czwartek, 16 października 2014

Rozdział VII ~ Mcennedy

 Czytasz = Komentujesz!

Regular POV

Po dziesięciu minutach palenia Marihuany chłopcy mieli bardzo wesoły nastrój. CC z Ashley'em tarzali się po podłodze. Jake starał się tańczyć walca z Jinxx'em, z kolei Andy co pięć sekund zmieniał swoje miejsce położenia relacjonując czy jest mu wygodnie czy też nie.
- Ty chłopaki ja bym do kogoś zadzwonił! - stwierdził z śmiechem Biersack, omal co nie krztusząc się własną śliną.
- Dobre, zadzwońmy do Taylor - podsunął pomysł Ash szukając wzrokiem telefonu wokalisty.
- O tak! - krzyknął uradowany Christian i zaczął podskakiwać w miejscu niczym mała dziewczynka.
- Yyaajaa jeastem za - wybełkotał Jinxx podnosząc do góry lewą rękę.
- Ja również - zatoczył się Jake, po czym upadł obok Andy'ego. Przegłosowany chłopak jedynie wzruszył ramionami i przechwycił swojego Iphona od przyjaciela.

*

- Haeaelo? - w telefonie Taylor rozbrzmiał dobrze jej znany głos.
- Andy? - spytała dla pewności, wyraźnie wyczuwając, że coś jest nie tak.
- Taylor!Kochanie!Ty moje słońce, które oświetla całą Kalifornie. - zaczął bełkotać. Dziewczyna zaciekawiona dalszym przebiegiem konwersacji zjechała na pobocze koło jakiejś restauracji i zatrzymała samochód.
- Andy czyżbyś coś pił? - zapytała rozbawiona, wyłączając silnik BMV
- Ja? Nie, nie, nie ja nie piję - chłopak udawał oburzonego, strzelając w głowę śmiejącego się basistę. Brunet w mgnieniu oka wziął zamach i w odwecie oddał chłopakowi z liścia. Zjarany wokalista jedynie upadł do tyłu na miękkie poduszki i rozbawiony kontynuował  - Taylor bo ja z liścia dostałem od Asha - oznajmił przez śmiech rozmasowując obolały policzek.
- Ale Purdy'ego? - spytała zdezorientowana
- No od Asha - odpowiedział szczerząc swoje białe jak śnieg zęby.
- Jakiego Asha?
- No od Asha.
- Ale jakiego Asha? - dopytywała
- No od Ashleya - powtórzył z uśmiechem podnosząc się do pozycji siedzącej. Reszta chłopaków otoczyła Biersacka i z zaciekawieniem słuchała rozmowy, niemiłosiernie przy tym chichocząc.
- Ale jakiego Asha?! - podniosła głos, w którym wyraźnie było słychać śmiech.
- No Purdy! - niebieskooki również podniósł głos, zaraz po tym cała szóstka wybuchła nie kontrolowanym śmiechem.
- Andy, a co ty teraz robisz? - spytała gdy tylko opanowała rozbawienie.
- A siedzę sobie - odrzekł pewny siebie obserwując jak Jinxx i Jake próbują opanować tarzającego się po ziemi Christiana.
- Gdzie siedzisz? - dziewczyna oparła plecy o siedzenia i czekała na odpowiedź, którą usłyszała po kilku sekundach.
- Grzecznie - wypalił chłopak, a ucho blondynki zalała fala głośnego śmiechu wszystkich członków zespołu.
- W porządku , ale gdzie jesteś?
- Na kanapie sobie siedzę - wyjaśnił z plączącym językiem.
- Ale w domu? - zapytała upewniając się.
- No, ale na kanapie
- No, ale gdzie?
- No w Los Angeles - "i weź tutaj sobie z takim rozmawiaj"- pomyślała Momsen
- Ale w domu? - zaczęła rozmasowywać skroń
- Tak, tak, ale wiesz nie w domciu Jinxx'a tylko w moim domku, nie Jinxx'a, moim - poinformował dziewczynę, która już w tym momencie nie mogła powstrzymać śmiechu.
- Dobrze, dobrze, w twoim - pokręciła rozbawiona głową.
- Ale, Taylor ty bo ja nie wiem kiedy dostałem z tego liścia - po chwili ciszy powiedział zamyślony - Na serio nie wiem, a ty może pamiętasz? W ogóle co tam u ciebie? - za nim zdążyła odpowiedzieć brunet zmienił temat.
- A no wiesz od trzech godzin zasadniczo to samo. - stwierdziła wzruszając ramionami.
- A no u mnie też, widzisz to przeznaczenie - rozmarzył się - zapisane w niebie - dodał po chwili.
- No pewnie skarbie - odpowiedziała uwodzicielsko.
- Ymmm...to skarbie mi się podoba - stwierdził i sugestywnie poruszył brwiami co zauważyła reszta Deviantów. W momencie wyrwali wokaliście telefon i włączyli głośnik.
- Cześć Taylor! - zawołali chórem
- Cześć chłopaki! - przywitała ich szczęśliwa blondynka.
- Taylor ruchasz się ? Bo jest pięciu facetów do oblecenia! - wypalił Ash, na wskutek czego momentalnie Andy powtórzył swój ruch sprzed pięciu minut. Basista zrezygnował z oddania kumplowi, ponieważ Taylor szybko mu odpowiedziała
- Sorki, ale nie dam rady, mam kilka spraw do załatwienia - zaśmiała się. Chłopaki zrobili smutne oczka i westchnęli zrezygnowani.
- To może jakiś lodzik hmm..? - zaproponował Jake. Wokalista posłał mu wrogie spojrzenie, jednak ten nic sobie z tego nie zrobił.
- No pewnie - powiedziała entuzjastycznie - Wpadnę do was jutro z paczką *Mcennedy - dodała dumna z swojego odzewu. W słuchawce usłyszała jedynie śmiechy i komentarze typu"uuu...pojechała Ci" czy "dobry tekst, trzeba to zapisać" - Dobra chłopaki, miło się gada, ale muszę już lecieć - oznajmiła przerywając zabawę, po drugiej stronie usłyszała jedynie westchnięcia, jęki i coś czego nie była wstanie określić. Było to coś podchodzącego pod wycie dochodzące z ust CC. - To pa - pożegnała się chcąc jak najszybciej ocalić swoje narządy słuchu.
- Papapapa! - przeplatające się głosy brunetów jeszcze bardziej podrażniły jej uszy. Pod wpływem impulsu wyłączyła Iphona i przechyliła głowę do tyłu. Mimowolnie na jej ustach zagościł wielki uśmiech, a chwilę później wydobył się z nich cichutki śmiech. W wesołym nastroju niebieskooka odpaliła samochód i ruszyła do agencji. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że rozmowa z Andy'm zajęła jej co najmniej dziesięć minut. Powinna już być na miejscu a tym samym ma przed sobą jeszcze piętnaście minut drogi.
- Kurwa, spóźnię się - przeklęła pod nosem i uderzyła dłońmi o kierownice. Włączyła radio, aby skupić umysł na czymś innym. Miała sporo szczęścia, ponieważ akurat leciała jedna z jej ulubionych piosenek, a mianowicie "Time after Time" Ronana Ketainga. Zaczęła śpiewać pod nosem idealnie zgrywając się z melodią.

