niedziela, 5 października 2014

Rozdział V ~ Bad Girls Club

Taylor's POV

   Ta, Ronnie Radke i kameralna impreza tylko dla kilku przyjaciół.Te dwa pojęcia nigdy nie szły razem w parze. Ogółem bardzo się ciesze, że znów mogłam poczuć to co czułam gdy mieszkałam w Vegas. Oczywiście rzeczą jasną jest, że Joseph nie będzie mnie niańczył całą domówkę. Więc zmuszona zostałam do poszukania nowych znajomości. Ron co prawda mnie przedstawił paru...dziesięciu osobom, ale z żadną nie zabawiłam na dłużej. No może z jedną. Frances Bean Cobain. Tak dokładnie, córką legendy. Dodatkowo uwielbiam Nirvanę i ich brzmienie. Ale wracając do Fran, to bardzo miła dziewczyna, pomimo tego, że wygląda na zołzę. Zresztą sama nie jestem lepsza. Dość długo rozmawiałyśmy, jednak potem porwał mnie Purdy na kilka kolejek, potem jeszcze Ron na skręta i minęła mi kolejna godzinka imprezowania. Tak sobie zdałam sprawę, że odkąd zaczęło tu być troszkę tłoczno ani razu nie widziałam Biersacka. Nie wiem czy to takie szczęście, czy ten dom naprawdę jest taki wielki. 
Lekko zmęczona przysiadłam w korytarzu, który prowadził do pokoi. To chyba jedyne "spokojne i ciche" miejsce w tej hawirze. Delikatnie przymknęłam oczy rozkoszując się działaniem najlepszej klasy zioła i dobrego alkoholu. Dawno już nie czułam tego stanu. Mmmm... 
- Nad czym myślisz ? - do moich uszu dobiegł dobrze znany mi głos. Uchyliłam powieki, a moim oczom ukazał się, o dziwo, lekko wstawiony Radke zajmujący ścianę naprzeciwko mnie.
- Nad tym , że dobrze znowu Cię mieć z powrotem. - posłałam mu najszczerszy uśmiech, który był zarezerwowany tylko dla niego, najważniejszego faceta w moim życiu. Brata, którego mam znowu i, którego już nigdy nie opuszczę.
- Heh, znam ten uśmiech - zaśmiał się pod nosem - Miło go znowu widzieć - spojrzał na mnie swoimi ślepiami i jego kąciki ust również uniosły się ku górze. Siedzieliśmy tak chwilę w ciszy. 
Dalej nie mogę uwierzyć, że znów mam mojego przyjaciela. Wiem o nim wszystko, a on o mnie. Znam jego najciemniejszą stronę i najjaśniejszą. Takiej, której nie zna nikt. Zawsze mnie bronił, wspierał, kochał. Niektórzy mogliby powiedzieć, że jesteśmy parą, ale to nie jest taka miłość, tutaj nie ma pożądania. Tutaj jest czysta przyjaźń. Zależy nam na sobie, ale w życiu nie moglibyśmy być razem. Zresztą rodzeństwo nie może być razem. 
   Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że zostawiłam go na tak długo. Telefon czy wiadomość od czasu do czasu to nie to samo co mieć go przy sobie. Zostawiłam go samego. Wstydzę się tego najbardziej na świecie. Nawet nie wiem kiedy po moim policzku spłynęło kilka łez. Brunet widocznie to przyuważył i w jednej sekundzie znalazł się przy mnie, a ja dałam upust emocją wypuszczając falę łez.
- Zo...zo...zostawiłam Cię - mówiłam przez łzy - Prze...prze..przepraszam Ronnie - płakałam coraz bardziej.
- Ciii...już dobrze - przytulił mnie mocniej, starając uspokoić.
- Nie, nie jest dobrze. Jestem skończoną su..suką... Zostawiłam mojego najlepszego przyjaciela.
- Ej to nie twoja wina, tak ? - ujął moją twarz w dłonie i kontynuował - Nie miałaś wyboru.
- Miałam, mogłam walczyć ,ale nie walczyłam, bałam się, bałam się ojca, bałam się, że zawiodę babcię, a zawiodłam ciebie, nie zasługuje ani na twoją przyjaźń, nie zasługuje na nic co...- nie dane mi było skończyć.
- Przestań do cholery !- podniósł lekko głos i zmusił abym na niego spojrzała - Myślisz , że nie wiem o kasie, którą mi przesyłałaś ? O tym, że ojciec by Cię prawdopodobnie zabił gdybyś nie pojechała? O tym, że twoja babcia zawsze marzyła o wnuczce modelce? O tym jak marzyłaś aby wszystkim udowodnić, że jesteś warta więcej niż oni myślą? O tym, że chciałaś uciec od Jonathana? - zadawał pytanie za pytaniem - Czasu nie cofniemy, ja też byłem nie w porządku zostawiając Cię wtedy samą, ale byłem zły, zły bo wyjeżdżasz. - dodał
