środa, 22 października 2014

Rozdział VIII ~ Las Vegas

ŁADNE KOMENTARZE = ŁADNE ROZDZIAŁY 
BRAK KOMENTARZY = BRAK ROZDZIAŁU :D Kocham was! <3

Taylor's POV

   Dwadzieścia minut drogi, a ja już zdążyłam się posprzeczać z Ronnie'm na kilkanaście różnych tematów. To raz, że jedzie za szybko, dwa, że bez przerwy pierdoli przez telefon (czego wprost nienawidzę). Trzy, że ja i Andy palimy w jego samochodzie. Nieważne, że przy otwartych oknach, ale palimy.
- Czy ty nie możesz wysiedzieć dziesięciu minut bez zapalenia? - spytał poirytowany, gdy wyciągnęłam trzeciego, już papierosa.
- Jak mnie wkurwiasz to nie mogę - warknęłam zapalając wiśniowego Black Devil'a.
- Biersack jakoś może wytrzymać. - drążył temat i w tym samym momencie do naszych uszu dobiegł dźwięk zapalanego ognia. Wszystkie pary oczu skierowały się na Andy'ego, który jak, gdyby, nigdy nic zapalał swojego szluga. Nieogarnięty popatrzył na nas spode łba.
- Ale, że o co chodzi? - spytał zdezorientowany z papierosem w buzi.
- No, dzięki stary - powiedział z wyrzutem Radke - Męska solidarność, kurwa - dodał wkurzony. Chłopak nie wiedząc o co chodzi jedynie wyrzucił ręce w powietrze i zaczął otwierać tylną szybę.-Ty, to na chuja ja puszczam tą klimatyzację? - zwrócił się do bruneta nerwus.
- Dobra, koniec, zmiana tematu - zażądałam wypuszczając dym z ust.
- Ile wy się znacie lat tak właściwie? - zapytał mnie Purdy.
- No ja go znam od urodzenia, czyli dwadzieścia jeden lat. Gdy się urodziłam on miał siedem. Nasze mamy były najlepszymi przyjaciółkami i spędzały z sobą każdą wolną chwilę, więc my przy okazji też. - wyjaśniłam.
- Ta, najpierw to był taki mały wkurwiający kurdupel. Siedem lat różnicy to sporo. Potem wyrosła i było okej...czasami. - dodał mój "brat"
- I wy się przez te dwadzieścia lat nie wyzabijaliście? - Ashley zrobił wielkie oczy.
- Jak widać nie - wystawiłam mu język i spojrzałam na Radke. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo się zmienił. Wydoroślał, zmężniał, spoważniał. Oczywiście mówię tutaj tylko o wyglądzie zewnętrznym. W środku był ten sam stary Joseph, którego kocham nad życie.
- Taylor!? - pstryknął mi przed oczami Andy, tym samym przerywając moje rozmyślania.
- Tak? Co?Co jest? - otrząsnęłam się.
- Pytałem kiedy zaczęłaś imprezować - oznajmił rozbawiony.
- A skąd w ogóle pomysł, że imprezowałam? - spytałam udając oburzoną. W odpowiedzi dostałam jedynie wymowne spojrzenia całej trójki. - No dobra - nie było sensu kłamać, jak ja nie powiem Radke im wszystko streści, a wolałam tego uniknąć. - Sama nie wiem, może miałam z trzynaście, czternaście lat - kontynuowałam niepewnie - Pamiętam jak Ronnie mnie pierwszy raz upił, to było w moje trzynaste urodziny.
- To wcześnie zaczynałaś - zauważył lekko zszokowany Ash.
- A co się dziwisz, to praktycznie ja ją wychowałem - przypomniał kierowca. - Pamiętam jak pierwszy raz przyprowadziłem to cholerstwo do Maxima*. Nikt jej nie chciał wypuścić. Każdy koło niej latał, skakał i tak już tam została.
- Nooo... - uśmiechnęłam się przypominając sobie dawne czasy.- No wiecie przychodzi taka urocza dziesięciolatka do najebanych osiemnastolatków, nie sposób się nie zakochać - powiedziałam skromnie, tym samym zmieniając pozycję. Oparłam plecy o deskę rozdzielczą aby mieć lepszy widok na chłopaków, a nogi ułożyłam po turecku.
- Jezu dziewczyno, czy ty miałaś jakiś przyjaciół w swoim wieku? - spytał przerażony Biersack. W sekundzie zesztywniałam, a moje oczy napełniło kilka łez. W głowie przeleciały mi urywki mojego szkolnego życia. Dokuczanie, gnębienie, wyzywanie. Nie uszło to uwadze moich towarzyszy.
- Taylor, wszystko w porządku? - zapytał spokojnie basista. Zwinnym ruchem otarłam łzę, która uciekła z prawego oka i niezdarnie pokiwałam głową.
- Tak, jest okej. - kątem oka spojrzałam na Ronnie'go, który zacisnął szczękę.Tak myślę, że miał wielką ochotę teraz przywalić wokaliście. - Zawsze kolegowałam się z starszymi, przez co szybko dorosłam i odstawałam od reszty. Nie lubili mnie w szkole. Każdy się dziwił jakim cudem ktoś taki jak ja może mieć cokolwiek wspólnego ze słynnym Ronnie'm Radke. - moje wyznanie bardzo zdziwiło przyjaciela, który nie sądził, że powiem cokolwiek na ten temat.
- Przepraszam, nie chcia...-zaczął Andy, ale mu przerwałam
- Przestań, nie masz za co, to normalne pytanie - posłałam mu blady uśmiech.
- Dobra ekipa, kolejna zmiana tematu. - klasnął w dłonie Purdy. - Jakie mamy plany na dzisiaj panie przewodniku? - zwrócił się do Rona.
- Przyjedziemy koło osiemnastej więc mamy dwie godziny na odpoczynek, a o dwudziestej ruszamy na imprezę.
- Gdzie? - wtrąciłam pytanie do rozmowy.
- Do klubu - droczył się.
- Ronnie - warknęłam.
- Taylor.
- Andy - powiedział Purdy
- Ashley - przedrzeźnił go Biersack. W sekundzie w samochód zapełniły nasze przeplatające się śmiechy.
- No Ronnie, gadaj gdzie idziemy - poparł mnie basista.
- Encore Beach Club* - po chwili namysłu wypowiedział nazwę lokalu. Zaczęłam piszczeć jak małe dziecko, podskakując na siedzeniu, doszło to tego również klaskanie w dłonie. Chłopaki z tyłu popatrzyli na mnie tylko z miną WTF? Natomiast Radke zaczął chichotać z mojej rekcji. Jezu to moja ulubiona imprezownia. Wiąże się z nią tyle wspomnień.
- Rozumiem, że się cieszysz - zauważył.
- Wspominałam już jak bardzo Cię kocham? - popatrzyłam na niego z udawanym podziwem.
- Też cię kocham mała - poczochrał moje włosy.
    Jedna rzecz mnie cholernie zastanawiała. Przelotnie spojrzałam na Andy'ego, gdy kierowałam swoje słowa do Rona. Na jego twarzy malowała się jakby...zazdrość? Z resztą nie ważne.
- A właściwie do jakiego hotelu jedziemy? - spytał Ash.
- Bellagio* -  odpowiedział. Skąd ten ciul ma tyle kasy ja się pytam? Ku mojemu zdziwieniu chłopaki jedynie przytaknęli. Czy tylko ja tutaj nie mam pieniędzy? Dobra te trzydzieści tysięcy się nie liczy. Muszę oszczędzać, nie wiem kiedy znajdę następną pracę. Po za tym Vegas to miasto rozpusty, tutaj się nie da, nie zostawić grubych tysięcy.
- Ronnie, nie żeby mi to nie pasowało, ale ja nie zarabiam tyle co wy. Nie stać mnie na tygodniowy pobyt w najlepszych hotelu w Nevadzie. A gdzie jakieś imprezy, wyjścia, zakupy? - zmieszałam się. Wstyd mi o tym mówić. Nie chcę aby uważali mnie za gorszą.
- Nie pierdol  Momsen, kasą się nie przejmuj. Ja Cię zaprosiłem i ja płacę. - poinformował, nie odrywając wzroku od jezdni.
- Ro...- zaczęłam
- Nie dyskutuj - powiedział surowym tonem.
- Ty, stary nam też możesz fundnąć ten wyjazd - poruszył sugestywnie brwiami Andy.
- Pieprz się Biersack - pokazał mu środkowy palec.
   Chłopaki zaczęli zawzięcie dyskutować o czymś co w najmniejszym stopniu mnie nie interesowało więc pogrążyłam głowę w zamyśleniach. Chyba dopiero teraz do mnie dociera, że znów wracam do korzeni. Wahałam się przed wyjazdem. Nie chcę wracać do tej złej przeszłości. Jestem rozdarta, z jednej strony mam najlepsze wspomnienia w życiu, a z drugiej najgorsze. Jednak nie robi to już na mnie takiego wrażenia. Żyję teraźniejszością. Na pewno niczego w życiu nie żałuję, niczego. Dzięki mojemu dzieciństwie jestem cholernie silną osobą. Mam czułe punkty, ale mało kto w nie trafia...Moje rozmyślania przerwał charakterystyczny dźwięk oznajmujący przychodzącą wiadomość. Wyciągnęłam z torebki swojego Iphona i odblokowałam ekran.

