sobota, 11 października 2014

Rozdział VI ~ Ostatnie 48 godzin Kurt'a Cobain'a

Taylor's POV

   "O św. Barnaba moja głowa"- wymamrotałam niemal nie słyszalnie, gdy ciepłe promienie kalifornijskiego słońca otuliły moją twarz. Bardzo niechętnie uchyliłam powiekę prawego oka, próbując rozbudzić umysł. Nie potrzebowałam wiele czasu, aby się zorientować, że nie jestem w swoim łóżku. O cholera. Natychmiast podniosłam ciało do pozycji siedzącej. Pierwszą odruchową czynnością wykonaną przeze mnie było spojrzenie pod kołdrę. Jestem w ubraniu, czyli pół biedy.         Przeczesałam palcami swoje długie blond włosy i zdeterminowana próbowałam sobie przypomnieć wczorajszy wieczór. Niestety, nie dość, że przeszywający ból co chwilę przerywał moje starania to wszystko pamiętam jak przez mgłę, a zapewne połowy rzeczy nie pamiętam w ogóle. Dobra, jeszcze raz. 
Przyjechałam do Ronniego, potem się trochę pobawiłam, coś zapaliłam (a co to było to nie wiem). Następnie rozmawiałam z Radke, wyszłam zapalić do altanki, przylazł tam Biersack, pogadaliśmy, wróciliśmy i teraz zaczynają się schody. Pamiętam, że Ron mi dał jakiś proszek, potem pamiętam jakieś tańce, fontannę, znowu tańce i Andy wsadził mnie do taksówki i...kurwa Andy! W mgnieniu oka zerwałam się na równe nogi, ale prędko tego pożałowałam. Ciemność przed oczami spowodowała, że zaliczyłam mało przyjemne zderzenie z podłogą. Po około dziesięć sekundach, gdy wszystko wróciło do porządku dziennego, podniosłam swój zacny tyłek i zaczęłam analizować pomieszczenie. "Chyba kiedyś już tu byłam" - pomyślałam i po chwili moja dłoń spotkała się z moim czołem. Idiotka. No oczywiście, że tu byłam. Raczej nie teleportowałam się do łóżka......no właśnie...czyjego łóżka? 
   Nie tracąc więcej czasu i kompletnie ignorując mojego kaca postanowiłam obczaić miejsce, gdzie właściwie...chyba spędziłam noc. Dostrzegając schody prowadzące zapewne na dół, ruszyłam na nie , pokonując każdy schodek z wielkim wysiłkiem. Wspominałam, że kac po narkotykach jest pięćdziesiąt razy gorszy niż ten po alkoholu? W końcu po minucie transportowania mojego wycieńczonego ciała dotarłam do centrum domu. Wielki salon, połączony z kuchnią, w której przeglądając laptopa i popijając kawę, na wysokim stołku od wyspy kuchennej, siedział nie kto inny jak Andrew Dennis Biersack. Wokalista miał na sobie jedynie obcisłe czarne rurki, a jego poranny wygląd  sprawił że moja migrena nagle mi minęła. O, jestę poetę! 
- Ymm..Cześć - powiedziałam nieśmiało wchodząc powolnym i niepewnym krokiem do kuchni. Gdy tylko chłopak usłyszał mój głos, w sekundzie zeskoczył z siedziska i stanął na przeciwko.
- Cześć - odrzekł z wielkim uśmiechem i gestem dłoni wskazał abym usiadła po drugiej stronie "stołu" Posłałam mu ciepły uśmiech i zajęłam wskazane mi miejsce. - Chcesz kawy, herbaty - zaproponował. Już miałam otwierać usta gdy zaczął kontynuować - Zaraz Ci coś zrobię, tylko musisz mi powiedzieć co chcesz - otworzył lodówkę i zaczął wypatrywał jedzenia. 
- And...- zaczęłam, ale nie dane było mi skończyć.
- Mam jajka, bekon, pizze, ale to chyba niedobre na śniadanie - wymieniał po kolei , a ja bezskutecznie próbowałam mu przerwać - Mogę tez zrobić omlet, albo płatki, jak chcesz to jest jeszcz...
- Andy! - podniosłam głos zamykając przy tym na kilka sekund oczy. Zdezorientowany Biersack spojrzał na mnie pytająco. - Dziękuję, ale nie jestem w stanie nic przełknąć, no może po za szklanką wody - wyjaśniłam z bladym uśmiechem.
- Musisz coś zjeść -  nie dawał za wygraną.
- Przepraszam, ale nie dam rady, nie zmuszaj mnie - spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem. Brunet westchnął bezradnie po czym skierował się do jednej z szafek kuchennych, wyciągnął szklankę i zalał do pełna moim upragnionym na tę chwilę napojem. Następnie otworzył jakąś szufladę i wyjął malutką, białą tabletkę.