- Nie usprawiedliwiaj się, nie masz z cze...- zaczęłam 
- Mam, ale dobra koniec tematu! - oznajmił - Żyjemy tym co teraz, a nie tym co było, ok ? - uniósł brwi czekając na odpowiedź.
- Ok - na mojej twarzy pojawił się malutki banan. 
- A i jeżeli każda twoja przygoda z wódką i ziołem będzie tak wyglądać to ostrzegam, że Cię na odwyk wyślę - pogroził mi palcem, a po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem. 
- Dobra Josephie - pokazałam mu język i podniosłam swoje dupsko z podłogi.
- Nie przeginaj - odparł poważnie.
- Ej? Teraz muszę Ci zadać bardzo ważne pytanie - zmieniłam temat również poważniejąc - Bardzo się rozmazałam ? - wskazałam na twarz, a odpowiedzi dostałam tylko melodyjny śmiech.
- A dało się to jeszcze bardziej rozmazać ?- szturchnęłam go w ramię.
- Nie no, piękna jesteś - objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę centralnej części domu. - A właśnie, za kilka dni wybieramy się do Vegas na tydzień, chciałem Cię uświadomić- oznajmił Ron, kompletnie mnie tym szokując.
- Ale... - zaczęłam. Jednak nie było dane mi skończyć.
- Żadnego "ale", jedziesz i koniec dyskusji, poza tym zrobiłem już rezerwację. Odwiedzimy starych znajomych, rodzinę i poszalejemy jak dawniej.
- Ron, ja nie należę do najbogatszych modelek - stwierdziłam ze smutkiem.
- O, zamknij się ! - wywrócił oczami - To ja Cię zapraszam i nie ma zmiłuj się, jedziesz i koniec kropka. Ty wiesz, że ze mną się nie dyskutuje - przypomniał. W sumie miał rację, mogłabym się z nim sprzeczać godzinami, a i tak postawiłby na swoim, już to przerabiałam.
- Zgoda - powiedziałam zrezygnowana, a zarazem tak szczęśliwa jak nigdy. - Jest tutaj jakieś spokojne miejsce, żeby zapalić ? - zmieniłam temat.
- Jeszcze Ci mało? - zaśmiał się
- Ha ha ha, ale śmieszne - wyrwałam się z jego objęć - Papierosa kretynie - wyjaśniłam
- Widzisz tą altankę? - spytał wskazując palcem na niewielki obiekt położony w rogu ogrodu.
- To małe, drewniane ,zarośnięte coś ? - przechyliłam lekko głowę w prawo.
- Tak, to małe drewniane coś - oznajmił i po chwili zniknął mi z pola widzenia. Wzruszyłam ramionami i wydymając wargi ruszyłam w stronę poleconego miejsca. Wreszcie. Trochę pomyślę w spokoju, ogółem zauważyłam, że naprawdę nieźle mi się dzisiaj myśli. Jedno mi jednak nie daje spokoju. Jak Ron dowiedział się o tych przelewach. Przecież miały być anonimowe. Muszę go kiedyś zapytać. W sumie, może miał rację. Nie powinnam być dla siebie taka surowa. Najgorszy czas już minął.  
   Nawet nie wiem kiedy znalazłam się na miejscu. Wbrew pozorom altanka była bardzo przytulna. Z zewnątrz obrośnięta mchem, liśćmi itp.. Niewielkie wejście dodawało tajemniczości, a dość luksusowe wnętrze elegancji. Ogółem środek przypominał lożę obitą kremową skórą. Usiadłam jak najdalej od wyjścia i odpaliłam papierosa, którego już wcześniej przygotowałam. Zdążyłam raptem zaciągnąć się kilka razy dymem a do moich uszu dobiegł głos, który sprawiał, że moje ciało w sekundzie zamierało.
- Unikasz mnie? - spytał, na co ja jedynie wypuściłam dość sporo dymu z ust.
- Mam lepsze rzeczy do roboty, niż unikanie Cię - odrzekłam bez emocji, zaszczycając Biersacka przelotnym spojrzeniem.
- Posłuchaj. Ja...- zaczął niepewnie zajmując miejsce obok - chciałem Cię przeprosić, że nie zadzwoniłem, ale twój numer mi się gdzieś zapodział i...
- Nie tłumacz się - przerwałam mu - Nie masz z czego, przecież to nie był twój obowiązek - stwierdziłam biorąc kolejnego bucha. Najgorsze było to, że miałam rację, nie miał obowiązku do mnie dzwonić, po prostu mu się nie podobałam, a jednak jestem zła bo on mi naprawdę tak.

