, teraz jedynie nasze dłonie były złączone. Tak jak myślałam, jej ślepia, podobnie jak moje były czerwone i szklane, a policzki lekko wilgotne.
- Uważaj na siebie - posłała mi ciepły uśmiech na co ja przytaknęłam i odwzajemniłam gest.
Za nim się obejrzałam modelka wsiadła do samochodu i już jej nie było. 
Chwilę tak jeszcze stałam przyglądając się odjeżdżającemu autu, ale po chwili stwierdziłam, że wrócę na górę, ogarnę i gdzieś przejdę. Jak postanowiłam tak też zrobiłam, wpadłam do mieszkania, a następnie udałam się do garderoby i wybrałam dość prosty zestaw dzienny. Krótkie czarne  skórzane spodenki, białą luźną bluzkę na ramiączkach, skórzaną, czarną  kamizelkę i granatowy krawat luźno powieszony na szyi. Do tego czarne lustrzanki i lity ( oczywiście czarne ) na drewnianym obcasie. Zrezygnowałam z ciemnego makijażu oczu i postanowiłam wyeksponować tym razem moja usta malując je czerwoną szminką. Sama nie wiem czemu, ale stwierdziłam, że wezmę torebkę (czarną i skórzaną). Gotowa wyszłam z domu i już po kilku minutach szłam w stronę Starbucka. Ponieważ mieszkałam w centrum Angeles nie miałam nigdzie daleko, a uwielbiałam spacerować. Gdy tylko przekroczyłam próg kawiarni momentalnie poczułam przyjemny zapach kawy. Uwielbiam kawę z tego miejsca. Kolejka nie była zbyt duża, o dziwo.  Zamówiłam Frappuccino, zapłaciłam i wyruszyłam na dalszą przechadzkę. Długo jednak się nie nacieszyłam napojem. Zaraz po wyjściu na wskutek zderzenia się z kimś, kawa wylądowała na chodniku, podobnie jak telefon winowajcy.
- Patrz jak chodzisz ciulu - warknęłam wyciągając z torebki chusteczkę aby przeczyścić buty na, które wylało się trochę Frappuccino.
- Zaraz, zaraz ciulu ? - do moich uszu dobiegł dziwnie znajomy głos. - Wszędzie rozpoznam to brzmienie - dodał po chwili. Spojrzałam w stronę jego właściciela i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
- Ronnie? - spytałam z niedowierzaniem podnosząc kręgosłup.
- Taylor! - odpowiedział zbliżając się do mnie z wielkim uśmiechem. Bez chwili zastanowienia rzuciłam ciało na przyjaciela i zamknęłam w żelaznym uścisku.
- Co ty tutaj do cholery robisz ? - spytałam odrywając się od Radke i dokładnie analizując jego obecny wygląd. Zmienił się. Bardzo, ale ja poznałabym go wszędzie.
- Mieszkam i nagrywam - wzruszył ramionami i uśmiechnął się ciepło. - Ale lepiej powiedz co ty tutaj robisz? - dokończył dosłownie rozbierając mnie wzrokiem. Cały Ronnie.
- Mieszkam i pozuję - wystawiłam mu język i przeczesałam włosy palcami.
- Jesteś modelką ? - spytał zdziwiony na co ja szturchnęłam go w ramię. - Dobra mała, nie będziemy tutaj gadać, chodź zrekompensuje Ci tą kawę - objął mnie ramieniem i razem udaliśmy się do kawiarni.
  Nawet przepuścił mnie w drzwiach. Boże, co mu jest?
- To ja zajmę stolik , a ty mi zamów Frappuccino - powiedziałam i zaczęłam szukać odpowiedniego miejsca.
- Mówisz, masz - udał się do kasy. Ja z kolei wybrałam dwuosobowy stolik przy oknie. Po krótkiej chwili brunet dołączył do mnie stawiając przede mną napój. Sam zamówił to samo.
- No to gadaj co tam u ciebie - upiłam łyk płynu i przeniosłam wzrok na kumpla.
