sobota, 25 października 2014

Rozdział IX ~ Brudny taniec

Regular POV 

    W głośnikach rozbrzmiała piosenka "Sexy Chick". Dziewczyny zaczęły rytmicznie poruszać ciałami w rytm muzyki.Seksowne ruchy Momsen sprawiały, że niemal każdy w klubie nie mógł oderwać od niej wzroku.

Jednak ona pragnęła zwrócić uwagę tylko jednej osoby. Siedzący przy stoliku lider Black Veil Brides z fascynacją przyglądał się blondynce. Ta, z kolei kątem oka zerkała na chłopaka sączącego drinka. W pewnym momencie tancerki przeniosły seksowne tyłki na środek parkietu, gdzie dalej kontynuowały wykonywanie swoich czynności. Taylor postanowiła całkowicie zapomnieć o bożym świecie. Przymknęła delikatnie oczy by móc się rozkoszować działaniem ecstasy. Zielono-niebieskie światła co jakiś czas migały dziewczynie przed oczami pobudzając wyobraźnię.
   Nagle poczuła dwa silne ramiona oplatające jej biodra. Kawałek "Without you" zaczął uciekać wprost do jej uszu. Wszystkie zmysły zostały błyskawicznie wyostrzone. Powolnym ruchem obróciła swoją osobę o sto osiemdziesiąt stopni aby spojrzeć na tajemniczego. W ciemności dostrzegła dobrze znaną jej twarz. Idealnie zarysowane usta formujące lekki uśmiech.Wielkie hipnotyzujące, niebieskie oczy, przepełnione pożądaniem. Nie tracąc więcej czasu, oboje zaczęli kołysać ciała idealnie współgrając z rytmem muzyki. Dziewczyna zaczęła zmysłowym ruchem ocierać się o przyrodzenie chłopaka. Ich taniec był namiętny, pełen pożądania. Nie wyglądał tak, jak ten z Ashley'em. Taylor zarzuciła brunetowi ręce na szyję, ten z kolei przyciągnął ją bliżej. Ich twarze dzieliły dosłownie milimetry. Mogli dostrzec jedynie swoje oczy przeszywające się nawzajem. Oboje pragnęli być jak najbliżej. Wypity alkohol Andy'ego i spożyte narkotyki blondynki wyraźnie dawały o sobie znać. W pewnym momencie dziewczyna poczuła na swoich ustach zachłanny pocałunek Biersacka, który bez wahania odwzajemniła.Wokalista przejechał językiem po dolnej wardze niebieskookiej prosząc o dostęp. Ta, w sekundzie mu go dała. Pasowali do siebie tak idealnie. Chłopak zaczął zjeżdżać coraz niżej przenosząc się na szyję.Trafił w najczulszy punkt Momsen. Ta cicho jęknęła z rozkoszy wywołując na twarzy bruneta uśmiech. Podobało mu się jak na nią działał. Mógłby ją brać tu i teraz na sto różnych sposobów.
- Dziękuję kochani, byliście rewelacyjni! Do zobaczenia wkrótce! - w głośnikach rozbrzmiał głos słynnego DJ-a. Muzyka ucichła, a tłum zaczął wiwatować. Para niechętnie oderwała się od siebie spoglądając na scenę.
- Wracajmy do stolika - zasugerowała dziewczyna przykładając usta do ucha partnera, lekko je przy tym zagryzając, co jeszcze bardziej pobudziło jej towarzysza. Nie czekając na odpowiedź niebieskooka ruszyła w stronę loży. Andy bez wahania podążył za nią. Gdy oboje dotarli do celu, pierwszą rzeczą jaką napotkali był wściekły wzrok Ben'a skierowały głownie na Biersacka. Na szczęście, większość towarzystwa była już ładnie wstawiona, dlatego obeszło się bez głębszych pytań.
- Taylor nie siadaj, chodź ze mną, muszę do łazienki - widząc zamiary Momsen, Frances szybkim ruchem pociągła dziewczynę w stronę ubikacji.
- Jak się bawisz? - spytała Cobain, gdy te były już przed lustrami.
- W porządku, a ty? - blondynka zaczęła poprawiać włosy.
- Też, gdzie zniknęłaś z Andy'm? - jej bełkoczący się głos, sam w sobie wywoływał śmiech u Michel.
- Nigdzie, zatańczyliśmy jeden taniec i tyle - skłamała
- Acha - Bean oparła plecy o ścianę, po czym bez słowa wyszła z pomieszczenia. Lekko zdezorientowana Tay wzruszyła ramionami i wróciła do wykonywania poprzedniej czynności. Już miała, również opuścić obecne miejsce gdy poczuła okropną suchość w gardle. Zaraz po tym upadła na podłogę. Nic nie widziała, jedynie ciemność.
- Cholera - wymamrotała mrugając kilkukrotnie. Gdy po kilku minutach walczenia z samą sobą odzyskała trochę obeznania. Powoli wstała z ziemi i ruszyła do wyjścia. Zrobiła, może raptem dziesięć kroków i znów upadła. Na całe szczęście toaleta była tylko kawałek od obecnego położenia jej znajomych. Podczołgała swoje osłabione ciało pod najbliższą ścianę, ponieważ nie była w stanie dalej iść. Jej wzrokiem znów zawładnęła mgła. Miała wrażenie, że jest jedną nogą na tamtym świecie. Muzyka dudniącą w jej uszach jeszcze bardziej pogarszała stan dziewczyny. Gdy już miała odpłynąć poczuła szarpnięcie w lewym ramieniu, a zaraz potem dobrze znany głos:
- Taylor! Taylor słyszysz mnie? - Ronnie próbował otrzeźwić blondynkę. - Taylor, kurwa odezwij się! - zaczął lekko klepać przyjaciółkę po twarzy.
- Odzywam się - wymamrotał ledwie słyszalnie.
- Cholera, piłaś coś? - od razu wiedział co jest przyczyną złego stanu "siostry"
- Za...zapomniałam - oznajmiła
- Jak kurwa zapomniałaś? Czy ty jesteś normalna? Możesz się odwodnić do diabła! - był wściekły, wiedział, że przy ectasy nie trudno o taki stan.
- Co jest kurwa? - znikąd pojawił się Biersack oszołomiony stanem dziewczyny. Wyglądała strasznie, jakby umierała.
- Kretynka, zapomniała jak się ćpa - warknął - Zostań z nią, zaraz wrócę - nakazał koledze i zniknął z zasięgu wzroku. Zaniepokojony wokalista przykucnął przy dziewczynie. Założył za ucho kilka włosów, które zasłaniały twarz Taylor.
- Wszystko będzie dobrze - powiedział zmartwiony i w tym samym momencie wrócił Radke z butelką wody. Szybkim ruchem ją otworzył i ujął delikatnie głowę, ledwo przytomnej Momsen wlewając do ust trochę płynu. Po opróżnieniu całej zawartości na twarz blondynki znów zagościły kolory, a wzrok się wyostrzył.