- To powinno pomóc - postawił przede mną napój i kuleczkę, a sam zajął swoje wcześniejsze miejsce na przeciwko mnie.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się szczerze i skonsumowałam lek.
- Kac? - spytał z śmiechem przystawiając swój kubek do ust.
- Nawet nie wiesz jaki - podparłam policzek dłonią i lekko przymknęłam powieki.
- Hah, uwierz mi, że wiem - spojrzał na mnie, a na jego twarzy znów pojawił się wielki banan. Czy moje cierpienie go kuźwa bawi? - A tak w ogóle pamiętasz wczorajszą imprezę? - nagle spoważniał, złożył palce u rąk w mostek na, którym podparł brodę i badawczo mi się przyglądał. Ha, teraz to będzie zabawnie.
- Noooo...-przeciągnęłam pierwsze słowo - Niby tak, ale nie do końca - pochylałam głowę to w prawo, to w lewo z lekko skwaszoną miną. - Pamiętam wszystko do naszej rozmowy w ogrodzie, potem już przez mgłę, co się wczoraj działo? - spytałam zawstydzona, tym, że nic nie pamiętam, pierwszy raz urwał mi się film. 
   Po chwili widząc jego zmieszany wyraz twarzy zaczęłam żałować tego pytania, ale chyba nie było tak źle. Prawda?
- No więc, po tym jak wróciliśmy ty uciekłaś do Ronniego. Nie widziałem Cię przez około dwie godziny, potem wyszedłem zapalić, usłyszałem twój krzyk i...- przerwał zaciskając szczękę. To nie wróży nic dobrego.
- No, coś pamiętam, pamiętam jakiegoś gościa przy fontannie - postanowił go zachęcić do dalszej rozmowy, pokazując, że coś jednak mi świta.
- I jak poszedłem sprawdzić o co chodzi, jakiś typek się do ciebie dobierał. - powiedział na jednym wdechu. 
Nastała niezręczna cisza, którą już po kilku chwilach postanowiłam przerwać.
- Co działo się dalej? - dopytywałam.
- Za swój niezwykle cięty język dostałaś od tego chuja z liścia - w jego oczach było widać gniew, ale dlaczego on się aż tak przejmuje? - Wtedy wkroczyłem ja, wymierzyłem mu sierpowy, a potem zwiał.
- Acha. - ucięłam krótko. Jezu nie pamiętam tego. Gdyby nie Andy nie wiadomo czy bym tutaj teraz siedziała. Kurwa, głupi to ma zawsze szczęście. Mówi się, że pijanego ręka boska broni, naćpanego chyba też. - Ym..Dziękuję, gdyby nie ty to pewnie...- spuściłam wzrok na kolana. Nie byłam w stanie dokończyć, rzadko mi się to zdarza.
- Nie gdybajmy, po za tym nie wykluczone jest, że prędzej koleś by wylądował na ojomie. Jesteś chyba dość agresywną osobą prawda? - zauważył, atmosfera lekko się rozluźniła, a z moich ust wypłynął lekki chichot.
- No, może troszkę - przeczesałam palcami włosy i spojrzałam jeszcze raz z wdzięcznością na wokalistę. Boże, ten jego uśmiech, on jest taki...Dobra, Taylor ogar! - Pewnie chciałam wracać i zepsułam Ci zabawę - na mojej twarzy zagościł grymas. W odpowiedzi dostałam ten sekso..., znaczy śmiech Biersacka. Popatrzyłam na niego z miną WTF? Gdy to spostrzegł powiedział:
- Wiesz no większość dziewczyn by tak pewnie miała, ale ty zadowolona i pełna energii postanowiłaś wrócić na imprezę. Znowu mi uciekłaś, a po dziesięciu minutach znalazłem Cię tańczącą na stole. - na jego słowa, moje usta lekko się rozchyliły. Tak to kurwa tylko ja potrafię.
- Kłamiesz - przymrużyłam oczy.
- Przysięgam! - podniósł lewą dłoń do góry a prawa przyłożył do serca. - Ale nie przejmuj się, w miarę szybko Cię ściągnąłem zanim ty zdążyłaś ściągnąć z siebie ubrania. - puścił mi oczko, a ja spaliłam buraka. No świetnie, jeszcze tego mi brakowało. - A i przypłaciłem to niezłymi siniakami. - dodał wstając po czym obrócił się do mnie tyłem ukazując sporo siniaków. 
- O boże, przepraszam - zakryłam usta dłonią i odruchowo podeszłam do bruneta delikatnie gładząc jego ślady. W tej samej chwili poczułam na sobie przeszywające spojrzenie. Podniosłam wzrok i napotkałam te oczy. O boże, te oczy. I nagle czas się zatrzymał. Byłam tylko ja i on i po chwili popierdolony telefon, który przerwał tą zajebistą chwilę. W sekundzie odskoczyłam od Andy’ego. Ten z kolei sięgnął po telefon leżący obok laptopa.

