Słowa chłopaka odbijały się echem w głowie Taylor. Nie były dla niej jednak szokiem. Wręcz przeciwnie. Były one do przewidzenia. Chciała tego, chciała mieć go w swoim łóżku. Dotykać tego cudownego ciała. Całować i pieścić z wzajemnością. Znów poczuć jak to jest być jedyną dziewczyną na świecie. Niestety, nie mogła sobie, na razie pozwolić na taką przyjemność. Całe życie wychowywała się z chłopakami. Przez co też wiedziała, że faceci to zdobywcy. Myślała jak oni, wiedziała jak postępować aby owinąć ich sobie w okół palca.
- Aż tak bardzo mi nie zawróciłeś w głowie - oznajmiła wyswobadzając się z objęć bruneta. Jego mina była bezcenna. Był święci przekonany, że Momsen bez większego sprzeciwu mu ulegnie.
- Wczoraj miałaś inne zdanie - przypomniał lekko zaskoczony reakcją dziewczyny, która wyminęła jego osobę odchodząc od okna.
- Kobieta zmienną jest - uśmiechnęła się z wyczuwalną kpiną. - A tak na poważnie, nawet nie jesteśmy razem, a seks bez zobowiązań mnie jarał kilka lat temu. Na pewno nie teraz. - dodała widząc jego zdezorientowany wyraz twarzy.
- Nie chciałem, żebyś to tak odebrała - podrapał się niezręcznie po karku. - A skoro już wspomniałaś o tym, że nie jesteśmy razem, na to można chyba coś poradzić - dodał niepewnie oczekując reakcji towarzyszki.
- Proponujesz mi związek? - spytał całkowicie spokojnie, a zarazem poważnie unosząc jedną brew do góry.
- Generalnie to chciałbym spróbować - zaczął - Podobasz mi się, z każdą naszą kolejną rozmową chcę Cię bliżej poznać - podchodził coraz bliżej do drobnego ciała stojącego na środku pokoju. - Wiem, że ja też nie jestem Ci obojętny - powiedział już pewniej stojąc zaledwie pół metra od niebieskookiej. Przez jej czarne szpilki ich twarze były prawie na takiej samej wysokości.Nagle zapadła krępująco cisza. Patrzyli sobie głęboko w oczy. Chłopak próbował wyczytać cokolwiek z wzroku Taylor, który nie chciał zdradzić żadnej rekcji.
- Jeżeli na prawdę Ci tak bardzo na mnie zależy masz czas do końca wyjazdu, żeby mnie przekonać - oznajmiła zmysłowo jeszcze bardziej zmniejszając odległość między nią, a brunetem.
- Nie ufasz mi? - spytał mrużąc oczy co w sekundzie pozbawiło dziewczynę pewności siebie. Co ma piernik do wiatraka?
- Nie o to chodzi Andy - spuściła wzrok na swoje stopy - Dwa razy dałeś mi dowód, że mogę Ci ufać.
- Więc o co chodzi?
- O nic. Po prostu muszę to przemyśleć okej? - spojrzała na niego z bladym uśmiechem.
- No w porządku - westchnął zrezygnowany. - Poszukam Ci jakiejś koszulki bo z tego co pamiętam śpisz tylko w nich - zmienił temat poruszając sugestywnie brwiami. Momsen mimowolnie się zaśmiała wywracając oczami.
- Och, pamiętałeś jak miło.
- Wiedziałem, że będziesz jeszcze gościć w moim łóżku - wzruszył ramionami i instynktownie zrobił krok do tyłu przewidując reakcję dziewczyny jaką mógł być strzał w łeb.
- Powiedziałabym coś, ale na chwilę obecną marzę, tylko żeby usnąć w twoich ramionach- wypaliła i po chwili zdając sobie sprawę z swoich słów zakryła usta dłonią. W odpowiedzi dostała jedynie melodyjny śmiech chłopaka grzebiącego w swojej walizce. - To przez ten alkohol - usprawiedliwiała swój tekst.
- Jasne...jasne - Biersack podał jej, swój ulubiony czarny T-shirt z batmanem.
- No tak! - przechwyciła ubranie i zaczęła zdejmować kolczyki.
- No...no...no ja Ci wierzę - próbował udawać poważnego wychodząc z sypialni. Blondynka skarciła się w myślach klnąc cicho pod nosem i zdejmując sukienkę. W efekcie czego stała teraz w swojej najseksowniejszej bieliźnie na celowniku Andy'ego stojącego w progu.
- Jak chcesz możesz spać tak, to mi nie przeszkadza - do uszu Taylor dobiegł uwodzicielski głos, na którego brzmienie aż podskoczyła. W sekundzie obróciła swoje prawie nagie ciało w stronę uśmiechniętego wokalisty.
- Chciałbyś - posłała mu wredny uśmiech i zwinnym ruchem nałożyła na siebie górną część garderoby. Brunet zrobił smutne oczka i znów wyszedł z pomieszczenia. Po części rozbawiona całą sytuacją dziewczyna podreptała do wielkiego łóżka i zajęła lewą jego część dokładnie przykrywając ciało kołdrą. Przymknęła delikatnie powieki sprawdzając wygodę obecnego miejsca i już kilka sekund później odpłynęła do krainy Morfeusza.
Andy's POV
Gdy wróciłem z łazienki zastałem w swoim łóżku słodko śpiącą Taylor. Nie powiem wyglądała uroczo wtulona w jedną z wielu poduszek. Mimowolnie na mojej twarzy zagościł wielki banan. Bez dłuższego zwlekania ściągnąłem z siebie ubranie, zostając w samych bokserkach, zająłem miejsce obok dziewczyny i po krótkim czasie wpatrywania się w blondynkę również usnąłem.
Następnego dnia...
Rano obudził mnie okropny ból głowy wymieszany z rażącym światłem wypełniającym pokój. Ja geniusz, nie zasunąłem żaluzji. Nie otwierając oczu przekręciłem się na drugi bok, natykając na swojej drodze drobne ciało. Leniwie otworzyłem oczy i ujrzałem śpiącą twarz dziewczyny. Jej makijaż był nienaruszony, a na ustach wymalowany był delikatny uśmiech. Zapewne następną godzinę spędziłbym na dokładnej analizie blondynki, gdyby nie przeraźliwy huk dochodzący gdzieś z kuchni. W mgnieniu oka wyskoczyłem z łóżka i ruszyłem w tamtym kierunku jeszcze kątem oka spoglądając na Taylor. Gdy tylko wyszedłem z sypialni mój wzrok napotkał leżącego na podłodze Christian'a.
- Stary Co Ci? - spytałem zdezorientowany pomagając wstać kumplowi.
- Sam nie wiem. Przyszedłem po coś do picia. Zadzwonił mój telefon. Odebrałem, chwilę pogadałem z Radke i się przewróciłem. Tyle pamiętam - wyjaśnił otwierając mini lodówkę. Popatrzyłem na niego jak na skończonego idiotę i przechwyciłem jednego Monstera z chłodziarki.
- A co chciał Ron? - spytałem po chwili siadając na kanapie i włączając telewizor.
- A no właśnie, kazał przekazać, że za pół godziny wszyscy oprócz Momsen jesteśmy u niego - poinformował siadając na jednym z dwóch foteli.
- Dlaczego bez Momsen? - zdziwiłem się.
- Nie mam pojęcia, mamy jej nic nie mówić - odpowiedział wyrywaj mi urządzenie i przełączając na jakąś telenowele. - O boże "Zbuntowany anioł" leci! - wydarł ryja na całe Vegas.
- Kurwa Coma, przecież obudzisz cały hotel! - również podniosłem głos rozmasowując swoją skroń.
- Jest dwunasta, ale okej - do salonu weszła zaspana Tay. Perkusista na jej widok zrobił wielkie oczy zakrztusił się swoim napojem.
- Co ty tutaj robisz?!
- Stoi. Ślepy? - wyręczyłem dziewczynę przykładając do ust energetyka.
- Wiesz, nie chciałam przeszkadzać Ash'owi, który za pewne całą noc posuwał moją współlokatorkę - wyjaśniła bezemocjonalnie podchodząc do lodówki.
- Co mnie wczoraj kurwa ominęło? - opadł bezwładnie na kanapę.
- Nic, po prostu Frances wczoraj trochę GŁOWA ROZBOLAŁA - wyraźnie zaakcentowała ostatnie dwa słowa i otworzyła wyciągniętą wcześniej puszkę Monstera.