Andy's POV

- Już okej? - spytałem z nadzieją w głosie. W życiu nie widziałem, żeby ktoś był tak, cholernie blady.
- Tak, dzięki - uśmiechnęła się blado. Razem z Ron'em pomogliśmy jej wstać.
- Panienko, jak kurwa nie umiesz brać, to nie bierz! - facet nieźle się wkurzył, ale również przeraził. Już zdążyłem zauważyć, że pomiędzy nim z dziewczyną jest wyjątkowa więź.
- To mój tekst - oznajmiła siadając na loży.Ale chwila...chwila...chwila...Co ona wzięła?
- To kurwa pij coś! - rozkazał zajmując miejsce po drugiej stronie. Taylor chwyciła za pierwszy lepszy napój stojący na stole. Duszkiem opróżniła całą zawartość naczynia kwasząc się przy tym znacznie.
- Nie o takie picie mi chodziło - oznajmił rozbawiony brunet.
- Kij z tym. - stwierdziła i już miała sięgnąć po kolejną porcję alkoholu gdy pośpiesznie zatrzymałem jej dłoń.
- Chyba wystarczy wrażeń jak na jeden dzień - zauważyłem. Dziewczyna popatrzyła na mnie z miną seryjnego mordercy.Wytargała kończynę i naburmuszona skrzyżowała ręce na piersi, a plecy połączyła z oparciem siedziska. Zacząłem aktywnie rozmawiać z Radke i nawet nie wiem kiedy naszą loże zapełnili znajomi. Ashley z Ben'em przynieśli kolejną porcję drinków. Derison zajął miejsce tuż obok Momsen, której mina mówiła sama za siebie, że nie jest zbytnio zadowolona. Próbowałem koncentrować rozum na rozmowie, ale durne podrywy tego kretyna, co chwilę mnie rozpraszały. Za każdym razem gdy chłopak czegoś próbował Taylor odruchowo przysuwała się do mnie. Nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie. Kiedy Ben zaczął wyjeżdżać z jakąś randką objąłem dziewczynę, która dyskretnie  wtuliła we mnie swoje drobne ciało. Kątem oka dostrzegłem wściekły wyraz twarzy Derison'a. Posłałem mu spojrzenie mówiące"Ona jest moja" co wywołało u niego jeszcze większe zdenerwowanie. Gdy ten palant wreszcie odpuścił, zacząłem wraz z Tay aktywnie uczestniczyć w dyskusji na temat istnienia Ufo.
- Ale ja wam, kurde mówię, ja też widziałem te istoty! - wybełkotał schlany w trzy dupy Rayan.
- Dobrze gadasz stary! - wystawiłam otwartą dłoń nad stolik, po czym przybiłem piątkę z Seamanem.
- Przestańcie pierdolić!Byłem w strefie 51 nie raz i nie widziałem żadnych zielonych ludziów - poinformował Ronnie.
- A o jakich godzinach? - spytał, albo raczej wybełkotał Matt.
- O każdej! Czasami Every day, Every night - Ta..Radke też już jest ładnie chycony.
- Przestań pierdolić Ronald! A jak wyjaśnicie te kręgi w zbożu? - drążyła temat Frances.
- Ronnie, kiedyś lubił bawić się kosą - odpowiedziała Momsen, na co całe towarzystwo wybuchło śmiechem.

