środa, 29 października 2014

Rozdział X ~ Rivera

ROZDZIAŁ Z DEDYKACJĄ DLA WIKTORII! <3

Taylor's POV

"Mam ją gdzieś, nie interesuje mnie ani trochę" słowa chłopaka zaczęły odbijać się echem w mojej głowie.

Dlaczego on to powiedział? Ten cały pocałunek nic dla niego, kurwa nie znaczył? Czemu powiedział to akurat teraz, kiedy zaczęłam sobie robić trochę nadziei? Z resztą na co ja liczyłam. Ktoś taki jak Andy nigdy by się mną nie zainteresował na dłużej. Niby go nawet tak dobrze nie znam, a jednak zabolało i to bardzo.
- Taylor, to co ty na to? - do żywych przywrócił mnie głos Ben'a.
- Na co? - spytałam głupio.
- Może wybierzemy się dzisiaj wieczorem gdzieś sami? - westchnął i powtórzył zapalając papierosa.


- Dzisiaj idziemy do kasyna - przypomniałam
- No tak, ale nie wolisz iść gdzieś ze mną? - zrobił smutne oczka. I on myśli, że to na mnie działa? Tylko mnie wkurzył.
- Nie - odpowiedziałam oschle i przyśpieszyłam. Po chwili poczułam ból z lewym ramieniu. Czym prędzej obróciłam głowę i napotkałam wściekły wzrok bruneta. Już miałam mu wygarnąć, ale ktoś mnie uprzedził, wyrywając moją dłoń z uścisku mężczyzny.
- Nie zapominaj się Derison. - warknął na niego Ronnie. Widząc niewzruszone spojrzenie Ben'a wokalista niebezpiecznie się do niego zbliżył tak, że ich twarze dzieliły, zaledwie milimetry. - Jeszcze raz ją tkniesz, a przysięgam na boga, że osobiście wybiję Ci wszystkie zęby - dodał, po czym objął mnie ramieniem i razem ruszyliśmy w stronę hotelu.
- Uważaj na niego - szepnął mi do ucha gdy dotarliśmy do windy. Niezdarnie pokiwałam głową.
   W pomieszczeniu byliśmy tylko my przez co mogłam spokojnie porozmawiać z przyjacielem.
- Słyszałam waszą rozmowę - wymamrotałam ledwie słyszalnie i spuściłam wzrok.
- Wiem - oznajmił - I wiem też, że on nie miał tego na myśli. Ten facet jest bardziej skomplikowany niż baba z okresem. Nie lubi mówić o swoich uczuciach - usprawiedliwiał go wymachując rękami w wszystkie strony.
- Ta...jasne...- prychnęłam.
- Ej! Z tego co pamiętam ty też zawsze miałaś z tym problemy- zauważył z cwanym uśmiechem. Na moje szczęście dojechaliśmy do celu i drzwi zostały automatycznie otwarte.
- Musze , lecieć, do zobaczenia - dałam mu buziaka w policzek i wyparowałam na korytarz.
- Upiekło Ci się - zawołał jeszcze za mną. Mimowolnie na mojej twarzy zagościł wielki uśmiech.

Regular POV

   Taylor zapukała w drzwi od swojego "mieszkania". Po niecałej minucie otworzyła je pół naga Cobain z ręcznikiem na głowie. Miała na sobie jedynie, czarne, obcisłe leginsy i koronkowy stanik, całkiem podobny do tego, który ma blondynka.
- Zaraz czy to mój stanik?! - spytała zdezorientowana zamykając drzwi i idąc za brunetką do łazienki.
- Taaa...pożyczyłam sobie, ty masz tak cholernie ładną bieliznę - skomplementowała wycierając włosy ręcznikiem.
- A co, planujesz coś dzisiaj? - dziewczyna oparła się o framugę wejścia.
- Laska, ja od roku nie mam seksu! - oznajmiła Bean podpinając suszarkę do gniazdka.
- Czyżby Ashley był tym szczęśliwcem? - Taylor uniosła pytająco brwi, krzyżując ręce na piersi.
- Nigdy nie wiadomo co los przyniesie. - wzruszyła ramionami
- Czyli rozumiem, że mam sobie dzisiaj szukać innego noclegu? - niebieskooka zachichotała dwuznacznie.
- Przecież masz swoją sypialnie - zauważyła i sięgnęła po szczotkę w celu rozczesania włosów.
- Coś czuję, że kilkumetrowa odległość nie zagłuszy waszych jęków - stwierdziła rozbawiona Momsen.
- Wiesz, zawsze możesz nocować u Andy'ego - poinformowała i zanim współlokatorka zdążyła cokolwiek odpowiedzieć w pomieszczeniu rozbrzmiał charakterystyczny dźwięk urządzenia. A to spryciara. Modelka wywróciła oczami i skierowała się do swojej sypialni, po drodze spoglądając na zegar wiszący w kuchni, wskazywał osiemnastą trzydzieści trzy. Dziewczyna wyjęła z torby zestaw kupiony na dziś i ułożyła na kanapie. Następnie wygrzebała z walizki przylegającą czarną bieliznę i ruszyła do łazienki. Tam zastała, już prawie umalowaną Frances. Nie tracąc czasu wskoczyła pod prysznic, umyła dokładnie każdy centymetr swojego ciała. Następnie sięgnęła po szampon, a potem po odżywkę. Po wykonaniu wszystkich czynności otworzyła drzwi kabiny i owinęła się białym, mięciutkim ręcznikiem, drugi zawinęła tradycyjnie na głowę. Podeszła do wolnej umywalki w celu umycia zębów.
- Może być? - do jej uszu dobiegł głos Cobain. Spojrzała w stronę brunetki, by odpowiedzieć na pytanie.
- Ashley będzie ruchał - skomentowała wypluwając resztki pasty. Ta w odpowiedzi uśmiechnęła się dumnie i wyszła z pomieszczenia. Blondynka po ściągnięciu turbanu związała włosy w wysokiego kucyka i zaczęła robić makijaż. Wykonała staranny i mocny smoky eye. Usta musnęła szminką w cielistym kolorze, a włosy najpierw wysuszyła, a następnie idealnie wyprostowała. W efekcie czego były jeszcze dłuższe niż na co dzień. Założyła dokładnie dopasowaną bieliznę i przemknęła do pokoju. Tam wbiła się w obcisłą sukienkę. Ubrała szpilki oraz kolczyki, bransoletkę i psiknęła kilka razy szyję ulubionymi perfumami od Chanel. Włożyła do kopertówki Iphon'a, trochę gotówki i paczkę waniliowo-karmelowych Black Devili znalezioną w walizce. Tak gotowa wyszła z sypialni. W tym samym czasie pojawiła się również gotowa Cobain w kupionej sukience. Włosy miała tradycyjnie rozpuszczone, lekko pokręcone.
- Wyglądasz zajebiście - oznajmiła z podziwem brunetka.
- I vice versa - odpowiedziała Taylor. - Idziemy? - wskazała w swoją prawą stronę.
- Idziemy - uśmiechnęła się Bean i obie szybkim krokiem ruszyły w stronę drzwi.
    Pięć minut później wychodziły już z windy.

