piątek, 1 maja 2015

Rozdział XVIII ~ Wildland

Z dedykacją dla wszystkich wiernych czytelników oraz dla mojego

ANTYSPOŁECZNEGO PSYCHOPATY. <3


Taylor's POV

-Wildland kotku. - puścił mi oczko i po sekundzie zaczął rozmawiać przez telefon odchodząc kawałek dalej. Kąciki moich ust stopniowo unosiły się ku górze dopóki nie umożliwiła im tego szczęka. Nie wierzę. Czy to znaczy, że mój Wild Paradise dalej istnieje? Byłam święcie przekonana, że dawno zakończył swoją działalność. Idiotka ze mnie. Jak ja mogłam tak pomyśleć? Te wszystkie przysięgi krwi, tyle pracy, tyle szczęścia miało tak po prostu iść w cholerę? Oczywiście, że nie.
  Natychmiast zmusiłam swoje nogi do intensywnego biegu. W przejściu pomiędzy pokojem a korytarza złapałam obie dziewczyny za ręce i chcąc, nie chcąc zmuszone do dotrzymania mi kroku ruszyłyśmy schodami na górę.Po niecałej minucie moja dłoń zetknęła się z zimnym metalem w postaci klamki. Pewnie pchnęłam drzwi wpadając do środka.
- Taylor co to ten cały "Wildland"? - spytała Isabel siadając na moim, nie pościelonym łóżku. - Przy okazji ładny pokój - dodała oglądając moje, stare cztery kąty.
- Dziękuję - podeszłam do zabudowanej szafy po prawej stronie pokoju. - A co do Wildland'u to powiedzmy, że to taka mała niespodzianka.- zachichotałam na samą myśl o tym miejscu. Przesunęłam wielkie drzwi i zaczęłam przeglądać, kolejno swoje stare ubrania. Pierwszą rzeczą jaka wpadła mi w ręce był krótki, dżinsowy kombinezon w kolorze ciemno niebieskim. Tuż obok niego leżał elastyczny pas do podkreślania talii.
- Łap! - rzuciłam w Miller wybranym strojem, który złapała. Podziękowała i bez skrępowania zabrała się za przebranie swojej sukienki. Ja z kolei znów zajęłam się poszukiwaniem kolejnego zestawu. Padło na krótki, obcisły, czarny top podkreślający biust. Do tego znalazłam, krótkie, potargane, dżinsowe spodenki w większym rozmiarze. Na końcu w ręce wpadła mi kamizelka w kolorze short'ów, wiec również ją wzięłam. Zanim zdążyłam się obrócić rzeczy zostały odebrane z moich rąk.
- To ja sobie już wezmę - poinformowała uśmiechnięta Cobain i odeszła z powrotem na łóżko aby móc ubrać ciuchy. Jako ostatnia wybrałam czarne legginsy i dopasowane, bordowe body. W kilka minut przebrałam się do znalezionych ciuchów. Dokładnie, jeszcze analizowałam swój ubiór w lustrze gdy zauważyłam dość istotny szczegół u moich towarzyszek. Zwinnym ruchem obróciłam ciało w ich stronę.
- Jakie macie rozmiary? - spytałam wskazując głowa na ich stopy. Obie popatrzyły najpierw po sobie, następnie moim śladem w dół.
- Ja mam 40 - odpowiedziała Miller.
- Ja 39 - uświadomiła Bean.
Cóż, Isabel ma szczęście, Frances będzie miała trochę luzu w butach. Znów zanurzyłam nos w swojej szafie, tym razem w drugiej części. Ostało się parę par trampek, Dziewczynom wybrałam czerwone i białe Converse'y, dla siebie niebiesko-szare Nike. Wręczyłam im obuwie i sama usiadłam na podłodze by ubrać swoje.
- Co będziemy robić w tym całym Wildland'zie? - Fran kończyła wiązać wysokie trampki.Uśmiechnęłam się jak psychopatka wstając na równe nogi. Podobno od dziecka podejrzewano u mnie jakieś zaburzenia psychiczne. Znaczy Ronnie podejrzewał. 
- Mosh - wyjaśniłam jednym słowem i bez czekania wybyłam z sypialni.

Andy's POV

   W Tym czasie gdy Ron trajkotał przez telefon my siedzieliśmy w salonie główkując czym jest ten cały "Wildland". Padały różne propozycje, ale jakoś żadna mnie nie przekonywała. Jacky zasugerował jakiś stary opuszczony magazyn. Ashley wymyślił, że chodzi o te słynne wyścigi samochodami na środku pustyni. Z kolei Christian stwierdził ,że to na pewno będzie fabryka czekolady. O reszcie pomysłów wolę nie wspominać. Czasami mam wrażenie jakby nikt tutaj nie był pełnoletni, naprawdę. Z resztą co ja będę oceniał. Sam mam pewne zahamowanie w rozwoju.
- Okej. Możemy jechać - do bawialni weszła uśmiechnięta od ucha do ucha Momsen. Stanęła przed nami, położyła ręce na biodrach biorąc głęboki oddech. Nieco później jej śladem podążały Frances i Isabel zażarcie o czymś plotkując.
- Dobra, limuzyna już czeka. - poinformował wychodzący z przedpokoju Radke. Zastanawia mnie ile kosztuje ta limuzyna skoro jest na każde nasze wezwanie. - No jazda! - ponaglił widząc nasz kompletny brak reakcji . Każdy w neutralnym tempie podniósł dupę z kanapy, bądź ziemi i zaczął kierować się w stronę wyjścia.
- Będziemy koło siedemnastej, osiemnastej! - Taylor krzyknęła babci otwierając drzwi frontowe.
- Dobrze. - usłyszeliśmy w odwecie i gęsiego opuściliśmy posiadłość idąc prosto do czekającego już na nas pojazdu.Powiem szczerze, nie mam zbytniej ochoty na jakieś niepewne niespodzianki.Vegas jest niesamowitym miastem, ale ta otoczka tajemnicy przyprawia mnie o skręty żołądka i bóle głowy. 
- Podekscytowany? - usłyszałem koło ucha i z prędkością światła obróciłem głowę napotykając promienną twarz blondynki. Automatycznie kąciki moich ust uniosły się ku górze. To jest jeden z tych powodów dlaczego łeb mi jeszcze nie eksplodował. 
- Bardziej zaciekawiony - przyznałem z przelotnym śmiechem kiedy dotarliśmy do samochodu. - Panie przodem - wskazałem dłonią na otwarte przejście. Dziewczyna patrzyła na mnie przez kilka sekund po czym chichocząc wniknęła do środka.