Wiadomość od FRANCES

Jezu Taylor ratuj mnie!:P Jestem molestowana!

Po odczytaniu wiadomości mimowolnie zachichotałam.Chłopaki jak na zawołanie posłali mi pytające spojrzenie, które zignorowałam.

Do FRANCES 

Hahahaha...Kto cię molestuje?:*

Od FRANCES 

Wszyscy!!!!!

Do FRANCES

Powiedz im , że jak nie przestaną to zrobię im prawdziwe Kac Vegas ;)

Od FRANCES

Moja<3 Dobra kończę bo mi bateria padnie. Do zobaczenia na miejscu*.*

Do FRANCES 

Buziaki:*

  Nie czekając na odpowiedź, schowałam komórkę znów do torby. Już nastawiałam swój mózg na dalszą część moich przemyśleń gdy usłyszałam głos Purdy'ego.
- Taylor, mogę o coś zapytać?
- Pytaj - dałam mu przyzwolenie. Kilka sekund później pożałowałam.
- Jesteś dziewicą? - Biersack strzelił przyjaciela w głowę. Natomiast Ronnie wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Z kolei mnie całkowicie zatkało.
- Yyy...aaaa..yyyy...Czemu pytasz? - wybełkotałam zawstydzona.
- Gdybyś nas słuchała to byś wiedziała - oznajmił rozbawiony Radke.
- No, nie jestem - przyznałam na jednym wdechu.
- Ha, wiedziałem - posłałam mu pytające spojrzenie.
- Masz mnie za dziwkę? - uniosłam pytająco prawą brew. Kątem oka mogłam dostrzec rozbawioną twarz Joseph'a.
- Nie, no co ty! - szybko zaprzeczył
- No ja myślę - warknęłam.
- A kto był tym szczęśliwcem? - wyszczerzył do mnie śnieżnobiałe zęby. Kierowca, podobnie jak Andy ponownie zaczęli udawać hieny.
- Purdy czy ty nie masz swojego życia erotycznego, że tak bardzo interesuje Cię moje? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie krzyżując ręce na piersiach.
- Mam, nawet nie wiesz jak bujne, ale jak chcesz możesz się dowiedzieć - poruszył sugestywnie brwiami.
- No pewnie, że chcę - powiedziałam poważnie.
- Serio?
- Nie.
- Pfff..nie wiesz co tracisz - oparł plecy o siedzenie, a ręce złożył za głową.
- Chyba, niestety wiem - puściłam mu oczko. - Andy, co tak cicho siedzisz? - zwróciłam się do wokalisty.
- Trudno wbić między was jakiekolwiek zdanie - zauważył z śmiechem.
- No wiesz - przymrużyłam oczy.
- No wiem - powtórzył moją czynność, a po chwili oboje się zaśmialiśmy.
- Ej kompania! - krzyknął Radke zwracając tym samym naszą uwagę. - Witam w mieście grzechu! - obróciłam ciało o sto osiemdziesiąt stopni i spojrzałam przez przednią szybę, a moim oczom ukazał się wielki napis "Welcome LAS VEGAS".

Regular POV 

    Dziewczyna nie mogła powstrzymać entuzjazmu, który również udzielił się reszcie towarzystwa. Po wjechaniu na Boulevard* w głośnikach samochodu rozbrzmiała piosenka "Celebrity Skin" Hole, idealnie pasowała do okoliczności. Przejeżdżając przez centrum miasta w Taylor zaczęła uderzać fala pozytywnych wspomnień. Po minie Ronnie'go też było widać szczęście, że znów jest w swoim Vegas. Jeżeli chodzi o Deviantów byli równie zachwyceni, chociaż był dopiero zachód słońca, co nie oddawała prawdziwej odsłony tego miejsca.Po około dziesięciu minutach od wjazdu byli przed hotelem. Potężny budynek, zaparł dech w piersiach dziewczynie. Wyglądał bardzo drogo, bo taki też był.Tuż za Hummerem zaparkowały dwa pozostałe samochody. Nie tracąc czasu wszyscy opuścili pojazdy i zebrali się przed wejściem.
Andy's POV 

   Po wyjściu z auta, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Dosłownie byłem zszokowany. Wiedziałem, że Bellagio jest jedyny w swoim rodzaju, ale to przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
- I jak młody? Podoba Ci się? - moją analizę przerwał Radke klepiący mnie po ramieniu.
- Jest zajebiście - stwierdziłem, dalej oczarowany tym miejscem. No, nie oszukujmy się, lubię luksus.

- Dobra ekipa, wszyscy do środka! - zwołał nasza paczkę brunet idąc w stronę lobby. Wszyscy ruszyli za nim. Z kolei z samego tyłu podążali boje niosący bagaże. Gdy dotarliśmy do recepcji nad naszymi głowami górował największy na świecie żyrandol.Mnie tam za bardzo nie zachwycił. Za dużo kolorów.

   Dookoła nas marmury. W oddali słychać charakterystyczne dźwięki kasyna. Wnętrze przypomina bogato zdobiony włoski pałac, fantastyczne marmurowe rzeźby, łuki, urny wypełnione po brzegi bukietami żywych kwiatów, freski na suficie.



 Razem z Radke skierowałem się do recepcji w celu zameldowania. Za ladą siedziała drobniutka brunetka w prostej grzywce i krótkich włosach. Przypominała Kleopatrę. Na moje oko była trochę przed trzydziestką. Dosyć atrakcyjna, ale mimo to nie była ani w typie moim ani Rona. Gdy tylko nas zauważyła widziałem po jej oczach, że mogłaby być moja od tak. Dosłownie czułem jak rozbiera mnie wzrokiem. Rozbawiony puściłem jej oczko, tym samym wywołując rumieńce na jej policzkach.
- Dzień Dobry. Witam w Bellagio. W czym mogę pomóc? - przywitała nas profesjonalnie.
- Dzień Dobry - powiedzieliśmy równocześnie z towarzyszem - Rezerwacje dla Ronald'a Radke.
Kobieta w natychmiastowym tempie sprawdziła imię i nazwisko w komputerze po czym oznajmiła:
-Tak, zgadza się - zaczęła - Rezerwacja na siedem apartamentów? - spytała dla pewności.
-Tak - potwierdził z cwanym uśmiechem. Kobieta odwzajemniła gest i podjechała obrotowym krzesłem do pułki z kartami. Wzięła odpowiednią liczbę i wręczyła nam.
- Miłego pobytu - podziękowaliśmy i ruszyliśmy do naszych znajomych. Wszyscy byli przy ogrodach botanicznych z fascynacją podziwiając rośliny.