- Ja już nie powiem czym ty się lubiłaś bawić! - przypomniał jej przyjaciel.
- Ja nie mam nic do ukrycia - powiedziała pewnie.
- Czyżby? - uniósł chytrze brwi.
- Dobra, zmiana tematu - zażądała szybko. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę w jakiej pozycji siedzimy. Ja z rozłożonymi rękoma wzdłuż loży, a Taylor oparta o moją klatkę piersiową. Normalnie padłyby już dawno pytania typu: " A wy co? Romanisik"? "Dobra jest?" "Będzie ruchanko" , ale i tak wypadaliśmy blado w porównaniu  do Ashley'a, któremu Cobain siedziała na kolanach. Basista wtulony w jej klatkę piersiową nic więcej, nie potrzebował do szczęścia. Isabel siedziała na Jacky'm okrakiem namiętnie całując co jakiś czas. Nawet Christian siedział na kolanach Jinxx'a.
- Która godzina? - spytała niebieskooka subtelnie ziewając.
- Druga trzydzieści - odpowiedział Jake spoglądając na ekran swojej komórki.
- Dobra kompania, zbieramy się - klasnął w dłonie Radke dopijając swojego drinka.
- Jezu, niech mnie ktoś uszczypnie! - skomentowała Momsen - Ronnie Radke, dobrowolnie wyjdzie z klubu, to jakiś cud! - złożyła ręce jak do modlitwy i teatralnie spojrzała w górę.
- No widzisz, wydoroślałem - oznajmił, a cały stolik ze mną na czele ryknął niekontrolowanym śmiechem.
- Dobra, na serio wychodzimy, - brunet wstał z miejsca i chwiejnym krokiem ruszył w stronę wyjścia. Reszta poszła w jego ślady. Po około pięciu minutach doszliśmy do wyjścia. O dziwo każdy szedł o własnych siłach. Taylor od swojego omdlenia wypiła jeszcze parę drinków co spowodowało, że ledwo trzymała się na nogach. Ja też nie byłem lepszy, jednak mimo to bardziej trzeźwy od dziewczyny. Przed wyjściem czekała już na nas ta sama limuzyna, którą przyjechaliśmy. Ale kto do cholery był na tyle niewstawiony, żeby po nią zadzwonić?
- O paczajcie limuzyna! - krzyknął najebany Radke i biegiem ruszył w stronę pojazdu. Pominę fakt, że trzy razy zaliczył glebę. Po chwili każdy już siedział na swoim miejscu.
- To co? Szampanika za udany wieczór? - zaproponowała ledwie myśląca Momsen.
- Jestem za - wydukał ledwie żywy Jake
- Ja też! - powiedzieli równo Ashley i Frances.
- Też mogę się napić - dodał schlany Jacky.
- To ja kulturalnie poleje - stwierdziła blondynka próbująca wstać z miejsca co zakończyło się upadkiem w bok, wprost na Ronnie'go. No, nie tak całkiem wprost, ponieważ w odpowiednim momencie zdążyłem ją złapać.
- Może ja to zrobię - powiedziałem rozbawiony, na co tylko przytaknęła i z powrotem wciągała ciało na siedzenie. W kilka minut nalałem każdemu lampkę alkoholu, z małą pomocą najbardziej ogarniętej Isabel.
- Yyy...toy....jea..chciełbyem..wnieść toeast - zaczął Radke
- W tłumaczeniu. Pijemy! - przerwała mu Tay podnosząc charakterystycznie kieliszek w górę. Reszta zawiwatowała i tak po następnych pięciu minutach cała zawartość barku zniknęła.
   Niespodziewanie poczułem ciepłą dłoń na swojej wewnętrznej stronie uda, niebezpiecznie blisko mojego przyjaciela. Nie musiałem długo główkować. Powolnym ruchem obróciłem głowę, a mój wzrok napotkałam porażające spojrzenie Momsen. Dziewczyna patrzyła na mnie lepiej niż najlepszej klasy dziwka. Dosłownie. Jej oczy tryskały pożądaniem i pragnieniem. Jezus Maria! No ja jestem facetem! I to pijanym. To nie jest dobre połączenie. Na całe szczęście limuzyna się zatrzymała w odpowiednim czasie, przez to byliśmy zmuszeni do opuszczenia pojazdu. Kolejno, każdy wysiadł z samochodu i zaczął iść w stronę windy. W pewnym momencie poczułem jak ciało blondynki, które cały czas prowadziłem, zaczęło upadać.
- Ej, Taylor co jest? - spytałem starając się utrzymać dziewczynę.
- Zostańmy tutaj spać, nie mam siły iść - powiedziała roześmiana. Westchnąłem ciężko i bez dłuższego namysłu wziąłem ją na ręce. Ta energicznie pisnęła przez co oczy całej obsługi były skierowane na naszą dwójkę.
- Cicho bądź - mimowolnie na mojej twarzy zagościło lekkie rozbawienie. Momsen wtuliła swoje ciało w moje i zadowolona przymknęła, zmęczone oczy.
- A tej co? - spytał niewyraźnie Ron - Nie może iść?
- Jak widać - wzruszyłem ramionami i podrzuciłem lekko niebieskooką, ponieważ zaczęła mi spadać z rąk. Nie żeby była jakaś ciężka! Wręcz przeciwnie. Nie dałbym jej więcej niż pięćdziesiąt kilogramów. W odpowiedzi usłyszałem rozwalający warkot. W tym samym momencie winda zatrzymała się na trzydziestym czwartym piętrze. Pożegnałem znajomych, razem z Ashley'em, który również odprowadzał ledwie kontaktującą Cobain.
- Yyy...dziewczyny? - zaczął Purdy - Jaki macie numer pokoju?
- Teayleor? - wybełkotała brunetka - Jakieay mamy number pokojeu?
- Numberowaty - blondynka wpadła w histeryczny śmiech, przez co jeszcze trudniej było mi ją utrzymać. Spojrzeliśmy po sobie z basistą.
- Która ma kartę do pokoju? - aż nie mogę uwierzyć, że Ashley Abrocket Purdy jest na tyle trzeźwy, żeby racjonalnie myśleć. Świat się kończy.
- Alele, że o co chodzi? - Momsen nagle oprzytomniała.
- Kurwa, klucz do pokoju - powtórzył zirytowany już przyjaciel.
- Ale, że nasz? - powiedziały równocześnie. Znudzony już tą całą rozmową postawiłem Taylor na ziemi i zacząłem obszukiwać jej kieszenie.
- Sprawdź Frances - nakazałem, na efekty nie trzeba było długo czekać. Ucieszony Purdy zaczął z wielkim zaangażowaniem przeszukiwać dziewczynę. W pewnej chwili obie wybuchły tak głośnym śmiechem, że byliśmy zmuszeni zakryć im usta dłonią. Drugą zwinnym ruchem wsadziłem w tylną kieszeń spodni blondynki na co ta lekko podskoczyła zaszokowana. Rozbawiony puściłem jej oczko, po czym wyjąłem elektroniczny klucz.
- Mam - krzyknąłem uradowany i spojrzałem na numer. - 3579 - zacząłem wyszukiwać wzrokiem. Jak się okazało byliśmy dokładnie przed właściwymi drzwiami. Nie tracąc czasu przesunąłem kartą po specjalnym czytniku i chwyciłem za klamkę. Jako pierwsi weszli Ash i Fran, następnie Tay, a jako ostatni ja. Kumpel zapalił światło, a moim oczom ukazał się wielki apartament. Dlaczego one mieszkają lepiej od nas?
- Dobra, gdzie macie sypialnie? - spytałem dokładnie analizując wnętrze.
- W tamtą stronę - obie oznajmiły równocześnie pokazując palcem w dwie inne strony.Widząc nasze miny Bean wyjaśniła - No bo ja śpię tam, a ona tam. - zachichotała jak głupia.
- Dobra, więc my idziemy tam - oznajmił Ash ciągnąc za sobą ledwie kontaktującą brunetkę i skierował do lewej sypialni. Ja idąc w jego ślady bez słowa chwyciłem "moją dziewczynę" i zaprowadziłem do prawego pokoju, który nie powiem również był genialnie urządzony.
- Ja nie idę - stwierdziła w progu Momsen próbując jako tako utrzymać się na nogach.
- Dlaczego? - spytałem zdezorientowany.
- Bo ja mam wina w barku i chcę pić! - wyjaśniła. Ciężko wzdychając podszedłem do niej i podobnie jak wcześniej wziąłem na ręce.
- Ymmm..nie wiedziałam, że jesteś taki silny - powiedziała zmysłowo trzepocząc rzęsami.
- Boże Święty kobieto, chodź - pokręciłem z dezaprobatą głową i skierowałem nas w stronę łóżka.
- Ahahaha...zmęczona jestem - roześmiała się i zaczęła przeczesywać włosy palcami.
- Właśnie widzę - położyłem ją delikatnie na miękkiej pościeli i gdy chciałem wyprostować kręgosłup uniemożliwiły mi to ramiona dziewczyny oplatające moją szyję.
- Aleee ty jesteś silny - wymruczała. Cholera, przecież ona mnie wykończy psychicznie. Zwinnym ruchem wyplątałem się z objęć niebieskookiej.
- Nie no, gdzie idziesz nooo? - zrobiła smutną minkę, zdejmując jednego buta. Za nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć jej obuwie kolejno lądowało w moich dłoniach.
- Fajne mam buciki nie? - wydęła usta.
- Yhm...cudowne... Do chodzenia. Nie do rzucania - zauważyłem i nawet nie spostrzegłem kiedy Momsen stała przede mną zdejmując bokserkę, ukazując swoją czarną, seksowną, koronkową bieliznę. Boże dopomóż. Nie mogłem oderwać oczu od jej idealnego biustu. Była taka drobniutka jakim cudem ma takie cycki?
- Podoba się?- wyszczerzyła białe zęby.
- Idziesz spać - oznajmiłem na jednym wdechu popychając Taylor znów na łóżko.
- Idziemy razem - wymamrotała ziewając.
- Dobra, zgoda, ale poczekaj chwilę - szybkim krokiem opuściłem pokój kierując tyłek do kuchni w poszukiwaniu barku. Wyjąłem pierwszą lepszą wódkę i zrobiłem dwa łyki. Palący płyn zaczął drapać moje gardło, w efekcie czego wykrzywiłem w niesmaku twarz i z powrotem ruszyłem do pokoju. Na łóżku dostrzegłem już nieprzytomną Momsen. Wyglądała tak...tak...tak...niewinnie? Chwiejnym krokiem podszedłem bliżej biorąc kilka jej kosmyków i zakładając za ucho. Nie wiem dlaczego, nie skorzystałem z okazji przespania się z nią, chociaż to nie w moim stylu. Szanuje kobiety i wiem, że na trzeźwo mogłaby tego żałować, a co gorsza mnie znienawidzić. Już pominę fakt, że Radke by mnie posłał na tamten świat. Westchnąłem (już chyba po raz setny tego wieczoru) i zacząłem ściągać spodnie blondynki, więc po chwili leżała przede mną w samym staniku i skąpych figach. Nie mogę już na to patrzeć bo zwariuje, ona tak cholernie mnie podnieca. Przykryłem ją cienkim skrawkiem materiału i wyszedłem z pokoju. Już miałem wychodzić gdy sobie o kimś przypomniałem.
- Ashley - wymamrotałem pod nosem i ruszyłem do lewej sypialni zastając tam niecodzienny widok. Całkowicie ubrani Purdy i Cobain leżeli wtuleni w siebie na wielkim łóżku. Już miałem go obudzić gdy stwierdziłem, że wolę ich tak zostawić i zobaczyć rekcję Bean, następnego dnia. Tak, więc sam opuściłem apartament kierując zmęczony tyłek wprost do swojego łóżka.