Andy's POV

"Ron" - na wyświetlaczu widniało imię mojego kumpla. Bez zastanowienia odblokowałem Iphona  i odebrałem połączenie.
- No siema - powiedziałem do telefonu.
- No elo, stary, ty posłuchaj nie wiesz co się wczoraj stało z Taylor? Nie odbiera telefonu kurwa, trochę zaszaleliśmy i...- zaczął lekko spanikowany.
- Jest ze mną, spokojnie chłopie, jest cała i zdrowa, no może nie całkiem zdrowa, - spojrzałem kątem oka na blondynkę, która ledwie trzymała się na nogach - ale nic jej nie jest - dodałem.
- Pyknąłeś ją?! - cały Ronnie, nigdy nie owija w bawełnę, mimowolnie z moich ust wydobył się lekki śmiech, ponieważ jego głos dawał wyraźnie do zrozumienia, że gdybym wykorzystał jego przyjaciółkę to prawdopodobnie mógłbym zacząć zamawiać trumnę. Swoim zachowaniem zwróciłem uwagę dziewczyny, która posłała mi pytające spojrzenie.
- Ronnie pyta czy Cię pyknąłem - wyjaśniłem opierając się o zabudowę lodówki.
- Jak ja go zaraz pyknę to wyleci na drugi koniec pokoju - warknęła pocierając skronie obiema dłońmi.  Radke chyba to usłyszał, ponieważ oboje jak na zawołanie wybuchliśmy głośnym śmiechem.
- Powiedz jej, że też ją kocham - odezwał się kumpel - Masz szczęście Biersack - dodał po chwili wesoło. - Dobra stary, kończę, mam teraz trochę spraw do załatwienia, widzimy się jutro, wyjaśnij młodej co i jak, do zobaczenia - pożegnał się i nie dając mi szansy na to samo zakończył rozmowę.
- Andy? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Momsen
- Hm? - wymamrotałem blokując telefon
- Dlaczego spałam w twoim łóżku? - zapytała dopijając ostatnie łyki wody.
- Nie chciałem, żebyś się gniotła na kanapie więc udostępniłem Ci sypialnię, ja miałem spać na dole, ale poprosiłaś abym z tobą został więc tak zrobiłem - wyjaśniłem i uśmiechnąłem się cwaniacko.
-Acha. - odrzekła krótko i niezręcznie zaczęła bawiąc się palcami. Nastała chwila ciszy.
- Nie uprawialiśmy seksu, jeżeli o to ci chodzi. - wypaliłem. Dziewczyna znów na mnie spojrzała i posłała mi ciepły uśmiech.
- Wiem, ufam Ci - odrzekła. Odwzajemniłem gest i ruszyłem w stronę salonu.
- Mam dzisiaj cały dzień wolny. - poinformowałem - Jeżeli chcesz możemy obejrzeć jakiś film, rób porobić coś innego ,potem coś zjemy, a potem odwiozę Cię do domu. - zaproponowałem.
- Okej, ale ja wybieram film - wyszczerzyła swoje białe ja śnieg zęby i pognała do salonu. Lubię ją taką. Uśmiechniętą i radosną. Tak cholernie chcę ją poznać bliżej. Być bliżej. Tak w sumie, będę miał okazję. Ten wyjazd do Vegas przybliży mi trochę jej dzieciństwo. Zawsze mogę też pogadać z Ronnie’m, ale wolałbym wszystko usłyszeć od niej.
- To co? Może jakiś horrorek?- z zamyślenia wyrwał mnie głos pięknej...chwila czy ja właśnie powiedziałem pięknej? Jedyną dziewczyną do, której tak mówiłem była Juliet.