                         


   Sam zacząłem oglądać bujną roślinność przez kilka sekund dopóki znudzony Radke nie zaczął nas poganiać do pokoi. Czy jest tutaj cokolwiek co mogłoby go zachwycić? A no tak, przecież jest jeszcze kasyno.
   Rozdał każdemu elektroniczne klucze od pokoi i wszyscy razem ruszyliśmy do windy. Najpierw weszły dziewczyny, Jacky, Max, Rayan, Ben i Matt. Pokoje były podzielone następująco: Ja i Christian, Jake i Jinxx, Ashley i Ronnie, Matt i Ben, Max i Rayan, Jacky i Isabel, Frances i Taylor. Gdy winda wywiozła pierwszą grupę, następnie weszliśmy my. Ha, wiedziałem, że ona też będzie luksusowa. Cała z luster, a sufit bogato wysadzony różnego rodzaju kamieniami.Coraz lepiej.

Regular POV

   Taylor wraz z Frances skierowały się na trzydzieste czwarte piętro do wyznaczonego pokoju z numerem 3579. Korytarz prowadzący do apartmanetu nie należał do najkrótszych, na całe szczęście nie niosły swoich bagaży. Gdy wreszcie stanęły przed właściwymi drzwiami bez chwili zastanowienia Cobain odblokowała wejście, po czym zwinnym ruchem pchnęła przed siebie. Obie stanęły jak wryte.

Ich oczom ukazał się wielki salon połączony z malutką kuchnią.
- O cholera - skomentowała Cobain robiąc kilka kroków w przód. Blondynka również powtórzyła ten gest podchodząc do wielkiego okna ukazującego niesamowity widok na całe Vegas.
- Bardzo proszę. Oto bagaże - poinformował jeden z Boji hotelowych stawiając walizki na środku pokoju - Życzymy udanego wypoczynku. - dodali i wyszli z pomieszczenia. Dziewczyny szepnęły tylko ciche dziękuję i wróciły do analizowania apartamentu. Po prawej i po lewej stronie znajdowały się dwie rolety uchylone do połowy, prowadzące zapewne do pokoi.
- Taylor chodź zobaczyć! - ponagliła niebieskooką brunetka. Obie najpierw postanowiły zobaczyć prawą sypialnie.

- Ta jest moja! - oznajmiła Momsen, rezerwując pokój.
- Dlaczego twoja? - zaczęła się sprzeczać Bean.
- Bo już sobie zaklepałam - wystawiła jej język po czym pociągła za rękę do drugiego pomieszczenia po lewej stronie.


- Okej, ja wolę ten pokój. Tamten jest zbyt kolorowy - stwierdziła po wejściu do sypialni.
- Uwielbiam Cię - przyznała blondynka uśmiechając się promiennie. - Ja lecę obczaić łazienkę. - wybiegła do salonu.
- Zaraz! Czekaj! Co ? - krzyknęła za współlokatorką Fran - Ja też chcę - zaczęła za nią biec.
Tuż obok drzwi wejściowych znajdowały się drugie, które szybkim ruchem otworzyłam.


Nie minęło kilka sekund a obok Momsen stała Cobain podziwiając wnętrze małego spa.
- Jestem w niebie - skomentowała
- Jesteś w niebie, w mieście Grzechu. Zastanawiające - zauważyła koleżanka wychodząc z pomieszczenia.

*

   Tymczasem Andy wraz z Christianem dotarli do swojego pokoju z numerem 3499 znajdującym się na trzydziestym trzecim piętrze. Otwierają pokój, a im oczom ukazuje się niewielki salonik.


 Tuż obok wejścia po prawej stronie swoje miejsce miał niewielki blat kuchenny, barek i mini lodówka. Po lewej, drzwi do łazienki, koło których były kolejne, zapewne do jednego z pokoi. Obok "kuchni" również znajdowało się wejście do sypialni, którą już zajął Christian.
- Biorę ten pokoik stary! - krzyknął rzucając swój tyłek na łóżko. Wokalista stwierdził, że nie chce mu się z nim kłócić i bez słowa otworzył drzwi od strony łazienki.
- A bierz se tamten - powiedział widząc wnętrze swojej sypialni.


 Zdziwiony Coma poszedł do pokoju przyjaciela.
- No chyba nie - jego szczęka spotkała podłogę, a ręce bezwładnie opadły wzdłuż ciała. Wyraz twarzy perkusisty był bezcenny. Lider zespołu poklepał go plecach i ruszył po wcześniej przyniesione bagaże. Po chwilowym namyśle stwierdził, że najlepszą szafą na ubrania będzie walizka, no ewentualnie potem kanapa. Po ogarnięciu walizek poczuł wibracje w tylnej kieszeni spodni. Wyciągnął swojego Iphona i odblokował ekran. "Wiadomość Od Ronnie'go: Za pięć minut pokój 3769 zebranie" Odczytał treść wiadomości.
- Christian rusz dupsko, idziemy do Rona! - wydarł się na cały głos wychodząc z sypialni.
- Nie musisz tak drzeć ryja! - CC powtórzył ton kumpla i bez słowa otworzył drzwi wyjściowe czekając, aż Biersack przez nie przejdzie. Gdy wykonał oczekiwaną czynność, ten schował kartkę do tylnej kieszeni i oboje ruszyli na ostatnie piętro.
- Jak ją zgubisz to zapierdolę - poinformował przyjaciela Andy wchodząc do windy. Coma w odpowiedzi jedynie się zaśmiał i wcisnął guzik z cyfrą trzydzieści sześć.



*

   Dziewczyny zdążyły już przejrzeć barek z bogatą zawartością różnego rodzaju alkoholów. Po dłuższym namyśle postawiły na wina. Taylor zabrała kilka butelek do salonu, a Frances dwa kieliszki. Obie wygodnie zajęły swoje miejsca i zaczęły smakować po trochu każdego płynu.
- Ja chcę jeszcze tego białego, jest chyba najlepsze - stwierdziła Cobain po swojej ósmej dolewce.
- Mi smakuje to czerwone, słodkie. - stwierdziła Momsen - Podaj mi tą butelkę - nachyliła się nad stołemi  przechwyciła czerwone Borgo Scopeto*, nalała do naczynia.
- Taylor? - Bean kręciła w dłoni kieliszkiem
- Hm..?
- Chyba się trochę wstawiłyśmy - zauważyła upijając kolejny łyk.
- Ale to tylko na troszkę - potwierdziła blondynka dość znacząco przy tym chichocząc. Nagle w pomieszczeniu rozbrzmiał dźwięk telefonu dziewczyny. Ta, chwiejnym krokiem skierowała się do barku gdzie zostawiła komórkę. Odblokowała ekran i przeczytała treść wiadomości na głos:
- "Za pięć minut pokój 3769 zebranie"
- Od Ronnie'go? - spytała głupio brunetka
- Taa..
- Dobra, to chodźmy. - Fran dopiła ostatnie łyki alkoholu, po czym wstała i podobnie jak Tay chwiejnym krokiem udała się do drzwi. Momsen wzięła jeszcze kartę od pokoju i ruszyła za koleżanką. Po wyjściu obie chichocząc skierowały tyłki do windy.
- A, które to piętro? - przymrużyła oczy Cobain, próbując odgadnąć cyfry, które mieszały się w jej głowie.
- Yyyyy....no...yyyy..Ron lubi widoki, to chyba ostatnie..- odpowiedziała towarzyszka opierając głowę o jedno z luster.
- Nie ma tu przycisku "ostatnie" - oznajmiła.
Niebieskooka popatrzyła na koleżankę jak na debila i wcisnęła przycisk z numerem trzydzieści sześć.
- Ty już nie pijesz - powiedziała z wzrokiem wlepionym w brunetkę.
   Tak bez słowa po chwili obie dotarły na właściwe piętro i zaczęły szukać odpowiedniego numeru, sprzeczając się przez co najmniej kilka minut na temat tego, w którą stronę mają iść. Ostatecznie wygrała blondynka i obie podreptały w lewą stronę.
- 3765...3766...3767...3768...- zaczęła wymawiać numery pokoi idąc przed siebie - 3769...To tutaj - zapukała kilkukrotnie w drzwi i bez ostrzeżenia wymierzyła liścia stojącej obok Frances.
- Za co? - krzyknęła zdezorientowana rozmasowując obolały policzek.
- Za nic, tak na otrzeźwienie - wzruszyła ramionami. - Teraz ty!
Cobain wzięła samach i oddała dziewczynie. W tym samym czasie drzwi się otworzyły, a w nich stanął zdezorientowany Andy.
- No hej - powiedziały równocześnie i obie wyminęły wokalistę. Ten stał tak jeszcze chwilę bez ruchu analizując to co przed chwilą zobaczył i po minucie dołączył do znajomych. W salonie obecna już była cała grupka.