- Co tu dużo gadać. Po twoim wyjeździe było nudno w Vegas, z nudów założyłem zespół, który się rozpadł po kilku latach, potem założyłem nowy Falling In Reverse, który o dziwo jeszcze się trzyma. Kilka lat temu trafiłem do paki - na te słowa zakrztusiłam się kawą, a moje oczy przybrały postać dwóch monet.
- Za co? - przerwałam mu
- A tam taka zabawa z bronią - niezręcznie podrapał się po karku
- Mamy czas - oznajmiłam wyczekująco.
- No więc Ja , wraz z Chasem Raderem i kuzynami Chase, Josephem and Jackem Raderem postanowiliśmy wziąć udział w pojedynku w Las Vegas przeciwko Marcelowi Colquittowi, bratowi Marcela - Michaela i Maxa Greena. Przynieśli broń, Colquitt wyciągnął ją pierwszą zamierzając strzelić w Josepha. Chase Rader strzelił do Michaela Colquitta, a Michael Cook przybiegł mu na pomoc, również został postrzelony. Różnica jest w tym że Cook zmarł. Chase Rader nie został skazany, ponieważ działał w obronie własnej. Michael Colquitt został oskarżony pod zarzutem noszenia ukrytej broni i napaści z bronią w ręku, miał inną rozprawę. Ja zostałem zwolniony po przesłuchaniu, ale za wezwanie do walki, posiadania śmiercionośnej broni i najprawdopodobniej za załadowanie do niej nabojów zostałem skazany.
- Ile siedziałeś ? - spytałam ciekawa
- Miałem wyrok na cztery lata, ale siedziałem dwa za dobre sprawowanie. - wytłumaczył spokojnie - To już stare dzieje. - dodał
- Wiedziałam , że jak mnie z tobą nie będzie to wpadniesz w jakieś kłopoty - pokręciłam głową na co oboje się zaśmialiśmy.
- Ale gadaj teraz co tam u ciebie - zażądał.
- Po przeprowadzce do Nowego Jorku dostałam się do jakiejś dobrej agencji no i wiesz sesje, pokazy itp... potem dostałam propozycję pracy w L.A więc z niej skorzystałam, tym samym przeprowadzając się tutaj - streściłam krótko moją historię.
- A co z muzyką ? - dopytywał się.
- Próbowałam, ale nie wychodziło - wzruszyłam ramionami.
- Jak to nie wychodziło?  Jestem straszy od ciebie i trochę już żyję, ale nie spotkałem lepszego, damskiego wokalu od twojego. Jeżeli chcesz mogę Ci pomóc.- zaproponował na co momentalnie się wyprostowałam.
- Jak ? - przymrużyłam oczy zaciekawiona jego propozycją.
- Mam paru znajomych tu i tam - skwitował krótko. - To jak mam coś działać ? - na jego twarzy pojawił się wielki banan.
- Sama nie wiem , na razie mam dobry kontrakt i muszę go skończyć - wyjaśniłam ze smutkiem.
- A kiedy go kończysz ? - zapytał
- Za kilka miesięcy - odrzekłam dopijając kawę.
- Eee.. Nie jest źle - rozweselił się - Za kilka miesięcy zaczniemy kombinować - puścił mi oczko.
- Byłoby super - rozmarzyłam się.
- W ogóle co robisz dzisiaj wieczorem ?
- Tak w zasadzie to nic szczególnego. - odpowiedziałam obczajając tatuaże przyjaciela.
- To się świetnie składa , bo wpadasz do mnie na małą imprezę - postawił mnie przed faktem dokonanym. Widząc moją minę szybko dodał - Tylko najbliżsi przyjaciele - uniósł ręce w geście obronnym. Ta, imprezy Ronniego zazwyczaj kończyły się tak , że ktoś albo lądował w szpitalu, w basenie u sąsiadów lub w strefie 51.
- O ile pamiętam dawniej najlepszymi przyjaciółmi było całe Vegas - uniosłam znacząco brew , przypominając sobie dawne czasy. W odpowiedzi dostałam tylko melodyjny śmiech Radke.