Regular POV

No to jest oczywiste, że nie zgubił jej numeru ,ale co miał powiedzieć ? " Hejka, pamiętasz mnie pewnie, wziąłem od ciebie numer, ale potem stwierdziłem że są tysiące takich jak ty i postanowiłem olać, jednak dzisiaj mnie wyjątkowo pociągasz, może się umówimy ?" 
- Co nie zmienia faktu, że mimo to chciałbym Cię bliżej poznać – oznajmił, starając się nie pokazywać zdenerwowania jakie targało jego ciałem.  
Nastała niezręczna cisza. Brunet nie chciał czekać dłużej na odpowiedź dziewczyny więc kontynuował:
- Za kilka dni wybieramy się całą paczką do Vegas, jeżeli chcesz to...
- Ronnie mnie już postawił przed faktem dokonanym - wtrąciła w zdanie - Jadę z wami, o ile nikt nie będzie miał nic przeciwko - oznajmiła zapalając drugiego papierosa.
- To świetnie - w oczach Andyego można było dostrzec kilka iskierek, które u blondynki spowodowały jedynie nieprzyjemne uczucie w żołądku. Na samą myśl, że ma spędzić z Biersackiem tydzień w mieście grzechu, w którym dodatkowo się wychowałam przyprawia ją o zawrót głowy.
- Mogę? - rozmyślania modelki przerwał głos wokalisty, który wskazywał na paczkę czekoladowych Black Devili.
- Ta, pewnie - uśmiechnęła się lekko i podałam mu ogień w postaci zapalniczki.
- Byłaś tam kiedyś? - spytał zapalając szluga. 
- Jestem z Vegas - zachichotała.
- Żartujesz? - jego oczy zmieniły się w dwie wielkie monety. - Nie, no to zajebiście - stwierdził zaciągając się dymem. - Jak poznałaś się z Radke? Bo wnioskuje, że gdzieś w Nevadzie.
- Znamy się od małego. Traktuję go jak swojego starszego brata.- wyjaśniła.
- Dlaczego nic o tobie nie wspominał?- "Ale , ten człowiek jest ciekawski." - pomyślała Momsen.
- Ja musiałam wyjechać do Nowego Jorku ,a on został. Rok temu urwał się nam kontakt, ale teraz znów jesteśmy razem i to najważniejsze - odpowiedziałam.
- Rozumiem fajnie, że odzyskałaś przyjaciela - uśmiechnął się ciepło w moją stronę.
Taylor nie mogła rozgryźć tego chłopaka. Najpierw bierze od niej numer, potem ją olewa, a teraz wielce chce poznawać.  
- Masz chłopaka? 
   Pytanie zadane przez Biersacka kompletnie zbiło dziewczynę z tropu. Nie trudno jej się dziwić. Dlaczego zapytał właśnie o to? Po co mu to wiedzieć? Jest mną zainteresowany? Pytania rodziły się w jej głowie jedno za drugim, ale w sumie to tylko zwykłe pytanie. Stwierdziła po chwili namysłu. Teraz, tylko trzeba podjąć decyzję czy odpowiedzieć zgodnie z prawdą czy nie. Blondynka zawsze brzydziła się kłamstwa. Dlatego też postanowiła odpowiedzieć zgodnie z prawdą.
- Nie mam - odrzekła obojętnie, sięgając po kolejnego papierosa. Zdecydowanie powinna to ograniczyć i tak też zamierza zrobić...od jutra. - Dlaczego pytasz? - spytała po kilku sekundach.
- Bez powodu - wzruszył ramionami i gestem dłoni wskazał na paczkę tytoniu, pytając czy może jeszcze jednego. Momsen w odpowiedzi jedynie pokiwała głową. Przez następną godzinę wypalili cały zapas szlugów oraz bliżej się poznali. Mimo to dziewczyna trzymała swojego towarzysza na dystans. Doświadczenia życiowe nauczyły ją, że nie powinna ufać żadnej nowo poznanej osobie. Nawet jeżeli tą osobą był jej idol. 
- Odkupię Ci - oznajmił skrępowany brunet, widząc jak Tay otwiera pustą paczkę z chęcią wzięcia kolejnego Devila. Ta z kolei popatrzyła na niego z miną rasowego mordercy.
- Nie wkurwiaj mnie i nie psuj tej nowej znajomości - powiedziała błagająco. 
W odpowiedzi usłyszała jedynie melodyjny śmiech wokalisty. - A tak w ogóle powinniśmy już wracać - dodała i schowała do torebki zapalniczkę oraz telefon, które leżały na stole.
- Racja, pewnie Ron się o ciebie martwi - stwierdził wychodząc z Altany.
- Myślę, że to ja powinnam się martwić o niego - poprawiła Biersacka i oboje ruszyli w stronę imprezy. 
   Ledwie przekroczyli próg, a obok nich pojawił się nietrzeźwy pan domu z niewielką rurką w dłoni.
- Taylor! - uściskał przyjaciółkę jakby nie widział jej całe życie. Dziewczyna również go przytuliła, śmiejąc się od ucha do ucha. Takiego Ronniego pamięta. Wiedziała, że coś ćpał, zawsze ćpali na imprezach, ona pilnowała jego, a on ją. Mieli wyznaczony czas. Tay brała do godziny 1-2, a Ron od 2. Czasami się zmieniali. Pilnowali aby się nie uzależnić, przedawkować lub narobić jakiś głupot. No, z tym ostatnim nie zawsze wychodziło.- Właśnie Cię szukałem! - dodał chwytając niebieskooką za ramiona.
- I znalazłeś, więc? - uniosła lekko brwi i zaczęła wymownie kręcić dłonią, tym samym poganiając kumpla.
- Musisz tego spróbować! - pomachał przyjaciółce przed oczami rureczką, która służyła do wiadomo czego. - No chodź - chwycił jej rękę i zaczął prowadzić w stronę kuchni. Modelka nigdy nie miała oporów przed zabawieniem się na imprezie, posłusznie szła za Radke, gdy w pewnym momencie poczuła dłoń oplatającą jej drugie, wolne ramię. Bez zastanowienia odwróciła wzrok i napotkała zmartwioną twarz Andy’ego. Ponieważ Ron zaczął rozmawiać z kolegą, skorzystała z okazji i postanowiła wysłuchać bruneta, którego spojrzenie aż o to prosiło.
-Nie powinnaś tego robić - zaczął poważnie.
-Niby dlaczego? To moje życie, jestem dorosła, mogę robić to co chcę - wyjaśniła spokojnie krzyżując ręce na piersi.
- Jesteś młoda, nie chcę żebyś zaczęła regularnie brać - przybliżył się do niej, a w jego głosie słychać było wyraźną troskę. Mimo, że znał Taylor bardzo krótko, martwił się o nią. 
- Daj spokój - wyrwała się z jego uścisku i już chciała odchodzić gdy znów poczuła dotyk chłopaka, tym razem na ramieniu. 
- Proszę Cię Taylor - niechętnie znów na niego spojrzała
- Sorki skarbie, życie - powiedziała bez emocji i strąciła rękę piosenkarza. 
   Andy, mógł jedynie patrzeć jak jego nowa znajoma kieruje swoje ciało w stronę kuchennej wyspy. Ronnie zaczął przedstawiać swoją "siostrę" znajomym po czym kazał zrobić miejsce dla blondynki. Dokładnie przed nią były rozsypane trzy kreski białego proszku, a obok niego kilka czystych rurek. Uśmiechnięta i zadowolona chwyciła jedną i przyłożyła do nosa. Lekko się pochylając dostrzegła załamany wzrok Biersacka. 
Jej pewność siebie nagle spadła, nie wiedzieć czemu już chciała zrezygnować, ale odzyskała rozum i w mgnieniu oka wciągnęła największą linijkę.  