"....If you're lost you can look and you will find me
Time after time
If you fall I will catch you I'll be waiting
Time after time

If you're lost you can look and you will find me
Time after time
If you fall I will catch you I will be waiting
Time after time

After my picture fades and darkness has turned to gray
Watching through windows you're wondering if I'm okay
Secrets stolen from deep inside
The drum beats out of time

If you're lost you can look and you will find me
Time after time
If you fall I will catch you I'll be waiting
Time after time..."

   Równo z końcem piosenki Taylor dojechała pod swoje miejsce pracy. Szybko zaparkowała samochód i prędko z niego wyszła zmierzając do środka budynku. Od razu skierowała się do gabinetu dyrektora mijając po drodze kilku znajomych. Gdy tylko dotarła do celu zapukała energicznie w wielkie dębowe drzwi na końcu korytarza.Po chwili usłyszała brzęczenie, które świadczyło o odblokowaniu ich. Ujęła klamkę i powolnym ruchem otworzyła przejście.
- Można? - spytała z uśmiechem wychylając głowę.
- Tak, tak wejdź - mężczyzna obrócił się na fotelu, który wcześniej był skierowany do wielkiej przeszklonej ściany. Pomieszczenie było bardzo chłodne jeżeli chodzi o kolorystykę, panowały tu kolory, głównie biały i szary. Pokój był sporych rozmiarów, a znajdowały się tu raptem trzy krzesła, niewielka kanapa, jeden sporej wielkości obraz, wielkie biurko, obrotowy fotel i zajmujący 1/4 ściany regał z różnymi papierami, segregatorami itp... - Usiądź - nakazał poważnym tonem szef przeglądając jakieś kartki leżące przed nim.Jego ton nie wróżył nic dobrego. Pan Maxymilian, przeważnie emanował optymizmem. Wiecznie uśmiechnięty, łysy, z kilku dniowym zarostem mężczyzna po czterdziestce w niczym nie przypominał tego, który był obecny w pomieszczeniu. Lekko podenerwowana zajęła prędko środkowe krzesło i z napięciem czekałam na dalszą część konwersacji.
- Posłuchaj Taylor, niezręcznie mi to mówić, ale musimy zażegnać naszą współpracę. - poinformował dziewczynę na jednym wdechu podając jej kilka kartek złączonych spinaczem. Blondynka będąc w lekkim szoku, niepewnie przejęła dokument, nawet na niego nie spoglądając.
- Ale, ale dlaczego? Zrobiłam coś nie tak? - spytała całkowicie zdezorientowana całą sytuacją. Jeszcze niedawno była chwalona i uważana za jedną z lepszych w agencji, a dzisiaj dostaje wypowiedzenie?
- Posłuchaj Taylor, jest mi na prawdę przykro, stałem za tobą murem, ale musieliśmy zwolnić dziesięć modelek, padło również na ciebie. Pracujesz tutaj nie całe pół roku, kiedy inne dziewczęta trzy,cztery lata. Nie mogę ich zwolnić, za długo nas reprezentują. - wyjaśnił profesjonalnie, ale w jego głosie wyraźnie było słychać smutek.
- Rozumiem -odrzekła bez emocjonalnie blondynka.
- Bardzo mi przykro - posłał jej współczujące spojrzenie, ta w odpowiedzi pokiwała niezdarnie głową i przeczesała palcami swoje długie blond włosy. - Chciałbym żebyś wiedziała, że za złamanie kontraktu firma jest zobowiązana zapłacić Ci odszkodowanie i wypłatę za najbliższe trzy miesiące. Osobiście dopilnuję aby kwota była odpowiednia i przelana na twoje konto jeszcze dzisiaj. - oznajmił - W porządku , gdzie mam podpisać?- zapytała dziewczyna podnosząc się z krzesła. Czterdziestolatek uczynił to samo i wskazał palcem na druk.
- Tutaj, tutaj i tutaj - pokazywał kolejno. Momsen bez słowa podpisywała dokumenty związane z wypowiedzeniem.
- Jeszcze raz dziękuję za współpracę i życzę powodzenia w dalszej karierze - szef wyciągnął rękę do dziewczyny, która oddała gest.
- Ja również dziękuję. Do widzenia - posłała mężczyźnie wymuszony uśmiech i opuściła pokój po czym szybkim krokiem wyszła z budynku.
   Nie miała ochoty się z nikim żegnać, wolała po prostu odejść bez słowa. Gdy tylko dotarła do samochodu, otwarła go i zajęła miejsce kierowcy. Odpaliła silnik i z piskiem opon ruszyła w stronę domu. Czas mijał jej w śmiertelnej ciszy, nie miała ochoty nawet na słuchanie muzyki.
  Gdy po dwudziestu minutach drogi trwającej wieczność, wreszcie była pod domem. Westchnęła szczęśliwa. Z prędkością światła opuściła pojazd i ruszyła w stronę apartamentu. Weszła do środka i zakluczyła drzwi. Następnie zsunęła się po nich plecami, a z jej oczu zaczęły spływać słone łzy.