- A ciebie co rozbolało, że spałaś z tym tu oto? - wskazał na mnie.
- To nie był do końca mój wybór - posadziła swój jakże seksowny tyłek tuż obok mnie - O "Zbuntowany anioł"! - zareagowała gorzej niż Coma - Pogłośnij!
- Nie no i ty przeciwko mnie? - spytałem załamany wstając.
- Już Cię kocham mała - skwitował CC.
- Z chęcią bym z tobą pooglądała, ale muszę iść ogarnąć dupę i sprawdzić co u naszych gołąbeczków - oznajmiła po kilku minutach oglądania tego badziewia.
- Okej, to do zobaczenia potem - pomachał jej brunet, wpatrzony w ekran telewizora.
- Pójdę z tobą - zaproponowałem.
- Ymmm..może najpierw się ubierz - zachichotała i dopiero teraz zauważyłem, ze jestem w samych bokserkach.
- Cholera, zaraz wracam - pobiegłem do pokoju. Tam szybko wciągnąłem na siebie jakieś czarne rurki i białą bokserkę. - Gotowy - oznajmiłem wychodząc z sypialni. - A ty się nie ubierasz? - spytałem po chwili dziewczynę, dalej ubraną jedynie w bieliznę i moją koszulkę. Z ręku niosła torebkę i dosyć nie starannie ułożony, wczorajszy strój.
- Tyłek mam przecież zasłonięty - stwierdziła wychodząc na korytarz. Zaśmiałem się jedynie pod nosem i razem z Momsen ruszyłem w stronę windy. Zaczęliśmy rozmawiać o wczorajszym wieczorze i nawet nie wiem kiedy stanęliśmy pod drzwiami apartamentu blondynki. Wyręczając ją zapukałem kilka razy. Po krótkiej chwili w drzwiach stanęła roznegliżowana Cobain mająca na sobie jedynie czarną bluzkę na ramiączkach ledwo zakrywającą pośladki.
- Kurt się pewnie teraz w grobie obraca - skomentowała Taylor z udawaną powagę i wparowała do środka ciągnąc mnie za sobą. W kuchni zastaliśmy mojego kumpla z samych spodniach popijającego poranną kawę. Taylor już miała skomentować całą sytuację gdy przerwała jej Bean:
- A ty gdzie byłaś całą noc? - spytała z wścibskim uśmiechem siadając na wysokim krześle obok basisty.- A z resztą nie musisz mówić. - machnęła ręką wyprzedzając w odpowiedzi niebieskooką - Nie trzeba być Sherlokiem - spojrzała wymownie w moją stronę. Dziewczyna pokręciła z dezaprobatą głową i ruszyła w stronę swojego pokoju. Na czas jej nieobecności postanowiłem wykorzystać sytuację.
- Dostaliście wiadomość od Ron'a? - z moich ust wydobył się półszept.
- No, że mamy tam iść, tylko bez Tay - tym samym tonem odpowiedział Purdy.
- Tak właściwie to powinniśmy tam być za dziesięć minut - uświadomiła Frances spoglądając na ekran swojej komórki leżącej na blacie. W tym samym momencie dołączyła do nos ubrana Momsen. Miała na sobie krótką, rozkloszowaną, czarne skórzaną spodenki i wsadzoną do nich granatową, luźną bluzkę na ramiączkach z złotym napisem "Rock'n Roll".
- Ja lecę się umyć - rzuciła przechodząc.
- Dobra, idziemy szybko zanim się rozmyśli - oznajmiła cicho brunetka i skierowała się jeszcze do swojej sypialni, z której już po chwili wyszła ubrana w czerwone rurki. Podała basiście jego górną część garderoby i szybkim krokiem wszyscy wyszliśmy z mieszkania.
W apartamencie Ronnie'go.
Cała ekipa była już zebrana w salonie Radke i cierpliwie czekała na jakiekolwiek wyjaśnienie.
- Dobra moi drodzy jest sprawa - do pomieszczenia wszedł skacowany Radke. - Dzisiaj pewna blond gówniara obchodzi swoje dwudzieste pierwsze urodziny, tak więc robimy jej małą imprezę w willi Brenton'a. - wyjaśnił opierając ciało o ścianę na przeciwko nas.
- Taylor ma dzisiaj urodziny? - odezwał się Derison zaszokowany tym faktem.
- Czy ja mówię po chińsku? - wywrócił oczami gospodarz - Tak czy owak. Plan na dzisiaj wygląda następująco. Za pół godziny zbiórka przed hotelem. Idziemy na miasto coś zjeść. Potem ja i Tay musimy coś załatwić. Około siedemnastej jedziemy na zakupy i potem prosto do Marles'a. Tam już mniej więcej wszystko będzie przygotowane. W międzyczasie Biersack ma za zadanie zabrać gdzieś naszą solenizantkę, a później jak wszystko będzie gotowe zawieźć na imprezę. - zakończył swój jakże długi monolog, który był mi bardzo na rękę.
- Dlaczego akurat on ma ją czymś zająć?! - spytał oburzony Ben wstając z miejsca.
- Bo mam taki kaprys - odpowiedział szybko. Uwielbiam tego faceta.
Wściekły brunet posłał mi wrogie spojrzenie, które całkowicie zignorowałem. - Dobra, a teraz wszyscy wypad! - klasnął w dłonie i wyszedł z salonu zostawiając nas samych. W dość sprawnym tempie każdy zaczął wychodzić i kierować się w stronę swojego "mieszkania".
*
- Co jest między tobą, a Momsen? - do moich uszu dobiegł głos Christian'a gdy przekroczyliśmy próg apartamentu.
- Nic nie ma, a co ma być? - skłamałem rzucając kartę od drzwi na blat.
- To niby dlaczego ty masz ją zająć? - dopytywał podejrzliwie.
- Z tym to raczej do Radke - odpowiedziałem bezemocjonalnie idąc w stronę łazienki.- Ty, lepiej opowiadaj co u ciebie i Lauren - starałem się zmienić temat.
- Nijak, zerwaliśmy - w mgnieniu oka moja głowa wyjrzała zza drzwi, a twarz przybrała zdezorientowany wyraz.
- Jak zerwaliście?! - niemal krzyknąłem. Cały zespół, ze mną na czele zawsze lubił tą niewysoką blondynkę.
- Normalnie. Poznałem Alessandrę i...
- Jaką kurwa Alessandrę? - przerwałem mu.
- W zasadzie to teraz moją nową dziewczynę- odpowiedział zakłopotany, a ja dosłownie myślałem, że padło mi na słuch.
- Zdradziłeś ją?! - nie mogłem powstrzymać emocji. Byłem wściekły na tego gnoja. Doskonale wiedziałem jak czuje się Watson.
- Młody to nie tak. Nie układało się nam. Przestaliśmy rozmawiać, sypiać, a potem poznałem Aless i tak wyszło - tłumaczył.
- Powinienem Ci teraz wpierdolić wiesz? - warknąłem wchodząc z powrotem do łazienki.
- Nie przesadzaj. To była nasza wspólna decyzja. Dopóki jasno nie dała mi do zrozumienia, że z nami koniec nic nie próbowałem z McCan.
- Oby to co mówisz było prawdą - pogroziłem i trzasnąłem wściekle drzwiami. Bez wahania zrzuciłem z siebie ubranie i skierowałem swoje ciało pod prysznic. W mgnieniu oka uregulowałem temperaturę, a gorąco krople wody zalały moją skórę. Takiego obrotu spraw mógłbym się spodziewać po każdym, ale nie po Coma'ie. Nie wiem dokładnie jak to między nimi było, bo zawsze pozowali na idealną parę. Dobra to ich życie. Nie będę w nie ingerować. Teraz mam inny, poważniejszy problem. A mianowicie nie mam, żadnego prezentu dla Taylor, a pomysłu tym bardziej. Nie wiem co by chciała dostać. Wiem, że preferuje styl rockowy i raczej nie jest typem dziewczyny, która lubi dostawać kwiaty. To powinno być oryginalne czy coś. Może pogadam z Radke. On będzie najlepiej wiedział co jej sprezentować.