Szybko podniosła głowę i przechyliła do tyłu, rozkoszując się przyjemnym pieczeniem spowodowanym narkotykiem. 
   Następne godziny mijały tak samo. A mianowicie: kreska, taniec, kreska, taniec, rozmawianie z ludźmi, taniec, taniec, rozmawianie z ludźmi, kreska itd... Dziewczyna, nawet nie zdawała sobie sprawy, że jest bacznie obserwowana. Na piętrze, skąd był doskonały widok na całe mieszkanie siedział Andrew sączący drinka za drinkiem. Miał mieszane uczucia. Gdy Taylor brała kolejną kreskę czuł smutek, troskę, współczucie. Gdy tańczyła otoczona przez chłopaków aż tryskała z niego złość, zazdrość i żal. Z kolei kiedy rozmawiała, nie mógł powstrzymać śmiechu. Zdążył również zauważyć jak zbliżyła się do jego zespołu. Widać, że Devianci bardzo ja polubili. Oby tylko nie za bardzo. 

Andy's POV

   Dlaczego ja się tak przejmuję? Przecież znam ją jedynie drugi dzień. Mógłbym mieć każdą na tej imprezie, a tym czasem siedzę tutaj sam i wgapiam się w tą naćpaną idiotkę jak zaczarowany. Koniec tego. 
   Dopiłem ostatni łyk trunku i skierowałem się na dół, odrywając na chwilę wzrok od blondwłosej. To był spory błąd, ponieważ gdy już byłem w centrum domu, nie było po niej śladu, jakby zapadła się pod Ziemię. Nie tracąc czasu ruszyłem na poszukiwania. Obgoniłem cały budynek i nic. Chyba muszę zrobić przerwę. Dostrzegając paczkę Malboro na stole wyjąłem jednego szluga i udałem się na taras z myślą, że zapalę w spokoju papierosa i pomyślę. Ja, yhmm , dupa. Na zewnątrz jeszcze więcej ludzi niż w środku. Zajebiście. Po, krótkim namyśle stwierdziłem, że wyjdę przed dom, może tam będzie trochę spokojniej. Jak pomyślałem tak też zrobiłem i po chwili byłem już na podjeździe. Zadowolony odpaliłem moje zbawienie i wziąłem jednego bucha. 
   Nagle do moich uszu dobiegł przeraźliwy krzyk, który po chwili ucichł. Zgasiłem papierosa i postanowiłem sprawdzić o co chodzi. Ruszyłem w stronę fontanny. Wyjrzałem zza drzewa, a moim oczom ukazała się moja zguba i jakiś skurwiel dobierający się do niej. Taylor praktycznie zwisała nad wodą cała mokra. Pewnie ten chuj już ją zdążył podtopić.
- Ty ciulu, spierdalaj ode mnie! - dziewczyna odepchnęła oprawcę, niestety nie na długo. Po chwili znów był przy niej.
  Teraz mam okazję się wykazać i być jak Batman! A tak swoją drogą to chyba pierwszy raz widzę dziewczynę, która przy próbie gwałtu zachowuje się jak zawodnik MMA. 
- Możesz mi kurwa naskoczyć dziwko! - syknął do niej blondyn (tak mi się przynajmniej wydawało, że to blondyn).
- Chyba nie mam na co - splunęła za co została ukarana tzw. liściem.  
   O nie, tego już za wiele! W mgnieniu oka znalazłem się przy nich, a moja pięść spotkała bladą twarz tego chuja. Na nasze szczęście zamiast na beton wpadł prosto do wody. Niestety nie zdążyłem się, nawet pośmiać, ponieważ w mgnieniu oka roztrzęsiona Momsen wtuliła drobne ciało w moją klatkę piersiową.  Było mi tak dobrze z nią, że nie zauważyłem kiedy ten skurwysyn wylazł z fontanny. Później się z nim policzę , teraz ważna jest Tay. Mam tylko nadzieję, że po tym wydarzeniu nie wpadnie w żadną depresję lub coś podobnego. Muszę być teraz ostrożny i delikatny. Nie wiadomo co...
 Moje rozmyślania przerwała blondynka, która dość sprawnym ruchem wyswobodziła się z moich ramion.
-Dziękuję Ci - powiedziała całkowicie... normalnie ? - A teraz wracajmy, bo impreza się rozkręca!- Co kurwa? Gdyby nie ja, prawdopodobnie przed chwilą zostałaby zgwałcona, a teraz uśmiechnięta i pełna energii oznajmia, że musimy wracać na imprezę? I powiedz mi potem, że dziewczyny nie są skomplikowane. 
   Za nim zdążyłem dobrze przeanalizować to co usłyszałem, blondynka była już przed drzwiami.
- Taylor, czekaj! - krzyknąłem i ruszyłem w jej stronę. - Niech to diabli wezmą -wymamrotałem pod nosem. Ta mała jest jak ninja. Znów ją zgubiłem. Dlaczego z każdą kolejną godziną mam wrażenie, że przybywa ludzi. Chyba powinno ubywać, no, ale nie trudno się dziwić to w końcu domówka Ronalda Radke.
- Stary wszędzie Cię szukałem! - do mojego lewego ucha dobiegł wrzask schlanego w trzy dupy Christiana. - Musisz to zobaczyć, dziewczyny urządzają striptiz do "BAD GIRLS CLUB" na stole! Ostatnio był taki podjarany kiedy w telewizji znów zaczęli emitować "Zbuntowanego anioła". Szczerze powiedziawszy nie miałem humoru, najchętniej poszedłbym już do domu, ale kiedy usłyszałem pierwsze wersy piosenki oraz gwiazdy dochodzące z salonu stwierdziłem, że popatrzeć zawsze sobie mogę. 
  Jednak kiedy tylko znalazłem się w salonie i spojrzałem na stół myślałem, że jebnę z miejsca. 

   Mój wzrok momentalnie powędrował na seksowną blondynkę , szykującą się do zdjęcia bluzki. 
Nie mogłem tak na to patrzeć, wiedząc, że gdy wytrzeźwieje będzie tego żałować. Nie czekając na dalszy przebieg wydarzeń, ruszyłem w stronę stołu, łatwe to nie było. Na moje nieszczęście największym zainteresowaniem cieszyła się właśnie Taylor. Kiedy znalazłem się przed dziewczyną, przy pierwszej lepszej okazji, przerzuciłem ją sobie przez ramię i jak najszybciej skierowałem nas w stronę wyjścia. 
- Co ty wyprawisz do cholery ? - wrzask "tancerki" wymieszany z buczeniem większości facetów oraz coraz to głośniejszą muzyką torturował moje narządy słuchu - Puszczaj mnie! - teraz do tego wszystkiego doszło wierzganie nogami i uderzanie pięściami o moje plecy. 
- To ja Cię jeszcze noszę jak księżniczkę, żebyś nóżek nie przemęczała, a ty mi tak odpłacasz?- odpowiedziałem gdy już wyszliśmy na zewnątrz.
- Czy ja Ci wyglądam na księżniczkę? - spytała oburzona i widząc, że i tak ze mną nie wygra bezradnie opuściła kończyny w dół. 
- Tak.Ciemności - skwitowałem i wrzuciłem dziewczynę do jednej z dziesięciu taksówek stojących na podjeździe. Ronniemu można zarzucić wiele, ale o swoich gości troszczy się lepiej niż niejeden papież...chwila...co? Ja już nie pije.