Taylor's POV

   Nie, nie,nie to nie jest prawda. To nie może być prawda. Jakim cudem? Dlaczego? Co ja mam teraz zrobić? Uwielbiałam tą pracę, dobrze zarabiałam. Musiałam coś zrobić nie tak, musiałam. Oczywiście jak zwykle spierdoliłam. Zaczyna wracać stara Taylor, a ja nie chcę żeby wracała. Nie może wrócić.
   Po kilku minutach podniosłam się w podłogi i pobiegłam do łazienki gdzie zaczęłam szukać mojej najmniejszej kosmetyczki. Kiedy po minucie ją dostrzegłam momentalnie cała jej zawartość wylądowała na podłodze po za jedną rzeczą, która znalazła miejsce w mojej dłoni. Bez chwili zastanowienia upadłam na kolana i przejechałam ostrzem kilka razy po wewnętrznej stronie ręki.Po kilku sekundach moim oczom ukazała się czerwona ciecz zalewająca ciało. Przechyliłam głowę do tyłu rozkoszując się delikatnym pieczeniem i łaskotaniem spływającej krwi. Kiedyś mnie to bolało, teraz sprawia przyjemność. Moje ciało jest uodpornione na ból.Zawsze było.Zrobiłam jeszcze kilka cięć i wyszłam z łazienki, ruszyłam w stronę kuchni. Otworzyłam jedną z szafek, w której swoje miejsce miały różnego rodzaju leki.Na samym dnie znalazłam woreczek z białym proszkiem.Bingo. Na mojej twarzy zagościł uśmiech. Wyjęłam zdobycz i usiadłam przy wsypie kuchennej. Wysypałam część zawartości na blat, następnie sięgnęłam po portfel z, którego wzięłam kartę kredytową i dolara. Zwinęłam go w rulonik, z kolei kartą pogniotłam proszek i uformowałam go w kilka kresek. Pochyliłam się i przyłożyłam banknot do lewej dziurki, z kolei prawą zatkałam palcem wskazującym. Wciągnęłam jedną, po czym wyprostowałam kręgosłup i przymknęłam powieki odchylając głowę delikatnie w tył. Nie marnując czasu wyjęłam z szafki najlepsze czerwone wino i sięgnęłam po otwieracz. Bez większego problemu otworzyłam butelkę. stwierdziłam, że nie będę się pierdolić z kieliszkami więc pociągnęłam kilka łyków z gwinta. Odstawiłam napój na blat i skierowałam tyłek do salonu. Po kilkuminutowych poszukiwaniach pilota, wreszcie mogłam włączyć muzykę. W głośnikach rozbrzmiała piosenka "Nothing else metters" na kanale MTVRock. Najpiękniejsza ballada na świecie. Wniebowzięta z powrotem poczłapałam do kuchni po kolejną porcję rozluźniacza.

40 minut później....