Sięgnąłem po szampon. Szybko umyłem włosy, następnie namydliłem się żelem i równie szybko go spłukałem. Bez dłuższego zwlekania wyszedłem spod prysznica i owinąłem pas białym, puchatym ręcznikiem. W takim wydaniu podszedłem do umywalki. Chwilę analizowałem swój wygląd po czym wycisnąłem na szczoteczkę trochę pasty. Agresywnymi i szybkimi ruchami zacząłem szorować moje uzębienie. Po dwóch minutach odłożyłem wszystko na swoje miejsce, wykonałem jeszcze kilka ruchów suszarką i skierowałem się do pokoju.
- No wreszcie - w salonie minąłem Christian'a, który wręcz pobiegł do zajmowanego wcześniej, przeze mnie pomieszczenia. W sypialni podszedłem do swojej otwartej na oścież walizki i po dłuższym namyśle ubrałem czarne rurki, w tym samym kolorze bluzkę na grubych ramiączkach i na górę nałożyłem, również czarną jeansową kamizelkę. Do tego dodałem dwa nieśmiertelniki (srebrne). Tak gotowy opuściłem pokój i przysiadłem na kanapie czekając na kumpla, który już po kilku sekundach stanął przede mną gotowy.
- To idziemy nie? - CC spojrzał na zegarek wskazujący na to, że jesteśmy już spóźnieni co najmniej dziesięć minut. Przytaknąłem jedynie i ruszyłem do wyjścia zbierając jeszcze po drodze telefon, portfel. - Mam - poinformował mnie widząc jak mój wzrok próbuje znaleźć kartę od apartamentu. W szybkim tempie pognaliśmy do windy.
- Słuchaj stary, chciałem Cię przeprosić, że tak zareagowałem na tę wiadomość - zacząłem gdy ruszyliśmy w dół.
- Wybaczę, ale pod warunkiem, że powiesz mi co jest między tobą, a blondyną - powiedział z cwanym uśmiechem krzyżując ręce na piersiach.
- Jak Boga kocham - wywróciłem oczami.
- Nie wiedziałem, że ty taki religijny.
- Obiecuję, że jakby coś było ty i chłopaki dostalibyście pierwsi, potwierdzone info - oznajmiłem. Na moje szczęście w tym samym momencie metalowe drzwi zostały rozsunięte ukazując marmurowe lobby. Z prędkością światła wyparowałem z windy idąc w stronę naszych przyjaciół stojących na schodach wejściowych.
- No wreszcie! - przywitał nas z wyrzutem Ronnie - Przeważnie to czekamy na te dwie - tutaj wskazał palcem na Taylor i Frances aktywnie z sobą dyskutujące i oddalone od grupy.
- Kurwa Momsen to nie był on! - do naszych uszu dobiegł podniesiony głos Cobain
- Przecież ja wszędzie poznam swojego idola! - towarzyszka nie była jej dłużna.
- Co on miałby niby robić w Vegas?
- Skąd mam wiedzieć, może przyjechał w takim samym celu co my?
- On ma pięćdziesiąt lat do cholery! - brunetka wyrzuciła ręce w powietrze.
- Pięćdziesiąt dwa! - poprawiła ją niebieskooka.
- Jeszcze lepiej!
- Yyy...Halo. - wtrącił się wreszcie Ashley machając do dziewczyn.- Wiecie, że nie jesteście tutaj same prawda? - dodał, a ja dopiero teraz zauważyłem, że większość hotelowych gości obserwowało te dwie rozkrzyczane papugi.
- Czy możecie jej wytłumaczyć, że każdy może być młody duchem!? - poprosiła, albo raczej rozkazała blondynka podchodząc bliżej.
- Ale o kogo chodzi? - spytałem zdezorientowany.
- Bo Taylor sobie ubzdurała, że widziała na korytarzu Jon'a Bon Jovi - wyjaśniła z kpiną brunetka.
- Serio? I o to tyle krzyku? - Ronnie spojrzał na przyjaciółkę z załamaniem.
- Tak! - krzyknęły równocześnie.
- Dobra! Sprawdzę to jak wrócimy, może być? - zaproponował lider Falling In Reverse. Obie niechętnie po sobie spojrzały i w ostateczności leniwie przytaknęły. - Świetnie, a teraz idziemy! Umieram z głodu - oznajmił i wszyscy ruszyliśmy przed siebie. Można było jeszcze dosłyszeć jakieś mamrotania Momsen i Cobain, które w sekundzie uciszył wściekły Ron.
- Koniec tematu kurwa! - wysyczał przez zęby. Wspominałem, że jak Radke jest głodny to jest w stanie zabić?
Szliśmy rozmawiając o ostatniej nocy. Jak się okazało Ron dobił do dwóch milionów. Matt został z jedną czwartą tego co wygrał. Jinxx i Christian razem wygrali kilkaset tysięcy i reszta też tam powygrywała przyzwoite kwoty.
- A tak właściwie to gdzie będziemy jeść? - do rozmowy wtrąciła się Isabel.
- Tutaj - oznajmił dumnie Ronald wskazując na wielką restaurację zbudowaną na wzór słynnej francuskiej wierzy.
- Eiffel Tower? - spytała zaskoczona Momsen
- Tak, dokładnie - puścił jej oczko. - I nawet się nie próbuj wykręcać. Mam już zarezerwowany stolik. - dodał widząc bladą twarz przyjaciółki.
- Ronnie mnie tam nie stać nawet na przystawkę - wymamrotała tak aby jedynie Radke mógł ją usłyszeć.
- Do kurwy nędzy to ja Cię tutaj zaprosiłem i ja za wszystko płacę! Akurat mnie na to stać! - wydarł ryja tak, że teraz całe towarzystwo umilkło i przeniosło wzrok na tą dwójkę. - Przepraszam - dodał po chwili już spokojniej.
- Nie musiałeś informować całego Vegas o tym, że nie mam tyle pieniędzy co ty - burknęła oschle szeptem i ruszyła do budynku. Zaraz za nią pomaszerowała Isabel, Jacky i Frances, a następnie każdy po kolei.
- Cholera, nie powinienem tego mówić - stwierdził podłamany Radke wchodząc do restauracji.
- Ale o co tak właściwie chodzi, dlaczego ona tak zareagowała? - spytałem gdy weszliśmy do jednej z dwóch wind.
- Taylor nie lubi być na czyimś utrzymaniu, nawet na moim, a na chwilę obecną jest bez pracy - wyjaśnił wciskając szary guzik.
- Wiem o tym, ale czemu tak bardzo tego nie lubi?
- Przez rodziców, a konkretniej przez matkę. Całe życie jej wypominała to, że ją utrzymuje, każdy prezent, każdą rzecz jej wypominała przy najbliższej kłótni. Potem chciała sama zarabiać, przez co musiałem ją wyciągać z coraz to nowych kłopotów, ale to już inna historia. - streścił w skrócie.
- Nic o tym nie wiedziałem.
- Biersack ty wiesz, może o niej jednej setną. - z jego ust popłynął cichy śmiech i nagle do moich uszu dobiegł charakterystyczny dźwięk oznajmujący przybycie na miejsce. Moim oczom ukazało się wielki pomieszczenie urządzone w czerwonych kolorach. Większe i mniejsze stoły zajmowane przez klientów. Na wprost swoje miejsce miał wielki, elegancki bar służący prawdopodobnie jedynie do wydawania posiłków i nalewania alkoholu zważając na dość zachwycająca kolekcję drogich naczyń.
Po lewej stronie stał nie wielki podest przy, którym stał mężczyzny niskiego wzrostu, za pewne przydzielający stoliki. Tuż obok dostrzegłem naszą paczkę czekającą za pewne aż Radke potwierdzi swoje przybycie.
- Witam, mam tutaj rezerwację na czternaście osób. - poinformował profesjonalnie. Kelner zmierzył go od góry do dołu krzywiąc się znacznie. W sumie nic dziwnego. Pięciogwiazdkowa restauracja, a Ronnie ubrany w czarny T-shirt na grubych ramiączkach z Michael'em Jackson'em.
- Pańska godność - poprosił niechętnie spoglądając na listę.
- Ronald Radke - uśmiechnął się wrednie.