- Nie tym razem , dorosłem - sprostował. Chwila ciszy i po chwili oboje wybuchliśmy niekontrolowanym śmiechem.
- Dobra, nie pierdol tylko dawaj ten adres - wyciągnęłam z telefonu mojego Iphona i włączyłam notatnik aby zapisać adres , który brunet szybko mi podyktował.
- O której? - dopytałam 
- Wpadnij koło osiemnastej, pomożesz mi wszystko przygotować - cały Joseph. Właśnie Joseph!
- Dobrze Joseph - uśmiechnęłam się sztucznie i potrzepotałam rzęsami.
- Kurwa, wiesz jak nienawidzę jak ktoś używa mojego drugiego imienia - zacisnął szczękę.
- Wiem - wystawiłam mu język - i wiem też, że każdy dostawał za to w zęby, oprócz mnie - przypomniałam na co Ron jedynie się zaśmiał i pokręcił zrezygnowany głową. Ze mną nie wygra.
- Dobrze Cię mieć znowu Momsen, tym razem nie pozbędziesz się mnie tak łatwo - na te słowa zrobiło mi się dziwnie ciepło na sercu. Ten człowiek jest dla mnie jak brat. Kocham go bardziej niż własnych rodziców. Posłałam mu ciepły uśmiech, a moją uwagę przykuł zegar wiszący na przeciwko nas. Wskazywał on 15:00.
- Dobra, ja muszę uciekać, wiesz ogarnąć i te sprawy - zaczęłam wstając od stolika. Brunet zilustrował mnie wzrokiem od góry do dołu.
- Ty se jaja robisz nie ? - spytał z uniesionymi brwiami.
- Hej, wiem, że zawsze byłam chłopczycą, ale o wygląd też dbałam zawsze - odpowiedziałam poprawiając torebkę.
- Zaparkowałem niedaleko, podwiozę Cię - zaproponował wyrzucając plastikowe kubki po napojach.
- Mieszkam niedaleko - oznajmiłam wychodząc z budynku.
- Dobra mała, do zobaczenia za kilka godzin - przytulił mnie na pożegnanie i oboje skierowaliśmy się w przeciwnych kierunkach.
    Do domu dotarłam w około kwadrans. Za nim zacznę się szykować, postanowiłam ,że coś zjem. Skierowałam tyłek do kuchni i otworzyłam lodówkę. Oczywiście świeci pustkami jak zwykle. Jednak jest w niej coś czego nigdy nie brakuje.A  mianowicie chodzi o masło orzechowe. Bez niego nie ma mocnych.Chwyciłam za słoik i odkręciłam pokrywkę stawiając na blacie. Z chlebownika wyciągnęłam kilka kromek pełnoziarnistego pieczywa i zabrałam się za robienie kanapek. W sumie wyszło na to, że zjadłam dwie kanapek z masłem orzechowym. Gdy mój głód został zaspokojony udałam się do łazienki. Zrzuciłam z siebie ubrania i wzięłam szybki prysznic. W następnej kolejności umyłam zęby, wysuszyłam  włosy i zaczęłam robienie tradycyjnego makijażu. Czyli czarne oczy i cieliste usta. Włosy postanowiłam zostawiać w moim naturalnym stanie czyli lekko kręcone i rozczochrane. Co do stroju stwierdziłam, że nie ma co się pierdolić i stroić. Ubrałam te same spodenki, w których chodziłam wcześniej, do tego wybrałam lekko przydużą bluzkę z "Bon Jovi" a na to wielką czerwono czarną koszulę w kratkę, do tego bordową, skórzaną torebkę i czarne, skórzane, zabudowane buty sięgające trochę za kostkę. Wpakowałam do torebki portfel, telefon, kluczyki. Gdy wyczułam z torebce mały woreczek, bez zastanowienia go wyciągnęłam, a moim oczom ukazał się biały proszek. Dziwne, że coś zostało po tych ostatnich imprezach. No nic. Wrzuciłam kokę do koszyczka z lekami, który miał swoje miejsce w jednej z szafek i udałam się do samochodu. Nie żebym ćpała, nie jestem ćpunką, ale od czasu do czasu, okazyjnie sobie coś wciągnę i zajaram to chyba normalne, jestem młoda i wolna, poza tym nic mnie jeszcze w życiu nie uzależniło. Raz potrafiłam palić miesiąc dzień w dzień, a w następny nic, potrafiłam być kilka dni naćpana, a potem pół roku nic. Jedna z nie wielu rzeczy z, których jestem dumna. 