- Kurwa mać - przeklęłam pod nosem gniotąc woreczek. Skończyło się. A mnie dopiero teraz smaki naszły no. Zrezygnowana postanowiłam zrobić jeszcze kilka łyków wina. Przechyliłam butelkę do ust. No chyba nie. Wkurzona odstawiłam ją do zlewu i już miałam się skierować po następną gdy do moich uszu dobiegł dzwonek do drzwi.-  Kurde, będę mieć gości...jeej - powiedziałam sama do siebie i w podskokach popędziłam aby otworzyć moją bramę do krainy czarów. Kurwa, a co jeżeli to komornik? Ale płaciłam czynsz, a tam najwyżej zaproszę go na herbatkę. Uśmiechnięta i pełna radości sięgnęłam po klamkę, próbując wpuścić mojego gościa. Zamkniętę...a no tak. Przewróciłam oczami śmiejac się. Ale jestem głupia, przecież sama zamykałam. Przekręciłam zamek i uśmiechnięta od ucha do ucha, otworzyłam drzwi.
- Dzień dobry, dzień dobry - przymknęłam oczy i ukłoniłam się nie wiedząc nawet do kogo.
- Taylor? - usłyszałam, na co momentalnie spojrzałam w górę i wyprostowałam się. Otrzeźwienie w sekundzie. W progu stał nie kto inny jak Ronnie Josep Radke. Jego wzrok powędrował najpierw na moje oczy, które zapewne były już czarne od nadmiaru amfetaminy, następnie na ręce umazane od krwi. Będzie wpierdol.
- Kawy, herbaty? - zapytałam wciąż wyszczerzona. Brunet stał tak jeszcze chwilę wpatrując swoje ślepia we mnie, po czym wyminął moją osobą. Wzruszyłam ramionami i zamknęłam drzwi podążając za nim. Stał przy wyspie oglądając woreczek po proszku, potem podszedł do zlewu i obejrzał dokładnie butelkę po alkoholu. Następnie obrócił się w moją stronę i spojrzał na moje pokaleczone kończyny.
- Co się kurwa stało? - zapytał spokojnie krzyżując ręce na piersi.
- Zwolnili mnie - odpowiedziałam wydymając usta i podreptałam do salonu. Tam dosłownie padłam na kanapę, ujęłam w dłonie pilota i zaczęłam pstrykać po kanałach.
- Czemu? - zdziwił się siadając obok.
- A nie wiem, bo tak, a w ogóle to smaki mnie naszły, zajdź po ptoka do sklepu - zmieniłam szybko temat, nie miałam najmniejszej ochoty o tym gadać.
- Po co?! - zmrużył oczy pochylając ciało do dziewczyny.
- No, ta taka mała wódka - wyjaśniłam wzdychając - A tak w sumie to możesz kupić zero siedem, ale lepsza by była kreseczka, albo dwie, no ewentualnie siedem.- dodałam wykładając nogi na szklany stolik. Mina chłopaka była bezcenna.
- A może lepiej Ci herbatki zielonej zaparzyć? - zaproponował rozmasowując skroń.
- Nieeee...wolę coś mocniejszego - zajęczałam. Wiedziałam, że do jutra będzie mnie trzymał jedynie na rumianku.
- Czarnej herbatki? - uniósł brwi do góry i wyszczerzył się zachęcająco. Po chwili oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Ja jako ta mniej trzeźwa nie kontrolowanym. - Dobra mała, a teraz druga sprawa, dlaczego znowu to robisz? - nagle spoważniał, a jego wzrok powędrował na zakrwawioną rękę. Pod wpływem impulsu również spojrzałam na zakrwawione miejsce. Kilka nierównych cięć, jedno nachodziło na drugie, w okół zaschnięta ciecz rozmazana po praktycznie całej ręce.
- Przepraszam - jedynie tyle mogłam powiedzieć, miałam wyrzuty sumienia, że Ron widzi mnie taką. Pamiętam jak tego nienawidził. Kilka razy w tygodniu, oglądał mnie dokładnie całą od góry do dołu. Robił mi awantury i groził, że też zacznie to robić. Groził, groził, a ja nie wierzyłam, w końcu jak pokazał mi blizny przestałam. Nie chciałam aby najważniejsza osoba w moim życiu robiła sobie krzywdę.
- Obiecaj, że już nigdy tego nie zrobisz - zażądał, a w jego oczach mogłam dostrzec smutek i ból. Chwilę się wahałam nad odpowiedzią.
- Obiecuję - odrzekłam poważnie. Brunet przez chwilę patrzył na mnie prosząco po czym niespodziewanie objął i zamknął w żelaznym uścisku, po moim policzku popłynęło kilka łez.
- Taylor? - usłyszałam po chwili.
- Tak Ronnie? - przytuliłam go mocniej sądząc, że powie coś w rodzaju:"Kocham Cię mała" "Tęskniłem za tobą" "Kocham, siostra".
- Masz jeszcze trochę tego wina? - wypalił z nadzieją w głosie. Moje wcześniej zamknięte oczy w sekundzie się otworzyły. Odlepiłam górną część ciała od Radke i spojrzałam wymownie unosząc prawą brew tak wysoko jak tylko mogłam. Chłopak jedynie odwrócił wzrok i z miną niewiniątka zaczął pogwizdywać.
Mimowolnie się zaśmiałam i chwiejnym krokiem poszłam do kuchni.
- Ty już nie pijesz! - oznajmił idąc za mną. - Do jutra lecisz na rumianku - Ha!Wiedziałam. Stwierdziłam, że i tak nic nie wskóram więc z wielkim trudem oddałam przyjacielowi wcześniej wyjętego Jacka Daniela. Nienawidzę Whisky, ale z braku laku dobry kit.
- O Whisky! - ucieszony przejął butelką i znów skierował dupę do salonu.- Możesz mi jeszcze podać trochę Coli, albo jakiegoś energetyka jak masz - dodał, nawet na mnie nie patrząc - A no i szklaneczkę - wyszczerzył zęby w moi kierunku.
- Bozia rączki i nóżki dała? - spytałam oburzona.
- No...ale..- zaczął leń.
- Żadnego ale, ja się idę ogarnąć - oznajmiłam i posłałam mu znak pokoju. W odpowiedzi dostałam jedynie minę "WTF?" Ignorując ją ruszyłam do łazienki. Pierwszą czynnością po przekroczeniu jej było spojrzenie w lustro. Nawet nie wiem kiedy z moich ust wydobył się paniczny krzyk. Kilka sekund później do pomieszczenia wpadł zdezorientowany Ronnie z butelką alkoholu w ręce.
- Padnij! Na ziemię!Kto strzela?! - zaczął wydzierać mordę.
- Wyglądam jak Godżilla! - stwierdziłam załamana podnosząc kilka włosów do góry. Gdzieś z tyłu usłyszałam tylko warkot przyjaciela.
- Mi tam, bardziej Samarę z The Ringu przypominasz, wypisz wymaluj, tylko włosy zafarbować. - wyśmiał mój wygląd Radke. Chwyciłam za pierwszy lepszy przedmiot na półce(padło na tusz do rzęs) i rzuciłam nim w towarzysza, który niestety zdążył zrobić unik. - Ciota! - krzyknął z salonu.
-Joseph! - nie byłam mu dłużna.
-Nie przeginaj kurwa! - podniósł głos.
Usatysfakcjonowana z powrotem zajęłam się swoim wyglądem. O św.Barnaba. Nawet nie miałam ochoty go głębiej analizować. Przepłukałam jedynie twarz lodowatą wodą i umyłam zęby. Tak mało, a jednak człowiek czuję się bardziej świeży. Jeszcze tylko rozczesałam moją szopę i weszłam do salonu. A w salonie co? Wstawiony Ronnie, pusta butelka Jacka Daniela i piosenka "In the End"
- Ile mnie nie było? - spytałam przechylając głowę w prawo.
- Z piętnaście minut a co? - uśmiechnął się głupkowato.
- Acha. - posadziłam tyłek obok Ronniego i zaczęłam oglądać teledysk.
- Nie uważasz, że Andy to niezłe ciacho? - wypalił nie odrywając wzroku od ekranu.
- Czyżbyś zmienił orientację? - Z Radke to wszystko jest możliwe.
- Jeszcze nie - wystawił mi język i kontynuował - Na serio spoko koleś, możesz się za niego brać. - oznajmił, a ja omal co nie zakrztusiłam się własną śliną.
- Dzięki za pozwolenie - posłałam mu wredny uśmieszek i wróciłam do oglądania klipu. No nie powiem lepszej dupy w życiu nie poznałam, ale o czym my wu w ogóle mówimy. Ja i Andy? Chociaż jakby...a z resztą nie ważne. Ja go na pewno nie interesuję.
Nawet nie zwuażyłam kiedy zaczęła lecieć następna piosenka.
- Na mnie chyba już pora. - stwierdził Ron ziewając.
- Chyba Ci życie nie miłe, jeżeli myślisz, że puszczę Cię w takim stanie samochodem - zakpiłam.
- Wezwę taksówkę - oznajmił rozciągając się.
- Jezu, nie kombinuj, zostajesz - poinformowałam go pstrykając na pilocie w poszukiwaniu jakiegoś fajnego filmu na wieczór.
- Mi tam dwa razy nie trzeba powtarzać - wyłożył nogi na stół, a ręcę złożył z tyłu głowy. - Tylko wiesz bo ja kolacji nie jadłem - dał do zrozumienia. Przewracając oczami opuściłam swoje, już wygrzane miejsce i znów skierowałam tyłek do kuchni. Dzisiaj jest to moja główna trasa przechadzek. Otworzyłam lodówkę. Pusto. Otorzyłam zamrażarkę. Frytki. Dumna z swojego odkrycia wyciągnęłam jedzenie i położyłam na blacie. W dolnej pułki wyjęłam frytkownicę i podłączyłam do prądu. Wlałam jeszcze olej i poczekałam pięć minut aż się nagrzeje. Gdy wyczułam ciepło dochodzące od urządzenia wrzuciłam zawartość opakowania.
- Co robisz? - spytał głupio wokalista.
- Jedzenie - odpowiedziałam zgodnie z prawdą
- No, ale jakie? - dopytywał
- Smaczne. - nie dawałam za wygraną.
- Taylor - zairytował się
- Ronnie - zignorowałam jego ton. Zapadła cisza, w końcu spojrzałam na przyjaciela, którego mina mówiła, że zaraz mi coś zrobi. - No frytki robię, no - przegrałam i w tym samym momencie frytkownica automatycznie otworzyła klapkę, przez co z lekka podskoczyłam. Przełożyłam ziemniaki na sporej wielkości talerz i postawiłam przed brunetem. Sama znów usiadłam obok i zaczęłam oglądać jakiś film.
- Co to? - spytałam zaciekawiona obrotem akcji. Mężczyzna gonił kobietę po balkonie od motelu. To chyba była Jennifer Lopez.
- "Nikomu ani słowa" z Jennifer Lopez. - odrzekł - Dobry film. - podsumował wkładając do ust garść frytek.
- Żresz jak świania - zauważyłam
- Wiem - oznajmił wkręcony w TV. Jadł tak apetycznie. No kuźwa, też bym chciała, ale wiem, że jeżeli zjem chociaż okruszek momentalnie zostanie on wyrzucony z mojego żołądka. Ta, uroki ćpania. Po niecałych dziesięciu minutach talerz został opróżniony, a najedzony Radke zajął swoim wypełnionym brzuchem całą kanapę. Czując się coraz bardziej zmęczona wtuliłam się w tors przyjaciela i skupiłam na filmie. Niestety już po kilku minutach zmógł mnie sen. Ostatnim obrazem jaki pamiętam była mała dziewczynka idąca z latynoską za rękę.