Taylor's POV

   Całe nasze towarzystwo czekało już w hotelowym lobby aktywnie dyskutując. Ku mojemu zdziwieniu każdy był ubrany bardzo elegancko. Jednak jedna osoba wyróżniała się znacznie, w każdym bądź razie dla mnie. Wysoki brunet palący papierosa, ubrany w krawat, koszulę z krótkimi rękawami, zapiętą na ostatni guzik i włożoną do eleganckich rurek z paskiem. Na ręce można było zauważyć sporej wielkości srebrny zegarek, z kolei kolczyk w nosie i wardze dodawał trochę luzu. Krucze włosy były starannie ułożone na żelu przez co jego wygląd był jeszcze bardziej perfekcyjny. On ma lepiej wyregulowane brwi ode mnie czy mam zwidy?
- Możemy iść - poinformowała o naszym przyjściu Cobain i w tej samej chwili oczy wszystkich przedstawicieli płci przeciwnej i Isabel były skierowane na nas.
- Doznałem szoku psychicznego - skomentował mój wygląd Ronnie z lekko uchylonymi ustami.
- Nie przejmuj się, ja też - udawałam przejętą widokiem mojego przyjaciela. No, nie powiem, Radke ubrany w skompletowany, granatowy garnitur to nie jest częsty widok. No, ale jak to Radke musiał dodać coś od siebie więc ostatecznie miał na sobie TYLKO garnitur i spodnie. Joseph podszedł do mnie z miną dumnego ojca i ujął moją dłoń obracając w okół własnej osi.
- Dorosłaś - chwycił się teatralnie za serce z udawanym płaczem. Rozbawiona wywróciłam oczami.
- Dobra, koniec przedstawienia możemy już iść? - spytałam przerzucając ciężar ciała na lewą nogę.
- No czekaj, podziwiamy tak? - oznajmił Purdy dokładnie analizujący Frances od góry do dołu. Sam wyglądał gorąco. Czarne rurki, czarna koszula rozpięta do połowy klatki piersiowej którą podkreślały naszyjniki z krzyżami. Kątem oka mogłam dostrzec wpatrzonego w moją osobę Biersack'a. Jego tęczówki dosłownie przebijały mnie na wylot przez co poczułam się dość niekomfortowo.
   Nagle pod hotel podjechała ta sama limuzyna którą miałam przyjemność wczoraj jechać.
- Okej, kompania do limuzyny marsz! - rozkazał Radke i jako pierwszy ruszył do pojazdu. Zaraz za nim chłopaki i Isabel. Z kolei ja i Bean szłyśmy na końcu.
- Znajdź sobie może dzisiaj ten nocleg - szepnęła mi do ucha brunetka na co z moich ust popłynął melodyjny śmiech.
- Da się załatwić - puściłam jej oczko i wsiadłam do samochodu. Na całe szczęście Ronnie zajął mi miejsce pomiędzy sobą,a Christian'em dzięki czemu nie miałam na głowie napalonego Ben'a.
- To co szampanik? - potarł dłonie Ronald gdy tylko auto ruszyło z parkingu. W odpowiedzi dostał aplauz więc nie tracąc czasu zaczął rozlewać alkohol i podawać każdemu kolejno.
- Proponuję tym razem wypić za nasze piękne dziewczyny. - w charakterystycznym geście uniósł naczynie. Czując na sobie większość spojrzeń moje policzki przybrały lekko różowy odcień.
- Jestem za! - zatwierdził Jacky czule obejmując Miller. W tym samym czasie wszyscy przyłożyli naczynia do ust i wzięli kilka łyków. Ja również uczyniłam ten gest. Nawet nie wiem kiedy moje oczy spotkały wzrok Andy'ego. Chłopak zmysłowo upił trochę płynu nie przestając mnie obserwować. Z racji tego, że siedział na przeciwko, po lewej stronie, impulsywnie przekręciłam głowę w stronę przeciwną. Praktycznie całą drogę z moich ust nie wyszło ani jedno słowo pomimo tego, że dyskusja była bardzo interesująca.
- Momsen nie wkurwiaj mnie - nagle usłyszałam podniesiony głos przyjaciela.
- Ale, że o co chodzi? - spytałam idiotycznie.
- Siedzisz cicho jak mysz kościelna- przymrużył oczy.
- Myślę - powtórzyłam ten gest po czym upiłam łyk żółtawej substancji.
- O kim? - do naszej konwersacji włączył się Coma.
- O Brenton'ie - odpowiedziałam niechętnie, no bo co miałam powiedzieć?"A o niczym, tylko nie chce mi się gęby otworzyć, a czasami tak tylko próbuję rozgryźć Andy'ego".
- Jakim Brenton'ie? - Ben z zaciekawieniem spojrzał w naszą stronę. A co go to kurwa obchodzi?
- A o naszym przyjacielu. Jest właścicielem kasyna, do którego jedziemy. - posłałam mu sztuczny uśmiech - No i kiedyś byliśmy parą, nie mogę się doczekać aż go znowu zobaczę, bardzo mi na nim zależy - dodałam. Na moje słowa Radke zakrztusił się szampanem, a Biersack rozchylił szerzej oczy. Z kolei na twarzy Derison'a można było dostrzec szok połączony z zazdrością. Widząc Ron'a otwierającego buzię by coś powiedzieć, szturchnęłam go znacząco ramieniem i nie odrywając wzroku do pytającego jeszcze bardziej zaczęłam się szczerzyć.
- Nie wspominałaś, że to twój były. - zauważyła zdziwiona Cobain.
- To stare dzieje - wzruszyłam ramionami.
- Ta, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo, bardzo - zaczął Joseph
- Wystarczy! - warknęłam
- Stare dzieje - zakończył, a w samochodzie zapadła niezręczna cisza. Na całe szczęście długo nie trwała, ponieważ drzwi pojazdu się otworzyły. Wszyscy znów zaczęli aktywnie dyskutować na inne tematy.
   Gdy moje nogi spotkały chodnik, oczy momentalnie przybrały postać dwóch monet. Wielki budynek, oświetlony milionami neonów. Ogromny napis "Rivera" jako pierwszy rzucał się w oczy łącznie z błękitno różowymi gwiazdami. Ogółem kasyno przypominało na pierwszy rzut oka...beczkę? Tak beczkę, to chyba dobre określenie.
- Się ustawił chłopak - stwierdził zdumiony Radke.
- Taaa..- wymamrotałam oczarowana.
- Ej idziecie, czy co? - do naszych uszu dobiegł głos Rayan'a. Dopiero teraz zauważyłam, że limuzyna już dawno odjechała, a nasi znajomi stali przy bramkach wprowadzających. W mgnieniu oka znaleźliśmy się przy nich. W wielkich metalowych drzwiach przywitali nas dwaj ciemnoskórzy goryle w czarnych garniturach. Na moje oko mieli około trzydziestu lat, nie więcej. Oboje wyglądali niemal identycznie przez ogolone głowy.
- Dobry wieczór - przywitali nas uprzejmie. Bardziej sobie wyobrażałam, że powiedzą coś w stylu"Nazwisko?", "Jesteście na liście?" itp.
- Dobry wieczór - odpowiedzieliśmy jeden przez drugiego.
- Nazywam się Ronnie Radke - oznajmił przyjaciel.
- A tak, uświadomiono nas o pańskim przybyciu - posłali nam ciepły uśmiech i odpięli czerwony sznur, tym samym zapraszając nas do środka. - Życzymy miłej zabawy i dużej wygrany - dowalili, zapewne firmowym tekstem. Podziękowaliśmy i bez dłuższego zwlekania wkroczyliśmy do budynku. Już na wstępie słychać było charakterystyczne dźwięki kasyna. Po kilku krokach moim oczom ukazało się potężne wnętrze przypominające trochę ekskluzywne kino. Spora ilość zapełnionych po brzegi stołów z krzesłami. Stoły do różnego rodzaju gier , maszyny oraz wielki bar po prawej stronie pomieszczenia. Mężczyźni poubierani w najlepsze garnitury,kobiety w drogie, sukienki i najróżniejszej klasy biżuterię.
- Jesteście! - do moich uszu dobiegł głos, pod którego wpływem aż podskoczyłam. Szybkim ruchem obróciłam się do tyłu i zobaczyłam naszego kumpla. Był nie do poznania. Ubrany w czarne, eleganckie spodnie, białą koszulę oraz kamizelkę w kolorze spodni, włosy miał ulizane w perfekcyjnego kucyka. Jako pierwszy przywitał się Ronnie, przyjacielskim uściskiem, następnie ja buziakiem w policzek. Wokalista zaczął kolejno przedstawiać naszych towarzyszy. - Boże, Taylor założyłaś sukienkę- skomentował mój strój z wielkim szokiem. Jezu co oni mają z tą sukienką, przecież jestem dziewczyną.
- No następny - wyrzuciłam ręce w powietrze.
- Dobra już, dobra.Wyglądasz olśniewająco - objął mnie ramieniem i kontynuował - Brenton padnie jak Cię zobaczy.
- Taaaa....- powiedziałam zakłopotana widząc znaczącą minę Andy'ego. - A gdzie on właściwie jest?
- Obecnie na jakimś spotkaniu,ale powinien wrócić za około godzinę - wyjaśnił.
- Spotkanie o...- Biersack spojrzał na zegarek - dwudziestej pierwszej? - spytał zdziwiony.
- To jest Vegas kolego - odpowiedział rozbawiony. - Dobra zapraszam was teraz do zarezerwowanego stolika - zaczął nas prowadzić w głąb kasyna. - Mamy tutaj możliwość zagrania w każdą grę hazardową. Od maszyn, przez pokera, do ruletki. - tłumaczył jak prawdziwy przewodnik - Po alkohol zwracajcie się do mnie. Każde kasyno czasami kantuje, bez wyjątków, inaczej nie przynosiło by ono takich zysków, dlatego ja będę was obsługiwać. Kto wie, może jeszcze dziś zostaniecie milionerami - puścił mi oczko - Bankomaty są koło toalet znajdujących się tam - tutaj wskazał na lewą stronę sali gdzie ciągnął się długi korytarz. - A tutaj jest wasze miejsce - zakończył swój monolog pokazując na wielki owalny, dwunastoosobowy stół. Na środku stała niewielka karteczka z napisem"Ronald Radke". Każdy zajął swoje miejsce, a mianowicie od lewej strony siedzieli kolejno: Matt,Jake, Max, Isabel, Jacky, Frances, Ashley, ja, Ron, Jinxx, Ben, Rayan, Christian i Andy. Jak na złość Biersack musiał usiąść wprost na przeciwko pobudzając tym samym moją wyobraźnię.To będzie dłuuuga noc.
- Dobra, moi kochani proponuję na początek coś lekkiego, co powiecie na partyjkę pokera? - znikąd obok nas pojawił się długowłosy z tacką kolorowych drinków. - A tutaj macie na dobry początek wieczoru - nie czekając na odpowiedź zaczął rozkładać każdemu napój.
- Dawaj karty, zaczynamy zabawę! - rozkazał Radke unosząc do góry naczynie. Cały stół zaczął wiwatować i również wykonał ten gest.