 
   Dziewczyny dosłownie padły na kanapę.
Taylor pomiędzy Jake'a i Ben'a, a Frances pomiędzy Ashley'a i Jinxx'a. Chłopaki na początku lekko się zdziwili, ale po kilku sekundach Ben objął Momsen, a Ashley wciągnął Cobain na swoje kolana. Widząc Derison'a przylepionego do dziewczyny Biersack'em zaczęła targać zazdrość, którą musiał jednak przetrzymać.
- Dobra, skoro wszyscy już jesteśmy chciałbyś coś powiedzieć - w salonie pojawił się Radke z  otwartym szampanem, a tuż za nim Isabel z tacką kieliszków. Szybkim ruchem zaczął rozlewać napój.

  Gdy każdy już dostał naczynie wypełnione żółtawą substancją, wszyscy powstali czekając na wypowiedź bruneta.
- Chciałbym wznieść toast za najbardziej zajebisty tydzień w waszym życiu. Jesteśmy w mieście grzechu więc zacznijmy grzeszyć! - przemówił po czym wszyscy zaczęli mu wiwatować i stukać się kolejno kieliszkami. - A teraz chciałem was uświadomić, że macie godzinę na ogarnięcie dup, ponieważ punkt dwudziesta spotykamy się w lobby i ruszamy na zabawę - poinformował zgromadzonych. Isabel, Frances i Taylor spojrzały po sobie i dosłownie wyparowały bez słowa z mieszkania. Nie trudno było zgadnąć dlaczego. Po chwili chłopcy również opuścili apartament Radke. Każdy udał się do swojego pokoju w celu wyszykowania.

   Momsen i Cobain dotarły do pokoju w pięć minut. Każda ruszyła do swojej sypialni i zaczęła wywalać wszystko z walizki. Po krótkim namyśle blondynka stwierdziła, że ubierze obcisłą białą bokserkę, również obcisłe, poszarpane jeansy w kolorze szarym. Do tego dobrała czarny nieśmiertelnik. Na nogi włożyła czarne motocyklówki i tak gotowa wyszła zrobić makijaż. Po chwili dołączyła do niej Frances ubrana w szeroki czarny crop top z krótkim rękawkiem i czarne idealnie przylegające rurki. Bean postawiła na delikatny jak na nią makijaż składający się jedynie z czarnej kredki i tuszu do rzęs. Blondynka z kolei wybrała swój tradycyjny make-up. I jedna i druga rozpuściła włosy wcześniej lekko je czochrając. Obie skończyły w tym samym czasie i stwierdzając, że nie mają nic lepszego do roboty skierowały się w umówione miejsce.

Taylor's POV 

- Która godzina? - spytałam towarzyszkę gdy stanęłyśmy w lobby. Nikogo nie było.
- 19:45 - odpowiedziała spoglądając na swojego smartfona.
- Mamy piętnaście minut - zauważyłam.
- Dlaczego nie wzięłaś torebki? - spytał zdziwiona Cobain
- Gdybyś spędziła w Vegas całe życie to byś wiedziała - wzruszyłam ramionami - Założę się o stówę, że nie wrócisz z tą torbą - dodałam.
- Wrócę - stwierdziła po chwili ciszy. A nawet jeśli, mam tam tylko papierosy, kasę pewnie wydam w kilka godzin więc... - wyjaśniła
- Kurdę, nie wzięłam swoich - przypomniałam sobie i mimowolnie moja dłoń spotkała czoło.Fran w odpowiedzi wyciągnęła paczkę Malboro setek i skierowała w moją stronę częstując. Bez wahania wyjęłam jednego szluga. Bean również wykonała ten ruch po czym odpaliła zapalniczką moją używkę, a następnie swoją. Gdy tylko ciężki dym wpadł do płuc moje ciało całkowicie się zrelaksowało. Zaczęłyśmy rozmawiać o różnych bzdetach kiedy do moich uszu dobiegł głos.
- Nie pal, że tyle do cholery! - O, tatuś Ronnie przyszedł!
- Już Cię mam kurwa dość Radke - skwitowałam wypuszczając z ust sporą chmurę dymu.
Spojrzałam na przyjaciela. Jego dolna część garderoby składała się obcisłych, skórzanych spodni, za to górna jedynie z dżinsowej kamizelki.
- Bardziej rozebrać się nie dało? - skomentowałam strój unosząc przy tym pytająco brwi. Spojrzał po sobie, a potem przeniósł wzrok na Fran.
- Mnie się podoba - stwierdziła wydymając usta. Już miałam coś powiedzieć gdy moje oczy napotkały wysokiego bruneta wychodzącego z windy, ubranego w bardzo luźną czarną bluzkę na ramiączkach odsłaniającą praktycznie całą klatkę piersiową, do tego (podobnie jak Ron) wybrał czarne rurki z kilkoma łańcuchami na biodrach. Całość uzupełniała, czarna, dżinsowa kamizelka. Umieram.
- Taylor? - pstryknęła mi przed oczami brunetka.
- Tak!Co?Jestem! - otrząsnęłam się z transu.
- Przestań go tak obczajać, bo inaczej wszyscy się kapnął, że masz fazę na Biersack'a- szepnęła mi do ucha.
- Kiedy on mi się nie podoba! - wypaliłam zwracając tym samym uwagę całego towarzystwa. Niech to szlak.
- Kto Ci się podoba? - spytał ciekawy Andy. Nosz kurwa, dlaczego ja czasami nie używam mózgu?
- Nikt - odpowiedziałyśmy równocześnie z Cobain co tylko wzbudziło podejrzenia innych - Dobra, chodźmy już do tego klubu - posłałam przyjacielowi błagające spojrzenie. Ten zaś ruszył do recepcji, zamienił kilka słów z recepcjonistką, po czym wrócił do nas. Chwilę później moim oczom ukazała się wielka, czarna limuzyna marki Hummer, podjeżdżająca pod lobby.
- Zapraszam - gestem dłoni wskazał na pojazd.Wszyscy bez wahania ruszyliśmy w jej kierunku. Nagle drzwi od samochodu zostały podniesione. Jako pierwsza weszła Fran, za nią Isabel, a następnie ja. Wnętrze auta było porażające.W każdym razie dla mnie.