- Horror, w biały dzień? - uniosłem jedną brew do góry i zająłem wygodnie miejsce na kanapie, obserwując jak dziewczyna przegląda moją imponującą kolekcję DVD.
- Masz rację - odpowiedziała z wyraźnym smutkiem, który już po chwili przemienił się w radość gdy znalazła kolejną płytę.
- Jezu, kocham Nirvanę, możemy obejrzeć "Ostatnie 48 godzin Kurt'a Cobain'a"? - zwróciła się do mnie składając dłonie jak do modlitwy - Proooooszę - zrobiła maślane oczka. Mimo, że oglądałem już ten film tysiąc pięćset sto dziewięćset razy, to dla niej mogę obejrzeć jeszcze raz.
- No możemy - zaśmiałem się i przejąłem dysk wkładając go do odtwarzacza. Taylor zajęła miejsce na górnej części kanapy usiadła po turecku obejmując poduszkę. Też tak siedzę jak oglądam Batmana, ale mniejsza. Po włączeniu dokumentu rozłożyłem się obok niej i postanowiłem skupić na filmie, niestety za bardzo mi to nie wychodziło. Kątem oka spoglądałem na dziewczynę, która praktycznie cały seans miała grobową minę. Nie odrywała wzroku od telewizora, a gdy próbowałem coś skomentować od razu mnie uciszała. Na szczęście film nie trwał długo bo około 45 minut. Gdy tylko pojawiły się napisy końcowe zsunąłem się z kanapy i powędrowałem do kuchni po coś do picia. Otworzyłem lodówkę, bez większego namysłu sięgnąłem po puszkę monstera. Obracając się zauważyłem, że Momsen dalej siedzi w tej samej pozycji wgapiona w czarny już ekran telewizora.
- Taylor? - spytałem marszcząc brwi i pomału zmierzając w jej stronę. Nic, zero reakcji. - Taylor!- powtórzyłem już trochę głośniej. Niebieskooka w sekundzie się otrząsnęła i popatrzyła w moją stronę pytająco. - Wszystko okej? - zmartwił mnie jej chwilowy stan
- Tak, pewnie - uśmiechnęła się blado 
- Na pewno? Strasznie się wkręciłaś w ten film - dopytywałem otwierając napój
- Tak, na pewno, tylko...-zaczęła niepewnie - nie...ważne - zakończyła po chwili namysłu spuszczając wzrok.
- Jak już zaczęłaś to skończ. - zachęcałem biorąc łyk energetyka.
- Nie chcę o tym rozmawiać, może kiedyś Ci powiem okej? - spytała z nadzieją w głosie. Nie chciałem jej do niczego namawiać ani zmuszać mimo to, że  bardzo mnie zaciekawiła swoją osobą...znowu.
- No dobra, jak chcesz, ale wiedz, że możesz mi wszystko powiedzieć okej ? - uniosłem znacząco brwi czekając na odpowiedź.
- Okej, dziękuję - znów się uśmiechnęła. Przez kilka sekund panowała między nami cisza. Nie była ona jednak niezręczna, wręcz przeciwnie.
- Zgłodniałam - odezwała się Tay, z miną trzyletniego dzieciaka wydymając przy tym usta.
- Ja też, a umiesz gotować? - spytałem z nadzieją w głosie.
- Fakt, faktem nikogo jeszcze nie otrułam. - oznajmiła wzruszając ramionami. 
- Gotujesz podobnie do Ronniego? - spytałem mrużąc oczy
- Generalnie to tak samo. - stwierdziła po chwili namysłu. Minuta ciszy.
- Zamówimy pizze. - powiedzieliśmy równocześnie, a po chwili dom zapełniła fala naszego przeplatającego się śmiechu. 