Godzinę później...

   Gra zaczęła się rozkręcać. Każdy raz po raz, a to miał na koncie pięćdziesiąt tysięcy, a to pięćdziesiąt dolarów. Ja i Isabel jako jedyne nie uczestniczyłyśmy w grze z prostego powodu. Żadna nie znała, nawet podstawowych zasad pokera. Mimo to nie były nudno. Wręcz przeciwnie. Miło patrzeć na chłopaków zarabiających ogromne sumy i później na raz je tracących. Bezcenne.
- Tay, Brenton już przyszedł - gdy nachylałam się do Purdy'ego sprawdzając jego talię do moich uszu dobiegł głos Derek'a.
- Gdzie jest? - powiedziałam już z lekka wstawiona wstając od stołu.
- Zaprowadzę Cię - ujął moją dłoń i zaczął prowadzić w stronę zaplecza od baru, przypominającego trochę kuchnię.
   Tam dostrzegłam postać mężczyzny otwierającego szampana, ubranego w białą koszulę i czarną kamizelkę. Nic się nie zmienił. Może jedynie trochę wydoroślał. Dalej tak samo, cholernie przystojny, dalej tak samo perfekcyjny, dalej z tą samą nieskazitelną urodą.
- Dobry wieczór panie Mars - powiedziałam poważnie do blondyna. Chłopak błyskawicznie spojrzał w moją stronę.

- Taylor - wyszeptał oszołomiony, a na jego twarzy zaczął się formować wielki uśmiech. Nie czekając ani sekundy dłużej podbiegł do mnie podnosząc i zakręcając kilka razy w okół własnej osi. - Co ty tutaj robisz? - spytał z niedowierzaniem.
- No jak to co? - zaśmiałam się - Wracam do korzeni - oznajmiłam jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.
- Boże, nie mogę uwierzyć, że to ty! - złożył ręce z tyłu głowy. - Cholera, wyglądasz tak...tak...tak..
- Seksownie - poruszyłam charakterystycznie brwiami.