- Ronald Joseph Radke tak? - spojrzał na bruneta spod okularów, a cała nasza grupa, łącznie ze mną zaczęła histerycznie chichotać. Wokalista zacisnął pięści i posłał każdemu mordercze spojrzenie po czym bez dłuższego zwlekania potwierdził swoją tożsamość. - Zapraszam za mną - wsadził swoją teczkę pod pachę i zaczął nas prowadzić w stronę zarezerwowanego miejsca. Po krótkiej chwili dotarliśmy do wielkiego stołu tuż przy przeszklonej ścianie. - Za pięć minut przyjdzie do państwa kelner. - rzucił, formalnie na odchodne. Każdy usiadł na swoich krześle sięgając po leżące przed nim. Od lewej strony siedzieliśmy następująco : Jacky, Isabel, Frances, Rayan, Max, Jinxx, Ash, Ron, Tay, Jake, Ben, Matt, Christian i ja. Każdy zaczął wybierać dla siebie odpowiedniego posiłku. Już po pierwszej stronie miałem dosyć. Kompletnie nie znałem nazw tych dań. Moje wiedza kulinarna ogranicza się do mrożonek.
- Ja poproszę stek słabo wysmażony z dodatkami - jako pierwszy zaczął Radke. Czyli jednak jest tutaj coś normalnego. Następnie wszyscy zaczęli rzucać jakimiś durnymi nazwami, które prawdopodobnie sami pierwszy raz widzieli na oczy.
- Ja również poproszę stek tyle, że średnio wypieczony - powiedziałem gdy przyszła moje kolej.
- A dla pani? - zwrócił się uśmiechnięty w stronę blondynki.
- Kuskus z owocami morza - odwzajemniła gest i zamknęła kartę podając mężczyźnie. Pewnie poczułbym odrobinę zazdrości gdyby nie fakt, że gościu miał z czterdzieści lat.
- Może do tego butelkę jednego z naszych najlepszych win? - zaproponował.
- Rocznik dziewięćdziesiąty trzeci jeżeli można - poprosił Joseph mając za pewne na uwadze datę urodzenia Taylor. Mężczyzna pokiwał twierdząco głową i opuścił nasz stolik.
- Czy ktoś po za Ronnie'm i Andy'm wie co zamówił? - odezwał się Rayan.
- Nie - cały stolik odpowiedział chórem.
- Przynajmniej skosztujecie czegoś nowego - stwierdził rozbawiony Radke.
- Co będziemy dzisiaj robić? - zmieniła temat solenizantka.
- W zasadzie to planowałem, że każdy dzisiaj spędzi dzień jak będzie chciał.
- Ostatnim razem jak słyszałam ten tekst, zostawiłeś mnie z swoim trzyletnim kuzynem, a sam polazłeś z chłopakami do klubu Go-Go - przypomniała z wyrzutem.
- Otwarcie było no! - próbował usprawiedliwić swoje zachowanie.
- Ty, a jest jeszcze ten klub? - spytał z nadzieją w głosie Purdy dostając w odpowiedzi wymowne spojrzenia Cobain.
- Można by się wybrać - dodał Jacky w efekcie czego również spotkał mrożący krew w żyłach wzrok Isabel.
- Dobra, idźcie, a my sobie zamówimy striptizerów do hotelu - stwierdziła Momsen beznamiętnie wzruszając ramionami.
- Mi pasuje - poparła Frances
- Mi też - rozpromieniła się Isabel
- A mi nie - powiedział poważnie Vincent w efekcie czego cały stolik wybuchnął śmiechem.
- Proszę bardzo - nagle przy stoliku stało kilku kelnerów podających każdemu zamówienie i rozlewając wino - Życzymy smacznego - dodał jeden z nich odchodząc powolnym krokiem. Każdy z zaciekawieniem spoglądał na swoją potrawę, mimo to po chwili już wszyscy pałaszowali swoje danie z wielkim apetytem. No może po za jednym wyjątkiem. Niebieskooka grzebała w swoim talerzu raz za czas zmuszając się do połknięcie odrobiny jedzenia. Nic dziwnego, że jest taka chuda.
*
- Już się tak z tym nie męcz - skomentował jej zachowanie Ronnie i gestem dłoni poprosił o rachunek widząc, że każdy już praktycznie skończył. Dziewczyna bezradnie odłożyła widelec i zrezygnowana położyła plecy na oparciu krzesła. Po minucie do stolika dotarła jakby mniejsza wersja menu obita w czerwoną, włoską skórę. Kelner spytał jeszcze tylko w jakiej formie dokonamy płatności. Po udzielonej mu odpowiedzi poszedł jeszcze po terminal. Ron już chciał ująć przedmiot w celu sprawdzenia rachunku, jednak zdążyłem go uprzedzić.
- Dzisiaj ja płacę i nie ma ale.. - oznajmiłem spoglądając na liczbę wydrukowaną na nie wielkim świstku papieru.
- No zgoda - odpowiedział niechętnie brunet - Chociaż powiedz ile to wszystko wyniosło. - zażądał.
- Tysiąc osiemset dziewięćdziesiąt dziewięć - oznajmiłem nijak. Szczerze powiedziawszy myślałem, że będzie tego więcej. Kątem oka spojrzałem na blondynkę, która z lekka zakrztusiła się winem. W tym samym momencie tuż obok nas znów pojawił się mężczyzna z urządzeniem w ręku. Charakterystycznie wskazałem na swoją osobą, po czym wyjąłem w portfela kartę kredytową i przyłożyłem do czytnika. Następnie przelałem odpowiednią kwotę i z powrotem schowałem wszystko do kieszeni.
- Dziękujemy bardzo i zapraszamy ponownie - powiedział z wielkim uśmiechem i na dobre odszedł od stołu. Wszyscy zaczęli się zbierać z swoich miejsc, po czym kolejno zmierzać w stronę windy.
*
- To teraz jakiś deserek co? - spytał Christian gdy tylko przekroczyliśmy próg wyjścia. Wszyscy zgodnie mu zawtórowali i tak ruszyliśmy do naszego hotelu, w którym swoje miejsce miała jedna z najlepszych kawiarni w Vegas. Więc po około piętnastu minutach marszu w miłej atmosferze dotarliśmy do celu. Kawiarnia była położona tuż obok wielkiej fontanny. Ponieważ dziewczyny stwierdziły, że dzisiaj już za dużo zjadły i przytyją tylko męska część towarzystwa zagościła w "Café Bellagio". Zgodnie zajęliśmy stolik na zewnątrz. Każdy zamówił dość wyszukany deser. W moim przypadku było to jakieś owocowe ciasto z trzema gałkami lodów, owocami, polewą, bitą śmietaną i posypką. Tak wiem, wiem, dzisiaj skromniutko. Ja też muszę dbać o linię.
- Stary, a tak właściwie co masz dla Tay? - spytałem zapatrzonego w swoją porcję lodów wokalistę. Zero reakcji - Ronnie!?
- Hmm..Co?..Jestem! - otrząsnął się sięgając po łyżeczkę.
- Pytałem co masz dla Taylor - powtórzyłem wywracając oczami.
- A no jeszcze nic - oznajmił biorąc do buzi dość sporą łyżkę bitej śmietany.
- Wiesz Radke to na ostatnią chwilę, a potem będzie "O kurwa, kurwa nie mam prezentu" - zacytował Max.
- Zobaczycie, jeszcze jej taki prezent zrobię, że wam szczęki opadną - wystawił nam biały od lodów język.
- Ja tam jej kupię dożywotni zapas czekolady - stwierdził Coma.
- Ona nie lubi czekolady - uświadomił go Radke.
- Jak można nie lubić czekolady?!- spytał oburzony perkusista.
- Jej zapytaj.
- A co ona lubi? - do rozmowy włączył się Dersion.
- Co do mnie z takimi pytaniami. Nie siedzę jej w głowie - powiedział zirytowany.
- Ale to ty ją znasz najlepiej - zauważył Rayan.
- Kupcie jej po skręcie albo po woreczku. Najbardziej się ucieszy - poradził z śmiechem.
- Dobra, panowie. Ja muszę lecieć - oznajmiłem wstając.
- Mogę zjeść twoją porcję? - Christian posłał mi błagalne spojrzenie. Wywróciłem oczami i zacząłem się kierować ku wyjściu. - Uznam to za tak! - dosłyszałem jeszcze gdzieś za sobą krzyk Comy. W szybkim tempie opuściłem hotel i po krótkim namyśle ruszyłem w prawo, przed siebie. Nie miałem kompletnie pomysłu na prezent dla tej dziewczyny. Ubrania jej żadnego nie kupię bo to zbyt banalne. Telefon czy coś w tym stylu to takie płytkie z mojej strony. Chciałbym kupić coś z biżuterii, ale nie mam pojęcia w czym ona gustuje. Juliet lubiła wymyślne i bogate biżuterie. U Taylor takich nie widziałem.