Taylor's POV

   Tak jak postanowiłam z Andym zamówiliśmy Pizze. Co prawda za nią nie przepadam, ale biorąc pod uwagę to, że gdy ja gotuje kuchnia staje w dymie, a kiedy Biersack gotuje staje w ogniu to wydawało się najlepszą opcją. Po pół-godzinnej sprzeczce o dodatki do ciasta, ostatecznie zdecydowaliśmy się na duża Margaritę. Gdy chłopak zamawiał jedzenie stwierdziłam, że przydałoby się ubrać. Gestem dłoni dałam mu to do zrozumienia i podreptałam na górę. W połowie schodów jednak dobiegł mnie krzyk bruneta :"W łazience". To ja byłam się wczoraj w stanie umyć? 
Dobra jestem. Obróciłam się na pięcie i skierowałam do łazienki. Po wejściu miałam dziwne wrażenie, że już kiedyś tu by...i w tym momencie uświadamiając sobie moje myśli,  moja dłoń spotkała moje czoło. Już drugi raz, dzisiaj.. Kretynka.  Chcąc jak najszybciej się ogarnąć wyszukałam wzrokiem wczorajszego ubrania. Leżały poukładane w kostkę obok umywalki. Chwyciłam swoją koszulkę do ręki i prędko tego pożałowałam. W sekundzie do moich nozdrzy doszła zabójcza mieszanka potu, dymu, wódki i chuj jeszcze wie czego. Skrzywiłam się i odrzuciłam górną część garderoby gdzieś obok prysznica. Lekko obrzydzona sparłam się na rękach przed lustrem i spojrzałam na siebie. Boże, wyglądam jakby mnie morze na brzeg wyrzuciło. Masakra. Blada cera, podkrążone, niedomyte oczy, suche i popękane usta, włosy stojące na wszystkie strony. Jak tylko zobaczyłam wczoraj Radke wiedziałam, że to się dobrze dla mojego wyglądu nie skończy. Poczochrałam trochę już i tak rozwalone śkuty i zażenowana tym, że Andy widzi mnie w takim stanie wyszłam z łazienki. 