Następny dzień :

Andy's POV 

   Rozchyliłem delikatnie powieki, próbując wyostrzyć obraz. Dobra, nie jestem w pokoju, ale jestem w domu. Pomału podniosłem się do pozycji siedzącej rozmasowując tył głowy, który bolał jak cholera. Musiałem wczoraj o coś przywalić. Tuż obok mnie chrapał śpiący Jinxx. Kawałek dalej z nogami na podłodze swoje miejsce miał CC. Pod stolikiem, w pozycji na placek leżał Jake. A gdzie ten czwraty idiota? Powoli uniosłem swój (dzisiaj niezwykle ciężki) tyłek i powolnym krokiem poszedłem do kuchni. Otworzywszy lodówkę wyjąłem puszkę Monstera. Ja pierdole miałem ich z dwadzieścia, a zostały raptem cztery. Nie zwlekając dłużej otworzyłem napój i duszkiem wypiłem conajmniej połowę zawartości. Dopiero teraz spostrzegłem całkowity rozpiździel na kuchennym blacie. Trzy, puste butelki Jacka Danielsa i dwie butelki Coli. Ponadto masa chipsów, ciastek itp...Ja tego sprzątać na pewno nie będę.
   Nie tracąc czasu skierowałem się na górę do sypialni. A w sypialnie niespodzianka! Ashley Purdy w bokserkach rozwalony na całym łóżku. Przebiegły skurwiel. Normalnie rzuciłbym się na niego, ale mi się nie chcę. Ignorując chrapiącego basistę, wszedłem do garderoby, gdzie zrzuciłem z siebie wczorajsze ciuchy i wybrałem nowe. Czarne rurki, czarna bokserka i dżinsowa kamizelka z naszywkami. W tym zestawem ruszyłem do łazienki. Rzuciłem wszystko na podłogę, jak to mam w zwyczaju i wszedłem pod prysznic. Po uregulowaniu wody na chłodnawą, mogłem wreszcie spokojnie pomyśleć. Czyli co się wczoraj działo..hmmm.. To tak: Odwiozłem Taylor do Ronnie'go po samochód, gdy przyjechałem mój dom był zasiedlony przez tych kretynów. Potem zapaliliśmy po skręcie, następnie zadzwoniliśmy do Taylor...No właśnie Taylor! Muszę do niej jechać, z tego co pamiętam chłopcy składali jej zajebiste propozycje. Potem znowu coś zapaliliśmy i Ash wyciągnął Whisky i dostaliśmy ataku śmiechu i..i...i...i tyle pamiętam.A wracając, muszę jechać do tej Taylor. Wytłumaczyć czy coś. Szybko namydliłem ciało i równie szybko je spłukałem. Sięgnąłem po ręcznik i niezbyt dokładnie je osuszyłem, ponieważ miałem problemy z wciągnięciem na siebie gaci, ale po kilku minutach męczarni ostatecznie osiągnąłem cel. Ułożyłem trochę włosy, umyłem zęby i z prędkością światła wyparowałem z łazienki. Zabrałem jeszcze telefon,kluczyki i opuściłem dom.    Otworzyłem moje czarne Porshe i odjechałem z piskiem opon. Droga minęła mi w zaskakująco szybkim tempie. Po około piętnastu minutach byłem pod domem dziewczyny. Znaczy to chyba dobry adres. Dla pewności sprawdziłem jeszcze raz wiadomość od Ronniego, w której na moją prośbę podaje mi miejsce zamieszkania Taylor. Zgadza się. Mimo lekkiego kaca, to w pozytywnym nastroju opuściłem pojazd i skierowałem swój zacny tyłek do budynku. Na całe szczęście w...w sumie nie wiem jak to nazwać. Ni to blok, ni to hotel. Z resztą nie ważne.W każdym bądź razie było to mega wysokie i gdyby nie było windy chyba wdrapywałbym się tam godzinę. Jednak na moje szczęście po kilku minutach byłem już na ostatnim piętrze, przed wejściem do apartamentu. Dostrzegając niewielki guziczek obok drzwi, dwukrotnie go przycisnąłem. Po niecałej minucie w drzwiach pojawił się nie kto inny jak...Ronnie Radke?
- Siema, stary co ty tu robisz tak z rana? - przywitał mnie kumpel stojący w samych gaciach.
- Siemka, mógłbym o to samo zapytać ciebie - stwierdziłem podając Radke rękę, którą uścisnął.
- Dobra, nie będziemy tu gadać, właź - zaprosił mnie do środka odchylając charakterystycznie głowę. Niepewnym ruchem wszedłem do pomieszczenia. Muszę przyznać, że Momsen bardzo ładnie sobie mieszka. Przytulny, elegancki i nowoczesny styl panujący w salonie bardzo wpadł w moje gusta.
- Napijesz się czegoś? - zaproponował Ronnie wchodząc do kuchni, podążając za nim spostrzegłem także wielkie łóżko stojące obok. Trzy w jednym, ciekawie.
- Nie, dzięki, a tak właściwie gdzie jest Taylor? -spytałem wreszcie rozglądając się dookoła aż moje oczy napotkały wzrok drobnej blondynki.
- Tak czekałam kiedy mnie zauważysz - zaśmiała się wstając z swojego wcześniejszego miejsca. Nawet nie wiedziałem kiedy blondynka stała już przede mną. Byłem zbyt zajęty jej wyglądem. Obcisła biała bokserka, sięgające trochę przed pupę i do tego czarne majki odsłaniające połowę jej pośladków. Przywitała mnie buziakiem w policzek, po czym usiadła na jednym z stołków kuchennych. Zabrała jedno z jabłek leżących w półmisku i zaczęła brać nie wielkie gryzy. - Co tutaj robisz tak wcześnie? - zapytała przeżuwając owoc.
- A..yyy..no wiesz - otrząsnąłem się, a moja ręka powędrowała na kark, który zacząłem lekko rozmasowywać.- Chyba wczoraj do ciebie dzwoniłem - zauważyłem zawstydzony. W odpowiedzi dostałem jedyni melodyjny śmiech niebieskookiej.
- No dzwoniłeś, trochę się przy tym ubawiłam. - stwierdziła wesoło. Już miałem odpowiedzieć gdy naszą konwersację przerwał ubrany już Radke.
- Dobra towarzystwo, ja spadam, muszę ogarnąć moje inne towarzystwo, spakować rzeczy, obczaić samochód i tak dalej... - zaczął podchodząc w naszą stronę - Jedziemy na trzy auta, ze mną jedziecie wy, i Ash. Drugim jadą Christian, Jake, Jinxx, Matt i Isabel, a trzecim Ben , Max , Rayan, Jacky i Cobain. Derek, ta ciota nie da rady jechać więc zamiast niego wskoczyła Frances. Jest godzina 11:00 - spojrzał na zegarek - Około piętnastej wyjeżdżamy. Wszyscy spotykamy się u mnie. Andy może po ciebie podjechać - zasugerował - No więc dobra, ja uciekam Do zobaczenia - pocałował dziewczynę w policzek, a ze mną przybił żółwika. Chwilę później już go nie było, a ja ponownie zwróciłem się do Taylor.
- Ronnie u ciebie nocował? - wypaliłem. Momsen spojrzała na mnie marszcząc brwi.