Nagle moje oczy dostrzegły wielki sklep jubilerski, który oferował najwyższej jakości białe złoto. Bingo.
Taylor's POV
- Mam dosyć - oznajmiłam padając na kanapę.
- No, bo ty tak strasznie dużo tego zjadłaś - zauważyła Cobain udając wielkie przejęcie. Po czym również powtórzyła mój czyn i zajęła miejsce obok.
- Nie rozumiem jak oni mogli jeszcze iść na te lody. - powiedziała Isabel z niedowierzaniem.
- Ja też nie - przyznałam.
- Tak w ogóle Tay czyżbyś kręciła z panem Biersack'iem? - spytało znacząco Miller.
- Nic między nami nie ma.! Dajcie, wy mi święty spokój! - wyjęczałam błagalnie.
- Oj no wiesz myślałam, że skoro u niego nocowałaś to..
- Zaraz, zaraz skąd ty to wiesz? - przerwałam jej.
- Jakbyś nie pamiętała siedziałam wtedy przy stoliku. - wyjaśniła.
- No tak. - ujęłam do rąk pilota i bez większego trudu włączyłam telewizor.
- Więc...? - dopytywała
- Co więc? - udawałam głupią, nie odrywając wzroku od ekranu.
- Daj sobie spokój, nic Ci nie powie - wtrąciła Cobain wstając z swojego wcześniejszego miejsca.
- Bo nie mam o czym mówić! - wybuchłam - Już raz spałam w jego łóżku więc ta noc nie była jakaś wyjątkowa! - oznajmiłam jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie i wróciłam do skakania po różnych kanałach. Po kilku sekundach uświadomiłam sobie jak mogły zabrzmieć te słowa. Spojrzałam po dziewczynach, które patrzyły na moją osobę z szeroko otwartymi oczami. Cholera to nie tak miało być.
- O czym ja nie wiem? - zmarszczyła brwi Bean.
- Nie no, ja z wami zwariuję. - załamałam ręce - Wtedy, podczas tej imprezy u Ron'a kiedy mnie poznałaś trochę zaszalałam. Andy najpierw przywalił jakiemuś kolesiowi, który się do mnie dobierał. Później zaczęłam coś odpierdalać na stole z innymi dziewczynami i Biersack mnie stamtąd wyniósł. Potem chciał zabrać do domu, ale ostatecznie nie podałam mu adresu więc pojechaliśmy do niego, a że ja bałam się spać sama. Spaliśmy razem, ale do niczego nie doszło, podobnie jak tym razem. - sprostowałam.
- Dlaczego ja nic o tym nie wiem? - spytała z wyrzutem brunetka.
- Nie pytałaś - wzruszyłam ramionami. Dziewczyna bezradnie wyrzuciła ręce w powietrze i wróciła do swojej wcześniejszej czynności jaką było robienie kawy. W tym samym momencie apartament zalał dźwięk energicznego pukania. Westchnęłam dziękując w duchu mojemu wybawcy i w natychmiastowym tempie poszłam otworzyć drzwi. Jak się okazało moim zbawicielem okazał się mój ukochany Joseph.
- Porywam wam ją - nie zważając na moją osobą puścił oczko moim towarzyszką i tak jak gdyby nigdy nic dosłownie wyciągnął mnie na korytarz.
- Gdzie ty mnie znowu ciągniesz? - spytałam posłusznie krocząc na przyjacielem.
- Zobaczysz - oznajmił gdy dotarliśmy do windy.
Nawet się nie zorientowałam kiedy nasze tyłki już siedziały w dobrze mi znanej limuzynie.
- Chłopie co ty znowu kombinujesz - spojrzałam na niego podejrzliwie. Z tym człowiekiem wszystko jest możliwe.
- No chyba musisz dostać jakiś prezent co nie? - uniósł wymownie brwi, a ja omal co nie spadłam z siedzenia. Czyli, że on pamięta? Nie, Taylor tylko nie to.
- Pamiętałeś - powiedziałam łamiącym się głosem. Po moich policzkach mimowolnie zaczęły spływać łzy, jedna, druga, trzecia, aż w końcu nie można ich było policzyć. Brunet w błyskawicznym tempie przytulił moje drobne ciało do siebie.
- Ej, cicho wariatko - zaczął wyśmiewać moja reakcję. - Jak mógłbym zapomnieć, przecież jesteś moją młodszą siostrą - dodał czule głaskając mnie po głowie jak małe dziecko. - Ale jak będziesz tak reagować to chyba zacznę zapominać - dosunął mnie od siebie i spojrzał na moją roześmianą już twarz.
- Dobra już kończę - oznajmiłam wycierając mokre policzki.
- No ogarniaj się, bo już koniec drogi.
Wyszliśmy z limuzyny, a moje oczy napotkały salon tatuażu naszych przyjaciół.
- Chyba żartujesz - skomentowałam ucieszona. Chłopak w odpowiedzi jedynie pociągnął mnie w stronę wejścia. Zaraz po przekroczeniu progu przywitała nas uśmiechnięta Kat.
- No wreszcie! Myślałam, że już nie dotrzecie - przytuliła nas na powitanie i zaprosiła do jednego z trzech gabinetów w, którym Rasta kończył czyścić igły.
- Cześć młodzi! - na nasz widok podniósł się z nie wysokiego stołka i podszedł bliżej zamykając mnie w czułym uścisku. - Dobra zaraz przejdziemy do rzeczy,ale najpierw. - zakończył otwarcie i w tym samym momencie do pomieszczenie weszła brunetka niosąca w ręku piękną, czarną, akustyczną gitarę obwiązaną czerwoną kokardą.
- Sto lat, Sto lat, niech żyję, żyję nam. Jeszcze raz, jeszcze raz niech żyję, żyję nam - zaczęli jednocześnie śpiewać, a moje oczy ponownie zrobiły się wilgotne. - Nieeeeech żyję naaaaam - charakterystycznie przeciągnęli ostatnie wersy, a ja kompletnie nie wiedziałam co z sobą zrobić.
- Mam nadzieję, że jeszcze umiesz grać - dodała rozbawiona tatuażystka i wręczyła mi instrument. - Wszystkiego najlepszego kochanie moje - przytuliła mnie ponownie składając życzenia - Dużo, zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń i czego tam sobie jeszcze życzysz. Za nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć przejął mnie Rasta i zaczął swoją przemowę - Malutka życzę Ci wszystkiego co najlepsze, żebyś zawsze była moją, małą dziewczyneczką - jego głos zaczął brzmieć z każdym kolejnym słowem coraz dziwniej - Żebyś miała to co najlepsze, bo zasłużyłaś, żebyś zawsze o nas pamiętała i wpadała do Vegas kiedy chcesz. Znalazła sobie odpowiedniego chłopaka, którego i tak i tak będę musiał poznać i...
- Dobra, wystarczy. - stwierdziła rozbawiona Kat.
- I pamiętaj, że zawsze możesz przyjść z wszystkim do wujka Rasty - zakończył odlepiając mnie wreszcie od swojego masywnego ciała. Jego oczy były przeszklone od trzymania każdej łezki.
- Tak bardzo wam dziękuję, jesteście wspaniali - odłożyłam instrument i jeszcze raz czule przytuliłam tą cudowną dwójkę.
- Dobra, teraz ja bym chciał jej dać prezent! - tą jakże niesamowitą dla mnie chwilę przerwał Radke. Niechętnie oderwaliśmy się od siebie.
- Chłopak ma rację, to co sobie życzycie hmm..? - spytał już trochę bardziej ogarnięty mężczyzna.
- Boże, nie mam pojęcia. Nie miałam zbyt dużo czasu na namysł - spojrzałam wymownie w stronę Ronnie'go, który zaczął sobie beztrosko pogwizdywać. - Ale chyba wiem co bym chciała - oznajmiłam po chwili. - Nie wielki napis na nadgarstku.
- Pewnie nie ma problemu. Wybierz tylko czcio..
- Nie chcę. Ty i Kat wybierzcie - przerwałam mężczyźnie.
- Tay to będzie na całe życie - powiedziała poważnie brunetka.
- Wiem dlatego chce, żebyście ją wybrali - posłałam im szczery uśmiech.