   W salonie zastałam pałaszującego już chyba czwarty kawałek pizzy bruneta. Bez słowa ruszyłam w jego stronę, wzięłam jeden kawałek Margarity i zajęłam miejsce tuż obok Devianta.
- A ty się ubrać nie miałaś? - spytał zdezorientowany sięgając po kolejną porcję.
- Mogłabym to samo powiedzieć do ciebie - zauważyłam spoglądając na tatuaże chłopaka.
- Ja nic takiego nie mówiłem - puścił mi oczko i zajął się konsumpcją.
- Moje ubrania śmierdzą gorzej niż skarpety Rona - oznajmiłam i aż mnie otrzepało gdy przypomniałam sobie ten zapach. 
- Serio jest aż tak źle? - spytał z śmiechem dojadając...Jezu jak można tak szybko jeść?
- Ta...pożyczysz mi jakieś rurki czy coś? - poprosiłam dojadając PIERWSZY kawałek pizzy.
- Jak dla mnie możesz tak zostać - poruszył sugestywnie brwiami na co dostał ode mnie w ramię. - Heh, dobra jak zjemy to Ci coś pożyczę - dodał już poważniej popijając energetyka.
   Siedzieliśmy tak jeszcze godzinkę pałaszując włoski specjał i oglądając MTV Rock. Później Biersack dał mi w końcu jakieś legginsy, (skąd je miał to nie wnikam)a sam ubrał T-shirt z Batmanem. Domyłam resztki makijażu i mogliśmy jechać. Nie chciało mi się wracać do domu, ale trzeba było pozałatwiać formalności co do przedłużenia urlopu i w ogóle. Andy podwiózł mnie do Ronniego, tam wsiadłam do samochodu (oczywiście po godzinnej kłótni z Biersackiem na temat tego , że mam jeszcze prochy we krwi i nie powinnam jeszcze jeździć). Wytłumaczył mi jeszcze co i jak z wyjazdem. Umówiliśmy się, że jutro po mnie podjedzie, ponieważ jedziemy na kilka aut. Ja mam jechać z Andym, Ronnie’m i Ashley’em. Po około dwudziestu minutach dojechałam wykończona do domu. 
   Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam po wejściu do apartamentu było rzucenie się na łóżko. Niestety nie było mi dane odpocząć, ponieważ mój cholerny rozsądek, który dzisiaj pracował na pełnych obrotach, co się zdarza raz na ruski rok kazał mi zrobić z sobą porządek. Niechętnie wstałam z łóżka i ruszyłam powolnym krokiem do łazienki. Na miejscu zrzuciłam z siebie ubrania Andyego i weszłam pod prysznic. Umyłam ciało, następnie włosy i czysta jak łza opuściłam kabinę. Potem skierowałam czyściutki tyłeczek do garderoby. Wybrałam wielką czarną bluzkę z białym napisem "Metallica", do tego również czarne legginsy z krzyżami na łydkach. Później wysuszyłam włosy i zrobiłam wysokiego kucyka. Postanowiłam dać odżyć trochę mojej cerze więc zrezygnowałam z makijażu, ale niestety bez korektora pod oczy by się nie obeszło. Po całkowitej odnowie poczłapałam do kuchni gdzie znajdował się mój telefon, jakie szczęście, że go zostawiłam w samochodzie, chyba po tej imprezie bym go już nie znalazła tak jak torebki, której pewnie już nie odzyskam. Usiadłam na blacie kuchennym i odblokowałam ekran Iphona. Trzydzieści nieodebranych połączeń od Ronniego, kilka od Biersacka z wczoraj, sygnał puszczony od Frances, wiadomość od Cary i tyle, nie jest źle. Zeskoczyłam z blatu i spojrzałam na zegarek. Za pół godziny mam być w agencji. Sam dojazd zajmuje mi około dwudziestu minut. Nie tracąc czasu założyłam czarne skórzane lity, spakowałam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam z mieszkania.