   Nawet nie wiem kiedy znalazłam się na parkingu. Szybko odszukałam moje autko i ruszyłam do najbliższego monopolowego. No przecież nie pójdę z pustymi rękoma. Po 10 minutach drogi dotarłam do jednego z obczajonych sklepów. Co jak co, ale czasami jednak mi nie sprzedadzą alkocholu albo fajek. Weszłam do sklepu i od razu skierowałam się na dział z wódką. Po krótkim namyśle postawiłam na butelkę Jacka Danielsa i dwie Finladię o smaku mango i limonki, po drodze do kasy zgarnęłam też jakieś chipsy, orzeszki itp. Tak jak sądziłam nie miałam problemów z sprzedażą. Zapakowałam zakupy na tylne siedzenie. Sprawdziłam jeszcze raz adres i ruszyłam w stronę domu Ronniego. 
Po około 20 minutach byłam na miejscu. Muszę przyznać , że ten skurwysyn umie się ustawić w życiu. Moim oczom ukazała się willa z dość sporym podjazdem. Zaparkowałam samochód z boku , aby "najbliźsi przyjaciele" mieli gdzie zostawić samochody.  Wyłączyłam silnik, zgarnęłam torebkę (zostawiając telefon i portfel w aucie), reklamówkę i udałam się do drzwi. Zapukałam kilka razy dość głośno i po chwili otworzył Randke z wielkim bananem na twarzy.
- A ciebie kto tu zapraszał? - spytał z udawanym oburzeniem.
- Hmmm..no czekaj...ymmm taki jeden skończony idiota....jak ty się nazywasz ? - odpyskowałam
- Dobra właź - zrobił mi miejsce i wpuścił do środka.
- Nie powiem nie, ładny domek - skomplementowałam rozglądając się po pomieszczeniu. Drzwi wejściowa od razu wprowadzały do wielkiego salonu, połączonego z kuchnią z kolei po lewej stronie było wejście na niewielki korytarz gdzie najprawdopodobniej znajdowały się pokoje, po drugiej stronie korytarz prowadził najprawdopodobniej do basenu, ponieważ gdy podeszłam w tamto miejsce wyraźnie było słychać odgłos wody.
- Tak, tak mam basen - zaśmiał się idąc do kuchni.
- Ta, zawsze powtarzałeś, że będziesz mieć willę z basenem - przypomniałam wykładając z reklamówki trunki i przekąski. - A tutaj masz takie prezenciki - uśmiechnęłam się triumfalnie.
- Wariatka - powiedział biorąc do ręki Whisky.
- Dobra to co mam robić ? - klasnęłam w dłonie
- W zasadzie to wszystko jest gotowe - wyjaśnił. Wszędzie już były przekąski, szklanki, talerzyki itp..- Możesz jeszcze przygotować to co ty kupiłaś...i zrobić twoją niezastąpioną pastę z awokado! - o jak miło, pamięta o niej.
- Okej - uśmiechnęłam się i zaczęłam wybierać najlepsze owoce. Dopiero teraz zauważyłam jak mój kumpel był ubrany. Czarne, krótkie gacie, do tego czarna sportowa koszulka(większa o jakieś 3 rozmiary) z ciemno zielonymi napisami i cyframi. Do tego tradycyjnie apaszka i czapka z daszkiem na , której widniał napis "Fuck". Ach ta jego oryginalność.
- To ile mniej więcej wpadnie osób? - spytałam przekładając do miseczki pastę.