*

   Moje nogi stanęły na popękanej powierzchni. Rozglądając się zaważyłem, że jesteśmy na środku pustyni. Prawie z każdej strony otaczały nas średniej wielkości pasma górskie. Ponadto liczne wzniesienia i pagórki charakterystyczne dla tego obszaru. Moją szczególną uwagę zwrócił długi, piętrowy budynek, którym prawdopodobnie był jakiś stary, opuszczony motel. Przed nim, na całej jego długości umiejscowiony został parking zaznaczony białymi liniami. Równoległe do niego zobaczyłem sporej wielkości basen, opróżniony z wody. Znajdowały się tu też stare, zardzewiałe samochody. Wszystko to było otaczane przez ubogą, żółtą roślinność. Najczęściej w postaci wysuszonej trawy. Gdzieniegdzie stały wysokie drzewa sprawiające wrażenie jakby za chwilę miały upaść. A moje pytanie brzmi...Co do Kurwy?
   Nagle dostrzegłem dwie znajome postaci zmierzające w nasza stronę. Derek i Brenton ubrani w luźne, obdarte spodnie i koszule w kratę narzucone na białe podkoszulki. Podbiegli do nas, następnie przywitali się z każdym uściskiem dłoni lub buziakiem w policzek (w przypadku dziewczyn).
- Słuchajcie wszystko jest prawie gotowe, zaraz zaczynamy - oznajmili wesoło. W tym samym momencie na parking podjechało parę samochodów i motorów. Pojazdy opuściła spora grupa ludzi dość oryginalnie odzianych. potargane koszule, spodnie, wymalowane twarze, ciała, Włosy ułożone w byle jaki sposób. Gdybym był teraz ubrany jak do teledysku "In The End" prawdopodobnie całkowicie bym się dopasował stylem do tego tłumu.
   Taylor i Ronnie bez zastanowienia podbiegli do idącego grona. Zaczęli się z nimi czule witać. W tej ekipie dostrzegłem dwie znajome postaci. Zoey ubrana w białą porozcinaną koszulkę, granatowy krawat luźno zawieszony na szyi, krótkie spodenki z flagą wielkiej Brytanii i czarne kabaretki. Jonathan z kolei ubrany w szarą, rozpiętą kamizelkę ozdobioną piórami i czarne luźne rurki. Obserwowałem jak blondynka od niechcenia przytula na powitanie swojego byłego chłopaka, który w przeciwieństwie do niej swój entuzjazm niezmiernie okazywał. Cukier mi skacze, cukier mi skacze! Kiedy dwójka naszych przyjaciół była pochłonięta rozmową z dawnymi znajomymi Deutch i Goulart podeszli dołączając do nas.
- Hej wszystkim - przywitała nas uśmiechnięta szatynka. Odpowiedzieliśmy chórem. (włącz)
- Zoey co to za miejsce? Bo jesteśmy trochę zdezorientowani - przyznała Frances wymownie wymachując rękami.
- Nikt wam nic nie powiedział? - zmarszczyła brwi. Pokiwaliśmy przecząco głowa.
- Po prostu róbcie to co inni. - pierwszy raz odezwał się Goulart. Wspominałem, że jego głos niezmiernie mnie drażni? - Szybko załapiecie o co chodzi - dodał. Nagle do moich uszu dobiegł głośny dźwięk przypominający gwizdek. Wszyscy ucichli strzelając oczami po całym terenie. Znikąd zaczęło przybywać nowych twarzy. Wychodzili z motelu, z opuszczonych samochodów. Na moje oko było tu nawet sto osób. Z nie wiadomo kąt rozbrzmiewała głośna muzyka. Wszyscy stopniowo przyśpieszali kroku kompletnie nie zwracając uwagi na swoich sąsiadów. W końcu krok przerodził się w bieg. Byłem kompletnie zdezorientowany. Co do cholery? Stałem i patrzyłem na tych ludzi nie wiedząc co zrobić. Jak zareagować. Pierwszy raz w życiu widzę coś takiego. 
   W pewnym momencie poczułem gwałtowny uścisk na mojej dłoni. Natychmiast zostałem pociągnięty, a tym samym zmuszony do biegu. Fala blond włosów lekko przetarła moją twarz i od razu wiedziałem do kogo należy.
- Gdzie my biegniemy ?! - spytałem z śmiechem próbując przekrzyczeć głośna muzykę. Nie dostałem żadnej odpowiedzi.  Uciekaliśmy przed niczym, ile sił w nogach. Nieoczekiwanie moje plecy zetknęły się z zimną ścianą. Zdążyłem zauważyć, że stoimy teraz w przejściu pomiędzy jedną ścianą budynku, a drugą, nad metalowym balkonem. Swoimi biodrami przycisnęła mnie nie ściany. Jej ręce z prędkością światła powędrowały na moją szyję. Moment później poczułem jak aksamitne usta lądują na moich. Naparła na mnie agresywnie, momentalnie zmuszając do otwarcia ust, a tym samym zaproszenia. Jej język zaczął wypełniać moją buzię z wszystkich stron. Natychmiast dołączyłem do tego erotycznego tańca. Moje ręce wyładowały na kościstych biodrach. Z sekundy na sekundę w moim ciele rosło pożądanie, aż w końcu zapanowało nad nim całkowicie. Chwytając ją jeszcze mocniej przekręciłem nas tak, że teraz to ona doświadczała zimna budynku. Jęknęła pod wpływem nagłego obrotu spraw, ale ponownie wpiła się w moje usta, a dłonie znów przeniosła na szyję. Kontynuowaliśmy pocałunek gdy, w pewnym momencie Taylor go przerwała. Zdezorientowany zmarszczyłem brwi patrząc na nią pytająco. Ta zachichotała jak naćpana po czym powoli i zmysłowo przysunęła wargi do mojego ucha. Odruchowo przymrużyłem oczy przewidując miliony różnych, niepoprawnych scenariuszy. Tym czasem malinowe usta posłużyły tylko do wypowiedzenia dwóch słów.
- Złap mnie - dziewczyna gwałtownie odepchnęła moje ciało, żeby chwilę później rzucić się do ucieczki. "Jak ja nienawidzę biegać" - pomyślałem i nie chcąc jej zgubić ruszyłem w pogoń. To co zobaczyłem wybiegając z tej niewielkiej szczeliny przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Zebrana formacja skakała gdzie popadnie, goniła, tańczyła, tarzała po ziemi, bila powietrze. Otaczała ich masa kolorowego dymu, którego przybywało dosłownie z wszystkich stron. Sami przypominali tęcze. Znienacka przed oczami przeleciał mi Jinxx, Zoey, Ashley i Derek wymazani od góry do dołu. Wszyscy zniknęli w pustym zbiorniku wodnym, który zdawał się być centrum tego wszystkiego. Skoro nawet takiego Ferguson'a pochłonęło to miejsce, nie mam żadnych argumentów na przeciw. Wzruszywszy ramionami podleciałem do wspomnianego miejsca. Wcześniej jasnobrązowy basen, teraz ozdabiały jedynie kolory. Masa kolorów. Na hardkora'a zeskoczyłem do środka dołączając, do przyjaciół.