- A co jeżeli nie będzie Ci się podobał? - spytała zmartwiona dziewczyna.
- Ja wiem, że będzie - nie dawałam za wygraną.
- Och, no dobrze - odpowiedział niechętnie Rasta spoglądając na wzory w wielkiej brązowej księdze. Po chwili dołączyła do niego Brazylijka. Po krótkim namyśle oznajmili, że dokonali wyboru. Chcieli mi pokazać to co wybrali, ale mi to nie było potrzebne. - Dobra idę zrobić odbitkę tylko powiedz jaki ma być ten napis. - oznajmiła Katherina.
- Niech Ronnie wybierze - odpowiedziała wesoło, na co brunet zakrztusił się wodą, którą właśnie pił.
- Że co proszę?
- To co słyszałeś. Masz mi wybrać napić i nie mówić. - wyjaśniłam jakby nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji.
- Ty jesteś pierdolnięta - stwierdził.
- Może i jestem, ale mam dzisiaj urodziny i to jest moje życzenie - wyszczerzyłam dumnie zęby i usiadłam na specjalnym fotelu. Moi przyjaciele popatrzyli po sobie i zgodnie ruszyli do przedpokoju gdzie swoje miejsce miała specjalna drukarka i inne podobne rzeczy. Ja chyba mam na prawdę nierówno pod sufitem skoro pozwalam Jospeh'owi na wybranie napisu, który do końca życia będzie zdobił moje ciało. Nie byłabym zdziwiona gdyby wybrał coś w stylu: " Najlepsza dziwka w mieście", czy "Bierz mnie", ale raz się żyję. Póki co moje ciało zdobią jedynie dwa tatuaże. Oba zostały wykonane tutaj, przez Rastę. Pamiętam jak mi odradzał zrobienie pierwszej dziary. Przygotował całą listę powodów dla, których nie powinnam tego robić. Szkoda tylko, że im bardziej mnie namawiał do zrezygnowania tym bardziej byłam pewna swojego wybory. W sumie nie dziwię mu się. Byłam zaledwie szesnastoletnią nastolatką, która zapragnęła mieć tatuaż. Jest to napis "Sex Love Rock'n Roll" na moim karku. Następny to ten, który zrobiłam tuż przed swoim wyjazdem razem z Ronnie'm.
- Dobra gotowe - moje rozmyślania przerwał głos Kat wchodzącej do pokoju. Dziewczyna dokładnie nakleiła na moim nadgarstku wzór, który wybrali. Patrzyłam wszędzie tylko nie w to miejsce. Ja na prawdę do mądrych osób nie należę. Brunetka zrobiła miejsce trzydziestolatkowi, który zakładał specjalne rękawiczki.
- Na pewno chcesz to zrobić? - spytał jeszcze odkażając tatuowane miejsce jakimś specyfikiem.
- No tak! - zaśmiałam się widząc jego niepewny wyraz twarzy. Wiedząc, że i tak nie zmienię zdania ujął do ręki maszynkę i włączył urządzenie.
- No to jedziemy z tym koksem - powiedział i w tym samym momencie poczułam ten cholerny ból. Moja twarz lekko się skrzywiła ku uciesze rozbawionego Radke.
- Ty na prawdę jesteś nieobliczalna - stwierdził z podziwem.
Godzinę później...
- Gotowe - oznajmił mężczyzna odkładając igłę na swoje miejsce. Brunet wraz z ciemnooką pochylili się nade mną dokładnie analizując dzieło tatuażysty.
- I jak to wygląda? - spytał mrużąc oczy.
- Sama zobacz.
Powolnym ruchem przeniosłam wzrok na swój prawy nadgarstek. Na mojej twarzy mimowolnie wystąpił wielki banan.
Tatuaż przedstawiał znak nieskończoności i wplecione w niego, po jednej stronie słowa "The pretty", a po drugiej "Reckless". Napis został wydziarany delikatną, kobiecą czcionką, którą za pewne wybrała Kat.
- Jest cudowny - wreszcie wymamrotałam gładząc palcem obolałe miejsce. W tej samej chwili do moich uszu dobiegł charakterystyczny dźwięk wypuszczanego powietrza przez moich towarzyszy.
- Dzięki bogu - "wujek" przetarł dłonią krople potu lśniące na jego czole.
- Okej, teraz założę Ci ten cholerny, specjalny plaster, który możesz zdjąć za dwa, trzy dni - poinformowała Brazylijka nakładając opatrunek.
- Dziękuję wam. Jest piękny na prawdę - wstałam z swojego miejsca i jeszcze raz uściskałam całą trójkę.
- To dobrze bo to była najdłuższa godzina mojego życia - oznajmił z śmiechem Rasta.
- Dobra jaki rachuneczek? - klasnął w dłonie Ronnie.
- Chyba żartujesz, mowy nawet nie ma! - oburzył się mężczyzna - To prezent.
- Przecież dostała gitarę - przypomniał
- I co z tego?
- Ej no, ale to miał być ode mnie prezent! - zauważył poirytowany.
- Bywa - mężczyzna poklepał go po plecach i ruszył do swojego biurka.
- Dobra, dziękujemy wam, musimy już uciekać - oznajmił wokalista, również wychodząc a pomieszczenia.
- Nie ma za co. Do zobaczenia - pożegnali nas, po czym oboje w dobrych humorach opuściliśmy studio wsiadając do limuzyny. Droga do hotelu minęła nam na piciu szampana i wspominaniu dawnych czasów. Dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę ile razem przeżyliśmy. Praktycznie każde moje wspomnienia musiałam dzielić z tym dupkiem. Dzieliło nas trochę lat, a mimo to nie stanowiło to wielkiej przeszkody. No może czasami. Tak ogółem nigdy nie odczuwałam braku rodzeństwa bo miałam jego.
- Dobra mała, a teraz idź się jakoś ładnie ubrać bo z tego co wiem Biersack ma dzisiaj zamiar Cię gdzieś zabrać - uświadomił mnie gdy przechodziliśmy przez hotelowe lobby.
- Że co? - spytałam zaszokowana - Ale on chyba nic nie wie o moich urodzinach prawda?
- Nie, no raczej nie. W każdym razie nie ode mnie - wzruszył ramionami naciskając jeden z parudziesięciu guzików prowadzących na różne piętra. Gdy dotarliśmy na moje piętro opuściłam windę machając jeszcze przyjacielowi, który jechał wyżej.
Czyli, że Andy chce mnie zabrać na randkę? Jezu jak ja nienawidzę tego słowa. Brzmi tak mdławo i staro. Uhh..No, ale mniejsza. W najgorszym wypadku weźmie mnie na kolację do jakieś ekskluzywnej restauracji. Większość dziewczyn na moim miejscu byłaby wniebowzięta. Ja jednak osobiście, wolałabym siedzieć w samochodzie, rozmawiać i pochłaniać hamburgery z McDonald'a.
Gdy wreszcie dotarłam do celu, kilkukrotnie zapukałam w hotelowe drzwi. Po kilku sekundach stanęła przede mną w połowie umalowana Cobain odziana jedynie w białą, skąpą bieliznę.
- Fajnie witasz gości - rzuciłam na powitanie i wyminęłam dziewczynę.
- Był tu Biersack, powiedział, że masz do niego zadzwonić jak przyjdziesz- zignorowała mój komentarz i wróciła do łazienki, w którą prawdopodobnie wcześniej zajmowała. - A i co to za gitara?
- Okej. Prezent od przyjaciół.- wyjaśniłam zwięźle i skierowałam się do pokoju w celu znalezienie Iphona. Nie zmarnowałam na to wiele czasu, ponieważ leżał na szklanym stoliku, obok rogówki.Bez dłuższego zwlekania odłożyłam instrument obok łóżka, odblokowałam ekran i wybrałam numer bruneta.
- Halo? - usłyszałam po kilku sygnałach.
- Kazałeś zadzwonić jak wrócę - powiedziałam bez przelewek oglądając zalepiony nadgarstek.
- A tak, Taylor bądź o osiemnastej na dole. Zabieram Cię w takie jedno miejsce - oznajmił wesoło.
- Ymm..to randka? - zmarszczyłam brwi.
- Jeżeli chcesz to możemy tak to nazwać - stwierdził śmiejąc się
- Nie, znaczy ja, bo...uhhh - zaczęłam szybko próbując bronić swoją godność - Tylko błagam powiedz, ze nie zabierasz mnie do restauracji - wypaliłam.W odpowiedzi usłyszałam jeszcze głośniejszy śmiech wokalisty. Kretynka.