   Frances usiadła w samym tyle, Isabel koło barku, a ja na przeciwko. Następnie zaczęli się schodzić chłopcy. Ashley, Christian, Jake i Jinxx otoczyli Bean. Jacky, Max i Matt  usiedli obok Isabel. Z kolei Ben, Rayan, Ronnie i Andy ze mną. A generalnie Biersack zajął miejsce po mojej prawej stronie, a Ben po lewej, koło Andy'ego siedział Radke, a obok Dersion'a Seaman. Nie wiem dlaczego, ale nie czułam się zbyt komfortowo. Miałam, wrażenie, że moi sąsiedzi za sobą nie przepadają.A najgorsze było w tym to, że czułam na sobie ich spojrzenia, które tylko pogarszały sytuację.
- Ktoś ma ochotę na kolejnego szampana? - spytał wesoły organizator, gdy tylko limuzyna ruszyła i nie czekając na odpowiedź zaczął rozdawać napełnione już kieliszki. Upiłam kilka łyków. Kilka sekund później poczułam rękę oplatającą mnie w tali. Niestety nie należała ona do tego, do kogo bym chciała. Odruchowo wyprostowałam plecy i wypaliłam.
- Ronnie, możemy tutaj wysiąść? Dojdziemy na nogach, chciałam z tobą porozmawiać - wymyśliłam na poczekaniu.
- Przestań Taylor, pogadamy jutro - machnął na mnie ręką. Nie no, ja go zaraz uduszę.
- Radke - warknęłam.
- Momsen - wywrócił oczami.
- Ja mogę z tobą porozmawiać, jeżeli chcesz - zaproponował Ben. Kurwa. Spojrzałam kątem oka na Andy'ego. Miał zaciśniętą szczękę i patrzył na Dersion'a i miną seryjnego mordercy. Zapowiada się ciekawa noc.
- Dzięki, ale wolę porozmawiać z moim PRZYJACIELEM - zaakcentowałam ostatnie słowo i posłałam Ronowi spojrzenie mówiące "Albo ze mną pójdziesz, albo Cię zabiję". Chłopak dopił ostatnie łyki szampana i przez głośnik poprosił kierowcę aby się zatrzymał. Po chwili limuzyna stanęła, a drzwi zostały podniesione. Zadowolona wyszłam z samochodu, a tuż za mną wyszedł brunet. Pojazd odjechał z piskiem opon, a my ruszyliśmy przed siebie.
- Słuchaj Taylor, nie będzie mnie przy tobie 24 na dobę. Ciekawe co wymyślisz, gdy jakiś chłopak Cię obejmie, a mnie w pobliżu nie będzie - powiedział, a moja szczęka lekko się uchyliła. Skąd on to...? - Myślisz, że ślepy jestem? - spytał rozbawiony moją rekcją.
- Jesteś niesamowity - stwierdził kręcąc głową.
- Wiem - przyłożył rękę do serca i spojrzał w górę. Jego skromność mnie powala. - A teraz chodź bo nigdy nie dojdziemy na tą imprezę - objął mnie ramieniem i ruszyliśmy przed siebie.
- A wracając do tematu..gadaj kto Ci się podoba - rozkazał
- Mówiłam, że nikt - skłamałam.
- Dobra i tak wiem, że chodzi o Biersacka - powiedział. Skąd on to...,ale....przecież...no jak.....ten człowiek jest niepowtarzalny. Widząc mój oszołomiony wyraz twarzy kontynuował - Daj spokój Momsen, znam Cię lepiej niż ty sama. Widzę jak na niego patrzysz, jak się zachowujesz, jak reagujesz - zaczął wymieniać.
- Nienawidzę Cię - oznajmiłam z kamiennym wyrazem twarzy.
- A podobno mnie kochasz - zaśmiał się obejmując jeszcze mocniej.
   Szliśmy tak chwilę w ciszy gdy nagle moje oczy dostrzegły dobrze znany mi budynek. Wielki napis "Club Tattoo" wywołał u mnie pozytywny nastrój.
- Chodźmy się przywitać - szepnął mi do ucha przyjaciel. Przytaknęłam i z wielkim uśmiechem weszłam do środka. Ani jedna rzecz, nie była zmieniona.
   Niewielka poczekalnia z białymi skórzanymi fotelami i kanapami, na ścianach porozwieszane zdjęcia najlepiej wykonanych tatuaży. Na przeciwko drzwi wejściowych wielkie, zabudowane, ciemno brązowe biurko z najwyżej jakości drewna. Przypominało trochę recepcję. Tuż obok szerokie na dwa metry przejście do sali tworzenia sztuki. Trzy miejsca, przy każdym półka z tuszami, igły i maszyny. Razem z Radke podeszłam na biurka, za którym siedziała wysoka Brazylijka z burzą długich, ciemno brązowych fal. Całe jej ciało było ozdobione, aż po szyję. Miała piękne duże, kasztanowe oczy i pełne usta, a także ciemną karnację.
- Witam w czym mogę po...- uniosła wzrok - Ronnie? Taylor? - niemalże krzyknęła i w błyskawicznym tempie znalazła się przy nas zamykając w żelaznym uścisku. Z moich oczu popłynęła fala łez. No co? Wrażliwa jestem.
- Kat - wyszeptałam i przytuliłam dziewczynę.
- Jezu, ale się zmieniliście - nie mogła powstrzymać podziwu.
- Ty też się zmieniłaś i widzę, że już nie masz za wiele miejsca - zauważyłam
- Ty za to masz sporo - puściła mi oczko. - Co robicie znowu w Vegas? - spytała.
- Jak to co? Wpadliśmy pogrzeszyć - odpowiedział Radke.
- Nawet nie macie pojęcia jak tutaj powiało nudą jak wyjechałaś - zwróciła te słowa do mnie - A jak ty wyjechałeś to już w ogóle - tym razem skierowała je do Ron'a.
- Kat, co to za wrzaski? - do pomieszczenia wpadł mężczyzna średniego wzrostu po trzydziestce. Łysy, napakowany i pełen dziar. Przykład, że nie można oceniać książki po okładce. - Niech mnie piorun strzeli! - powiedział zaszokowany widząc naszą dwójkę.
- Rasta! - krzyknęłam i rzuciłam się mężczyźnie na szyję.
- Mała Taylor! - przytulił mnie po czym dokładnie przeanalizował mój wygląd - Cholera, już nie taka mała - przyznał z śmiechem.
- A ze mną to się już nie przywitasz - przypomniał o sobie Joseph.
- No dawaj, chodź tu! - rozłożył szeroko ręce. Ronnie parodiując mnie podbiegł do dawnego przyjaciela i omal co nie przewrócił na ziemię. Gdyby nie to, że Rasta jest dwa razy taki jak Ron, pewnie teraz leżałby z połamanymi żebrami. - Co tam u was słychać, opowiadajcie! - rozkazał - Znaczy bardziej u Taylor, bo o Radke czytam na necie - dodał
- No wiesz, nic szczególnego, połaziłam sobie po wybiegach, powyginałam przed obiektywem i tyle - wzruszyłam ramionami.
- A jak mój dzidziuś, jest tam jeszcze? - klepnął w moje biodro. Zsunęłam trochę spodnie i ukazałam napis "What happens in Vegas, stays in Vegas". Mężczyzna przejechał palcami po tatuażu i wymownie spojrzał na kumpla. Ten ściągnął kamizelkę i pokazał widniejący na dole pleców ten sam napis.- Wykonałem kawał dobrej roboty - tryskała z niego duma.
- Zgadzam się - dałam mu buziaka w policzek.
- Dobra wybaczcie, ale musimy już lecieć, nasi znajomi prawdopodobnie są już schlani w trzy dupy w Encore Beach Club. - oznajmił Ronnie.
- Dzisiaj chyba tam gra Guetta o ile się nie mylę - poinformowała nas ciemnowłosa.
- Wpadniemy tu pojutrze na jakąś małą dziarę. - oznajmiłam i pożegnałam przyjaciół buziakiem w policzek. 
- Będziemy czekać - pomachali nam jeszcze na do widzenia i wyszliśmy z salonu. Dość sprawnym tempem ruszyliśmy przed siebie. Wspominaliśmy dawne czasy. Droga tak szybko minęła, że po kilku chwilach już staliśmy przed klubem, kiedy do moich uszu dobiegł znajomy głos.
- Radke, Momsen? - obróciłam się za siebie, a moje oczy napotkały wysokiego blondynka z włosami do ramion. Wszędzie poznam te jaskrawe, błękitne oczy. 
- Derek - przytuliłam dawnego kumpla. Zawsze był moim jedynym rówieśnikiem w towarzystwie. Gdy odsunęłam ciało od długowłosego moje miejsce zajął Ron. 
- Tyle czasu, dobrze was znowu widzieć.
- Ciebie również - przyznałam.
- Idziecie do Encore?- spytał wskazując na budynek.
- Tak, wybieramy się, a ty? - odpowiedział Ron.
- Nie, ja w pracy - wyjaśnił.
- Dilerka - zdziwiłam się, że dalej to robi.
- Tak, ale tylko dorabiam, normalnie pracuję w kasynie u Brenton'a.
- U Brentona? - zrobiłam wielkie oczy
- A bo wy nic nie wiecie!
- No...trochę nam ten temat obcy - stwierdził brunet
- No więc, może rok po twoim wyjeździe - wskazał na mnie - ojciec Marlesa sprzedał połowę udziałów w firmie i kupił Rivierę*. Kilka miesięcy temu wykryto u niego nowotwór złośliwy, a miesiąc temu zmarł zostawiając Brentowi w spadku kasyno i hotel.
- To niemożliwe. Jak to pan Janson nie żyję? - byłam zszokowana
- Takie życie - wzruszył ramionami.
- Szkoda człowieka - dodał Ronnie.
- Bardzo, ale wszyscy już żyją dalej, nawet Brent - chłopak był bardzo przywiązany do ojca.- Wpadnijcie jutro i zróbcie niespodziankę Marsowi - zaproponował entuzjastycznie. Mimowolnie z moich ust popłynął śmiech gdy usłyszałam dawne pseudonim chłopaka. Jak go poznałam w wieku dziesięciu lat przekręciłam nazwisko i wszystkim tak się spodobało, że miał nowe pseudonim.
- Wpadniemy - uprzedziłam wesoło.
- To super, a teraz...macie na coś ochotę - odsłonił długi płaszcz , pod którym wisiała masa różnego rodzaju białych proszków i tabletek. Popatrzyliśmy z Ronald'em po sobie porozumiewawczo.
- Ron zdaję się na ciebie - szturchnęłam Radke.
- Hmm..- potarł palcami brodę udając niezdecydowanego. - Co proponujesz Derek?
- Proponuję Ecstasy, mam dzisiaj najlepsze w mieście - poinformował dumnie.
- Zgoda - powiedziałam równocześnie z wokalistą. Blondyn zwinnym ruchem przekazał nam woreczek z dwiema tabletkami.
- Ile to będzie? - spytał mój kompan wyciągając z tylnej kieszeni portfel.
- Weź mnie nie denerwuj ziom, prezent od firmy - oznajmił
- Nie, no stary przestań..chociaż za jed...- zaczął Ron
- Przestań kurde, jak dają to bierz jak biją to uciekaj - przerwałam mu puszczając oczko do kolegi.
- Nic się nie zmieniłaś Momsen - zaśmiał się chłopak - Dobra ja lecę, miłej zabawy - przytulił nas, po czym ruszył dalej.
- Dobra, idziemy młoda - ponaglił mnie brunet i oboje skierowaliśmy tyłki do wejścia. Chwilę poczekaliśmy w kolejce, po czym Radke dał jednemu z goryli bilety i weszliśmy do klubu.