Taylor's POV 

  Muszę przyznać , że to pytanie trochę mnie zdziwiło. Nie powinno go to obchodzić. Jestem dorosła ,ale w sumie to normalne pytanie, a przypominając sobie moją ciekawość przy naszym pierwszym spotkaniu odpowiedziałam:
- Tak, wczoraj miałam małe załamanie,wpadł mnie pocieszyć, potem wypił butelkę Whisky i został na noc, a czemu pytasz? - zeskoczyłam z blatu i wyrzuciłam jabłko do kosza pod zlewem.
- Jakie załamanie? - zapytał zaciekawiony kompletnie ignorując moje pytanie.
- Dostałam wypowiedzenie - odpowiedziałam niechętnie unikając wzroku wokalisty.
- Przykro mi - posmutnił - I jak to zniosłaś? - kontynuował. Zajebiscie jak zawsze.
- Normalnie - wzruszyłam ramionami i chwyciłam czajnik w celu sprawdzenia ilości wody. Pełny.Zatem włączyłam kuchenkę i czekałam na zagotowanie się wody. - Masz może ochotę na kawę? - zaproponowałam chcąc jak najszybciej zmienić temat.
- Jak robisz to się chętnie napiję - posłał mi uśmiech i przysiadł na wysokim stołku przy wyspie kuchennej. Ja z kolei wyjęłam z szafki dwa kubki, do których nasypałam po łyżeczce brązowych ziarenek.
- Pijesz rozpuszczalną prawda? - spytałam po chwili , uświadamiając sobie , że nie każdy lubi taką kawę.
- Ja tam pije wszystko. - zażartował.
- Z mlekiem ? Słodzisz ? - kontynuowałam przesłuchanie.
- Tak i słodzę dwie łyżeczki. - odrzekł. Przez cały czas dosłownie czułam jego przeszywający wzrok na swoim ciele. Niestety po chwili poczułam go skupionego na mojej prawej ręce.
- Co Ci się stało? - Cholera, jasna, kurwa mać. Trzeba było ubrać sweter.
- Ymmm..to nic takiego, przewróciłam się - wydukałam chyba najgorszą możliwą wymówkę. Postawiłam przed brunetem jego kubek. Gdy chciałam zabrać dłoń on ją chwycił i dokładnie obejrzał.
- To nie wygląda na przewrócenie się - stwierdził patrząc mi w oczy. Unikałam jego spojrzenia patrząc wszędzie tylko nie na jego twarz co również nie uszło jego uwadze. - Spójrz na mnie - zażądał, a w jego głosie wyraźnie słychać było stanowczość jak i zarazem delikatność.Nie wytrzymam. Zwinnym ruchem wyrwałam rękę z jego uścisku i zabrawszy swoją kawę ruszyłam do salonu.
- Nie chcę o tym rozmawiać - oznajmiłam bez emocjonalnie biorąc do ręki pilota.
- Taylor wiem co czujesz, ja też kiedyś przez to przechodziłem - usiadł obok mnie.