   Z chłopakami przepychaliśmy się na wszystkie strony gdy bez ostrzeżenie ktoś wskoczył na moje plecy wypuszczając błękitny dym z rąk. Pod wpływem lekkiego ciężaru przechyliłem ciało do przodu, ale szybko, znów wróciło do wcześniejszej pozycji. Dobrze znany mi zapach perfum zdradził tajemniczego oprawcę. Zacząłem nas obracać dookoła ruszając przed siebie. Stłumiony przez głośną muzykę pisk i śmiech Taylor trochę drażnił moje uszy, ale zbytnio mi to nie przeszkadzało. Nie mam pojęcia ile czasu wykonywałem swoją czynność bo w końcu dziewczyna, niespodziewanie opuściła moje plecy. Obróciwszy się o sto osiemdziesiąt stopni zobaczyłem zaciśnięte ramiona Ron'a na brzuchu blondynki. Uniósł ją do góry, następnie zaczął kręcić. Ja z kolei, znów dołączyłem do przyjaciół. Naprawdę nie wiem o co w tym wszystkim chodzi, Wiem natomiast, że mi się to podoba. 

*

   Siedzieliśmy w basenie, zaraz przy jednej z otaczających go ścian. Po tym całym kolorowym cyrku wszyscy byli cholernie zmęczeni. Sporo osób rozprzestrzeniło się po placu i utworzyło grupki w różnych jego częściach. Brenton i Derek za swoją wspaniałomyślność zostali naszymi bohaterami. Dzięki nim każdy teraz miał w ręku puszkę zbawiennego, zimnego piwa. Oparłem się plecami o chłodną powierzchnię upijając łyk żółtawej substancji. Zaraz oczy mi spuchną od tych neonów. Nawet nie chcę widzieć jak wyglądam, ale chyba i tak nic nie przebije Ashley'a, który trafił na najwięcej różowego dymu.
- Chłopaki bo mam takie pytanie. - uprzedziłem spoglądając na siedzących przede mną Ron'a Binns'a i Marles'a. - Co to wszystko w ogóle, kurwa jest? - spytałem przecinając ręką powietrze.
- No Wildland - odpowiedział głupio Radke 
- Też chciałbym wiedzieć - poparł mnie Jake. Kumple popatrzyli po sobie przelotnie z śmiechem, nie mając zamiaru nas uświadamiać.
- Och, co za idioci - stwierdziła Zoey leżąca głową na kolanach Tay, która sprawnie bawiła się jej włosami. - Wildland to inaczej Wild Paradise - podniosła kręgosłup przechodząc do pozycji siedzącej. - To miejsce gdzie zbierają się wszystkie świry z Vegas. Nie ma zasad. Możesz wyglądać jak chcesz, pokazywać co chcesz, robić co chcesz, być tym kim chcesz. Nikt nie patrzy tutaj na wiarę, religię, kolor skóry czy poglądy. Wszyscy jesteśmy jedną wielką rodziną. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. - wyjaśniła patrząc dumnie na utworzone ekipy. - No i robimy tutaj to na co mamy ochotę. Najczęściej są właśnie takie akcje jak ta, gdzie po prostu praktykujemy Mosh - dodała rzucając jeszcze więcej światła na sprawę, następnie z powrotem wróciła do wcześniejszej pozycji wywołując tym samym słodki uśmiech na twarzy blondynki, która od razu zajęła się jej brązowymi (teraz w sumie kolorowymi) falami. Przez sposób w jaki na siebie patrzą i co wspólnie robią czasami mógłbym mieć prawo podejrzewać je o jakiś romans. Naprawdę zaczynam wątpić czy Taylor, aby na pewno w stu procentach jest hetero. 
- Czyli teoretycznie, skoro nie ma zasad równie dobrze mógłbym zabić teraz Andy'ego - moje rozmyślenie przerwało pytanie Purdy'ego.
- Dlaczego ja akurat padłem tym przykładem? - wtrąciłem oburzony i zostałem kompletnie zignorowany. 
- Teoretycznie tak - odpowiedział wesoło Jonathan. Ty się lepiej koleś nie odzywaj bo aż mnie ręka świerzbi. 
-Teoretycznie już wiem gdzie Cię zabrać na wycieczkę jak mnie wkurwisz - basista puścił mi oczko, a ja jedynie spojrzałem na niego z politowaniem.
- Teoretycznie gdybyś to zrobił, wszyscy zabiliby ciebie. - jego zachwyt przerwała Taylor.
- Teoretycznie przecież powiedzieliście, że można - przyuważył zdziwiony brunet.
- Nie znacie innego przecinka niż "teoretycznie"? - spytała zirytowana Frances.
- Bo można, ale wiesz...- w połowie zdania Momsen popatrzyła na Ronnie'go siedzącego obok z zgiętymi kolanami. Wokalista przechylił głowę w górę kończąc. 
- Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.Na pierwszy rzut oka widać tutaj tylko dziwnych kolorowych ludzi nie mających żadnych ambicji czy celów. Prawda jest jak widać trochę inna. 
- Wszystko to aby jest legalne? - odezwała się nagle Isabel zwracając tym samym uwagę reszty. No bo kto inny mógł zadać takie pytanie?
- Niby tak, ale nie - Brenton wywrócił oczami.
- Ten Motel zawiesił działalność jakieś piętnaście lat temu. Vegaska policja ma raczej ważniejsze sprawy niż kontrolowanie opuszczonego budynku na środku pustyni.- Radke wziąwszy kolejny łyk piwa wzruszył ramionami. - Z resztą nikomu nie robimy, przecież krzywdy.
- Macie jakiegoś lidera, alfę czy coś w tym stylu? - zaciekawiła się Cobain. 
- Nie, tutaj nie trzeba było nigdy lidera. - odpowiedziała szybko Taylor. - Tutaj nie ma miejsca na nienawiść czy władzę. Dlatego nie ma bójek. Każdy wie, że to miejsce istnieje dzięki nam i dla nas. Musimy o nie dbać bo inaczej istnieć przestanie. - z końcem ostatniego słowa na twarz niebieskookiej wpłynął promienny uśmiech. Na krótką chwilę zapadła między nami cisza, ale ktoś skutecznie ją przerwał. Oczywiście mam na myśli Ronald'a. 
- Teoretycznie powinniśmy już wracać bo babcia Momsen nam chyba głowy pourywa. 