 
   Już po zrobieniu kilku kroków do moich nozdrzy dobiegła charakterystyczna mieszanka alkoholu, potu i marihuany. Moim oczom ukazało się wielkie pomieszczenia liczące co najmniej pięćset osób, jak nie więcej. Na dość wysokim podwyższeniu, na przeciwko wejścia można było dostrzec (z wielkim trudem) Davida Guettę zabawiającego tańczących ludzi. Do moich uszu dobiegły pierwszy wersy piosenki "Right Now" z wokalem Rihanny. Nagle poczułam szarpnięcie w bok sali.
- Masz, tylko nie zgwałć Biersacka - podał mi niebieską tabletkę.
- Ha ha ha, ale śmieszne - przejęłam narkotyk i szybkim ruchem połknęłam substancję. Lekko gorzkawy smak pozostał w moich ustach przez co moja twarz przybrała zabawny wyraz.
- Dobra, a teraz chodź - pociągnął mnie za sobą do naszego towarzystwa.Po kilkuminutowych poszukiwaniu wreszcie odnaleźliśmy całą grupę zajmującą jedną z największych loży w tyle imprezowni.
- Gdzie was wcięło?! - przywitała naszą dwójkę Frances, siedząca obok Purdy'ego. Hmm..najpierw hotel, potem limuzyna, teraz tutaj. Czyżby szykował się jakiś romansik?
- Spotkaliśmy paru znajomych - wyjaśniłam zwięźle siadając na wolnym miejscu obok Matt'a. Na szczęście nie musiałam zbytnio obciążać strun głosowych, ponieważ stoliki były oddalone od parkietu przez co można było normalnie rozmawiać.
- Kogo? - spytałam wskazując na kolorowego drinka.
- Moje, możesz się napić. Chłopaki poszli po więcej - oznajmił Ferguson i w tym samym momencie znikąd pojawili się Jake, Rayan, Christian, Ben i Andy. Postawili na stole około dwadzieścia kolorowych napoi. Gdy Biersack spostrzegł moją osobę posłał mi ciepły uśmiech i już otwierał usta by coś powiedzieć gdy ktoś go uprzedził.
- O, Taylor już jesteś. Masz ochotę zatańczyć? - Cholera, ten człowiek zaczyna mi działać na nerwy. Spojrzałam na wokalistę. Jego mina nie wróżyła nic dobrego. Patrzył przed siebie z zaciśniętą szczęką.
- Yyymm, pewnie, ale obiecałam pierwszy taniec Ashowi - wymyśliłam. Basista słysząc moje słowa lekko zachłysną się drinkiem i zapytał zaskoczony.
- Tak?
- Tak, nie pamiętasz? - cała uwaga skierowana była na naszą trójkę. Posłałam muzykowi porozumiewawcze spojrzenie. Ten chyba zrozumiał o co chodzi, ponieważ wstał z swojego miejsca, ujął moją dłoń i razem ruszyliśmy na parkiet.
- A no tak, faktycznie - skłamał w między czasie. W głośnikach rozbrzmiała piosenka "When Love Takes Over". Brunet pociągnął mnie na środek dyskoteki. Objął w pasie. Ja zarzuciłam mu ręce na szyję i rytmicznie zaczęliśmy kołysać nasze ciała.
- Czemu nie chciałaś tańczyć z Ben'em? - spytał do ucha.
- Skąd ten pomysł?
- Taylor, mam swoje lata, ale ślepy nie jestem - powiedział zirytowany.
- Po prostu on mnie nie interesuję - dałam za wygraną - Po za tym mam wrażenie, że nie jest dobrym człowiekiem - dodałam.
- Teraz to dojebałaś. Nie jest dobrym człowiek - zaśmiał się.
- Cicho, no po prostu nie chcę go bliżej poznawać - wzruszyłam ramionami.
- A Biersack'a byś chciała bliżej poznać? - Jezu, co oni mają dzisiaj z tym Biersack'em.
- Skąd ten pomysł?
- Zapomniałaś ciuchów - oznajmił rozbawiony.Cholera.
- Nie spałam z nim - wypaliłam co wywołało jeszcze większy śmiech u basisty.
- Wiem.
- Dobra koniec tematu! Ty lepiej mów czy między tobą, a Frances coś się święci - zmieniłam temat i tym razem to ja miałam przewagę. Purdy zrobił zmieszaną minę.
- A co ma się święcić? - udawał głupiego.
- Nie pierdol Purdy, widzę jak na nią patrzysz. Przy każdej okazji starasz się być jak najbliżej niej.
- Jest atrakcyjną, fajną dziewczynę i tyle - obrócił mnie wokół własnej osi i w tym samym momencie piosenka dobiegła końca. Oboje ruszyliśmy w stronę naszych znajomych. Przy stoliku siedziała jedynie połowa naszego towarzystwa. Na moje szczęście był wśród niego Andy, a Ben'a brak. Czyżby moje modlitwy zostały wysłuchane? Zadowolona już chciałam zająć miejsce obok wokalisty gdy ktoś pociągnął mnie z powrotem na parkiet. Jak się okazało tymi ktosiami była Cobain i Isabel. Te to mają wyczucie. Jednak, co miałam zrobić? Posłusznie polazłam z nimi. Wybrały miejsce niedaleko baru gdzie kolejki pili Ronnie, Ben i Rayan. Nosz kurwa, jasna mać. O nie, nie ma mowy, nie będę się wyginać na oczach Derison'a. Chwyciłam obie dziewczyny i zaciągnęłam bliżej naszej loży. Te już lekko wstawione bardzo nie protestowały. Nagle przez moje ciało przepłynęła fala gorąca i już wiedziałam, że wcześniej przyjęty środek zaczął działać.
-------------------------------------------------------------------------------------------
- "Maxim" - wyobraża to sobie jako taki stary,mały opuszczony bar, który kiedyś należał do dziadka Ronniego.
- "Encore Beach Club" - jeden z najlepszych klubów w Las Vegas. ( Chodzi o tą wewnętrzną część)
- "Belliago" - najpopularniejszy hotel w Las Vegas. Jest on dokładnie pokazany w filmie "Kac Vegas"
- "Boulevard" - główna ulica w Vegas
- "Borgo Scopeto" - drogie, ekskluzywne wino
- "Rivera" - znane kasyno w Las Vegas
- A taki plusik co do postaci Kat :) Dla ciekawskich ;) Wciela się w nią dziewczyna z teledysku Arash'a "Sex Love Rock'n Roll" ;)