- Dalej ten sam, niepowtarzalny charakter. - odpowiedział z śmiechem ponownie zamykając mnie w żelaznym uścisku.
- Dobra, udusisz mnie! Jeszcze masz Ronnie'go do ściskania - poinformowałam.
- Żartujesz? - chwycił mnie za ramiona.
- Niestety nie - odpowiedziałam z udawanym przejęciem.
- Czyżby duet Radke&Momsen się uaktywnił? - spytał szczęśliwy.
- Na to by wyglądała - przyznałam - A teraz chodź - pociągnęłam blondyna za sobą w stronę naszego stolika. - Poznasz naszych znajomych - zdążyłam dodać i w tym samym momencie dotarliśmy do celu.
- Ronald! - krzyknął uradowany chłopak na całe kasyno, zwracając tym samym uwagę wszystkich tu obecnych. No, ale kto bogatemu zabroni? Jeszcze właścicielowi. Ron w błyskawicznym tempie wstał z miejsca i uściskał dawnego przyjaciela.
- Cholera Marles ty młoda cioto! - taaa...Joseph i to jego okazywanie miłości. - Ustawiłeś się skurwielu - dodał spoglądając na Brent'a.
- Ty, nie lepiej - stwierdził rozbawiony.
- A tam - machnął ręką - Poznaj moich podopiecznych - Jinxx, Jake, Isabel, Jacky, Max, Christian, Ashley, Ben, Rayan, Frances Andy i Matt - przedstawił kolejno. Chłopak uścisnął każdemu z osobna dłoń kulturalnie witając. Gdy przyszła kolejna na Derison'a, w jego oczach można było dostrzec wyraźną niechęć, podobnie jak u Biersack'a.
- Miło mi was wszystkich poznać, mam nadzieję, że kasyno się podoba - posłał im ciepły, a zarazem profesjonalny uśmiech.
- Stary, jest genialne - oznajmił Purdy.
- Bardzo mnie to cieszy. Jeżeli pozwolicie chętnie do was dołączę. - poinformował niepewnie.
- Jasne, siadaj - przyzwolił basista. Wszyscy ponownie zajęli swoje miejsca i kontynuowali grę. O dziwo Brent bardzo szybko wpoił się w towarzystwo. Znaleźli wspólny język co bardzo mnie cieszyło. Z minuty na minute rosło coraz to większe napięcie, które każdy niewątpliwie odczuwał. No, może po za mną, ponieważ jak już wcześniej wspomniałam nie brałam udziału. Co chwilę padały słowa:"Podbicie", "Pas", "Pot limit" itp. Jezu, oni chyba na prawdę się wkręcili, gdyż po trzech godzinach gry każdy wyglądał jak nałogowiec. Porozpinane koszule, ślady potu, bez emocjonalne  wyrazy twarzy. Powoli miałam dosyć. Chwiejnym krokiem wstałam od stołu oznajmiając, że idę zapalić. Marles zaproponował swoje towarzystwo więc razem ruszyliśmy w stronę wielkiego tarasu mającego swoje miejsce na tyłach budynku. Gdy dotarliśmy do celu w moje ciało uderzyła fala przyjemnego, ciepłego powietrza. Noce w Vegas, zawsze były takie magiczne. Blask księżyca oświetlał całe miasto dając lepszy efekt niż niejedna latarnia. Bez słowa usiadłam na schodach prowadzących w głąb ogrodu. Wyciągnęłam z torebki dwa papierosy, jednego podałam siadającemu obok blondynowi. Odpaliłam swojego szluga po czym podałam zapalniczkę chłopakowi, który również wykonał ten gest. Siedzieliśmy tak chwilę w przyjemnej ciszy paląc nasze używki.
- Ciesze się, że znów mogę Cię zobaczyć - przerwał nasze milczenie Brenton.
- Ja też się cieszę - oparłam głowę na ramieniu chłopaka obserwując rozgwieżdżone niebo.
-Ale nie przyjechaliście na stałe prawda? - spytał zasmucony biorąc sporego bucha. - Niechętnie odsunęłam swoje ciało od Marsa i spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Nie, ale na pewno zaczniemy tu częściej wpadać - oznajmiłam - Teraz gdy ja i Ronnie znów jesteśmy razem trzeba będzie nadrobić stracony czas - podniosłam lekko kąciki swoich ust.
- Mam się bać? - rozbawiony uniósł wysoko jedną brew.
- No, może troszeczkę - zaczęłam wymownie balansować dłonią. Po chwili znów było słychać przeplatający się śmiech. Gdy już nastała chwila spokoju ponownie spojrzałam prosto w kasztanowe oczy. - Przepraszam, że Cię zostawiłam, bez względu na to co się wydarzyło zawsze byłeś i jesteś w moim sercu. - powiedziałam z powagą, a z moich oczu popłynęło kilka łez.
- Przestań ryczeć debilko, też Cię kocham mała - otarł czule moje policzki i zamknął w żelaznym uścisku. Mimo, że nigdy nie łączyło nas jakieś głębsze uczucie, kochałam tego kretyna. Był moim najlepszym przyjacielem, zaraz po Radke oczywiście. Mieliśmy bardzo podobne charaktery i poglądy co tylko nas zbliżało. Dobrze, że jest gejem bo w przeciwnym wypadku jeszcze bym się w nim zakochała.