Taylor's POV

- Co wam się u licha stało?! - głośny krzyk niekontrolowanie sprawił, że moja twarz została wykrzywiona. Z resztą nie tylko moja.
- Ale babciu, to się wypierze. - potulnie próbowałam załagodzić sytuację starym dobrym tekstem. W sumie miała sporo racji. Zapewne wyglądamy teraz jak po ataku krwiożerczych pegazów.
- Dzieci nie mam już do was siły - zakryła twarz dłońmi kręcąc załamana głową.Ups. Czekaliśmy przez chwilę jak na ścięcie, próbując nawet nie oddychać gdy zza mnie wyłonił się Coma.
- Te kluski to już gotowe? - Popatrzyliśmy na niego jak na skończonego debila. - No co? Głodny jestem - powiedział już pół szeptem.
- Ty jesteś wiecznie głodny! - zauważył Jinxx
- Są, ale nie myślcie, że pozwolę wam usiąść na moich krzesłach. Jeszcze mi zabarwią! - oburzyła się babcia podchodząc do szuflad kuchennych. W między czasie kiedy ona w nich grzebała, my przenieśliśmy nasze kolorowe tyłki do kuchni. Ostatecznie okazało się, że babcia szukała reklamówek. Wręczyła każdemu po jednej i po dziesięciu minutach wszyscy siedzieliśmy na szeleszczących papierach. Pomysłowość tej kobiety nie zna granic. Podobnie jak przy śniadaniu na stole, stało pięć dużych misek wypełnionych po brzegi kluskami. Natomiast przed każdym z nas był talerz i miska z jagodowym sosem. Jak dobrze, że nie trafiłam na znajomych "z wyższych sfer"co umieją jeść tylko nożem i widelcem bo ja nie wiem czy ktokolwiek z nas pomyślał o ich użyciu
  Kolejno moczyłam miękki kluski w jagodach i wsadzałam do buzi jedna po drugiej. Tak w końcu dobrnęłam do trzech. Zdecydowanie mój nowy rekord biorąc pod uwagę wielkość i sytość, jestem naprawdę w szoku. Chociaż to i tak nic, w porównaniu do Frances, która zjadła ich aż osiem. Nie mam bladego pojęcia gdzie ona to wszystko mieści. Je za trzech,a ma nieskazitelną figurę. Cholernie jej zazdroszczę. Ja całe życie muszę być na diecie, żeby wyglądać jak wyglądam i tylko czasami mogę sobie pozwolić na takie obżarstwo. Dobrą rolę tutaj odgrywa mój wielki brak apetytu spowodowany ciągłym odchudzaniem.Gdyby nie on, zapewne teraz wyglądałbym jak kluski na moim talerzu. To cholernie nie sprawiedliwe, że niektórzy mogą wpieprzać ile chcą, a niektórzy tyją od jednego pączka. I potem się dziwić dlaczego te wszystkie nastolatki popadają w anoreksję czy bulimię. Najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że te choroby są w pewien sposób nieuleczalne. Siedzą w tobie do końca. Nie w tak wielkim stopniu jak kiedyś ale są i podpowiadają co jeść, a co nie. Sprawa krótko mówiąc przejebana. Bez wsparcia kogokolwiek nie ma szans dla takich osób. Sama nie wiem co by się stało ze mną gdyby nie Ronnie.
- Taylor przestaniesz maltretować tą biedną kluskę? - z rozmyślań wyrwał mnie głos Radke siedzącego na przeciwko. Spojrzałam na niego nieprzytomnie, a następnie odłożyłam na talerz wymoczoną w sosie kule. Na całe szczęście jutro już wracamy. Jeżeli zostałabym tutaj jeszcze parę dni z pewnością przybrałabym parenaście kilogramów. Po powrocie albo zafunduje sobie głębokie oczyszczenie, albo trzy dni ćpania. Ewentualnie pójdę pobiegać lub na siłownię, chociaż pewnie padnie na pierwsze, może drugie mając na uwadze moje lenistwo. - Taylor - warknięcie przyjaciela znów dotarło do moich uszu.
- Hm? 
- Mówię do ciebie - westchnął zirytowany.
- Tak? - uniosłam delikatnie brwi - Sorki, zamyśliłam się. - przyznałam sięgając do kieszeni po swojego Iphon'a. Lepiej od razu zamówić działkę czegoś mocnego.
- Widzę - oznajmił wywracając oczami - Posłuchaj Momsen, ja doskonale znam to zachowanie i albo przestaniesz albo pogadamy inaczej. - przestrzegł groźnie, następnie energicznie wstał od stołu. Moje oczy dyskretnie, szerzej się otwarły, a telefon omal co nie wypadł z ręki. Cholera, on wie. Jak to jest kurwa mać możliwe? Przecież on nie może wszystkiego wiedzieć.
- Tay o czym myślałaś? - spytała podejrzliwie Frances zbierając puste talerze.
- O niczym, coś sobie ubzdurał. - próbowałam ją przekonać i również dołączyłam do zbierania naczyń, ponieważ jadło jeszcze tylko kilka osób.
- Na pewno nie chcesz o tym pogadać? - zmartwiony ton Isabel rozbrzmiał w pomieszczeniu. Wielkie dzięki Ron.
- Jejku, na pewno. Dajcie spokój - zachichotałam nerwowo. Nieco potem dostrzegłam przenikliwy wzrok Andy'ego zawieszony na mojej osobie. Siedział z kamiennym wyrazem twarzy kurczowo przeszywając mnie na wylot. Kiedy nasze spojrzenia na ułamek sekundy się spotkały natychmiast spuściłam wzrok i ruszyłam do kuchni. Nie mogę pozwolić na to aby moje dawne problemy wyszły na jaw. Jeżeli znów dojdzie do takiej sytuacji, że wszyscy będą się ze mną obchodzić jak z jajkiem moja psychika tego nie wytrzyma. Nienawidzę współczucia.
- Już pewnie będziecie jechać prawda? - spytała smutno babcia kiedy zaczęłam podawać Ronnie'mu brudne talerze. Szczerze? Miałam ochotę wyciągnąć aparat i uwiecznić tę chwilę. Jospeh myjący naczynia to niecodzienny widok.
- Niestety, musimy - posłałam jej wymuszony uśmiech i z powrotem wróciłam do podawania półmisków. 
- Chcielibyśmy zostać, ale większość z nas ma sporo spraw do załatwienia, no i pracę. - dodał równie przygnębiony Radke. Wiem, że jemu też się nie uśmiecha opuszczać miasto.
- Ależ ja wiem - powiedziała zrozumiale po czym wyszła z kuchni zostawiając nas samych. Pracowaliśmy nic nie mówiąc. Ja podawałam, on mył, ja wycierałam i tak w kółko. Nawet taka paskudna robota jak zmywanie może być do zniesienia kiedy robię to z tym debilem. Czasami myślę co by było gdybyśmy się nie przyjaźnili. Nie umiem sobie tego nawet wyobrazić. Ronnie jest częścią mnie, a ja jestem częścią jego. Nie bylibyśmy w stanie funkcjonować bez siebie. A szczególnie teraz, po tak długiej rozłące. 
   Pamiętam jak kiedyś staliśmy na przejściu dla pieszych. Zoey spytała Ron'a co by zrobił gdyby potrącił mnie samochód. On wtedy tylko popatrzył z błogim spokojem na mnie, na jezdnię, na mnie i powiedział :"Rzuciłbym się pod następny". Od tamtego dnia wiem, że nigdy, nikt nie będzie dla mnie tak ważny jak on. Nawet chłopak. Owszem będę go kochać, ale to Radke jest osobą, której jestem w stanie oddać wszystko.
- Dobra, trzeba pomału iść - poinformował brunet wycierając ręce w kuchenną ścierkę. 
- Ta, chodźmy - poparłam wychodząc w pomieszczenia. Nasza paczka dalej siedziała przy stole rozmawiając w najlepsze. Zmieniłam swoją trasę podchodząc do nich.
- Jedziemy - przechodząc klepnęłam po plecach siedzącego, akurat najbliżej Ashley'a i bez zatrzymania ruszyłam w stronę drzwi. Po minucie wszyscy ubierali buty i kurtki. Nagle drzwi na korytarzu, od sypialni babci otwarły się. Kobieta wyszła z progu. Nastała krótka chwila ciszy. 
- Do widzenia. Dziękujemy za wszystko, jest Pani naprawdę cudowna i cieszę się, że mogłam Panią poznać. - wypowiedziała jako pierwsza Frances podchodząc do gospodyni. Tradycyjnie ją przytuliła. I tak kolejno każdy żegnał się z babcią i wychodził. Wszyscy płakali oczywiście jak na pogrzebie. Nawet faceci. Już nie wspomnę o Purdy'm i CC, którzy najbardziej przeżywali to rozstanie. Co się dziwić? Babcia z pełnym barkiem i talentem kulinarnym to prawdziwy skarb. 