Regular POV

   Po wpakowaniu niebieskookiej do samochodu, chłopak obszedł auto i zajął miejsce obok niej. Momsen siedziała w miarę prosto na sowim miejscu, jej ręce były skrzyżowane na piersiach, a mina przypominała twarz wściekłego dziecka, któremu ktoś zabrał lizaka.
- Gdzie mieszkasz? - brunet zapytał lekko już zirytowany jej zachowaniem. Poniekąd było to zabawne, pomijając to, że gdyby nie on prawdopodobnie zatrudniliby ją jako tancerkę go-go.
- A czy Vinci odpowiedział na pytanie kim jest Mona Lisa? - wokalista popatrzył na nią jak na idiotkę - Nie powiem, jeszcze przyjdziesz i mnie zgwałcisz - dodała po kilku sekundach obracając się w stronę okna.
  Biersack trochę analizował jej słowa po czym podał kierowcy adres zupełnie nie znany dziewczynie. Jednak ta nie miała ani siły, ani ochoty zapytać gdzie jedzie i po co. Jedyną czynnością jaką wykonywała było spoglądanie kątem oka raz za czasu na towarzysza. Był cholernie przystojny. Widziała w nim ideał faceta, ale nie znała go zbyt długo, prawie w ogóle go nie znała. Mimo to pragnęła to zmienić i to w jak najbliższym czasie. Nie jest typem dziewczyny, która skacze do łóżka nowo poznanemu facetowi. Tutaj by mogła zrobić mały wyjątek. Oboje byli tak pogrążeni w zamyśleniach, że nawet nie zauważyli kiedy pojazd się zatrzymał.
- Pan Ronnie zapłacił - powiadomił swoich pasażerów, kierowca, zaraz po przyjeździe.
- Tak? to super, dziękujemy bardzo, dobranoc - powiedział Andy otwierając drzwi.
- Ta, branoc - odburknęła blondynka i z prędkością światła opuściła samochód. 
- Dobranoc panienko i powodzenia młodzieńcze, przyda Ci się - puścił oczko chłopakowi. Ten w odpowiedzi rzucił mu przepraszające spojrzenie i również wysiadł z pojazdu.