- Około pięćdziesięciu - przyłożył do ust szklankę z Whisky i wziął małego łyka.
- Jej to faktycznie muszą być twoi bardzo, bardzo, bardzo bliscy przyjaciele - powiedziałam przykładając rękę na serce i udając wielkie zszokowanie.
- Bardzo śmieszne - poczochrał moje włosy - A i chyba zapomniałem wspomnieć , że to w większości kumple - już mam dosyć - No chyba, że...- oparł się łokciem o blat - Jinxx przyprowadzi Natalie, no to się nie będziesz nudzić no i potem może zadzwonimy po jakieś dupy. - zakończył popijając płyn.
- Nie no, super, świetnie - powiedziałam z wyrzutem - Będę głównym obiektem waszych zboczonych wzroków, ponieważ Nata...Chwila jaka Natalie? Przecież To Sammi jest żoną Jinxxa.- byłam lekko zdezorientowana, a mój wzrok powędrował na przyjaciela.
- No już nie jest. Rozstali się, teraz ma Natalie i powiem Ci szczerze, że o stokroć ją wolę od Doll, podobno jest lepsza w łóżku.- zdefiniował najbardziej spokojnie jak tylko mógł. Ja do niego już czasem nie mam słów. Ooo..Jestę poetę.
- Zamorduję Cię.
- Daj spokój , może Cię z kimś zeswatamy - poruszył wymownie brwiami, na co ja tylko prychnęłam i przeniosłam wzrok przed siebie - Wiesz, że z tego co się orientuje byłabyś dobrą dupą dla Biersacka. - na te słowa moje oczy momentalnie przybrały postać dwóch monet. Czy on kurwa właśnie powiedział Biersack?
- Czy tutaj przyjdzie Black Veil Brides ? - spytałam przez zaciśniętą szczękę
- Cała piątka, a bo co ? - jego spokój mnie dobijał.
- Muszę się napić - stwierdziłam wyrywając brunetowi szklankę i prędko przykładając ją do buzi. Opróżniłam ją za jednym razem krzywiąc się przy tym znacznie. Widząc zdziwienie przyjaciela odezwałam się.
- Nie pytaj - dałam do zrozumienia odstawiając szklankę do zlewu. I w tym samym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi. Zajebiście.
Andy's POV

   Dzięki Ci panie, że mam jeszcze Ronniego. Gdyby nie on, to pewnie dalej byłbym pokłócony z resztą. I tak sporo wytrzymałem. Trzy dni bez odzywania się do piątki najlepszych kumpli, trochę mnie to wysiłku kosztowało. Ale w końcu i tak postawiłem na swoim i dostałem w prezencie przeprosinowym paręnaście butelek Whisky. Ach jak oni mnie dobrze znają. Tak właściwie to na myśl mi przyszła ta blondyna, którą spotkałem przed klubem. Miałem do niej zadzwonić, ale w ostateczności stwierdziłem, że nie jest jedyna, są setki takich jak ona i lepszych. Miała coś w sobie, ale tak na pozór była zwyczajna, no może poza tą mocną tapetą w której wyglądała dość dobrze. W każdym bądź razie pewnie i tak się nigdy już nie spotkamy.
- Dobra stary wysiadka - z zamyślenia wyrwał mnie głos Fergusona.- Coś się tak zamyślił ? - spytał gdy byliśmy już w drodze do posiadłości Radke.
- A nic, myślę o takiej jednej lasce, którą poznałem kilka dni temu. Wziąłem od niej numer, ale potem stwierdziłem, że była taka sobie i ostatecznie nie zadzwoniłem - wzruszyłem ramionami 
- Seksowna chociaż ? - do rozmowy wtrącił się zaciekawiony Ash
- Stary gdyby była seksowna, zajebista i piękna zadzwoniłbym - stwierdziłem poirytowany. Nie żeby ta dziewczyna była jakaś brzydka, z resztą było ciemno, nie widziałem jej dokładnie. Była dosyć chuda, w dodatku ta jej ciekawość mnie zirytowała.