*

- Ale naprawdę Pani może przyjechać do Los Angeles o każdej porze dnia i nocy - powtarzał załamany Coma ujmując dłonie babci, która go słuchała z rozbawieniem. - Obiecuję, że zapewnimy Pani wszystko czego dusza zapragnie. Damy najlepszy pokój, z najlepszym widokiem, dosłownie na całą panoramę Hollywood i do tego...
- Dobra, wystarczy, idź, że już - przerwał mu Ron odpychając od kobiety, sam zajął jego miejsce. 
- Do widzenia. Cudownie było babcię znów zobaczyć. Dziękujemy za gościnę i ogółem za wszystko. - zamknął ją w delikatnym uścisku troszkę się przy tym zginając. 
- Nie ma za co kochanie. Nie macie pojęcia jaką radość sprawiliście mi przyjeżdżając. - odpowiedziała z łzami w oczach, następnie puściła wokalistę. Ron posłał jej jeszcze promienny uśmiech i śladem przyjaciół wyszedł z domu. Odprowadziłam go wzrokiem, następnie przeniosłam go na starą opiekunkę. Patrzyłyśmy na siebie przez chwilę. Nie chcę jej zostawiać. Nie mam serca tego zrobić ponownie, ale nie mogę też tutaj zostać. Tak bardzo ją kocham. To praktycznie ona mnie wychowała. Dlatego nie chciałam tego spotkania. Wiedziałam, że jak ją znów zobaczę nie będę chciała opuścić. 
   Nagle babcia otworzyła ramiona. Bez zastanowienia podeszłam i w nie wpadłam zaczynając płakać jak małe dziecko. 
- Nie płacz słoneczko, jeszcze ten twój makijaż się rozmaże - przypomniała z śmiechem i płaczem jednocześnie.
- Super, mam to gdzieś. - burknęłam bardziej na nią napierając. - Kocham Cię babciu - wyznałam szlochając. 
- Ja też Cię kocham skarbie - poczułam jak jej dłoń głaszcze tył mojej głowy. - Ale już nie płacz. - rozkazała po chwili rozłączając nas od siebie. - Nie płacz - powtórzyła kładąc ręce na moich ramionach. Niezdarnie pokiwałam głową wycierając pojedyńcze łzy otulające policzki. - Teraz uciekaj do przyjaciół. - uśmiechnęła się przelotnie po czym ujęła moją głowę po obu stronach i przechylając trochę do siebie szybko ucałowała. Nie chcąc już dużej zwlekać z tym cierpieniem po prostu wyszłam pośpiesznie z domu. Wiem, że nie mogę teraz spojrzeć za siebie. Nie mogę. Szłam prosto, z podniesioną głową w stronę limuzyny przy, której stał tylko Ron. Reszta pewnie jest w środku. 
- Wszystko w porządku? - spytał kiedy dotarłam do pojazdu. 
- Tak - wytarłam ostatnie krople łez. Brunet podniósł drzwi dając mi pierwszeństwo. Popatrzyłam jeszcze raz w stronę wielkiego domu. Babcia siedziała na balkonie w okularach, z krzyżówką w ręku. Pomachałam jej ostatni raz i w końcu wsiadłam do tego cholernego auta. Szybko zajęłam jakieś wolne miejsce pomiędzy Purdy'm i Coma, którzy smarkali w białe chusteczki. 
- Yyy..chłopaki? - zwróciłam ich uwagę. - Nie żeby coś, ale to moja babcia, a nawet ja już tak nie rozpaczam - zauważyłam. 
- Bo ty jesteś taka niewrażliwa - burknął na mnie rozżalony perkusista i znów zanurzył nos w papierze głośno smarkając. Bezradnie wyrzuciłam ręce w powietrze. Z kim mi przyszło żyć?

*

- Dobra ekipa, czyli o ile dobrze rozumiem. Teraz dziewczyny idą do Frances i Taylor, babski wieczór i te sprawy, a my wybywamy do klubu Go-Go? - spytał dla pewności Ronald kiedy limuzyna dojechała pod hotel. 
- Nic nie ustalaliśmy o żadnym klubie Go-Go - Isabel uniosła do góry jedną brew.
-  Znaczy do klubu z kolorowymi kwiatkami - wywrócił oczami. - Lepiej? Miller niechętnie przytaknęła posyłając Jacky'emu spojrzenie mówiące "Jak coś odwalisz to po tobie". Tak właśnie, w dobrych humorach opuściliśmy limuzynę. Przy przejściu przez hol nie obyło się bez wzroków skierowanych na naszą ekipę. Jakby nie patrzeć kolorowe świry nie są tutaj pewnie częstym widokiem. 