Taylor's POV 

   Gdzie ja do cholery jestem? Nie dość, że tak bezczelnie wyniósł mnie z tej imprezy. Co to miało być w ogóle ? Wyniósł mnie jak jakieś zwierzę. Halo! Epoka kamienia łupanego się skończyła. 
- Chodź! - powie... chwila. Wróć! Rozkazał! Kim on jest do cholery, żeby mi rozkazywać? Dlaczego ja kurde za nim idę? Moje popierdolone, długie, seksowne nogi odmawiają mi posłuszeństwa. Ha! Tego jeszcze nie było. Tym oto sposobem po krótkiej chwili wychodziłam po niewielkich schodach, a dwie chwile potem czekałam przed wielkimi drzwiami aż Deviant je otworzy.
- Zapraszam - ukłonił się lekko i gestem dłoni przepuścił przed siebie. Moim oczom ukazało się wielkie pomieszczenie. Z lewej strony kuchnia, połączona z dość sporym salonem, obok niej schody prowadzące jak podejrzewam do ruchalni (czyt. Sypialni). Pomiędzy kuchnią, a salonem wielkie, lekko uchylone przesuwne drzwi. Wnioskuję, że do łazienki. Naprzeciw wejścia do domu, były drugie przeszklone drzwi przez, które zapewne można było wyjść na taras. Z prawej strony znów dostrzegłam schody, a gdzie prowadzą to już nie mam pomysłu. Ogółem wszystko było urządzone w czerni, brązie, beżu itp. - Napijesz się czegoś ? - moją analizę przerwał męski głos. Kiedy Andy zdążył kurde dojść do kuchni? 
- Zależy co masz - wzruszyłam ramionami - Może być whisky...chociaż nie, nienawidzę whisky, ogółem nie przepadam za alkoholem, ale uwielbiam wino. Jezu jak ja kocham wino! Kiedyś też podkradłam babci likier krówkowy. Ymmm pycha, malibu też lubię. Nienawidzę drinków, no są wyjątki, smakuje mi krwawa Mary, ale wiesz ja się nie pierdolę, jak piję, a robię to rzadko to przeważnie są to shoty z przepitką. Ty czy to nie dziwne, że nie odróżniam wódki? Dla mnie wódka to jest wódka. Znaczy Whisky odróżnię bo nie przepadam, nie no kilka odróżnię, ale tak najbardziej to ja jednak preferuję wino, jak się najebać to najlepiej nim . Byle nie wytrawne, tylko słodkie, więc ostatecznie poproszę jakiś likier. - wyszczerzyłam białe ząbki. Minuta ciszy.
- To ja Ci dam wody - stwierdził Andyś z lekko oszołomioną miną. Jejku no skąd miałam wiedzieć, że nie chodzi mu o wódkę. Przeważnie chodzi o wódkę, ale nie żałuję. Tak krótko się znamy, a on już wie w czym gustuję. Tak, ta znajomość się bardzo dobrze rozwija, jak na razie.- Proszę - postawił przede mną wysoką szklankę z białą...albo raczej przeźroczystą cieczą.    Ledwie wzięłam pierwszy łyk, a mój przyjaciel zniknął mi z pola widzenia. Po chwili jednak wrócił z poduszką, kołdrą i małym jaśkiem. 
- Zaraz Cię zaprowadzę do góry, będziesz spać u mnie, a ja się kimnę tutaj - wyjaśnił rzucając pościel na dwupiętrową kanapę.
- Ale ja chcę iść do domu - posmutniałam z lekka dopijając ostatnie łyki wody.(Pff... Założę się o stówę, że to była kranówa).
- Chyba Cię ktoś ładnie pierdolnął z główkę jeżeli myślisz, że pozwolę Ci w tym stanie iść, nie wspominając już o zostaniu samej w domu - oznajmił przez śmiech.
- Nikt mnie nie pierdolnął - krzyknęłam tak głośno, że nawet brunet lekko podskoczył, ale to tak leciutko jak jaskółeczka, którą wystraszył kocurek. - Co prawda raz spadłam ze stołu – zauważyłam, głęboko się zastanawiając jaki skutek mógł mieć ten upadek. W odpowiedzi dostałam jedynie ten seksowny śmiech.
- Dobra, chodź, pokażę Ci pokój. - ujął moją dłoń i tej sekundzie po prostu poczułam prąd przechodzący przez moje ciało. Sama nie wiem czy to przez dotyk Andyego czy przez to, że cały czas bawiłam się gniazdkiem w blacie kuchennym, ale było to przyjemne. 
   Tak jak myślałam, skierowaliśmy się na schody, obok kuchni. Wiedziałam, że to do ruch...sypialni! Gdy tylko weszliśmy na górę, zaparło mi dech w piersiach. Ta sypialnia będzie kuźwa moja. Na przeciwnej ścianie po lewej stronie swoje miejsce miało wielkie łóżko obite dookoła czarną skórą. Na nim krwistoczerwona satynowa pościel. No po prostu słyszałam jej błagający krzyk abym ją przygarnęła. Na przeciwko "posłania", na przeszklonej ścianie stała niewielka, również czarna skórzana kanapa. Pomiędzy nią a łóżkiem były spore drzwi , przesuwne, takie jak do łazienki w kolorze, oczywiście czarnym. Na podłodze leżał wielki, puchaty, czerwony dywan. Z Kolei po prawej stronie pokoju było kilka schodków prowadzących na średniej wielkości balkon, z którego widać było całe LA, A ściany były koloru czerwonego.
- Wow - jedynie, tyle udało mi się z siebie wykrztusić.
- Ta, też lubię to miejsce - odpowiedział - Może chcesz zagościć tu na dłużej? - spytał i poruszył sugestywnie brwiami na co dostał ode mnie w ramię.
- Mogę się umyć? - zmieniłam temat, no bo co miałam odpowiedzieć? "Tak, pewnie, oczywiście, odkąd tylko Cię pierwszy raz zobaczyłam w teledysku do The Legacy mam z tobą sny erotyczne, a zasypiam wyobrażając sobie, że się kochamy, więc pewnie, że chcę !" Jezu, zaczynam sobie uświadamiać jak bardzo inna jestem. Co nie zmienia faktu, że zaczynam się siebie bać.