- Hah, pewnie siedzi przy telefonie z rykiem, że słynny Andy Biersack jednak nie zadzwonił - Christian zaczął udawać rozpłakaną dziewczynkę.
- Dobra, koniec, naśmiewacie się z biednej dziewczyny - ogarnął nas Jinxx, kiedy staliśmy u drzwi frontowych. Od razu Jake zadzwonił na dzwonek, a po chwili w drzwiach stał już Ron.
- Siemano stary - jako pierwszy przyjacielskim uściskiem przywitałem kumpla.
- No witam, witam panów - zaprosił nas do środka - Słuchajcie, chciałem wam kogoś przedstawić - zaczął uśmiechnięty gdy kroczyliśmy do głównej części domu. - To jest Taylor Momsen!
O Cholera.
  Stałem jak wryty. Teraz to mam przejebane. Za nim zdążyłem przeanalizować całą sytuacją, chłopaki już okrążyli dziewczynę. Kurwa, wypadałoby podejść. Ronnie kolejno ich sobie przedstawiał, aż przyszedł czas na mnie.
- Andy, Taylor, Taylor...
- My się już znamy - przerwała mu, znacząco się uśmiechając, jej uśmiech nie był szczery jak tamtej nocy, był pełen rozczarowania, złości i no nie zbyt przyjemny.
- Ty, Biersack skąd ty znasz taką dupę i dlaczego poznajemy ją dopiero teraz ? - w tamtym momencie miałem ochotę dosłownie zabić tego kolesia, ale w ostateczności jedynie posłałem mu spojrzenie mówiące "Jeszcze jedno słowo, a zacznę śpiewać dla ciebie Coffin "
- No właśnie skąd się znacie ?
Następny kurwa.
- Tak, właściwie znamy się od niedawna i w sumie słabo - wytłumaczyłem, odpowiadając tym samym nie tylko Ashleyowi, ale także wszystkim tu obecnym.

- Musicie nam to opowiedzieć - Ferguson podparł ręką brodę i zamrugał kilka razy. Ja ich wyzabijam. Na szczęście uratował mnie kolejny dzwonek.Szybko opuściłem towarzystwo pod pretekstem zapalenia. Nie wiadomo kiedy salon zapełnił się ludźmi. Po kilku chwilach każdy już miał swoje zajęcia. Jedni bujali się na parkiecie (czyt. salon) Inni się miziali po kątach , jeszcze inni pili kolejki przy stole, a połowa osób była na zewnątrz. Nic dziwnego. Wszyscy by się nie pomieścili. Na moje oko było tu ponad dwieście ludziów. Ja z kolei miałem tylko jedno zajęcie, a mianowicie po godzinnym podpieraniu ściany postanowiłem poszukać panny Momsen. I tak w sumie drugą godzinę zajęło mi znalezienie tej księżniczki. (Co prawda zahaczyłem o paru znajomych, ale tylko po to aby dodać sobie energii w postaci kolejnych drinków). Już całkiem zrezygnowany przysiadłem na leżaku obok basenu i po chwili moje oczy dostrzegły falę blond włosów zmierzającą wprost do niewielkiej altanki z rogu ogrodu. Bingo.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Misiaki!!!<3 Wracam z czwartym rozdziałem :)Jest dobrze, ale mogłoby być lepiej, no cóż:D Mimo to mam nadzieję, że będziecie wyrozumiali:) Co mogę więcej powiedzieć? Na pewno muszę podziękować tym, którzy czytają, a jeszcze bardziej tym którzy komentują <3 W ogóle muszę się wam pochwalić! Przeciągnęłam ojczyma na ciemną stronę mocy! Buhahaha...Stwierdził, że BVB zajebiście grają yhyhy..:D I teraz moja mama przechodzi podwójne załamanie ahahah :D
Dobra kochani z okazji moich urodzin, życzyłabym sobie, żeby pod tym rozdziałem było minimum 12 komentarzy<3 Zróbcie mi prezencik misie, a obiecuje, że w następnym rozdziale będzie wesoło<3