   Około godziny osiemnastej trzydzieści byłyśmy już razem z Cobain w apartamencie. Ostatecznie po kilku minutach kłótni Bean zajęła pierwsza łazienkę. I ostatecznie ja stwierdziłam, że nie mam zamiaru czekać godziny zanim ona skończy. Dziesięć minut po jej wejściu sięgnęłam po klamkę od drzwi i weszłam do środka jak gdyby nigdy nic zastając leżącą w wannie Frances. Jako, że woda nie była jeszcze połączona z płynem mogłam zobaczyć jej całkiem nagie ciało. 
- Serio Momsen? Musisz? - spytała z śmiechem kompletnie nie przejmując się tym faktem.
- Tak bo już mnie zaczyna wszystko swędzieć. - odpowiedziałam z sztucznym uśmiechem zdejmując z siebie spodnie.
- Spoko. Ej, to wskakuj! - zaproponowała - Możesz mi umyć plecy - wypięła język nalewając do wanny jakiegoś żółtego płynu.
-  Może Ci jeszcze cipkę umyć ?! - spytałam z śmiechem zdejmując bluzkę, później stanik.
- Ymm...czyżbyś mi coś proponowała Momsen? - wymruczała seksownie zaczynając zmysłowo myć rękami jedną nogę.
- Ależ oczywiście, ja jestem zawsze chętna. - puściłam jej oczko ściągając ostatnią część garderoby w postaci czarnych fig.
- Niegrzeczna - stwierdziła zanurzając szybko dłoń w wodzie co zaowocowało głośnym chluśnięciem.
- Wariatka - pokręciłam głową i weszłam do kabiny. W ekspresowym tempie uregulowałam temperaturę wody, która od razu zaczęła spływać po moim ciele i obmywać go z wszystkich kolorów. Skoro to ostatnia noc w Las Vegas nie można jej ani trochę zmarnować. Szybko umyłam głowę i ciało. Całe szczęście, że depilację zaliczyłam przed wyjazdem dzięki czemu nie muszę teraz codziennie używać maszynki. Fakt, faktem wosk nie jest przyjemny, ale praktyczny. 
   Otworzyłam kabinę, zimne powietrze momentalnie spowodowało u mnie gęsią skórkę. Szybko sięgnęłam po ręczniki i najpierw zawinęłam w jeden włosy, a w drugi siebie. Moją uwagę od razu skierowała ubrana Cobain robiąca makijaż. Rzuciłam jej przelotne spojrzenie i skierowałam się do swojego pokoju. Tam dokładnie osuszyłam ciało, następnie wybrałam wygodny zestaw. Natychmiast go nałożyłam i wróciłam do łazienki. Wysuszyłam włosy, nałożyłam na twarz podkład, tradycyjnie czarny cień na oczy, tusz na rzęsy i cielistą szminkę na usta. Z końcem ostatniego pociągnięcia maskary w apartamencie rozbrzmiało pukanie. Opuściłam łazienkę i gasząc światło ruszyłam do salonu. Frances otwarła drzwi, tym samym wpuszczając do środka trzy dziewczyny. Isabel, Zoey i Kat. Zdziwiona podeszłam do Katherine aby ją przywitać buziakiem w policzek. 
- Hej, co wy tu robicie? - spytałam, nie miałam pojęcia o przyjściu przyjaciółek. 
- Ja je zaprosiłam - odpowiedziała Fran wyrywając Brazylijce butelkę wina, które przyniosła. - Chodźcie. - ponagliła idąc do kuchni. Razem rozsiadłyśmy się w salonie, Kat ubrana w czarne body wycięte po bokach i szare rurki oraz wysokie, lakierowane szpilki. Zoey z kolei miała na sobie luźną bluzkę z flagą Stanów Zjednoczonych, potargane, obcisłe dżinsy i piętnastocentymetrowe, zabudowane botki. Natomiast, ku naszemu zdziwieniu strój Isabel to czarne leginsy wyglądające jak normalne spodnie i przewiewna koszula, od góry całkowicie ciemno fioletowa, a u dołu prawie przeźroczysta. Jako obuwie wybrała granatowe baleriny w fiołkowe pacyfki. 
- Dobra laski to co najpierw? Może czerwone? - Bean postawiła przed każdą z nas duży kieliszek, następnie zapełniła do połowy i dołączyła do nas. 
- No to za nas oraz za dzisiejszy wieczór! - ochoczo wzniosłam toast. Wiwatując stuknęłyśmy się naczyniami by potem przyłożyć je do ust. Krwistoczerwona ciecz przepłynęła przez moje gardło wpadając wprost do żołądka, od razu mnie trochę rozgrzewając. Uwielbiam wina. Jedyny alkohol, który mogłabym pić cały czas. - To co powiecie ciekawego? 