Andy's POV

   Cholera. W życiu nie byłam tak zdekoncentrowany jak teraz. Nie mogłem skupić umysłu na grze. Jedyną rzeczą, która zajmowała mój umysł był widok uśmiechniętej Taylor zaglądającej w karty Brenton'a. Gdybym ich nie znał, na kilometr mógłbym stwierdzić, że są szczęśliwą parą. Sam nie wiem dlaczego tak mnie to drażni. Nawet ze sobą nie kręcimy. Albo kręcimy? Ta, sam już nie wiem czy to tak można nazwać. Fakt, faktem pociąga mnie i to cholernie, ale czy coś więcej? Mimo to na widok jej przylepionego ciała do blondyna dostawałem kurwicy. Odkąd Marles do nas dołączył, dziewczyna nie spojrzała na mnie ani razu, co wcześniej zdarzało się dosyć często.
- Ja idę, zapalić - oznajmiła w pewnym momencie niebieskooka wstając od stołu.
- To ja pójdę z tobą - już miałam zaproponować, że z nią pójdę, gdy ten chłoptaś mnie uprzedził. Kurwa. Oboje w dobrych humorach, energicznie rozmawiając ruszyli w stronę tarasu, z tyłu kasyna.
Zrezygnowany ponowiłem próby zajęcia się grą, niestety na marne. Co pięć sekund moje myśli ponownie zajmowała długonoga piękność. Chcąc, nie chcąc podniosłem swój zacny tyłek w krzesła oznajmiając, że muszę się przewietrzyć. Energicznym krokiem poszedłem śladami dziewczyny. Kiedy tylko przekroczyłem próg wielkich, otwartych szklanych drzwi moim oczom ukazała się długowłosa wtulona w chłopaka. Mimowolnie zacisnąłem pięści na ten widok. Nagle światło księżyca pozwoliło mi dostrzec kilka pojedynczych łez otulających jej policzki.
- Przepraszam, że Cię zostawiłam, bez względu na to co się wydarzyło zawsze byłeś i jesteś w moim sercu. - do moich uszu dobiegły jej słowa. Świat przestał istnieć, a ja dokładnie analizowałem każdą literę. Czyli, ona go dalej kocha.
   Wściekły dosłownie wbiegłem do środka. Jak to jest dalej w jej sercu? No kurwa, przecież tyle się nie widzieli. Miłość tak nie działa. Nawet ja wiem, że jeżeli nie spędza się czasu z drugą osobą to ona wygasa. Tak, właśnie było ze mną i Juliet. Przestaliśmy rozmawiać i spędzać z sobą czas, nawet sypiać bo najzwyczajniej w świecie nie było kiedy. Potrzebuję procentów.
   Dostrzegając jedno, wolne miejsce przy barze w mgnieniu oka je zająłem i gestem dłoni poprosiłem najbliższego barmana. Zamówiłem butelkę Jack'a Daniels'a, która już po kilku sekundach stała przede mną w towarzystwie szklanki. Bez zastanowienia nalałem trochę trunku do naczynia i zacząłem sączyć alkohol. Dlaczego nie mogę być jak Ash? Zna się z Cobain zaledwie tydzień, a ta już mu chce wskoczyć do łóżka. Rozumiem, on ma ten urok osobisty, ale ja mam większy! Tylko nie umiem go tak dobrze wykorzystać u Momsen.
- Stary, a tobie co? - moje rozmyślania przerwał męski głos. Podniosłem wzrok i zobaczyłem...no...jak mu tam...?...Derek'a! - Wyglądasz jakbyś doznał załamki życia - dodał polerując jeden z kieliszków do wina.
- Tak, też się czuję - wymamrotałem.
- To gadaj o co chodzi. - zachęcił - Mówili na mnie, najlepszy psycholog w Vegas - oznajmił dumnie.
- Ta...nie wątpię - wziąłem ostatniego łyka odurzającej substancji, po czym znów zapełniłem szklankę.- Raczej wolę nie gadać z tobą na temat osoby, którą obaj znamy - poinformowałem.
- Daj spokój, nic nie powiem Taylor - puścił do mnie oczko, a moja szczęka omal co nie spotkała podłogi. - Ty, człowieku, pracuję tutaj od trzech lat i widziałem już setki takich jak ty, a ponieważ Isabel jest zajęta, Frances łasi się do twojego kumpla, pozostaje tylko ona. - wyjaśnił widząc moją zdezorientowaną minę.
- To by miało sens - wzruszyłem ramionami spoglądając gdzieś w przestrzeń.
- Więc co z nią? - nie dawał za wygraną.
- Nic...podoba mi się, ale dalej kocha swojego byłego. Prosta śpiewka - ująłem naczynie do ręki.
- Kogo? - spytał zaszokowany.
- No Brent'a - powiedziałem i przyłożyłem szklankę do ust biorąc nie wielkiego łyka.
- Przecież on jestem gejem - on się zaśmiał, a ja omal co nie udusiłem wódką.
- Że co? - zrobiłem wielkie oczy próbując wydobyć ostatnie reszki Whisky z mojego gardła.
- No to co słyszysz. Zawsze byli dobrymi przyjaciółmi, ale parą nigdy - stwierdził jeszcze bardziej rozbawiony. Dlaczego powiedziała, że byli razem? - A czemu tak sądziłeś? - zaciekawił się.
I w tym samym momencie moje oczy napotkały drobną dziewczynę, idącą w stronę toalet. Nie udzielając odpowiedzi pewnym krokiem ruszyłem za nią. Bez zastanowienia pchnąłem drzwi od WC i wszedłem do środka. Na całe szczęście nikogo tam nie było, bo za coś takiego mógłbym oberwać torebką po głowie od jakiejś paniusi. Pomieszczenie było dość sporych rozmiarów. Po lewej stronie od wejścia swoje miejsce miało pięć umywalek wbudowanych z czarny, kamienny blat. Nad nimi oczywiście wielkie lustro, z kolei po drugiej stronie było pięć drzwi. W pewnej chwili jedne z nich się otworzyły ukazując zaszokowaną Taylor.
- Co ty tu robisz? - spytała pół szeptem spoglądając na inne kabiny czy aby na pewno jesteśmy sami.
- Dlaczego powiedziałaś, że ty i Marles byliście razem! - ignorując jej pytanie, znacznie podniosłem głos.
- Bo to prawda - kłamała podchodząc do jednej z umywalek.
- Nie rób ze mnie idioty - warknąłem.
- Nie wiem o co Ci chodzi - upierała się przy swoim.
- Kurwa, wiem, że on jest gejem! - krzyknąłem na co ta lekko podskoczyła. Dziewczyna patrzyła na mnie w lustrze oszołomiona przez co najmniej minutę.
- Skąd to wiesz? - spytała spokojnie przerywając niezręczna ciszę.
- To nie istotne. - odpowiedziałem szybko - Dlaczego skłamałaś? - uspokoiłem nieco ton swojego głosu.
- A co Cię to obchodzi w ogóle?! - wybuchła obracając się w moją stronę - Kim ty myślisz, że jesteś hm? Mogę mówić i robić to na co mam ochotę! - zaczęła wymachiwać rękami w powietrzu - Tak, skłamałam bo odczułam taką potrzebę. Jakbyś nie zauważył mam na karku napalonego Derison'a! Po za tym. co ja Cię w ogóle obchodzę?! Przecież nic między nami nie ma. Ja dla ciebie nic nie znaczę. Jestem Ci całkowicie obo...- I w tym momencie nie wytrzymałem. Bez żadnego uprzedzenia złączyłem nasze usta w agresywnym pocałunku. Momsen na początku stała bez ruchu. Jednak po chwili zaczęła oddawać namiętne pocałunki. Przejechałem językiem po jej dolnej wardze prosząc o dostęp, który po kilku chwilach mi dała. Brutalnie chwyciłem jej biodra sadzając na blacie. Dziewczyna objęła moją szyję dłońmi. Nasze języki zawzięcie z sobą walczyły o dominację, a głowy co chwilę zmieniały pozycję chcąc jak najlepiej się dostosować do drugiej osoby. Całowałem ją z coraz to większą zachłannością, która była wyczuwalna i nagle drzwi wydały swój charakterystyczny dźwięk. Odskoczyłem od niej jak oparzony próbując opanować oddech. W przejściu stała kobieta około czterdziestki w czarnej, długiej, obcisłej sukni. Taylor energicznie zeskoczyła na ziemię i rozbawiona szybkim ruchem wyminęła brunetkę wychodząc z toalety.
- Piękna kolia - uśmiechnięty skomplementowałem jeszcze naszyjnik zszokowanej Pani i opuściłem WC.