Andy's  POV

   Nie powinienem pozwalać jej jechać. Mimo, że jest już normalna, to na pewno ma w sobie jeszcze jakieś resztki tego cholerstwa. Ogółem zastanawia mnie dlaczego ja się nią tak przejmuje?Praktycznie nic o niej nie wiem. Jest taka tajemnicza co jeszcze bardziej sprawia, że jestem zainteresowany jej osobą. Oczywiście jako, że jestem facetem nie dość, że mnie ciekawi to jeszcze pociąga.
   Nawet się nie zorientowałem kiedy stałem już na swoim podjeździe. Moją szczególną uwagę przykuł samochód Jinxxa. Chyba mam gości. Zaciekawiony szybkim i energicznym krokiem podszedłem do drzwi. Chwyciłem dłonią klamkę w celu przekręcenia jej.
Otwarte.
 Niepewnie wszedłem do środka. W sekundzie do moich uszu dobiegł przeraźliwy pisk Christiana, który chwilę później dosłownie przeleciał mi przed oczami. Tuż za nim biegł Jake z papierowym workiem białej mąki...To ja mam mąkę w domu?  Gdy znalazłem się w salonie Jinxx naprawiał mój telewi...zaraz...zaraz...naprawiał ? Zabije gnoi. Już miałem coś powiedzieć, kiedy poczułem ból w lewej części ciała. Za nim zdążyłem cokolwiek przeanalizować moje ciało przytulało kanapę.
- Do jasnej cholery panowie! - krzyknąłem na całe pomieszczenie. Christian zatrzymał się tuż przede mną w efekcie czego goniący go Jake wpadł na perkusistę rozsypując zawartość torby na cały salon. Na moje nieszczęście oboje wylądowali na mnie łamiąc co najmniej trzy żebra. - Złaźcie ze mnie popierdoleńce! - jęknąłem odpychając kretynów, niestety moje wysiłku na zbyt wiele się nie zdały.
- No wreszcie jesteś, gdzieś ty był młody? - do moich uszu dobiegł głos Ashley'a wychodzącego z łazienki. W tym samym czasie poczułem smród dochodzący z tego właśnie pomieszczenia. Kurwa, tak zesrać to się może tylko Purdy.
- Chłopie coś ty tam robił? - wyparzył z swojego dotychczasowego miejsca (czyt.mnie) Coma i uciekł na drugi koniec salonu zatykając nos. Wspomniałem, że ku uciesze wszystkich zrzucił Jake'a na panele?
- Może - poruszył sugestywnie brwiami i zajął miejsce obok mnie. - A wam co?- spytał po chwili spoglądając kolejno na każdego z nas. W odpowiedzi posłałem mu jedynie wrogie spojrzenie.
- Postanowili coś upichcić - wyjaśnił z śmiechem Jinxx, waląc w mój dekoder.
- Ty masz mąkę w domu? - spytał zszokowany Ash.
- Kurwa Jinxx zjebałeś mi TV - warknąłem na kumpla ignorując pytanie śmierdziela.
- Kurwa Andy ja Ci naprawiam TV - oznajmił z śmiertelną powagą, nie odwracając wzroku od urządzenia. Za nim zdążyłem odpowiedzieć cały dom zalały fale dźwiękowe piosenki "Boyfriend" Biebera.
- Wyłączcie to cholerstwo - Ashley próbował przekrzyczeć moje kino domowe.
Ostatecznie po minucie intensywnego poszukiwania pilota udało się ogarnąć muzykę.
- Traumatyczne doświadczenie - skomentował przerażony Jake przyklejony do kanapy.
- W ogóle stary co to za ciuszki w kiblu? - spytał wyszczerzony Purdy. Cholera.Nagle oczy całej pozostałej trójki były skierowane na mnie.
- To ciuchy Taylor - wyjaśniłem niezręcznie drapiąc kark.
- Zaliczyłeś ją? - spytali chórem oblegając mnie z wszystkich stron. Pierdolone zboczeńce.
- Chłopaki zluzujcie majty, tylko ją przenocowałem - wyjaśniłem szybko podnosząc ręce w geście obronnym.
- Ciota! - skwitował Purdy skupiając całą swoją, dotychczasową uwagę na MTV Rock.
- Czyżby pan Andy Biersack znalazł nową miłość? - drążył temat Jake uśmiechając się przy tym głupkowato.Wywróciłem jedynie oczami i ruszyłem do kuchni po papierosa. Dzisiaj jeszcze nie paliłem, a to Ci heca.
- Nie pal tego stary mamy coś lepszego - widząc moje zamiary poinformował Jinxx. Odwróciłem się na pięcie i posłałem mu pytające spojrzenie.
W tej samej chwili Christian wyciągnął z torby po skręcie i wręczył każdemu z osobna jednego. Wszyscy skierowali tyłki na kanapę. Wygodnie usiedli i zaczęli kolejno odpalać swoje jointy. Siedzący najbliżej mnie Coma podał mi zapalniczkę, gdy przyszła moja kolej. Bez wahania odpaliłem zioło i na początku zrobiłem małego bucha, po czym przytrzymałem go w płucach przez około dziesięć sekund i wypuściłem. I tak buch za buchem nasza konwersacja zaczynała robić się coraz bardziej żywa i interesująca.
-----------------------------------------------------------------------------
Siemka kochani! Dzisiejszy rozdzial taki spokojny wiec sie cieszcie bo taki trafi sie raz na x rozdziałow :D Bardzo mnie martwi mala ilosc komentarzy :( Mam wrazenie,ze nikt tego nie czyta i mam ochote zrezygnowac, a szkoda bo mam tyle zajebistych pomyslow, ze mozna by bylo z nich 10 blogow, a ja je chce wszystkie wykorzystac tutaj! Mam zapas rozdzialow bo wlasnie pisze dwunasty i no cholera szkoda mi teraz zrezygnowac. Wszystko zalezy od was! :* Jezeli czytacie to komentujcie bo to strasznie motywujexd Dobra pisze to info na fonie i usuwa mi sie szosty raz wiec do nastepnego:*