7 komentarzy:

  1. Stoooooo Laaaaaaaaaaaat, Stooooooooo Laaaaaaat, to ja ci życzę, żebyś miała Andy'ego w swoim łóżku i żeby Ci... śpiewał kołysanki:P:P:P Ej kurwa, rozdział mi się podoba,(jak zwykle zresztą) ale mam teraz problem, bo uprzedziłaś mnie z jednym pomysłem z fabuły! Nie powiem w którym momencie, ale i tak się pewnie skapniesz niedługo, o ile już tego nie odkryłaś. Fuck i co ja mam teraz zrobić... No co ja mam zrobić??? A dobra, coś się wykombinuje, najwyżej będzie jeden podobny wątek (ale nie taki sam), dobrze, że chociaż ja nie pisze o Andy'm, bo to już wgl byłaby lipa:D Wracając do mojego pierwotnego komentarza: Najbardziej mimo wszystko rozwala mnie Cara. Zajebista laska. I te łzawe pożegnanie:) Radke to Radke. Pan Indywidualista:P Nie będę się nad nim rozwijać. Zawsze jak słyszę jego drugie imię to mam ubaw. Józek hihihi:D:D:D Ale Andy to już całkiem po bandzie pojechał. Myślał, że Taylor to taka zakochana w nim faneczka, żyjąca tylko miłością do niego, a tu taka niespodzianka haha, dobrze mu tak. No nic, życzę weny, czekam na następny i jeszcze Wszystkiego Naj.
    P.S. Też dodałam nowy http://myworld-meandblackveilbrides.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Usunęłaś to dziadostwo z "automatami":D Kocham Cię♥♥♥

      Usuń
  2. świetny rozdział ,bardzo mi sie podobał , jednak uważam że za dużo Taylor , a za mało Andy'ego , myślę jednak że wszystko do nadrobienia :p czekam na więcej <33 ps. 100 lat !! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. WSZYSTKIEGO BRIDESOWEGO! STO LAT KOCHANA!
    Zajebisty rozdział, chociaż trochę za mało Biersack'a. JAK ON MÓGŁ POWIEDZIEĆ, ŻE TAY JEST TAKA SOBIE!? Zabić go za to.
    Jezu, Cara wyjechała :C Smutek soł macz. Dobra może nie, aż taki smutek, bo pojawił się Ronnie <3
    Czekam na nowy rozdział i weny życzę.
    Ps. Pozdrów tatę XD

    OdpowiedzUsuń
  4. Sto lat ci życzę:-) Jej dodałaś Ronnie'go <3 Ja na ciemną stronę przeciągnełam już połowie klasy siostrę cioteczną i jej chłopaka, brata i matke wystarczyło tylko ustawić sobie jako dzwonek telefonu "New year's day".
    Pozdro.

    OdpowiedzUsuń
  5. Omgggggg Radke <3 Szczerze, to pierwszy raz go widzę w jakimś opowiadaniu i mam taki zaciesz, że o kurwa D: Jezu jak Ty piszesz, czemu tak fajnie (czyt. czemu ja nie potrafię tak zajebiście pisać). Biersack idzie odnaleźć Taylor bo mu sie nudzi? Tak to wygląda ;-;. Ale przyznam, że strasznie mi się podoba w tym opowiadaniu. W sumie czytam 'aż' dwa opowiadania o BvB i w tym innym jest kochanym bratem co też jest fajne, ale tutaj jakoś tak trudno mi się przyzwyczaić bo już sobie go zaczaiłam jako takiego opiekuńczego i zajebiste jest takie jego "drugie oblicze" haha. Dobra bo się rozpisałam chyba trochę :D
    Czekam na następny i nie mogę się doczekać już! No i wpadaj na mojego, jesteś mile widziana, haha :DD
    http://let-the-bastards-sing.blogspot.com

    Dodawaj szybko 5 rozdział! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. kocham Cię <3 zajebiście piszesz *.*

    OdpowiedzUsuń