Taylor's POV

   Moje nogi były jak z waty. Nie mogłam uwierzyć, jakim cudem w ogóle mogę iść, w dodatku wiedząc, że on idzie tuż za mną wiercąc mi dziurę w plecach. To co chwilę temu miało miejsce zapewne zostawiło niemiłosierny ślad w psychice tej kobiety. Widząc jej minę po prostu musiałam wyjść, w przeciwnym razie, zapewne zabiłabym ją śmiechem. Cały czas czuję te miękkie usta na swoich. Te dłoni, brutalnie ściskające moje biodra. Pewnie gdyby nie to, że ta nieszczęsna pani nam przerwała właśnie w tej chwili krzyczałabym jego imię.
- Gdzieś ty była Momsen?! - w tej samej chwili, gdy dotarłam do stolika usłyszałam ojcowski ton Radke. Wywróciłam jedynie oczami i leniwie usiadłam na jego kolanach. No co? Wszystkie miejsca są zajęte, a ja stać z tych szpilach na pewno nie będę.
- Pozwiedzać byłam - wyszczerzyłam się prosto w jego twarz - To kto jest teraz milionerem? - spytałam nie czekając na odwet wokalisty.
- Matt zgarnął dziesięć milionów na ruletce, po czym przegrał połowę. - poinformował uśmiechnięty Derison. Instynktownie wyszukałam wzrokiem chłopaka, który w najlepsze sobie drzemał przy stole.
- Nieźle przyjął ten fakt - skomentowałam z uniesionymi brwiami.
- Tak w sumie każdy coś wygrał - zauważył Radke - Nawet ta rozkojarzona ciota - wskazał na Biersack'a stojącego tuż obok.
- Ty cioto. Ja zgarnąłem półtora miliona, a ty raptem osiemdziesiąt tysięcy - przypomniał dostawiając jedno krzesło.
- Raptem?! - krzyknęłam zszokowana. - Wiesz ile ja bym dała z takie pieniądze?
- To zagraj - zaproponował Marles.
- Ta, uważaj bo wygram - prychnęłam - Po za tym nie mam kasy na podbijanie - dodałam oglądając niebezpiecznie kolorowy drink Ronnie'go.
- Pożyczę Ci - oznajmił Biersack.
- Ta, a potem będziesz mu musiała oddać w naturze - odezwał się rozbawiony Ashley, na co dostał ode mnie plaskacza w tył głowy.
- Dobra, nie namawiajcie mnie! Ja się od hazardu trzymam z daleka - uniosłam ręce w geście obronnym.
- Daj spokój, może zostaniesz postrachem kasyn jak twój wujek - powiedział sugestywnie Brent.
- Ta, a na końcu stracę wszystko i strzelę sobie w łeb - uśmiechnęłam się wrednie - Nie, dziękuję.
- Twój wujek był hazardzistą? - spytał zdziwiony Andy.
- Ta, ale to stare dzieje, nie gadajmy o tym - poprosiłam. - A tak właściwie, która jest godzina? - ziewnęłam zasłaniając usta.
- 3:15 - odpowiedział basista spoglądając na zegarek.
- Boże, godzina demonów - oznajmiłam poważnie i odruchowo wtuliłam swoje ciało w klatkę piersiową Ronald'a. W sekundzie do moich uszu dobiegły jęki Radke i Marles'a.
- Znowu się zaczyna - westchnął Ron przechylając głowę do tyłu. Całe towarzystwo spoglądało na nas pytająco więc Brent postanowił ich co nieco poinformować.
- Ta, tutaj - wskazał na mnie - Kiedyś chciała być demonologiem i zaczęła świrować na punkcie wszystkiego co nadprzyrodzone, następnie dzieliła się swoimi informacjami przez co nasza psychika na tym niezwykle ucierpiała.
- Znowu nie przesadzajcie - machnęłam ręką. Spojrzeli na mnie spode łba.
- Kurwa, gdy nie mogłaś spać musieliśmy u ciebie być przed trzecią piętnaście bo inaczej z strachu darłaś ryja na całe Vegas - przypomniał blondyn, na co cały stół wybuchnął śmiechem.
- Dzięki za zrozumienie - założyłam ręce na piersi i zrobiłam fochnięty dziubek. - A tak w ogóle to chyba czas się zbierać - stwierdziłam.
- Nieeee....jeszcze - marudził Radke.
- Jak chcecie, ja już wracam - poinformowałam wstając z kolan bruneta. - Ej, a gdzie jest Ash i Frances? - spytałam zdziwiona szukając wzrokiem Bean.
- A kto to wie - Christian zaczął tasować nowe karty.
- Ty, chyba nie masz zamiaru sama wracać prawda? - Derison wstał z swojego miejsca.
- To duża dziewczynka, poradzi sobie - odrzekł bezemocjonalnie Ronnie układając swoją talię.
- Pójdę z tobą - nie...nie...nie...tylko nie to!
- Nie musisz. Andy z nią pójdzie - wyręczył mnie w odpowiedzi.
- Ron, my umiemy mówić - zirytowałam się.
- A powiedziałem coś niezgodnego z prawdą? - kurwa, jeżeli ten człowiek dalej będzie wgapiał ślepia w te przeklęte karty, przysięgam, że krew się poleje.
- W zasadzie to... -zaczęłam niepewnie.
- Nie - przerwał mi Biersack obejmujący mnie w pasie. Kątem oka spojrzałam na Ben'a z wymalowaną wściekłością na twarzy. Posłałam mu przepraszające spojrzenie, które wymusiłam z wielkim trudem.
- A i daj mi kartę od twojego pokoju, bo coś czuję, że nie dane mi będzie spać u siebie - wyciągnęłam sugestywnie rękę w jego stronę.
- To idź spać do Biersack'a - wypalił, a moja szczęka opadła w dół. Nie no, ja mu zaraz zrobię z dupy jesień średniowiecza.
- Dla mnie to nie problem - wokalista poruszył sugestywnie brwiami,spojrzałam na niego z miną seryjnego mordercy.
- Radke, daj mi tą cholerną kartkę! - rozkazałam przez zaciśnięte zęby.
- Ciii - pomachał na mnie ręką - Myślę jakby tu podbić.
- Podbić to ja zaraz mogę ciebie! - oznajmiłam wściekle.
- Hmmm....czekać czy podbić - ignorował mnie. Dosyć tego. Już miałam mu wydrapać oczy gdy ręka oplatająca moją talię zaczęła mnie ciągnąć w przeciwną stronę. Mogłabym się szarpać, ale biorąc pod uwagę luksusowe kasyno przyjaciela, wysokie szpilki i lekkie upojenie alkoholowe nie byłby to najmądrzejszy pomysł więc posłusznie podążyłam z chłopakiem do wyjścia. Przed budynkiem czekała "nasza limuzyna". Bez słowa otworzyłam drzwi i wsiadłam do środka. Minutę później dołączył do mnie uśmiechnięty Andy.
- Chyba nie chciałabyś, żeby zamiast mnie, tutaj siedział Ben. - bardziej stwierdził niż zapytał widząc moją wkurzoną minę.
- Najchętniej bym szła sama, ale okej - burknęłam sięgając po butelkę otwartego szampana. - Chcesz też? - spytałam nalewając napój do kieliszków.
- Poproszę - podałam chłopakowi napój i oboje zrobiliśmy po łyku.
- A, właśnie dlaczego chciałaś spać u Ronnie'go?
- A co myślisz, że Ash i Frances zniknęli bo ich głowa rozbolała? - spojrzałam na niego jak na skończonego debila.
- Tak..też myślałem - próbował bronić swoją dumę.
- Jaaaasne..
   Droga powrotna minęła nam w dość miłej atmosferze. Opowiadaliśmy sobie różne, zabawne historię i nawet nie wiedziałam kiedy pojazd się zatrzymał przed hotelem. W dobrym humorze wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę windy.
- Czyli dzisiaj zostajesz u mnie - upewnił się wciskając odpowiednie piętro.
- Podziękuj Radke  - oparłam zmęczone plecy o jedną z ścian.
- A żebyś wiedziała, że podziękuję - posłał mi rozbrajający uśmiech, na który w odpowiedzi mimowolnie zachichotałam. Nagle do naszych uszu dobiegł ten charakterystyczny dźwięk oznajmujący przyjazd. Weszliśmy na korytarz, a ja posłusznie dreptałam za prowadzącym wokalistą.
- To tutaj - oznajmił po kilku sekundach drogi wyciągając z tylnej kieszeni kartę. Otworzył, pośpiesznie drzwi i pchnął je przepuszczając mnie pierwszą. Moim oczom ukazał się, niewielki salonik urządzony w kolorach kawowych. Całkiem gustowny.
- Na prawo - usłyszałam za sobą. Zmęczona skierowałam tyłek do wskazanego mi pomieszczenia.
- Wow - wymamrotałam pod nosem. A myślałam, że moja sypialnia jest najlepsza. Bez zastanowienia podeszłam do okna podziwiając centrum Vegas. Boże, dalej nie mogę uwierzyć, że znowu jestem w moim ukochanym mieście. Mieście, które nigdy nie śpi. Mieście, które jest zarazem rajem, jak i piekłem. Mieście grzechu.
   Moje rozmyślania przerwał ciepły oddech otulający kark. Chwilę potem poczułam te przyjemne usta muskające delikatnie moją skórę. Zamruczałam i przymknęłam delikatnie oczy w rozkoszy. Nagle moją głowę zalał seksowny szept bruneta.
- Masz ochotę dokończyć to co zaczęliśmy?