- Nie martw się. Zdążyłem zauważyć, że nie przepadasz za jedzeniem - przyuważył.
- Ta..To do zobaczenia.
- Do zobaczenia - pożegnał mnie tym samym zwrotem i pierwszy rozłączył połączenie.Która tak właściwie jest godzina? Spojrzałam na zegar w swoim telefonie. Wskazywał on 17:15. Mam trochę czasu, ale chwila, moment. Co ja mam na siebie włożyć?
- Frances! - wydarłam ryja na cały hotel. Po kilku sekundach do mojego pokoju wparowała brunetka z tuszem w ręce.
- Wszyscy cali? - spytała oszołomiona
- Nie, świat się wali - odpowiedziałam głupio otwierając walizkę - Idę na rand...znaczy spotkanie - poprawiłam szybko - z Andy'm i nie wiem co ubrać - wyjaśniłam chcąc brzmieć jak najbardziej obojętnie.
- To randka?!
- Kurwa, przecież mówię, że spotkanie - warknęłam.
- Taaaaa...spotkanie - podeszła bliżej i zaczęła grzebać w mojej mini szafie. - Ja padam! Musisz ubrać tą sukienkę, jest genialna! - ujęła w dłonie czarną, skórzaną kieckę.
- Jak Ronnie mnie w niej zobaczy to zawału dostanie - stwierdziłam z śmiechem - Dwie sukienki w jednym tygodniu to zbyt duży szok.
- Przecież nie idziesz na randkę z Ronnie'm, tylko z Andy;m - wywróciła oczami. - Bez dyskusji - rzuciła we mnie ubraniem.
- Zgoda, ale to nie jest randka - przypomniałam.
- I do tego te buciki! - pisnęła znajdując czarne szpilki.
- Yhmm - burknęłam podnosząc się do pozycji stojącej. Bean wyszukała jeszcze dla mnie parę dodatków po czym wróciła do wykonywania swojej wcześniejszej czynności. Stwierdziłam, że nie będę przebierać bielizny, a jedynie odepnę ramiączka. Wciągnęłam na siebie wcześniej przygotowany zestaw i podreptałam do łazienki w celu zrobienia makijażu. Zastałam tam już gotową Frances...ale zaraz, zaraz do czego gotową? - A gdzie ty się wybierasz? - spytałam podejrzliwie analizując strój brunetki.
- Idę do kina - odpowiedziała po chwili zastanowienia. Coś mi tutaj nie pasuje.
- Tak? A z kim? - oparłam ciało framugę drzwi.
- Yyyy...no z Isabel - spojrzała w moją stronę - Zawsze wiedziałam, że mam świetny gust - powiedziała dumnie. Wywróciłam jedynie oczami i zajęłam wolną umywalkę.
- Która godzina? - zaczęłam energicznie szorować zęby.
- 17:30 - przytaknęłam i wyplułam z ust białą pianę. Następnie dokładnie wypukałam buzię i zaczęłam zmywać dotychczasowy makijaż. Gdy moja twarz była już dokładnie oczyszczona nałożyłam podkład i korektor. Oczy delikatnie podkreśliłam czarnym cieniem i tuszem do rzęs. Usta musnęłam bezbarwnym balsamem, a włosy dokładnie rozczesałam, w efekcie czego powstały delikatne fale. Zadowolona z swojej pracy opuściłam pomieszczenie kierując się z powrotem do pokoju.
- Idę o stówę, że mu stanie - w salonie dopadł mnie komentarz siedzącej na kanapie współlokatorki.
- No, ty już jesteś chyba cała mokra - odpowiedziałam tym samym zamykając jej buźkę. Dumna z swojego odwetu przekroczyłam próg sypialni. Sięgnęłam jeszcze po skórzaną kurtkę, którą następnie ubrałam. Do jednej kieszeni włożyłam Iphon'a, a do drugiej trochę drobniaków. Tak gotowa skierowałam się do wyjścia.
- Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę - rzuciłam jeszcze na pożegnanie i wyszłam trzaskając drzwiami. Po kilku krokach oczy napotkały niewysokiego mężczyznę około pięćdziesiątki wchodzącego do jednego z pokoi. Niestety nie zdążyłam dokładnie przeanalizować jego wyglądu, mimo to czułam, że dzielę hotel z jednym z swoich największych idoli. Nigdy nie miałam okazji zobaczyć Bon Jovi na żywo. Byłoby to dla mnie wielkie przeżycie ich posłuchać,a co dopiero spotkać jednego z nich. Moje rozmyślania przerwał charakterystyczny dźwięk oznajmujący przybycie mojego środka transportu. W środku stało stare małżeństwo czekając zapewne na inne piętro. Obdarzyli mnie miłym uśmiechem, który bez wahania odwzajemniłam zajmując miejsce obok nich. Wcisnęłam wybrany guzik i cierpliwie czekałam na zamknięcie drzwi, które nastąpiło już po kilku chwilach. Patrzyłam tak na dwójkę tych uroczych staruszków. Na moje oko mieli dobrze po siedemdziesiątce. Cóż w Vegas wiek nigdy nie miał znaczenia. Tak sobie teraz myślę, że to piękne iż niektórzy ludzie potrafią być razem tyle lat. Teraz praktycznie co druga para wnosi pozew o rozwód, lub w ogóle nie legalizuje związku. Większość osób pewnie ma mnie za dziewczynę, która przenigdy się nie ustatkuje, ale ja chciałabym kiedyś wyjść za mąż i założyć rodzinę. Oczywiście mówię tutaj o bardzo, bardzo, bardzo dalekiej przyszłości, ale jednak. Co do ślubu to wzięłabym go jedynie dla długiej sukienki i tej całej imprezy. Nie wierzę w kościół więc ślub kościelny nie miałby znaczenia, no chyba, że moja druga połowa będzie wierzyć w co bardzo wątpię.
- Przepraszam moja droga, ale już jesteśmy - do moich uszu dobiegł miły głos starszej pani.
- O dziękuję - uśmiechnęłam się i wyszłam w windy szukając wzrokiem mojego towarzysza. Po kilku minutach wreszcie dostrzegłam wysokiego bruneta, ubranego tak samo jak podczas dzisiejszego obiadu. Stał tyłem do mnie na środku lobby co postanowiłam wykorzystać. Po cichu podeszłam bliżej wokalisty i delikatnie zakryłam jego oczy.
- Długo czekałeś? - szepnęłam mu zmysłowo do ucha. Andy zwinnie przekręcił ciało w moją stronę by móc spojrzeć na moją osobę.
- Nie, a to dla mnie się tak wystroiłaś? - na jego twarzy wystąpił wielki banan.
- Chciałbyś, Cobain postanowiła zostać stylistką - odpowiedziałam.
- Na pewno - stwierdził z śmiechem.
- No tak!
- Dobra, dobra - uniósł ręce w geście obronnym - Tak czy owak pięknie wyglądasz - przyznał po chwili.
- Dziękuję, a tak właściwie gdzie idziemy? - spytałam.
- Niespodzianka.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Wracam do was moi kochani! <3 Hueueue..Tak, właśnie jest z moimi szlabanami. Miesiąc bez komputera! Taaa..bo byku :3 Tak czy owak macie tutaj 11 rozdzialik :D Powiem, wam szczerze, że pomysł z urodzinami Tay był kompletnie nie planowany i wymyśliłam go, dopiero pod koniec dziesiątego rozdziału ;) Tak, tak, wiem, te moje pomysły :3 A skoro już o tym mowa to kilka osób do mnie napisało w sprawie tego kiedy Momsen zacznie być tą zbuntowaną księżniczką, kiedy zaczną mieć te "próby" w związku itd...