Andy's POV 

 Z Ronnie'm i Christian'em w hotelowym lobby czekaliśmy na resztę chłopaków. Przyłożyłem do ust odpalonego szluga i wziąłem jednego bucha pozwalając podrażnić mu gardło.
- Stary co wy widzicie w tych fajkach, możesz mi powiedzieć? - Ronald czyli zagorzały wróg tytoniu przemówił.
- Nic, palę bo lubię -  beztrosko wzruszyłem ramionami wypuszczając z buzi chmurę dymu.  
- Jakbym słyszał Momsen - stwierdził rozbawiony.
- Jak długo pali? - spytałem marszcząc brwi.
- Cholera wie. Myślisz, że by mi się przyznała? - zaśmiał się z politowaniem. Nie, żebym miał coś do palenia Taylor. Jest dorosła i może robić co chce, ale jednak wolałbym aby tego nie robiła. W końcu nie jest to zbyt dobre ani dla zdrowia, ani dla głosu, ani dla urody. Tak, wiem, wiem, jestem hipokrytą. 
   Nagle drzwi od windy zostały rozsunięte. Reszta naszego męskiego towarzystwa do nas dołączyła, w efekcie czego mogliśmy wreszcie iść. Ronald zamówił limuzynę, więc od razu do niej ruszyliśmy. W sumie taki wypad bez dziewczyn był całkiem niezłym pomysłem. Wreszcie się odstresujemy bez tych czujnych, kobiecych oczu, czkających tylko na nasze najmniejsze potknięcie. Już, nawet nie mówię o sobie, ale Jacky czy nawet Purdy mają przejebane krótko mówiąc. 
- Panowie to szampanik tradycyjnie ...- Radke bardziej stwierdził niż zapytał i sięgnął entuzjastycznie do barku po schłodzony napój, który został rozlany do kieliszków. Kiedy wszyscy już ujęli swoje naczynie brunet wzniósł toast. - Za nas i za dzisiejszy wieczór! - zawtórowaliśmy mu, po czym każdy  przyłożył naczynie do ust. Wziąwszy jednego łyka od razu stwierdziłem, że mam dosyć. Tyle szampana ile wypiłem w tym tygodniu, to chyba nigdy w życiu. 
   Naszym pierwszym przystankiem tego wieczoru okazał się klub "Hush House". Samochód zatrzymał się w samym centrum Boulevard'u. Kolejno powychodziliśmy z auta. Moją uwagę od razu zwrócił duży, granatowy budynek z neonowym napisem. Dwie, złote bramki oraz spora kolejka od razu pozbawiła mnie humoru. Nienawidzę czekać. Ku mojemu zdziwieniu Ron przebrnął na początek kolejki, my oczywiście zaraz za nim. Łysy, ciemnoskóry goryl wpuszczający ludzi do środka spojrzał na nas podejrzliwie spod okularów, ale kiedy dostrzegł Radke na jego twarzy momentalnie zagościł uśmiech. 
- Siema stary! - Ronnie przywitał napakowanego mężczyznę męskim uściskiem. Czy ten koleś ma wszędzie znajomości? W L.A jest to samo. 
- No witam ciebie Ronald! - odpowiedział mu zdejmując szkła. Nie powiem, człowiek naprawdę straszny. Wysoki, umięśniony, łysy. Nie zbyt urodziwy. Nie to co ja oczywiście. - Cholera, teraz mam zmianę, ale za godzinę Cię znajdę i wtedy pogadamy, teraz wchodźcie - dodał szybko i bez przelewek odpiął sznur zapraszając nas do środka. 
- Ej, a oni to co?! Jakiejś specjalnej troski są?! - koleś stojący w pierwszym rzędzie wyraził swoje oburzenie. 
- Zapraszam na koniec kolejki. - bramkarz kulturalnie wskazał ręką na wyznaczone miejsce. Ojoj. 
- Niby dlaczego? Nigdzie się stąd nie ruszam! - z miną obrażonego dziecka złożył ręce na piersi. Seryjnie wyglądał jak trzylatek. Cholernie irytują mnie tacy ludzie. Od razu widać, że kolega jest z "wyższych sfer". Pierdolony francuski pudel. 
- Na koniec kolejki kurwa! - Ciemnoskóry ryknął na całe gardło tak, że nawet nam ciary po plecach przeszły. Blondynek popatrzył na niego przerażony i bez gadania uciekł z miejsca. 
- Miłej zabawy - po chwili zwrócił się do nas. 
- Dzięki stary - Radke poklepał do po klacie i wszedł do środka, ja tuż za nim, a reszta za nami. Od razu kiedy przekroczyłem próg do moich nozdrzy dobiegła cudowna mieszanka alkoholu i kobiecych perfum. Już czuję, że lubię to miejsce. Szliśmy ciemnym korytarzem, który tworzyły czerwone zasłony. Zmysłowa muzyka coraz bardziej przybierała na sile, a stłumione okrzyki i gwiazdy mieszały się w moich uszach. Korytarz dobiegł końca i stanęliśmy w ogromnej sali. Loże przy ścianach, wszędzie porozstawiane wygodne fotele zamiast krzeseł. Sporej wielkości scena przeciągnięta przez całe pomieszczenie z pojedyńczymi wzniesieniami, gdzie swoje miejsce miały srebrne rury, na nich seksowne tancerki ubrane rodem jak z wybiegu "Victoria's Secret". Nie był to jeden z tych wyuzdanych klubów z striptizem. Te dziewczyny faktycznie umiały tańczyć i robić oszałamiające rzeczy. 
- Przestań, że już podziwiać. - karcący ton Ron'a przerwał moje obserwację. Zostałem brutalnie pociągnięty w nieznaną mi stronę do kolejnego korytarza. 
- Stary no weź, chciałem popatrzeć. - wyjęczałem z miną kilkuletniego dziecka, którego mama siłą wytargała z Zoo. 
- Nie marudź, jeszcze sobie popatrzysz. - powiedział i w tym samym momencie trafiliśmy do średniej wielkości pokoju urządzonego w kolorach zgniłej czerwienie, podobnie jak reszta klubu.Znajdowały się tutaj jedynie dwie rzeczy. Wielka loża otaczająca okrągły stół na środku z złotą rurą. Wszystko otaczały ściany pokryte lustrem. Zająłem miejsce pomiędzy Ashley'em z prawej strony, a Matt'em z lewej strony długiej kanapy. Wspominałem, że salka miała kształt półkola? 
- Tak jakby ktoś jeszcze nie wiedział to wykupiłem nam pokój VIP. - poinformował Radke siadając tuż na przeciwko mnie.
- Chłopie ja nie wiem jak my Ci się odwdzięczymy za taki wypad. Codziennie coś nowego! - przyznał wniebowzięty Jinxx. 
- Możecie dzisiaj postawić drinki. - zaproponował z cwanym uśmiechem spoglądając na wejściową kurtynę, w której stała teraz brunetka ubrana w czerwone, koronkowe body, wysokie szpilki i masę biżuterii. Tańczącym krokiem, podśpiewując podeszła do naszego stolika. 