- No pewnie, łazienka jest na dole. Idź a ja Ci wybiorę jakieś świeże ubrania. - oznajmił i wręcz wypchnął mnie z pomieszczenia. - Ręczniki są w szafie! - krzyknął jeszcze za mną gdy wchodziłam do...no cóż łazienką bym tego nie nazwała. Z czterech ścian, dwie były absolutnie przeszklone. Po prawej stronie wielka wanna,jazuzzi, basen, nie wiem jak to kurwa nazwać. Wielkie coś do kąpania. Na wprost niej biała marmurowa szafa bez drzwi. W niej chyba z sto ręczników w kolorach czarnym i białym. Obok niej piękna...nie wiem czy toaleta może być piękna, ale przyjmijmy, że tak. W następnej kolejności swoje miejsce miał największy prysznic jaki widziałam. Nie wielki spad wbudowany w podłogę, zapobiegał wylewaniu się wody, gdyż kabina nie miała nic poza przeźroczystymi szybami. Całą lewą ścianę zajmował blat łazienkowy, nie wiem czy coś takiego jest, ale chuj. Przypominało mi to blat kuchenny, tylko zamiast zlewu była wbudowana umywalka. Nad nią, na całą długość ściany rozciągało się czyste jak łza lustro. Wow razy dwa. 
   Gdy podziwianie mi się znudziło, zrzuciłam z siebie ubrania i poczłapałam pod prysznic. Po około dziesięciu minutach walki z nim, wreszcie mogłam namydlić swoje ciało pierwszym lepszym żelem, który jak podejrzewam jest Andy’ego. Ach będę pachnieć jak on, jakież to romantyczne. Po następnym dziesięciu minutach byłam już umyta. Zadowolona i owinięta cieplutkim ręcznikiem wyszłam z zaparowanej łazienki. W salonie dostrzegłam bruneta, oglądającego telewizję i popijającego jakiś napój...chwila, chwila, chwila, a mi się napić nie dał! Co za szuja. 
- To gdzie te ciuchy? - zwróciłam na siebie jego uwagę.
- A tak, są u góry - oznajmił oschle. - Co go ugryzło kurde? Lekko zdezorientowana podreptałam do sypialni. Na łóżku miałam przygotowany sporej wielkości T-shirt z nadrukiem "Black Veil Brides" Uśmiech sam wcisnął mi się na twarz. Zadowolona ubrałam górną część garderoby, po czym stwierdziłam, że nie potrzebuję tych dresów, które również mi przyszykował i będę paradować w majtkach bo koszulka sięga mi do połowy ud. 
- Pasuje Ci ten zestaw - do moich uszu dobiegł komplement. Obróciłam się za siebie. Na kanapie siedział uśmiechnięty Biersack w samych gaciach od dresu. A boże, boże, bożenko. To blade ciało, ten lekko zarysowany kaloryfer, te tatuaże. Umarłam.
- Dlaczego nie masz koszulki? - wypaliłam 
- A dlaczego ty nie masz spodni? - odpowiedział pytaniem na pytanie łobuzersko się uśmiechając. Czy on chce żebym ja tu zeszła na zawał?
- Bo nie lubię spać w spodniach - wyjaśniłam podejrzliwie.
- No widzisz, sama sobie odpowiedziałaś - posłał mi seksowny uśmiech. Jezu dopomóż! Dobra teraz podsumujmy fakty. Jestem w jednym pokoju z półnagim Andym. Sama nie mam spodni. On dość sporo wypił, ja dość sporo wciągnęłam. Hmm...To nie ma prawa dobrze się skończyć. - Dobra ja się zbieram, miłej nocy, jakbyś czegoś potrzebowała to mnie budź. - Powoli wstał ze swojego wcześniejszego miejsca i zaczął wychodzić.
- Andy, poczekaj! - zatrzymał swój seksowny tyłek i zaciekawiony spojrzał w moją stronę - Śpij ze mną, proszę - oczy chłopaka w sekundzie przybrały postać okrągłych monet. Kurwa to nie tak miało brzmieć.
- Wiesz no dzięki, ale myślę, że oboje nie myślimy racjonalnie więc...- podrapał się niezręcznie po karku.
- Nie o to mi chodzi, debilu - przerzuciłam ciężar ciała na lewą nogę i skrzyżowałam ręce  na piersiach - Nie chcę spać sama - starałam się wyjaśnić.
- A no tak - chyba skumał o co chodzi - No skoro chcesz, to pewnie, kładź się, a ja zaraz wrócę. Posłusznie ułożyłam się na łóżku. Andy jak powiedział tak zrobił i wrócił po chwili z poduszką w ręce. - Fuck, zapomniałem kołdry - klepnął się w czoło - Zaraz wra...
- Możemy spać pod jedną - przerwałam mu nieśmiało. Wokalista uniósł do góry jedną brew pytająco. - Boże, no ! - powiedziałam już zirytowana jego skojarzeniami.
- Okej, okej - uniósł ręce w geście obronnym. Wyłączył światło i w mgnieniu oka leżał obok mnie. Uśmiechnęłam się ciepło i i wtuliłam w tors Devianta. Chyba lekko go tym zaskoczyłam, ponieważ na początku zesztywniał, ale po krótkiej chwili objął mnie ramieniem i razem odpłynęliśmy w objęcia Morfeusza.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tam..tamm.tamm...I jest jak na razie mój ulubiony rozdział 5!<3 Nie, powiem uważam, że jak póki co to najlepszy rozdział :) Mam, nadzieję, że podzielacie moje zdanie:* Powiem wam też szczerze, że miałam dodać ten rozdział w przyszłą sobotę z względu na tak małą ilość komentarzy, ale przez dobicie do 2000 wyświetleń nie będę taką suką i dodaje teraz:*