10 komentarzy = Next! (Anonimy maja sie podpisywac bo inaczej nie uznaje)

12 komentarzy:

  1. Ej Taylor to mogłaby być siostrą Ann odnalezioną po latach:D:D Jak bliźniaczki, cholera. Tyle, że Tay jest milsza. Ta agresja i tajemnice... No i u mnie też Panna Momsen zaliczy epizod, na życzenie jednej osoby^_^. Ta piosenka Biebera to jedna z dwóch, które trawię:D Andy, taki dobry człowiek. Troskliwy i wgl. Słodko. I czemu ona się czepia, że miał na sobie tylko rurki??? Ja tam bym korzystała. Tak poza tym, jak facet widzi kobietę w totalnej rozsypce i nie ucieka z piskiem, to znaczy, że się muszą dogadać:P Aaa i wyłapałam malutki błąd rzeczowy: "...w efekcie czego goniący go Jinxx wpadł na perkusistę rozsypując zawartość torby na cały salon."- to tam chyba powinno być Jake, bo Jinxx telewizor "naprawiał" :) Ale to taki tam, detalik. Wpuścić BVB do domu, to jak wydać na biedny budynek wyrok. Mam nadzieję, że Biersack jest ubezpieczony od nieszczęśliwych wypadków. Komentarze, to takie znajome. Ja nie wiem, co jest trudnego w tym, żeby napisać choć jeden wyraz, czy dać emotikonkę. To już czytanie jest bardziej męczące. Dobra, weny i komentarzy, skarbie♥.

    OdpowiedzUsuń
  2. Głupio mi, że wcześniej nie skomentowałam, wybacz. Nie miałam jak, ale czytam na bieżąco, to się liczy? :(
    Jinxx taki specjalista elektryk, haha.
    Co oni się wszyscy tak uwzięli na to, że Andy niby przeleciał Tay? Zachował się godnie i honorowo i trzeba mu za to pogratulować, bo oboje byli pijani i później mogliby tego żałować. Moje komentarze są strasznie chujowe, więc z góry przepraszam x2.
    Widać, że Andy'ego i Taylor coś do siebie ciągnie i to się pewnie wyjaśni za niedługo więc czekam na to niecierpliwie. Tak sobie zakładam, że podczas wyjazdu, może do czegoś między nimi dojdzie, ale to tylko takie moje przemyślenia.

    I znów mnie rozbawiłaś!; "- Gotujesz podobnie do Ronniego? - spytałem mrużąc oczy
    - Generalnie to tak samo. - stwierdziła po chwili namysłu. Minuta ciszy.
    - Zamówimy pizze. - powiedzieliśmy równocześnie"
    Jezu, uwielbiam Cię. Andy, mój mistrz, haha!
    Dobra no to życzę weny, czasu i czekam na następny! ^^ *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, bez względu na ilość komentarzy nie zostawiaj bloga i pisz dalej ;3333
    A.

    OdpowiedzUsuń
  4. meeeega śmiechowy rozdział , nie poddawaj sie ,bo super ci to wychodzi z czasem będzie coraz lepiej C: nie moge sie doczekać następnych rozdziałów ♥
    N.

    OdpowiedzUsuń
  5. co tu pisać po prostu świetny rozdział <3 życzę weny :)))) xyz♥

    OdpowiedzUsuń
  6. o mój boże jaki słodki rozdział <33333 pisz szybkoo , bo umre ;<
    kotek mrrrauczek =(^,^)=

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział przez połowę czytania nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Błagam cię nie rezygnuj bo będę płakać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hahahah świetny non stop płaczę ze śmiechu :D Błagam o następny rozdział ^_^

    Black Nightmare

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziewczyno jesteś świetna w pisaniu FF !! Czekam na następny. Pozdro z podłogi XD XD XD

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytam Twojego bloga od początku i powiem że jest on moim ulubionym FanFiction o Black Veil Brides. Czekam z niecierpliwością na nastepny rozdział


    Będę się podpisywać: JulietBlack

    OdpowiedzUsuń