------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ta dam :3 Ciulata 10 -.- Japierdole, nawet nie wiecie jaka jestem wkurzona! Zaczęłam eksperymentować z kontem google+ i się to okazało dla mnie czarną magią, coś mi się popieprzyło w profilu i komentarzach i w ogóle, no szlak mnie chcę trawić uh ;/ Chuj, nawet mi się specjalnie nie chce pisać notki pod rozdziałem..boże...Ej ludzie? Błagam! Jak ktoś się na tym zna to proszę o pomoc bo zwariuję za chwilę xD W ogóle dzisiaj na lekcji religii się dowiedziałam, że Hello Kitty to szatańska bajka, której oglądanie niesie z sobą wielkie konsekwencję bo wymyślił ją mężczyzna, który zawarł pakt z diabłem, że jeżeli jego córka, chora na raka wyzdrowieje to on zrobi bajkę która będzie odzwierciedleniem szatana :D I od razu mi jakoś Purdy na myśl przyszedł ahahaha :DNo i muszę tutaj napisać o cudownym komentarzu mojej przyjaciółki na temat głosu Juliet :
Ja : Ale Juliet ma ten głos taki okropny, że aż świetny.
Klaudia : E tam, ona ma fajny głos, taki trochę zapijaczony :3
To tyle misie, pozdrawiam kc was :*
13 KOM = Next !

32 komentarze:

  1. Po primo: Jestem zajebista, masz dług, pamiętaj:P I jak znów coś będzie nie halo, to wiesz.
    Po secundo: Ash jako szatan... NIE! hahahahah. tzn. mimo całej mojej sympatii do niego, on jest na to za głupi. Sorry, Purdy, taka prawda. Jezu, jak moje komentatorki to zobaczą, co ja tu piszę, to mnie zabiją:D
    Co do rozdziału: fajny. Tak, wiem, bardzo twórcze słowo. No, ale co ja mam ci pisać, jak ty to wszystko wiesz?
    Teksty Ash'a i Ronnie'go powalają. Zresztą Ronnie przeszedł sam siebie. I ten garnitur... Od razu widzę teledysk Bad Girls Club. Strój Andy'ego też z czymś mi się kojarzy:D (za dużo przejrzanych zdjęć, przy tworzeniu rozdziału na bloga) Za to Ashley w tej rozpiętej koszulce przypomina mi ten videoczat, gdzie robił mini-striptiz, pokazując swój Outlaw. I taka romantyczna scenka w damskim kiblu^_^. Jak zobaczyłam Brenton'a, to tak kombinowałam skąd go znam. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że w czarownicy go widziałam... Miałam napisany zajebiście długi i fajny komentarz, ale oczywiście go sobie usunęłam. Taka mądra ja. Więc już kończę. Weny mnóstwo i kolejnych fajnych pomysłów. Jestem ciekawa, co jeszcze wymyślimy niezależnie od siebie:D Buziaki. Black.
    http://myworld-meandblackveilbrides.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej halo, Ania, ale to, że Ash lubi tleniony blond i dużo tapety, nie oznacza, że jest głupi, hahaha :D :P

      Usuń
    2. Chodziło mi raczej o jego durne pomysły. Poza tym wiesz, ktoś kto jest diabłem wcielonym to powinien mieć jakąś... charyzmę:D A Ashley bardziej od podniecenia to wywołuje u mnie szyderczy śmiech:D:D .....
      Dobra! I tak go kocham♥ Inaczej jednak bardziej bym po nim jechała w swoich wypocinach.