--------------------------------------------------------------------------------------------
 Siema miśki, moje kochane<3 8 rozdzialik ;) Taaa, trochę się rozleniwiłam i zaczęłam wam rzucać zdjęcia, zamiast opisywać, ale co zrobić :D Ponadto, mam teraz straszną fazę na Vegas i co najmniej 5 najbliższych rozdziałów, albo i więcej będzie opisywać ich wizytę w mieście grzechu yhyhy :* Następna sprawą znów są komentarze. Nie gadajcie mi, że nie macie czasu machnąć kilku zdań -.- Ja tak nie potrafię, z wielką przyjemnością komentuje każdego bloga jakiego czytam i uwierzcie mi, że korona mi z głowy, jeszcze nie spadła. Miałam dodać ten rozdział jak będzie 10 komentarzy, definitywnie, ale ponieważ moja kochana Natalka jęczy codziennie o nowy post dodaje go specjalnie dla niej!:* Ostatni raz robię taki wyjątekxD Trzecia sprawa :D Aaaaa...rozdział nie sprawdzony, więc przepraszam z błędy :P Ogółem uważam, że jest taki sobie, mógłby być dużo lepszy heh xD No dobra, więc to chyba tyle :D kocham i do następnego ;)
11 KOM = NEXT!

17 komentarzy:

  1. O rany ,rany ! Dodałaś kocham Cie ,w sumie myślałam że se jaja ze mnie robisz ;p Rozdział świetny , w sumie ty nie masz słabych rozdziałów XD . OMF jaki ten hotel zajebisty i te sypialnie , sama bym zamieszkała w takim czymś na zawszee . Oh, ten Ben jak mnie wkurwia , no i biedny Andy szkoda go :C myślę ,że długo nie dasz mu cierpieć :3 A co do Radke jaki on opiekuńczy i słodki , no normalnie ideał starszego brata <3 Czekam na więcej i więcej ...
    Wspomniałam już ,że Cię kocham ?! :D Bardzo dziękuje ♥
    Nat .

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziś będzie chaotycznie, za co z góry przepraszam, ale jestem w trakcie pisania rozdziału i mi się już miesza wszystko:(
    Jak przeczytałam, że Ash i Ron mają mieć wspólny pokój, to taka rozkmina: się będzie działo:D I pierwsza myśl: ciekawe czy numer pokoju będzie zawierać 69 yhyhy. No i jest. W ogóle Bellagio... Widziałam go w filmie Ocean's Thirteen. Normalnie idzie rzygać tym przeładowanym bogactwem. Nie moje klimaty. Ale, dla kogoś, kto kocha luksus, to idealne miejsce.
    Teksty Ashley'a, że Taylor szybko zaczynała... Ja nie wiem, co go tak dziwi:D Sam jest dużo gorszy, a zaczął później. Ale Purdy, brawo za czas reakcji, z tym tańcem. I nawet nie zrobił z siebie idioty, jak zwykle. Wow. Jestem pod wrażeniem. Najpierw, jak przeczytałam, że on coś tam, tego, z Frances, to takie: heloooł! Przecież już masz dziewczynę. A za chwilę: aa, to inna historia. Mówiłam, że mi się wszystko miesza...
    Andy. Widzę, że poszedł w ślady Ashley'a i myśli, że każda na niego leci:) W sumie, nie dziwię się tym wszystkim kobietom, aczkolwiek mi już przeszła na niego faza. Zestarzałam się hahah. Nie no, znalazłam innego kandydata:P Z Biersack'a taki esteta. Zachwyca się roślinami. Tu jestem po stronie Ronald'a. Kwiatki są nudne. Ale o nim za chwilę. Wracając do Ands'a: zazdrośnik z niego. Stary, trzeba było zadzwonić od razu do Taylor, byłoby po problemie. Ale będzie mógł się wykazać w roli jej rycerza, broniąc ją przed Ben'em. Jak dziewczyna wyżej, stwierdzam, że mnie facet wkurwia. Od razu mi się Drew przypomina... Ale dobra. Na pewno dzięki niemu będzie ciekawiej.
    Ronald. Cóż, z niego zawsze mam ubaw. Kocham tego człowieka. Tutaj jest taki troskliwy i fajny. Ale nie podoba mi się, że sprowadza Tay na złą drogę. Chociaż, mogła odmówić, ale nie chciała. Ehh. No i serio. Ma pokój z Purdy'm. Ile ja bym dała, żeby być tam razem z nimi. Dogadalibyśmy się.
    W ogóle, jak przeczytałam, o wytatuowanej Kat, to pierwsza myśl: błagaam, niech to nie będzie Kat von D! Mam do kobiety uraz. Ale na szczęście to nie ona, tylko jakaś inna, ładniejsza dziewczyna.
    No ogółem, rozdział mi się podoba. Czekam na jakieś momenty. Albo jak Taylor kogoś bije. Wiesz, że lubię agresję u kobiet. Aaa no i podobała mi się ta scenka z plaskaczami:D
    Dobra, to chyba tyle. Idę dalej pisać, póki mnie nosi. Weny, czasu, snów z Andy'm i czego tam jeszcze chcesz...
    I LUDZIE: serio, komentujcie. Niektórzy z Was nie mają pojęcia ile czasu zajmuje napisanie dobrego, długiego rozdziału, umiejscawiając tam jakąś interesującą akcję. I jeszcze trzeba szukać zdjęć, wstawiać to itp. Wy macie historię za friko. Jedyną zapłatą dla autora są właśnie komentarze, bo to one odzwierciedlają zainteresowanie jego twórczością. Człowiek, jak widzi mały odzew, od razu traci cały zapał do publikowania. Te osoby, które piszą, bądź pisały coś w swoim życiu, na pewno rozumieją moje słowa.
    P.S. Biologia nikogo nie lubi... :D I tak doszłam do wniosku, że chyba wstawię Dominika, jako kogoś innego. I niekoniecznie jako emo. Może w blond włosach... Buziaki skarbie♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurwa, się rozpisałam:O Pseplasam.