Taylor's POV

   "Nie, nie, nie tylko nie to" - poprosiłam w myślach ledwie przytomna. Jedyne co mogłam ogarnąć to, to, że zaraz zwymiotuję. Gdy poczułam w gardle nieprzyjemny smak, momentalnie zerwałam się z łóżka i ruszyłam w stronę łazienki, potykając się kilkukrotnie o własne nogi. Po dotarciu do pomieszczenia od razu przykucnęłam nad muszlą i ledwie co zdążyłam otworzyć klapę od sedesu, cała zawartość mojego żołądka ujrzała światło dzienne. Przeklinam swój organizm, nietolerujący alkoholu. Dlaczego nie mogę być jak Ronnie? Ten skurwiel mógłby zmieszać wszystkie alkohole świata, a i tak i tak by nie rzygał. Pozdrowienia dla tego pana.
   Gdy tylko moja dolegliwość na chwilę ustała, zmęczona oparłam plecy o ścianę. Nie minęło pięć minut, a znów musiałam powtarzać tą samą czynność. Raz, drugi, trzeci, aż w końcu nie miałam już co zwracać. Wycieńczona powoli wstałam z podłogi i ruszyłam do lustra. O dziwo nie było źle. Make up się nie zmył, więc wszystko zasłaniał. Sięgnęłam po kilka wcześniej już wypakowanych wacików, mleczko do demakijażu i zaczęłam uporczywą pracę. Po około piętnastu minutach moja twarz była czysta jak łza i nawet o dziwo, nie było źle. Po za podkrążonymi oczami, zapadniętymi policzkami i bladą cerą.A nie! Jednak było źle! Dopiero teraz zorientowałam się, że mam na sobie jedynie bieliznę i w tym samym momencie do mojej głowy zaczęła napływać fala wspomnień , a moja twarz z białej przybrała kolor intensywnej czerwieni. Matko, chyba już do końca wyjazdu nie spojrzę Biersack'owi w oczy. Zażenowana zrzuciłam z siebie niewielką ilość materiału i weszłam pod prysznic. Ustawiłam wodę na najbardziej lodowatą jak tylko mogłam. Moje ciało zesztywniało, tętno zaczęło przyśpieszać. Nie mogłam wziąć wdechu. Płuca zaczęły się zwężać. Po kilku minutach oswajania ciała z zimną cieczą wreszcie byłam w stanie wykonać jakąkolwiek czynność. Najpierw dokładnie umyłam włosy, które były już zdecydowanie przetłuszczone. Następnie sięgnęłam po odżywkę i delikatnie wtarłam w skórę głowy zostawiając na chwilę. W między czasie skorzystałam z żelu pod prysznic. Spłukałam włosy i owinęłam ciało cieplutkim ręcznikiem. Drugi tradycyjnie związałam na głowie. Tak, już bardziej ożywiona wróciłam do sypialni wybrać coś do ubrania. Spojrzałam jeszcze na wielki zegar wiszący w kuchni. Wskazywał on godzinę 6:48. Już na sto procent spać nie pójdę. Po ciężkich poszukiwaniach, ostatecznie zdecydowałam się na szarą bluzkę z krótkim rękawem , sięgającą do polowy uda, czarne rajstopy , naszyjnik z krzyżem i botki ozdobione łańcuszkami w kolorze bluzki. Ubrana znów poszłam do łazienki w celu zrobienia makijażu i ogarnięcia fryzury. Nałożyłam korektor pod oczy i podkład. Większość osób myśli, że mocno się maluję, a ja jedynie podkreślam, dość wyraziście oczy i czasami usta. Pudru prawie w ogóle nie używam, ponieważ z natury mam tzw"czystą" cerę. Dzisiaj nie miałam ochoty na czarne ślepia więc oczy podkreśliłam jedynie maskarą i nałożyłam troszkę szarawo-czarnego cienia, tworząc delikatny smokey eye. Usta musnęłam bordową szminką. Włosy rozczesałam, wysuszyłam suszarką i użyłam trochę pianki do skręcania. W efekcie czego na mojej głowie postały delikatne falo-loczki. Tak gotowa wyszłam z łazienki i skierowałam tyłek do kuchni w celu napojenia organizmu. Już po otwarciu pierwszej szafki trafiłam na to co chciałam. Miałam do wyboru kilkanaście rodzai kaw. Po krótkim namyśle wybrałam orzechową. Wlałam wodę do elektrycznego czajnika i czekałam, gdy do moich uszu dobiegło...chrapanie? Frances chrapie? Nie, no przecież ona...chwila...moment. Powolnym krokiem skierowałam się do sypialni Cobain. Moje oczy napotkały niesamowity widok. Ashley Purdy wtulony z brunetkę i to w ubraniu! Mimowolnie na mojej twarzy zagościł wielki banan. Spali tak słodko. Szkoda by ich budzić, ale zważając na to, że jest już po ósmej to mój obowiązek. Podreptałam do salonu. Włączyłam telewizor na jakiś kanał muzyczny, gdzie na moje cholerne szczęście zaczynał grać kawałek "Baby" Justin'a Bieber'a. O boże, to będzie pobudka roku! Stanęłam z pilotem w progu od sypialni i wyczekiwałam na refren. Gdy ten nastąpił pogłośniłam na fula muzykę. Kilka sekund później oboje leżeli po dwóch stronach łóżka.
- Wyłączyć to błagam! - wydzierał mordę Purdy, po chwili dołączyła do niego Bean, zauważająca moją skromną osobę.
- Cholera! Taylor zabiję Cię! - krzyknęła i ruszyła za mną w pogoń po całym apartamencie. - Już nie żyjesz dziwko! - darła się. Ostatecznie dorwała mnie w moim pokoju i zaczęła okładać poduszkami.
- Aaaaa...przestań! - nie dawała za wygraną i zapewne gdyby nie to, że dalej słychać było głos Kanadyjczyka zostałabym zmasakrowana. A tak Fran musiała lecieć wyłączać muzykę bo basista by się nam zapłakał na śmierć.
- Ty!!! - wskazał palcem w moją stronę gdy szłam wyłączyć czajnik.
- Jaaa - pokazałam mu język i zalałam napój.
- Jesteś okrutną osobą! - stwierdził z łzami w oczach. Boże, oni są nienormalni.
- Dobra, dobra ty lepiej gadaj jak Ci się spało w łóżku Fran - zmieniłam temat. Oboje popatrzyli po sobie.
- No ej! Byłem zmęczony, a ona miała takie wygodne łóóóóżko - przeciągnął ostatnie słowo puszczając oczko Cobain , której policzki oblał rumieniec. - Ale ty lepiej gadaj jak tam z Andy'm - dodał upijając łyk MOJEJ kawy.
- A co ma być? - udawałam głupią
- Poszłaś grzecznie spać? - uniósł podejrzliwie prawą brew.
- Tak.
- Słuchaj wiem jak działa Ecstacy- oznajmił
- Skąd wiesz, że brałam? - spytałam zdziwiona, ale po chwili sama sobie odpowiedziałam na to pytanie. - Zabije go - w odpowiedzi usłyszałam melodyjny śmiech muzyka.
- Zluzuj majty skarbie, nie ma czego ukrywać, każdy ma prawo się pobawić - poruszył sugestywnie brwiami i w tym samym momencie do kuchni weszła całkowicie ogarnięta Frances z lekko wilgotnymi włosami.
- Coś ty się już ubrała? - zdziwiona mina Ash'a była bezcenna.
- Yep, a tak przy okazji dlaczego nie mam kaca, może mi ktoś to wyjaśnić? - zaczęła robić swoją porcję kofeiny.
- Wypiłyśmy butelkę wina przed wyjściem - przypomniałam - I już byłyśmy wstawione, przez to organizm nie reagował tak agresywnie na alkohol - wyjaśniłam.
- Ileś ty miała z biologi? - spytał Purdy
- Piątkę, a bo co?
- A nic, nic - odpowiedziała brunetka zalewając napój. - Chcesz kawę? -  zaproponowała basiście.
- Nie, dzięki, muszę już iść, trzeba ogarnąć dupę - poinformował ziewając. - Do zobaczenia - dodał wychodząc.
- Pa - powiedziałyśmy równocześnie. Gdy tylko do naszych uszu dobiegł dźwięk zamykanych drzwi Cobain zaczęła swoje przesłuchanie.
- Gadaj co było wczoraj z Biersack'em ?
- Nic nie było no.! - podniosłam głos biorąc napój i kierując się przed telewizor.
- Mnie nie oszukasz, przecież widzę, no gadaj! Mi chyba możesz powiedzieć? - usiadła obok.
- Jezu, no byłam naćpana, potem pijana i proponowałam mu seks - otworzyła szeroko oczy - Ale nie tak wprost! - dodałam szybko widząc jej reakcję.
- Wiesz na pociesznie Ci powiem, że gdyby nie moje osłabienie to pewnie też bym wylądowała z Ashley'em w łóżku.
- Kiedy ty wylądowałaś z nim w łóżku - zauważyłam śmiejąc się.
- Ciiii..wiesz o co mi chodzi - wywróciła oczami - A tak po za tym, wiesz to chyba dobrze świadczy o Andy'm, że Cię nie wykorzystał prawda?
- No...chyba tak - przyznałam - Pewnie już i tak mnie ma za ćpunkę i nieszanującą siebie kurwę - te słowa ciężko przeszły przez moje gardło. Nie chciałam, żeby tak o mnie myślał.
- Ej, przestań tak gadać! - skarciła mnie brunetka i usiadła bliżej przytulając do siebie - Jesteś zajebistą dziewczyną! Drugiej takiej nie ma. Po za tym myślisz, że on się nigdy nie najebał? Jest starszy i jest facetem, pewnie robił gorsze rzeczy - próbowała mnie pocieszyć.
- Oby.
   Chwilę tak jeszcze siedziałyśmy gdy telefon przyja...tak chyba mogę już ją tak nazwać. Gdy telefon mojej przyjaciółki poinformował o przychodzącej wiadomości. Dziewczyna wstała i poszła sprawdzić komórkę leżącą w kuchni.
- Do od chłopaków, mamy zejść na śniadanie około dziesiątej - oznajmiła blokując Iphona.
- A która jest?
- Nie ma jeszcze dziewiątej, co my będziemy robić? - znów zajęła swoje wcześniejsze miejsce.
- TV - stwierdziłam obojętnie wyciągając swoje długie nogi na stolik.
- Uhhh...to już jest nuuudne - marudziła. Nagle natrafiłyśmy na "Z kamerą u Kardashianów".
- Zostaw! - krzyknęła kiedy chciałam przełączyć to ciulstwo.
- Serio Fran, serio? Kardsahianki? - uniosłam brwi do góry.
- No tak, wiem to dziwne, ale lubię to oglądać - przyznała zawstydzona. Ciężko westchnęłam i rzuciłam w nią pilotem. W sumie to nawet nie było takie złe, nie żeby mi się podobało! Było tylko znośne.W sumie i tak nic z tego nie wiedziałam. Moje oczy były wlepione w ekran komórki, na której czytałam jakiś wywiad z Andy'm.Tak więc stwierdzam, że nasz Biersack wypowiada się całkiem, całkiem.
- Chcesz? - głos Cobain oderwał mnie od lektury.
- Hmm..? - spojrzałam nieogarnięta i dopiero wtedy zauważyłam paczkę Malboro. - Jasne, dzięki - wyjęłam szluga, którego już po chwili odpaliła Bean. - Ale palimy przy oknie! - zażądałam. Nie przepadam za zapachem papierosów w pomieszczeniu. Nie tyle co nie przepadam, wiem, że innym to bardzo przeszkadza gdy wchodzą do takiego miejsca.
- Jezu nooo...jeden raz, od następnego będziemy palić przy oknie - spojrzała błagalnym wzrokiem.
- No okej - niech jej będzie.
- Jest! - ruszyła do kuchni po popielniczkę i położyła na stoliku.- Która tak właściwie teraz jest?
- 10:7 - odpowiedziałam lekko zaszokowana. Cholera, ale ten czas leci.
- Jak to jest możliwe? - zrobiła wielkie oczy.
- Dobre pytanie. - zaciągnęłam się dymem - Dobra pal i schodzimy. - wyłączyłam komórkę, a także telewizor. Obie w mgnieniu oka dopaliłyśmy papierosy i wyszłyśmy z apartamentu kierując nasze zacne tyłki do windy. Cała droga minęła nam na gadaniu o różnych głupotach. Nawet nie zauważyłam kiedy obie stałyśmy w bufecie.