      Usuń
  2. Piszesz naprawdę rewelacyjnie. Ten rozdział straszliwie mnie wciągnął i wręcz niecierpliwie czekam na następny c:

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapijaczony głos Juliet XDDDD
    Co do rozdziału to myślałam, że będą jakieś "ciche dni" między Andy'm a Taylor, a tu proszę... szybo się dogadali, haha.
    Podobno najlepszy na zgodę jest seks to zobaczymy czy im pomoże.
    Jezu co ja Tu w ogóle pisze, nie zwracaj uwagi hahahah :D

    Kurde Ronaldzie jak ja Cię uwielbiam! <3
    No dajcie mi takiego przyjaciela! Zabiłabym za takiego! :(
    no i po co mi te wykrzykniki to ja nie wiem...
    Denerwuje mnie Ben, ale wszystko zmierza do tego, że może się delikatnie to mówiąc jebać bo Tay jest zainteresowana kimś innym ^^

    I w ogóle dziś tak wcześniej komentuję niż zwykle, aż jestem z siebie dumna, że Cię nie zawiodę brakiem komentarza przez długi czas, jaaj! <3
    Szkoda, że Brent jest gejem, bo przyznam, że jest całkiem całkiem haha :D
    Dobra nic lepszego dziś nie jestem w stanie napisać, wybacz, ale jestem zmęczona :(
    Życzę dużo weny, komentarzy, powodzenia z kontem google, czasu, jakiś supi snów z Andy'm i Ron'em, no i miłej nocy! :)
    Trzymaj się, czekam na kolejny. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. SUPER ROZDZIAŁ!!! Czekam na następny, może by spodobał ci się pomysł typu że na przykład Ben spróbowałby zgwałcić Taylor? Albo też by wróciła Juliet i by namieszała bo by chciała żeby Andy do niej wrócił. I sorry że się powtórzę ale to jeden z lepszych rozdziałów i czekam na następny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, czy mój blog jest aż tak bardzo przewidywalny? :o Spokojnie słodko napewno nie będzie, to było zbyt banalne,ale powiem szczerze,że mam tak cholernie dużo pomysłow, że nwm czy je zmieszcze w 100 rozdziałach :3

      Usuń
  5. Najlepszy blog ever ❤ i tyle band membersów *,* świetny rozdział. Czekam na kolejny :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Najlepszy blog o Black Veil Brides! Czekam na kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję że blog będzie miał jak najwięcej rozdziałów =D

    OdpowiedzUsuń
  8. Rewelacyjny! Jeden z najlepszych rozdziałów. Pragnę następny ~

    OdpowiedzUsuń
  9. Znalazłam ten blog dopiero teraz i muszę przyznać że. ... jest świetny!
    Życzę Ci duuzo weny i pozdrawiam
    ~~wyslanniczka

    OdpowiedzUsuń
  10. "Kim ty myślisz, że jesteś hm?" Yay! Tak bardzo "who do you think you are" i przez cały czas miałam tę piosenkę w głowie. Biedna pani, która zastała Tay i Andyego w toalecie hahah i jeszcze ten jego tekst z tą kolią. Wyobraziłam sobie to i hahaha >.< świetnie by to wyglądało

    Nono ciekawe jak to będzie z tym spaniem :3 czekam. Rozdział świetny
    xoxo !

    OdpowiedzUsuń
  11. nic dodać nic ująć , fajny rozdział jednak szczerze mówiąc myślałam ,że dłużej zajmie Tay obrażanie sie na Andy'ego np . tak do 20 rozdziału :3
    ~"Kiedyś chciała być demonologiem i zaczęła świrować na punkcie wszystkiego co nadprzyrodzone, następnie dzieliła się swoimi informacjami przez co nasza psychika na tym niezwykle ucierpiała." ~ uhuhuhu skąd ja to znam ,jak to przeczytałam to normalnie padłam , no i niestety moja psychika też na tym ucierpiała ;* do zobaczenia w następnym rozdziale <3
    Nat.

    OdpowiedzUsuń
  12. Najlepszy blog ever!!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Czekam na kolejny rozdział!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Wspaniałe zakończenie rozdziału!!! Pięknie piszesz te rozdziały! Czekam na kolejny wpis!

    OdpowiedzUsuń
  15. Awwww <3 Ten rozdział jest cudowmy, przebija wszytkie! I został jeszcze zadedykowany dla mnie :D Tak cholernie się ucieszyłam jak przeczytałam, że Andy pocałował Taylor w tej łazience :3 Nie mogłam odlepić wzroku od ekranu laptopa xD Z niecierpliwością czekam za kolejnym rozdziałem i mam nadzieję, że będzie tak samo pikantny jak ten <3
    Pozdrawiam i bardzo dziękuję za dedykację :*** Kocham! <3

    OdpowiedzUsuń
  16. więc tak, przeczytałam w ostatnie dwa dni wszystkie rozdziały i powiem Ci tyle: MEGA!!!
    oczywiście nie byłabym sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepiła xDD
    ale i tak uważam, że masz talent i z niecierpliwością vzekam na następny rozdział <3
    pod następnym postaram się bardziej rozpisać bo teraz już nie pamiętam co było w ostatnim rozdziale ;c xD
    weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  17. Ashley uczy kogoś anatomii :P
    Wkurzają mnie tacy faceci: (przed kumplami głównie) zgrywają że laska im się nie podoba, a jak nią interesuje się inny to się wkurzają. Co za zaprzeczenie?
    Dokończą czy nie? - Kurde, kobieto, chcę następny, jak mogłaś tak zakończyć. To niehumanitarne!! :P

    A tak w ogóle, na początku myślałam, że graja w monopoly :P
    Czekam na następny!! <3

    Zapraszam na rozdział 3!
    http://heartoffire-bvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Przyznam, że już od wczoraj czekam na kolejny rozdział i nie mogę się doczekać kiedy w końcu się pojawi!

    OdpowiedzUsuń
  19. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! ^^

    OdpowiedzUsuń
  20. *u* Taylor i Andy...:3 oj błagam żeby dokończli. Ash praktykuje lekcje biologi <3

    My nightmare

    OdpowiedzUsuń
  21. Już nie mogę się doczekać co będzie w kolejnym rozdziale

    OdpowiedzUsuń
  22. Świetnie :D Piszemy dalej ... Dalej <3 ~~MaDa/Cyna~~

    OdpowiedzUsuń
  23. Kiedy kolejny rozdział? Blog jest taki piękny <3<3<3

    OdpowiedzUsuń
  24. Hejka,
    Obiecałam, że skomentuję.
    Nie umiem pisać komentarzy ale mam nadzieję, że wraz z nowymi rozdziałami się rozkręcę.
    Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  25. OMG cudowny rozdział Andy i Taylor aww :3. Ash i Ronnie ach te ich teksty XD.Czekam na next xyz♥

    OdpowiedzUsuń
  26. A czy 11 rozdział mógłby być dłuższy skoro blog jest chwilowo zablokowany? ;c

    OdpowiedzUsuń