      Usuń
    2. Aahahaha, nie szkodzi <3 I tak kc ciebie ;) Aaaa..szkoda, że nie wstawiasz dominika :( U mnie będzie on odgrywał tez ważną rolę yhyh :D Tyle, że jako blondyn ;P Dziękuję za apel :* A i nawet przez myśl mi nie przeszło tutaj uzględniać Kat von ..loool w ogóle nie pomyślałam yhyh :D A co do momentu w którym Tay kogoś bije to serio ?? Właśnie napisałam o bójce ahahaha <3 Także, spokojnie wszystko w swoim czasie ;P

      Usuń
  3. I ty brutusie przeciwko mnie ?
    Ten blog jest po prostu cudny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG!
    Zakochałam się!
    Wspaniałe opowiadanie.
    Mam nadzieję, że będzie coś między Ashleyem, a Fran. Wiesz, fajnie by było gdyby ona wracała do pokoju i jarała się tym, a Taylor byłaby smutna, bo nie przeżywała by tego z Biersakiem. Cieszę się, że zrobiłaś Andy'ego jako takiego czułego gościa. Relacja Taylor - Ron bardzo mi się podoba. Fajnie by było jakby ona spotkała w ciągu tego wyjazdu kogoś z przeszłości, który ją skrzywdził i byłby z nią tylko Andy. Byłby dla niej takim Batmanem, co nie? Oglądałam zwiastun i bardzo jestem ciekawa jak się rozwinię akja z tą "zbuntowaną księżniczką". Mogłabyś napisać mi z jakiej rozmowy wywiązało się pytanie o dziewidztwie Taylor? Jest ciekawa co durnego wymyślił Ashley.
    Myślę nad dalszym ciągiem wydarzeń i nie mogę się doczekać, więc nie zwracaj uwagi na ilość komentarzy, tylko na ich znaczenie i szczerość. Rozumiem chcesz, żeby więcej osób cię czytało, ale wolisz cztery prawdziwe komentarze, czy dziesięć typu "super, pisz dalej", które napisali jacyś przyjaciele, którzy nie przeczytali nawet słowa albo kilka komentarzy od tej samej osoby tylko jako anonim lub na innym koncie.
    Czekam na dalszy ciąg!
    ~Gacek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły komentarz :* Jejku laska na spokojnie ;) Bo mi kurde całą historię przewidujesz ;* Mogę zdradzić, że nie bez powodu ich przyjazd do Vegas będzie tak bardzo opisany ;) A co do rozmowy to wyobrażałam sobie, że chłopaki po prostu gadali o doświadczeniu w "tych sprawach" i obstawieniu kto, kiedy, gdzie i z kim ahahaha..ta moja chora wyobraźnia :D

      Usuń
  5. Hejka, ten rozdział jest moim ulubionym. Przyznam się że kocham Vegas *u* i kocham Cię strasznie za to że postanowiłaś zrobić tam kilka rozdziałów <3 <3 <3

    My nightmare

    OdpowiedzUsuń
  6. O matko cudowny zakochałam sie w nim. Szkoda trochę And'ego jest bardzo zazdrosny o Taylor a ten Ben strasznie wkurwia. xyz♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudny rozdział, zreszta taki jak pozostałe! <3 Nie mogę doczekać się kolejnego~! :***

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajny rozdział. Czekam na dalsze z niecierpliwością ~

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział fajny ale nie powala -_- Myślałam ze bedzie lepszy ale....Mam nadzieje ze kolejne beda lepsze :p

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie ma tutaj przycisku ostatnie - śmiałam się jak głupia. Ludzie po % są tacy zabawni :D.
    Dziwie się Taylor, że nie wykopała grobu dla wszystkich tych co pytają "podoba ci się Biersack?" Ja bym tak zrobiła, kogo to interesuje :P.
    Ash taki Ashowaty. Ale potrafi uratować od natręta :D.
    I hotel zajebisty, chciałabym w takim spędzić choćby noc.

    Zyskałaś nową czytelniczkę! Będę tutaj wpadać :)

    Może się skusisz i wpadniesz do mnie, dopiero zaczynam :) http://heartoffire-bvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Boże, kocham to opowiadanie! No kocham po prostu! I Ciebie też kocham!
    Czytałam wcześniejsze rozdziały ale nie mogłam komentować, bo przeglądarka i blogger mnie nienawidzą. Tak przepraszam :c
    Rozpierdalasz system. Oni są arcyzabawni jak się najebią albo naćpają. I mi mówisz, że mam talent?! Najwyraźniej nie dostrzegasz swojego! Zazdroszczę ości pióra is stylu pisania. I długości rozdziałów. U mnie napisanie takiego zajmuje "fhui" czasu. A twoje zawsze są wspaniałe!
    Znam ból Taylor. Mi też cały czas powtarzają. Bardzo wkurwiające. Aż się dziwie, że jeszcze nie przywitała ich z nożem, albo siekierą..
    Ej, po tych tabletkach to będą się gwałcić? Proszę? Ładnie prooooszę?
    Dobra, nic, bo się zaraz napalę na erotyka, na którego rzecz jasna czekam i mam nadzieję że będzie, oczywiście do niczego nie zmuszam ;-; Ale w każdym razie byłoby miło ;')
    Nie będę pisała, że czekam, bo to oczywiste i to że życzę weny także. W razie co mam Twojego fejsa, więc się lepiej bój.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ej! Ja dobrze liczę, że już 11 komentarzy? :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Czemu te rozdziały są tak idealne?! I Czemu ja nie potrafię tak pisać?! UGHH >_<
    Palenie w samochodzie Radke, z Biersack'iem? Brzmi zajebiście fajnie, haha.
    Cały ten rozdział kojarzyła mi się piosenka "A Lot Like Vegas" i zapewne przez resztę rozdziałów w mieście grzechu, ten kawałek będzie mi się nucił sam pod nosem, aż do znudzenia XD
    Jezu i przez tą piosenkę dodatkowo chcę żeby Andy jak najszybciej zaczął okazywać do Tay swoje uczucia!
    ANDREW DENNIS'IE BIERSACK'U! Albo bierzesz się za Momsen, albo inaczej z Tobą sobie porozmawiam!! >--<

    Kurde boje się, że Ben zrobi coś blondynie :( Nie lubie go, on jest zły, ja to wiem :(:(
    Kurde zapomniałam co chciałam jeszcze napisać grr.
    Dobra pewnie przypomni mi się po czasie ;-;
    Chciałam życzyć weny, czasu, fajnych snów z Andy'm, dobrego humoru na rozdziały, dużo obserwatorów i komentatorów! no i to chyba wszystko.

    A no i zapraszam do siebie bo ostatnio strasznie szybko mi pisanie idzie i wydaję mi się, że w najnowszym rozdziale (MAŁY SPOILER) jest coś na co większość czekała. I Ty również, haha :3
    http://let-the-bastards-sing.blogspot.com
    Dobra to trzymaj się tam, weny, czekam i szybko dodawaj! <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam twoje rozdziały, robią się coraz ciekawsze. Już nie mogę się doczekać co bd w kolejnych. Kocham Cię <3

    OdpowiedzUsuń