   Po kilkuminutowym wypatrywaniu naszej ekipy dostrzegłam największy stolik w tyle jadalni. Nie tracąc czasu, szybkim krokiem ruszyłyśmy do naszych znajomych. Pierwszą osobą na którą mimowolnie spojrzałam był przystojny brunet o niebieskich oczach z wielkim uśmiechem przyklejonym do twarzy. Wszyscy aktywnie dyskutowali na nie znany nam, jeszcze temat.
- Ymm..Hej wszystkim! - powiedziałam nieśmiało, przez co oczy całego towarzystwa były wlepione we mnie i brunetkę.
- No siema dziewczyny, wreszcie, siadajcie - przywitał nas Ronnie. Na moje nieszczęście były tylko dwa wolne miejsca. Jedno pomiędzy Ashley'em a Ban'em, a drugie pomiędzy Ronni'm, a Andy'm. Niepewnym krokiem usiadłam obok najlepszego przyjaciela, starając się nie łapać kontaktu wzrokowego z Biersack'iem. Mimo to czułam jego wzrok na sobie. Boże, za jakie grzechy? No dobra, trochę by tego było.
- A ty co, nic nie masz zamiaru zjeść? - wyrwał mnie z zamyślenia Radke.
- Hmm..co..? - spytała zdezorientowana. Po chwili spojrzałam na Fran, która miała przed sobą tackę z kolorowym jedzeniem. Kiedy ona zdążyła po to iść?
- Ymm..tak - oznajmiłam niepewnie i wstałam do stołu kierując nogi do bufetu. Jezu, w życiu nie widziałam tyle jedzenia. Szkoda, tylko, że mam tak zajebiście zjebany żołądek, że nie wiem czy będę wstanie w siebie cokolwiek wcisnąć. Po krótkim namyśle postawiłam na cieplutkiego gofra z owocami. Nałożyłam go na talerz i z powrotem skierowałam się do stolika.
- I ty, masz zamiar tylko tyle zjeść? - spytał zszokowany Christian, kiedy tylko zajęłam swoje miejsce.
- O ile w ogóle dam to radę, całe zjeść - wzruszyłam ramionami, w efekcie czego dolna szczęka perkusisty opadła w dół.
-Wiesz, nie każdy wpierdala tyle co ty - zauważył Jake wcinający babeczkę.
- Ja tam się dziwię, że ona w ogóle cokolwiek je - dodał Jinxx
- Kiedyś nie jadła - skomentował poważnie Radke, przez co zaciekawione oczy wszystkich zaczęły świdrować mnie wzrokiem. Nie czekając ani sekundy dłużej sprzedałam Ronnie'mu bolesnego kopniaka pod stołem. - Znaczy nic, nic - skrzywił się. Zapadła chwilowa cisza, którą przerwała Isabel.
- A jakie plany na dziś?
- Regeneracja na basenie, a potem pójdziemy wygrać trochę forsy - potarł podekscytowany dłonie
- To ja nie mam nic do ubrania na dzisiejszy wieczór - stwierdziła Frances.
- Ja w sumie też nie - powiedziałam i w tym samym momencie cały stolik facetów westchnął ciężko.
- Wy nigdy nie macie nic do ubrania - zauważył Jacky.
- Nie prawda! - zaprzeczyłyśmy równocześnie.
- Tak czy owak, możemy się wybrać na małe zakupy, a potem do nich dołączymy - zaproponowała Miller.
- Ok, ale to chodźmy już - poprosiłam nalewając sobie trochę wody do wolnej szklanki.
- Przecież ty nic nie zjadłaś! - obudzenie Comy mnie rozwalało.
- Zjadłam! - zachichotałam.
- Pól gofra i trochę kiwi nazywasz posiłkiem? - nie dawał za wygraną.
- Tak - pokazałam mu język i przyłożyłam naczynie do ust robiąc kilka łyków.
- Jak nie zjesz całego to nigdzie nie pójdziesz - oznajmił poważnym tonem Ron co, znów zwróciło uwagę reszty. Taki głos u Radke jest rzadkością. Aby nie wzbudzać większych podejrzeń zaczęłam kończyć śniadanie. Fakt, faktem miałam kiedyś kłopoty z odchudzaniem, ale to przeszłość. Nawet nie zauważyłam, kiedy rozmowa znowu zmieniła temat. Z zaciekawieniem wysłuchiwałam sporów Radke i Max'a na temat kolejnego albumu gdy poczułam czyjeś usta przy prawym uchu.
- Musimy porozmawiać - zadrżałam pod wpływem tych słów.
- Nie mamy o czym - kurwa, nic lepszego nie mogłam wymyślić.
- Chyba mamy - zaśmiał się, przez co moje policzki zostały oblane dość widocznym rumieńcem.
- Dziewczyny idziemy! - oznajmiłam wstając z miejsca. Te bez wahania powtórzyły moją czynność i razem wyszłyśmy z jadalni.