Po pierwsze, oni póki co, nawet nie są w związku:3 Po drugie tak jak już pisałam mam zaplanowane na tego bloga 100 rozdziałów, chcę napisać też drugą część i wczoraj przegrałam zakład z koleżanką także prawdopodobnie (jak oczywiście będzie ktoś to czytał ) będzie też 3 część. Każda po 100 postów :3 Uwierzcie mi, że nie jest łatwo rozłożyć akcję na tyle rozdziałów! Ale ciii..ja dam radę :3 Czyli podsumowując, nawet wam nie gwarantuję, że The Pretty Reckless powstanie w najbliższych rozdziałach, możecie się spodziewać, że pojawią się w połowie lub trochę później yhyhy :3 Dobra, następna sprawa o którą jestem zamęczana to czas akcji. Cóż jak ktoś się choć trochę orientuje na temat Momsen wie, że jest ona urodzona 26 lipca 1993r. więc sami macie już odpowiedź :D W ogóle miałam dodać ten rozdział w sobotę, żeby narobić sobie trochę zapasów, ale już po prostu nie mogłam was tak długo trzymać:* Dobra temat bloga zakończony. Następny to... Aaaaaa....koncert, koncert, koncert !!!! <3 Jadę, jadę, jadę na 100%! <3 Nie mogę w to uwierzyć! Teraz tylko zbierać kasę na Vip! *.* Ponadto przy okazji pobytu w stolicy wybieram się do kilku agencji modelek także życzcie mi powodzenia. :) Jezu, to będą najdłuższe 4 msc w moim życiu! Czekanie mnie wykończy! W ogóle kto się wybiera? :* xD Doooobra bo się rozpisałam. Buziaki, Pozdrawiam i Kocham bardzo! <3
PS. Jak myślicie co Taylor dostanie w prezencie i gdzie zabierze ją Biersack?
17 KOM = NEXT! :D



Ja tak szybko dziś, bo mam urwanie głowy. Za te powiązanie mentalne to ja Cię laska ZABIJĘ<3 Kurwa, no! Znowu dałaś coś, co ja też już napisałam w kopiach roboczych. Ej, czy ja się powinnam bać tego, że my tak niezależnie od siebie, wymyślamy to samo?:O Rozdział fajny, podobał mi się. No ale to norma. "Zbuntowany anioł" Ivo:D Moje dzieciństwo hahah. Co do prezentu, to ja bym chciała żeby to był prywatny koncert Bon Jovi'ego:D No i od razu przypomina mi się filmik, gdzie CC śpiewał Livin' on a prayer... Jeszcze jestem ciekawa, kiedy Tay zwiąże się z Andy'm... Kolejne podobieństwo. Nasze fabuły rozwijają się baaardzo powoli:P Dobra, weny życzę i wgl szczęścia. Buziaki skarbie:*
OdpowiedzUsuńhttp://myworld-meandblackveilbrides.blogspot.com/
W końcu się doczekałam kolejnego rozdziału to jest super ;)
OdpowiedzUsuńRozdział! Jaram się jak głupia :D.
OdpowiedzUsuńMimo że chciałabym aby Tay& Andy uprawiali gorący seks, to jednak laska dobrze to rozegrała. A nich facet się postara i to solidnie.
Kolacja nieźle droga, ale no cóż :P Byłam w takiej ale jak zobaczyłam ceny, spieprzyłam, kurczak sałatka i pyry = 60zł xD. Aż taka głodna to nie byłam.
Tatuaż Tay zrobiła nieziemski, też bym chciała taki podobny.
No i pytanie za 100pkt. co też Andy, kurde, wymyślił!
Czekam na następny <3
Zapraszam na rozdział 5
http://heartoffire-bvb.blogspot.com/
Ps. Jadę na koncert! Tzn. wszystko na to wskazuje. I biorę młodszego brata, fundując mu bilet, taka dobra jestem :) Więc na vipa nie będzie kasy :)
Wspaniały rozdział czekam na następny! Jestem ciekawa kiedy Taylor będzie w związku z Andym =D
OdpowiedzUsuńYay jaki fajny rozdział (: taki fajny,no. Nia mam weny na komentarze, wybacz. Fajnie, że już po Twoich szlabanach. No i szkoda, że Tay od razu się nie zgodziła, ale wydaje mi się, że to tylko kwestia czasu ;) "Zbuntowany anioł" nie mam pojęcia co to moż być, ale świetna nazwa nie powiem. Czyżby jakaś hiszpańska telenowela? Czekam pisz szybko weny, czasu, hajsu co tam jeszcze chcesz
OdpowiedzUsuńtrzymaj się, xoxo
Jak dobrze że już nie masz szlabanu ja powoli na głowę dostawałam widząc brak nowych rozdziałów, co do tego właśnie rozdziału jest wspaniały czekam na kolejny i życzę weny ;)
OdpowiedzUsuńA sorry że piszę w komentarzu ale mam pytanie bo od nie dawna zastanawiam się nad założeniem także bloga fanfiction (oczywiście nie takiego samego jak twój ,na inny temat ale o BVB) i nie wiem czy jednak warto go zakładać czy nie bo mam pomysł ale jak pisałam nie wiem czy warto
OdpowiedzUsuńNie wiem bardzo czego ode mnie oczekujesz :) Wiesz ja uważam, że warto. Jeżeli tylko masz pomysł to pisz! :* Pamiętaj, że z rozdziału na rozdział będziesz pisać coraz lepiej. Ja też zastanawiałam się nad kolejnym blogiem o BVB, ale tak żeby go już z kimś prowadzić i, żeby ta osoba miała już pomysł i w ogóle yhyhy :P Także jak byś chciała ze mną coś ten tego to pisz ;* (jprdl jak to zabrzmiało :o )
UsuńNie mogłam się doczekać na kolejny rozdział, ale w końcu jest. Nie wiem co mam jeszcze napisać, więc napisze pisz dale bo świetnie Ci to wychodzi. Czekam na kolejny.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Wchodzę wczoraj na bloggera i tak sobie patrzę a tu "Rozdział 11"... ja taka rozkmina z czyjego to bloga i patrze... Unbroken! O: JEJ TĘSKNIŁAM! :C
OdpowiedzUsuńFajnie, że już wróciłaś <3 ^^
W ogóle co do rozdziału może teraz:
Taylor taka niezdecydowana >_< Raz chce Biersack'a, a raz nie. No zrozum tu ją. Ale ja tak czuję, że długo to nie potrwa i w końcu wylądują razem w łóżku. Znaczy... teoretycznie już kilka razy ze sobą spali, ale wiesz co mam na myśli :D
I jeszcze myślę dużo o Bon Jovi, bo mam pewne swoje detektywistyczne podejrzenia, ale to zachowam dla siebie, hihi.
"Nie byłabym zdziwiona gdyby wybrał coś w stylu: " Najlepsza dziwka w mieście", czy "Bierz mnie"." Kurdeee nawet nie wiesz jak bardzo mnie tym rozbawiłaś. A w sumie samym "bierz mnie". Leżałam na podłodze i zwijałam się ze śmiechu, ale starałam się po cichu, żeby nikogo nie obudzić. Hahah jezu... "Bierz mnie". Od razu mi się przypomniało coś z tym tekstem i może dlatego była taka reakcja no ale mniejsza już o to.
W ogóle wczoraj przeczytałam w nocy Twój rozdział, ale nie miałam jak skomentować ;-;
Dobra, życzę weny, czasu, komentarzy, dobrego humoru, mniej szlabanów, no i czego tam jeszcze potrzebujesz! <3 Czekam ^^ :)
Przyznam się, że nigdy nie byłam fanką takich blogów, ale ten Twój to wręcz uwielbiam. Podoba mi się to jak piszesz i czekam na następny ~!
OdpowiedzUsuńSuper! Ciekawa jestem jak to będzie na tej imprezie urodzinowej. =3
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział ciekawe co będzie na tych urodzinach ;3
OdpowiedzUsuńWspaniały rozdział <3
OdpowiedzUsuńSuper blog! Życzę weny :)
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział , czekam na następny. ;)
OdpowiedzUsuńNawet nie wiesz jak się ucieszyłam widząc ten 11 rozdział! Jest cudowny.
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że trochę sie rozczarowałam tym, że po między Tay i Andy'm nic nie zaszło, ale z drugiej strony to dobrze. Ciekawa jestem co dalej. Prosze o następny! <3
Wspaniały <3
OdpowiedzUsuńŚwietny blog ;) Hahah biedny Andy, laska mu odmówiła:-P Chciałabym zobaczyć jego minę. ..Musiała być przekomiczna xD Hyhyhy mondra Momsen;^
OdpowiedzUsuńDobrze że się z nim nie przespala, nie lubię dziewczyn który od razu pchają się do łóżka facetom ")
Czekam na nn i życzę weny:**
zapraszam na rozdział 6
OdpowiedzUsuńhttp://heartoffire-bvb.blogspot.com/