- Andy, na prawdę nie chcę o tym rozmawiać, może kiedy indziej Ci wszystko opowiem, ale nie dzisiaj, proszę Cię - posłałam mu błagalne spojrzenie. Chłopak jedynie westchnął zrezygnowany i opadł na kanapę.
- Zgoda - odrzekł niechętnie i w tym samym momencie z jego kieszeni rozbrzmiał refren piosenki  "Fashionably Late". Biersack wyciągnął telefon i widząc nazwę rozmówcy jęknął wymownie odblokowując ekran.
- Halo? U Taylor.Nie wiem, za niedługo.Trzeba się spakować. - wsłuchiwałam się z rozmowę telefoniczną - Tak, wiemy. Ogarnijcie mi tam.No spoko.A spierdalaj! - zakończył konwersację i wyłączył Iphona.
- Kto to? - zapytałam. Ta moja ciekawość doprowadza mnie do szału. Przecież to nie moja sprawa.
- Ashley - odpowiedział bez większego problemu podnosząc się do pozycji siedzącej, a nasepnie skierował do kuchni po swoją kawę. Upił kilka łyków i wrócił z nią do mnie. Ja z kolei natrafiłam na mój ulubiony program czyli" Smierć na 1000 sposobów" Jak się później okazało Andy też to uwielbiał. I tak następną godzinę spędziliśmy na oglądaniu telewizji , komentowaniu i piciu kofeiny.
- Chyba będę się zbierać - oznajmił brunet spoglądając na ekran swojego Iphona.
- Ta, ja też muszę się jeszcze ogarnąć, spakować i w ogóle - stwierdziłam przełączając na jakiś kanał muzyczny. Zabrałam naczynia z stołu i odniosłem do kuchni.
- To, będę u ciebie tak przed piętnastą okej? - zmierzał w stronę wyjścia.
- Pasuje mi, to do zobaczenia - otworzyłam Biersackowi drzwi i pożegnałam całusem w policzek. Zadowolony wyszedł z mieszkania.
- Do zobaczenia - powiedział po wyjściu, puszczając mi oczko.
   Zamknęłam z nim drzwi i od razu skierowałam się do garderoby. Hmmm..muszę wybrać coś wygodnego na dzisiaj. Po krótkim namyśle wybrałam najzwyklejsze czarne leginsy, a na górę również w tym samym kolorze bokserkę i wisiorek z malutkim, płaskim, złotym serduszkiem. Jako , że w jednym uchu mam cztery dziurki każdą ozdobiłam drobną, też złotą kuleczką. Zadowlona z swojej stylizacji podreptałam do łazienki w celu zrobienia makijażu. Był on lżejszy od mojego tradycyjnego, jednak równie wyrazisty. Kolory oczywiście czarne. Usta musnęłam jedynie bezbarwną pomadką , a włosy spięłam w wysokiego kucyka. Tak ogarnięta skierowałam się do "sypialni". przyklęknęłam przed łóżkiem i wymacałam pod nim sporej wielkości walizkę. Wyciągnęłam ją i przytaszczyłam do garderoby. Zaczęłam układać w niej ubrania, buty i biżuterię. Poszłam jeszcze po kosmetyczkę, którą również wpakowałam do środka. Nie będę brać żadnych ręczników, żeli itp... ,ponieważ znając życie wszystko będzie dostępne w hotelu. Po około godzince byłam spakowana. Przetransportowałam walizkę do salonu. Następnie poszukałam mojej torby "szkolnej", która czasami służyła mi jako torebka. Wpakowałam do niej niezbędne rzeczy, takie jak portfel, ładowarkę, słuchawki, mój notes do pisania tekstów i moją paczkę Black Devili na czarną godzinę. Gotowa spojrzałam na zegarek, który wskazywał 14:07. Mam jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam skorzystać z internetu. Usiadłam na łóżku i odpaliłam urządzenie. W pierwszej kolejności weszłam na konto bankowe. Kwota, którą zobaczyłam przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Byłam bogatsza o całe Trzydzieści tysięcy dolarów.Mimowolnie moja szczęka opadła w dół.Wiedziałam, że Pan Max jest hojny, ale, że aż tak. Gdy moje emocje już trochę opadły włączyłam Facebooka, Instagrama, Twittera i tak czas sobie zleciał. Nagle w mieszkaniu rozbrzmiał głos dzwonka. Wyłączyłam laptopa, schowałam do szuflady obok łóżka i biegiem ruszyłam otworzyć drzwi. W progu stali uśmiechnięci muzycy.
- Cześć Ash - dałam mu buziaka w policzek, który odwzajemnił, po czym wpuściłam go do środka. Gdy Andy również nastawiał się na całusa zrobiłam szybki unik.
- Hej, a ja? - spytał oburzony.
- Nie będę się z tobą dziesięć razy witać. - stwierdziłam. w oddali dosłyszała cichy śmiech basisty. Poszłam jeszcze po torbę i klucze od apartamentu.
- To co możemy jechać? - zwrócił się do mnie Ash dźwigający bagaż.
- Tak, jedziemy - uniosłam kąciki ust ku górze i ruszyłam w stronę drzwi, przepuszczając jeszcze, chłopaków. Zakluczyła je i weszłam z towarzyszami do windy.
- To jak podekscytowana? - Purdy zadał mi pytanie.
- No, fajnie będzie - posłałam mu delikatny uśmiech.
- Pewnie, nie byłaś nigdy w Vegas - powiedział basista, mimowolnie z moich ust wydobył się śmiech.
- Ona jest z Vegas kretynie - wyjaśnił Andy przykładając dłoń do czoła.
- Na prawdę? - zignorował Biersacka i zrobił wielkie oczy.
- No tak, myślisz, że skąd znam Ronniego. Wychowaliśmy się razem - sprostowałam, w tym samym momencie winda się otworzyła.
- Czyli to raczej ty będziesz robić za przewodnika - zauważył wychodząc z moją walizką. Już miałam otwierać usta, gdy przerwał mi wokalista:
- Taylor, wziąć Ci tą torbę? - zaproponował
- Nie..nie mu...ale w sadzie możesz - stwierdziłam oddając mu moją własność. Droga do samochodu zjęła praktycznie minutę, może dwie. Gdy dotarliśmy do czarnego porshe Andyego, chłopaki zajęli się moim bagażem. Zajęłam miejsce z tyłu. Andy kierował, a Ashley siedział na miejscu pasażera. Droga minęła bardzo miło. Purdy praktycznie całą drogę rzucał jakieś kawały.Po około piętnastu minutach dojechaliśmy pod dom Radke, gdzie na parkingu stali już wszyscy zebrani. Energicznie wysiadłam z samochodu i po kolei przywitałam się z chłopakami. Na ostatniej imprezie Ron zdążył mnie już wszystkim poprzestawiać więc nie było niezręcznie. Nie znałam jedynie dwóch chłopaków i brunetki. Jednak szybko to nadrobiłam. Matt'a kojarzyłam jako przyjaciela Andy'ego ,ale osobiście go nie poznałam. Drugi nieznajomy nazywał się Ben i muszę przyznać, że był niczego
sobie.