5 komentarzy:

  1. Ej! Wypraszam sobie! Ash jest Deviantem i jego nic nie pobije! Dobra, zauważyłam, że rozdział jest w chuj długi. Podoba mi się takie coś.O podobieństwach naszych historii już gadałyśmy, oba Jonathany to gnojki:D I tak! Andyś w końcu jest tu taki opiekuńczy, zakłopotany, troskliwy. I próbuje być taki męski (że odważny i honorowy), ale jak zwykle słabo mu wychodzi:P Radke jest fajny. Lubię gościa. Martwi się o siostrzyczkę i w ogóle. A najbardziej rozwala mnie Tay i jej zmienne nastroje. Pasują do siebie z Biersackiem♥ To mam nadzieję, że teraz już każdy będzie taki długi. Buziaki, weny i... tyle:P Dobra, jeszcze dużo wolnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Długie rozdziały to to co uwielbiam najbardziej mimo, że sama niestety nie potrafię takich pisać.
    Lecą do Las Vegas. SUPER! Mam przeczucie, że stanie się tam coś... niezwykłego, tak to dobre słowo.
    Radke jest zajebisty, nawet bardzo. Fajnie byłoby mieć takiego brata.
    Biersack jest... uroczy i męski. Taki obrońca, wow wow.
    Chyba nie potrafię napisać dłuższego komentarza, przepraszam.
    Weny życzę :))

    Tak przy okazji zapraszam do siebie:
    http://nobodyherobvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział. Poprostu MEGA *U* I LOVE I LOVE I LOVE I LOVE I LOVE I LOVE I LOVE !!!!!! Czekam na następny ! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejuuu *.* umarłam rozdział przecudowny <3333 Nextttttt ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham ten rozdział! <3 Najlepszy! :*

    OdpowiedzUsuń