Andy's POV

   Czyli jednak pamięta wczorajszą noc.Ta rozmowa jej nie ominie, czy tego chce czy nie.
   Po jej wyjściu siedzieliśmy z chłopakami jeszcze trochę i około 11:30 każdy skierował dupę do pokoju w celu przebrania się, zabrania paru drobiazgów itp... Około 12:00 gotowi spotkaliśmy się w lobby, po czym ruszyliśmy na basen. Było dość tłoczno, ale można wytrzymać. Rozłożyliśmy się niedaleko wejścia. Położyłem ręcznik na leżaku, pomiędzy leżakami Radke i Purdy'ego. Słońce prażyło niemiłosiernie. Zdjąłem białą bokserkę i zostałem jedynie w czarnych kąpielówkach.
- O boże!- do moich uszu dobiegł przeraźliwy pisk. - Czy wy jesteście Black Veil Brides? - obróciłem się, a moje oczy napotkały trzy seksowne dziewczyny w skąpym bikini. Blondynka, brunetka i szatynka nie mogły ustać na własnych nogach.
- Tak, tak, zgadza się, jestem Ashley Purdy - nasz rasowy pies na baby nie dopuścił mnie do słowa i podszedł do fanek ściskając każdą po kolei. Razem z resztą chłopaków podszedłem bliżej i również uściskałem dziewczyny.
- Ja jestem Amanda - przedstawiła się blondwłosa - To Bridget i Amy - wskazała najpierw na szatynkę, później na brunetkę.
- Miło poznać, może macie ochotę do nas dołączyć? - przypominam Ci Ferguson, że masz dziewczynę.
- Byłoby super - stwierdziła Amy.
- W takim razie zapraszam - basista objął nowe znajome i razem ruszyli w stronę naszego miejsca.
- Nasmaruje mnie któraś? - spytałem obojętnie podchodząc bliżej nich.
- Ja! - krzyknęły równocześnie podchodząc niebezpiecznie blisko.
- Woah! Spokojnie - uniosłem dłonie z geście obronnym. - Reszta chłopaków też jest na pewno chętna - wskazałem na kumpli. - Amy, możesz?- spytałem z rozbrajającym uśmiechem podając jej krem z filtrem. Ta niezdarnie pokiwała głową i przejęła rzecz. Reszta dziewczyn była już przy pozostałych kumplach.
Usiadłem wygodnie na leżaku. Brunetka powtórzyła moją czynność siadając za mną okrakiem. Wycisnęła trochę białej mazi na rękę i zaczęła wsmarowywać w moje plecy.
- Skąd jesteś? - zacząłem rozmowę.
- Z Nowego Jorku, przyjechałam na wakacje z przyjaciółkami- odpowiedziała niepewnie.
- I jak Ci się tutaj podoba?
- Bardzo fajnie, ale dzisiaj już wracamy - poinformowała smutna.
- Wszystko co dobre kiedyś się kończy.
- No, niestety, a wy co tutaj robicie? - zmieniła pozycję, teraz siedziała przodem do mnie wcierając krem w klatkę piersiową.
- Kumpel nas wyciągnął na wspólny wypad - wyjaśniłem.
   I tak trochę czasu spędziliśmy jeszcze na poznawaniu siebie. Całkiem miła dziewczyna, ale nie w moim typie. Potem dołączyliśmy do chłopaków i tak przez następne kilka godzin mogliśmy zrobić dobry uczynek towarzysząc tym dupeczką.

Taylor's POV

- Wam chyba życie nie miłe jeżeli myślicie, że ja to ubiorę - powiedziałam z wyrzutem przeglądając się w lustrze.
- Przestań marudzić, wyglądasz cudownie! - stwierdziła Isabel wkładając głowę do przymierzalni.
- Wyglądam jak dziwka - wywróciłam oczami i próbowałam naciągnąć sukienkę ledwie zakrywającą mój tyłek.
- Ale luksusowa. - poruszyła sugestywnie brwiami i za nim zdążyłam coś powiedzieć uciekła z powrotem do wieszaków.
- To jest mała czarna! - krzyknęła z sklepu Cobain.
- To jest mini czarna! - odpowiedziałam ściągając ten skrawek materiału. - Czy na prawdę nie mogę iść w spodniach? - wyjrzałam zza zasłony spoglądając błagalnie na oglądającą ubrania Miller.
- Masz wyglądać elegancko - poinformowała bez emocjonalnie dalej wykonując wcześniejszą czynność.
- To ubiorę eleganckie dżinsy - zasugerowałam
- Dziewczyny znalazłam coś idealnego dla tej marudy! - znikąd pojawiła się Bean niosąca kilka czarnych sukienek. Podała mi jedną i kazała przymierzyć. Niechętnie wzięłam ją od niej i nałożyłam na swoje ciało. Muszę przyznać, że była chyba najbardziej znośna. Przylegała idealnie. Nie była jakaś pokaźna, skromna, ale z pazurem. Typowa mała czarna sięgająca do połowy ud.


- Wyglądasz genialnie - powiedziały równocześnie wparowując do przymierzalni.
- To nie mój styl - skrzywiłam się.
- Przecież jest czarna! - Isabel dokładnie analizowała kieckę.
- Bardzo śmieszne - przymrużyłam oczy.
- Jezu Taylor wiemy, że masz rockowy styl i najchętniej poszłabyś w skórzanej kurtce, ale zrób dzisiaj wyjątek no..pomyśl tylko jak Cię Biersack zobaczy - na jej ostatnie słowa omal co nie zakrztusiłam się śliną.
- Czy ja o czymś nie wiem? - spytała zdezorientowana szatynka
- Fran sobie ubzdurała, że Andy wpadł mi w oko - starał się brzmieć jak najbardziej obojętnie. - Okej mogę już to kupić jak wam tak zależy, a wy co macie? - chciałam jak najszybciej zmienić temat.
- A no właśnie, znalazłam coś fajnego, tylko musicie zerknąć - oznajmiła Cobain kierując tyłek do sąsiedniej przymierzalni. Miller też miała coś upatrzone więc zrobiła to samo. Ja z kolei ściągnęłam swój nowy nabytek i wyszłam usiąść na kanapę przed kabinami. Po kilku sekundach od zajęcia miejsca moim oczom ukazała się córka legendy wyglądającą jak milion dolarów. Na prawdę bardzo jej zazdroszczę urody. Ma przepiękne rysy twarzy. Pełne usta, wielkie oczy i wystające kości policzkowe.
- I jak? - spytała podchodząc bliżej.
- Kurwa Frances, brałabym - wykrztusiłam oszołomiona jej wyglądem. - Piękna sukienka.

- Wyglądasz cudownie - dołączyła do nas Miller, również w czarnej sukience z złotym paskiem podkreślającym talię.