Przystojny facet. Isabel okazała się bardzo sympatyczną osobą. Na pewno się zakolegujemy.
- Dobra to skoro jesteśmy wszyscy i każdy już każdego poznał to możemy jechać - oznajmił  organizator wycieczki. Wszyscy rozeszli się do swoich samochodów.Chłopaki jeszcze przełożyli mój bagaż do auta Ronniego. Brunet wybrał na wyjazd swojego Hummera, ponieważ stwierdził, że będzie najwygodniejszy. Chuj, że cholernie dużo pali, ważne, że wygodny. Radke zajął miejsce kierowcy. Andy i Ashley po dłuższej sprzeczce o miejsce z przodu oboje wylądowali na tyłach bo ja wryłam swój zgrabny tyłek na miejsce pasażera. Gdy każdy był już umiejscowiony Ron włączył jakieś ustrojstwo dzięki, któremu mogliśmy rozmawiać z resztą i  ruszyliśmy do miasta Grzechu.

Mcennedy - popularne lody w USA :)
--------------------------------------------------------------------------------

Hah, witam was kochani:* Jestem z 7 (chujowym) rozdziałem :D Sama nie wiem czemu, ale po akcji z Taylor i Ronnie'm nie chciał się już pisać;/ W ogóle coś mnie użarło w palec wskazujący c'nie? -.- Nie macie pojęcia jak to utrudnia pisanieXD A wygląda jeszcze lepiej -.- -.- W wracając do bloga :D To bardzo dziękuję tym osobom, które komentują, a szczególnie Black Ann, która komentuje każdy post<3 Kc! :D Cóż, mogę jeszcze powiedzieć :P To chyba tyle :D Buziaki misie i do następnego *.*
10 KOM = NEXT!

6 komentarzy:

  1. Jaaaaj, dziękuję skarbie:D:D:D I ja też Cię kocham♥ Wgl miałam coś napisać, ale najpierw: Ronan Keating, kocham tą piosenkę. I Fashionably Late, też:D A teraz tak: zjarani Brides'i prawie wcale się nie różnią od nie zjaranych:P Odpierdala im jak zwykle hahah. W sumie, dobrze, że Tay zjechała na pobocze, bo po takiej rozmowie o kraksę z wrażenia nie trudno...Ronald-leń. Ale troskliwy, więc mu wybaczam. Zobaczymy, jaki będzie u mnie;) I dlaczego Tay musi się ciąć??? No kurde, czeeeemu? Wgl Ash taki dżentelmen, buhahah. No i zwolnili ją, ale pewnie teraz (mam nadzieję) zacznie karierę, wspierana przez Batmana naszego. I bardzo dobrze, że się wjebała do przodu do auta!!! Też bym tak zrobiła. Kobiety mają pierwszeństwo. Nie wiem co miałam jeszcze pisać, sorry, że tak chaotycznie, ale analizowałam z koleżanką jak Ashley mógłby załatwić mi wizę do USA i doszłyśmy do dziwnych wniosków i jeszcze czytałam wywiad z chłopakami, także ten... Rozumiesz:D I jakim prawem coś cię użarłooo? Trzeba było mu się odgryźć hahaha. Dobra, bo mi się głupawka włącza. Andy żeby się tak zachowywać, to musi się zjarać, mi wystarczy tylko wywiad z nimi... Ehh, życie. No to wiadomo, że weny, czasu, komentarzy, może snów erotycznych z Andy'm itp. Buziaki♥♥♥ idę opisywać moją "słodką" parkę i też ci wrzucę linka, żebyś nie zapomniała przez noc adresu ahahah http://myworld-meandblackveilbrides.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam, że niezwykle wciągające i czekam na ciąg dalszy c:

    OdpowiedzUsuń
  3. Przebrnęłam przez to yay ! Mimo że rozdział był meega długi to bardzo zabawny . Lałam co chwile .. XD Nie mogłam uwierzyć , że Taylor sie pocięła ,a Andy jak to Andy niezwykle uroczy :D Kurcze wkręciłam sie w to co raz bardziej i czekam na więcej ,kckckc <3
    taa wiem ,że nie miałam komentować ale nie mogłam sie oprzeć :p
    Nat .

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział jak zwykle zabawny. Andy po prostu cudowny :3. Szkoda ze Taylor wylali z agencji modelek :/. Mam nadzieje ze Andy będzie w końcu z Taylor :D Czekam na next. xyz♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezu cudowne, wspaniałe, zajebiste, uwielbiam :O.
    Nie wiem od czego zacząć! Na początek, wybacz, że dopiero teraz komentuje! Ale czytałam już wcześniej! (no i po co mi te wykrzykniki?!?!? ;_; uhg)
    Ten moment kiedy chłopcy z Bvb dzwonią do naszej blondynki! Te niemoralne propozycje, haha, najlepsze. Po prostu to wywołało na mojej twarzy taki uśmiech, że nie mogłam się opanować i czytałam z taką ekscytacją, że no uhgrr >_< ♥

    A teraz co do Tay. Niech się nie załamuje, to złe, że się okalecza, halo TAYLOR BO TAM PÓJDĘ I WYBIJĘ CI GŁUPOTĘ Z GŁOWY!!! :(
    Ale ogólnie ten fragment też mi bardzo do gustu przypadł. Ćpanie i alkohol... jakoś lubię to w rozdziałach, haha. Wiem, to głupie, ale jakoś mi to pasuje, oddaje taki realizm, a w szczególności alkohol :)

    Dobra to chyba tyle, zapraszam Cię do siebie na kolejny rozdział.
    http://let-the-bastards-sing.blogspot.com
    No i życzę dużo weny, czasu, jakiś superowych snów o Andy'm i czekam na następny, no dodawaj szybko! :(( ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Hejka jestem tu nowa i z przyjemnoscią zaczełam czytać Twojego bloga. Jak dla mnie jest on SUPER *_* zakochałam się w nim. BVB Army górą !!!!!
    Czekam na next'a !!! <3
    Będę się podpisywać : My nightmare

    OdpowiedzUsuń