- Bierzesz to! - krzyknęłyśmy równocześnie z brunetką na widok dziewczyny.
- Na prawdę może być? - zmrużyła jedno oko.
- Tak! Bierzcie obie! - ponagliłam towarzyszki zaganiając do przymierzalni. - Ej? Dlaczego wy tak łatwo znalazłyście kiecki? - spytałam sprawdzając cenę wdzianka.
- To się nazywa wybredność! - usłyszałam odpowiedź od przebierającej się Cobain.
- Nie jestem wybredna!
- Nie no, skądże znowu - wyśmiała mnie Isabel.
- Dobra, dziewczyny teraz tylko po jakieś szpilki, dodatki i możemy iść - oznajmiła Frances, gdy wyszły już przebrane. Wszystkie trzy skierowałyśmy się do kasy.A tak na marginesie dalej nie wiem jakim cudem mogłam wydać na sukienkę 2000$, ale mniejsza. Sukienka od Chanel nie będzie kosztowała przecież sto dolarów. Następnie podreptałyśmy do jakiegoś butiku po obuwie. Po kolei oglądałyśmy każdą alejkę. Lubię zakupy jak każda dziewczyna, ale nienawidzę łażenia po sklepach godzinami. W ogóle dzisiaj nie czuję tego wieczoru. Mam takie przeczucie,że coś się wydarzy, albo że spotkam kogoś kogo nie chcę widzieć.
- Momsen, buty ci znalazłam - z zamyślenia wyrwał mnie głos Bean.
- Ładne - skomentowałam szpilki podchodząc bliżej dziewczyny. Bez dłuższego zwlekania usiadłam na najbliższej pufie i przymierzyłam obuwie. Były takie sobie, ale wygodne i pasowały do sukienki. Po za tym, jestem już zmęczona. Tak więc z sztucznym uśmiechem dałam do zrozumienia, że są ok i je biorę. Miller i Cobain szybko znalazły też coś dla siebie, tak więc wstąpiłyśmy jeszcze tylko po jakieś dodatki, które mi oczywiście zostały przymusowo wciśnięte. Około godziny 15:00 ruszyłyśmy do pokoi. Isabel poszła odstawić rzeczy i przebrać się w strój kąpielowy. Piętnaście po, mamy na siebie czekać w lobby.
- Jezu, mam dosyć - oznajmiłam padając na kanapę w salonie.
- Ja też, a teraz wskakuj w bikini! - rozkazała rzucając torby do sypialni. Leniwie skierowałam tyłek do sypialni.Dobrze, że wzięłam chociaż jeden kostium bo inaczej byłoby ciężko. Po kilkuminutowym grzebaniu w walizce wyjęłam czarny strój od Victoria's Secret i założyłam na bladą skórę. Na górę narzuciłam zwykłą, białą koszulę. Tak gotowa, wyszłam do przedpokoju gdzie czekała na mnie brunetka ubrana w seksowne, czerwone bikini. Na górę nałożyła jedynie dżinsową kamizelkę.
- Jezu, ale ty masz figurę - skomentowała mój wygląd.
- Ty nie masz gorszej! - stwierdziłam wychodząc z apartamentu.
   Po pięciu minutach wszystkie trzy szłyśmy już w stronę basenu obgadując każdą napotkaną laskę. Gdy wreszcie dotarłyśmy do celu zaczęłam intensywnie wypatrywać naszych chłopaków. Nie było to trudne, ponieważ cała ekipa siedziała niedaleko wejścia.
- Co to za dupy do cholery?! - do moich uszu dobiegło oburzenie Fran. Przyjrzałam się dokładniej znajomym i prędko tego pożałowałam. Jedyną rzeczą jaką byłam w stanie zauważyć był Andy i jakaś dziewczyną zajmująca jego kolana.
Ogarnęło mnie dziwne uczucie, które jednak, już po chwili zignorowałam.
Przecież nie jesteśmy razem, może robić to na co ma ochotę.  - Zabiję tą szmatę - moje rozmyślania przerwał wściekły głos Frances. Znów spojrzałam w tamto miejsce jeszcze dokładniej ilustrując sytuację. Jakaś tleniona blondynka leżała przytulona obok Ashley'a. Oj...będzie źle.
- I wmów mi to potem, że między wami nic nie ma - prychnęłam krzyżując ręce na piersi.
- Bo nie ma - zaprzeczyła szybko, nie spuszczając wzroku z basisty.
- Skoro, między wami nic nie ma to powinnaś mieć to w dupie. Może robić to co mu się podoba. Jest singlem - zauważyłam.
- Uhhh...nienawidzę Cię gdy masz rację - potupała wściekła nogą i szybkim krokiem zaczęła kroczyć do przodu. Nie chcąc zostać w tyle uczyniłam to samo.
- Hej! - powiedziałyśmy słodko.

Andy's POV

- Hej! - usłyszałem i zamarłem w sekundzie. Przekręciłem głowę w prawo, a moim oczom ukazały się Taylor, Frances i Isabel obejmująca już Jacky'ego. Cholera. Pod wpływem impulsu zdjąłem Amy z swoich kolan i posadziłem obok. Kątem oka dostrzegłem przerażony wzrok kumpla, który podniósł się do pozycji siedzącej.
- Nie przedstawicie nas? - blondynka uśmiechnęła się sztucznie w stronę naszych fanek.
- No to, to jest Amy, Bridget i Amanda - uśmiechnięty Christian zaczął wskazywać kolejno na dziewczyny. - A to Taylor, Frances i Isabel - przedstawił.
- Miło poznać - odezwała się przyjaźnie Bridget.
- Ta, nam również - burknęła Cobain nie spuszczając wzroku z Purdy'ego. Swoją drogą w życiu nie widziałem go bardziej przerażonego niż teraz.
- My, tak w sumie musimy już uciekać - oznajmiła Amanda - Za dwie godziny mamy samolot, a jeszcze trzeba się przebrać i tym podobne - dodała.
- Jaka szkoda, myślałam, że się lepiej poznamy - powiedziała uradowana Momsen.
- Ymm..no niestety, ale Andy poprosił mnie o numer, więc może kiedyś się jeszcze zobaczymy - poinformowała. Taylor uniosła brwi, a na jej twarzy znów zagościł ten sztuczny uśmiech. Kurwa, mogła sobie już darować tą informację.
- Super, mnie też kiedyś taki jeden dupek poprosił o numer, a potem olał - wypaliła, a oczy wszystkich były zwrócone teraz tylko na naszą trójkę.

                                                   (taa..udawajmy, że tego tekstu tu nie ma)

Brunetka zmieszała się i nastała cisza
- No to, my już pójdziemy - przerwała ją po chwili Amanda. Wszyscy zaczęliśmy się żegnać. Atmosfera była bardzo niezręczna. Momsen i Cobain zabijały wzrokiem mnie i basistę. Gdy przyszła na nie kolej od niechcenia pożegnały Army uściskiem.
- Sympatyczne - stwierdził Ronnie.
- Czuję,że bym je polubiła - Bean zajęła leżak koło mnie.
- Chyba zabiła - wymamrotał pod nosem Ash.
- Proszę?! - podniosła głos.
- Nic, nic - powiedział wyraźnie sięgając po drinka.
- Ronnie? - Tay zwróciła się do Radke.
- Hm? - przyłożył naczynie z kolorowym płynem do ust.
- Kupiłam sukienkę na dzisiejszy wieczór. - i zaraz po jej słowach cała zawartość buzi wokalisty wylądowała na kostce tuż obok mnie.
- Pierdolisz? - oczy kupla w sekundzie przybrały postać dwóch monet.
- Przyrzekam! - zaśmiała się.
- Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę - stwierdził z  niedowierzaniem.
   Następne dwie godziny minęły na zabawie, wygłupianiu się i wrzucaniu dziewczyn do wody. Gdy Amanda, Amy i Bridget nas opuściły atmosfera była zupełnie inna, taka bardziej luźniejsza. Mimo to między mną a Taylor można zauważyć spore napięcie. Blondynka unikała jakiegokolwiek kontaktu, nawet wzrokowego. Ja z kolei z niej go nie spuszczałem . Miała cudowne ciało, trochę za chude, ale dalej piękne i bardzo pożądane. Wąska talia, lekko wystające kości biodrowe, długie szczupłe nogi, jędrne pośladki i pełny biust. Nie ja jeden, nie mogłem oderwać od niej wzroku. Chyba tylko Radke w tej chwili nie miałby na nią ochoty. Najbardziej irytował mnie Derison. Cały czas wgapiony to w cycki, to w tyłek. Patrzył na nią z miną rasowego pedofila. Nie wyżyty chuj.
- Andy, zbieraj się! - moje rozmyślania przerwał głos Jinxx'a. Wszyscy zaczęli pakować swoje rzeczy i wychodzić z basenu. Ja nie tracąc czasu wstałem z leżaka, nałożyłem koszulkę, zabrałem ręcznik przewieszając go sobie przez ramię i ruszyłem za znajomymi. Przede mną jak na złość kroczyła Momsen wraz z Ben'em. Ten koleś coraz bardziej działa mi na nerwy. Oboje roześmiani, aktywnie rozmawiając. Nie żebym był zazdrosny, ale ten typek mi nie pasuje.
- Stary, co ty taki zamyślony? - znikąd obok pojawił się Ron.
- Nie jestem zamyślony - odpowiedziałem obojętnie.
- Nie no, skądże znowu - wyśmiał mnie. - Mnie on też zaczyna wkurwiać - dodał po chwili.
- Ale on mnie nie...
- Przestań pierdolić Biersack - przerwał mi - Przecież wiem, że Tay wpadła Ci w oko, myślisz, że ślepy jestem?
- Ślepy może nie, ale głupi na pewno - wzruszyłem ramionami - Mam ją gdzieś, nie interesuje mnie ani trochę - skłamałem, w sumie nawet nie wiem dlaczego to powiedziałem. I w tym samym momencie zobaczyłem, jak ciało drobnej blondynki się nagle zatrzymało. Cholera.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
O jejku *.* Jestem mega, pozytywnie zaskoczona! :D 4 dni i 12 komentarzy O.o <3 Kocham was pyszczki :*** Tak więc kończą mi się rozdziały na zapasie, a trzynasty się nie chcę pisać -.- Pisze go już chyba dwa tygodnie :3 Ale nic, dzisiaj idę z moimi chłopakami na miasto więc może wena mnie najdzie ;) A i jak widzicie założyłam drugiego bloga więc Zapraszam :D Co mogę jeszcze powiedzieć? Bardzo, bardzo wam dziękuję i kc! <3 Co do rozdziału to się nie wypowiadam bo był on pisany gdy tutaj dodawałam 3 rozdział :3 Pozdrawiam i do następnego :* A i skoro wam tak ładnie idzie to zwiększam limit :D
13 KOM = NEXT!

PS. Leżę i nie wstaję *.* ! Ahahahahah :D

15 komentarzy:

  1. Aaaa rozdział zajebisty i taki dłuuugi :D Uuu Andi'emu sie chyba dostanie. Momsen taka zazdrosna ale nie potrafi (tak jak Andy) wyznać swoich uczuć.Ahh a ten Ben wciąż wkurwiający. Co tu więcej pisać życzę weny <3 xyz♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra, ja tylko tak szybciutko, więc przepraszam. Rozdział zajebisty. Andy i Purdy nieźle sobie narobili problemów. Co się dziwić, faceci. Że Andy nie bzyknął Tay, okej. Ale, że Ashley nic kompletnie?!?!?! Chyba się biedaczek rozchorował. Ciuszki mi się podobają, stroje też. Victoria's Secret uwielbiam. Więc powtórzę jeszcze raz, że bardzo mi się wszystko podoba. Co do zdjęcia na końcu. Nienawidzę białego i białych koszul, ale tu Ashley'owi w chuj pasuje:o! Tylko rozwala mnie ten kapelusz, no ale to Purdy. Ogółem stylizacja mu wyszła. Żeby wszyscy szczupli faceci tak chodzili... aha i dodałam ogłoszenie na blogu, także jak będziesz mieć czas, to wpadnij. Buziaki♥
    http://myworld-meandblackveilbrides.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham ten rozdział! <3 Jest cudownyyy :D Bardzo podobała mi się scenka z najebaną Tay, która proponowała Andy'emu seks :3 Mrrrr...Ohhh, jak ten Ben mnie wkurza, delikatnie mówiąc ^^ Jestem ciekawa jak dalej potoczy się sytuacja z Andy'm i Taylor i jak Andy się jej wytłumaczy z tego co na końcu powiedział? -_- Życzę weny i z niecierpliwościa czekam na kolejny rozdział! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę świetny i wciągający blog oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Najebane laski są takie crazy :D jakbym siebie widziała. Kiedyś chciała wejść na drzewo, ale nie dałam rady, albo... szłam w stronę księżyca po mokrym polu, ale ok :D Ogólnie to taka filozofia mi się włączą "czemu niebo jest niebieskie, a trawa zielona" :D.
    Andy I Tay brutalnie zaprzeczając sercu w twarz, maja się ku sobie nooo, widać to gołym okiem :D.
    A Ash nie poruchał hahaha.

    Ooo masz w zapasie kilka rozdziałów. To fajnie, to jest znaczne ułatwienie w razie, gdy wena gdzieś uleci. Ja zaczęłam pisać rozdział 3, ale mam tak napięty grafik do środy, że nie wiem kiedy będę działać dalej.

    Czekam na następny!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Naprawdę fajnie piszesz i bardzo przyjemnie się tego wszystkiego czyta. Czekam na kolejny rozdział c:

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawy ,rozdział i au ... jak Andy'ś mógł coś takiego powiedzieć o Tay no normalnie aż mnie serce zabolało ;( czekam na więcej <33 buźka . #kreatywnykomentarz

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak bardzo uwielbiam to opowiadanie. Jestem. Obiecałam = przeczytałam = zostaję! *-* Yay. Tak dużo się stało, że nawet nie wiem, co napisać. Przysięgam - następny komentarz będzie lepszy! No to zacznę od Tay. Ale się cieszyłam, gdy zobaczyłam, że będzie o niej, no! Jeszcze nigdy nie czytałam bloga z nią w roli głównej... ona jest taka piękna ^^ Tylko martwię się o nią i o jej stan zdrowia. Żeby się biedna nie wykończyła :c no a teraz Ronnie. JA CHCĘ TAKIEGO BRATA JUŻ TERAZ! O n jest taki cudowny i kochany, ugh. chcę go, no! No a teraz Andy... yaaaaaay. Cudowny. Uroczy. Odpowiedzialny. kejrnbrvbguefvbleqrbel nie wiem, co jeszcze napisać. Będą z Taylor razem, zobaczysz w ogóle strasznie mnie zaskoczyłaś z tym ich wspólnym tańcem. Mega mi się podobał + gadanie po piciu hahahhaa uwielbiam Twoje poczucie humoru :D
    Oby tak dalej. Czekam na nexta, czytam. Trzymaj się, xoxo

    OdpowiedzUsuń
  10. Byś mogła też napisać o Juliet żeby np była napięta atmosfera między tay a Juliet

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajny blog ^^ Moja przyjaciółka mi go tak bardzo polecała, mówiła, że super piszesz i że są fajne wątki...no i się nie myliła :D Naprawdę świetnie czyta się te Twoje rozdziały, zwłaszcza jak sa takie długie :3 Oby tak dalej! Życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  12. super rozdział czekam na kolejny
    Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  13. Zapraszam na rozdział 2 :)

    http://heartoffire-bvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Yeahhh! Każdy rozdział lepszy od poprzedniego :D Czytam, komentuje i obserwuje :3 Oby tak dalej, kochana! :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy nowy rozdział?

    OdpowiedzUsuń