- Witajcie jestem Melissa i będę dzisiaj obsługiwać ... Ronnie ?! - krzyknęła w połowie zdania.
- Melissa? - kumpel zrobił wielkie oczy, ale natychmiast wstał z miejsca i powitał dziewczynę przyjacielskim uściskiem kiedy oczywiście odstawiła tacę. Spragniony Rayan wyręczył ją w zadaniu i szybko porozdawał nam napoje. - Od kiedy tutaj pracujesz? - spytał będąc w lekkim szoku kiedy się od siebie oderwali. 
- Już prawie dwa lata. - posłała mu ciepły uśmiech.
- Słuchajcie chłopaki, to moja dobra przyjaciółka Melissa. - przedstawił wskazując otwartą dłonią na roznegliżowaną piękność. Nie powiem, dziewczyna powalała urodą na kolana. Chyba nie widziałem nigdy ładniejszej przedstawicielki płci damskiej. Niewielkie oczy, które świetnie podkreślały duże usta i wystające kości policzkowe. Toż to jest prawdziwa, rasowa kobieta!
- Witamy, witamy. Jestem Ashley. - Purdy oczywiście jako pierwszy podniósł zadek. Ująwszy jej dłoń lekko ucałował patrząc głęboko w oczy. Natomiast my swoimi od razu wywróciliśmy. 
- Moja dobra koleżanka ma na imię Ashley. - zachichotała subtelnie. Wszyscy momentalnie wybuchnęliśmy śmiechem. Mina basisty również była bezcenna. Momentalnie zmienił wyraz twarzy, jego wcześniej uniesione kąciki ust na zawołanie opadły w dół. Bez dalszym komentarzy, z podniesioną głową usiadł obok mnie. Melissa doskonale świadoma swojego komentarza puściła mu oczko na znak aby się nie gniewał po czym zwróciła się do nas. - Chętnie bym was poznała, ale muszę wracać do pracy. Innym razem. - oznajmiła smutno zabierając wcześniej położoną tackę. Niechętnie przytaknęliśmy rozumiejąc sytuację. Cholera ta panna jest strasznie gorąca. - To do zobaczenia - uśmiechnęła się do nas słodko, następnie obróciła w stronę Radke i nie oczekiwanie, namiętnie pocałowała. Ten zaś bez wahania  odwzajemniał gest.  Nasze oczy w sekundzie diametralnie się powiększyły na ten widok. Po chwili brunetka ich rozłączyła i zwinnym krokiem zniknęła nam z oczu. 
- Japierdole. Też bym chciał takie PRZYJACIÓŁKI.- jako pierwszy przemówił zdezorientowany Jake przykładając do buzi szklankę wypełnioną pomarańczowym płynem. 
- To moja była dziewczyna. - Jak gdyby nigdy nic poinformował i usiadł w loży. 
- Twoja dziewczyna?! - Ryknęliśmy równocześnie.
- No co? - Wokalista popatrzył na nas jak na debili marszcząc widocznie brwi. 
- Przez co ty masz kurwa takie wzięcie? - spytał zrezygnowany Ash. Ron wzruszył ramionami i sięgnął po swoje naczynie, wziął kilka sporych łyków.
- Czemu już z nią nie jesteś? - dopytywał zaciekawiony Ferguson. 
- Ech, szkoda rozpamiętywać. - machnął ręką odkładając przedmiot. - Byliśmy razem przez pewien czas, pięć lat temu, ale jej potem zaczęła przeszkadzać Taylor i kazała mi wybierać. - wyjaśnił.
- Ło, ło, ło! - oburzył się basista. - Chcesz mi powiedzieć, że zerwałeś z taką dupą przez czternastolatkę?! - Nie dowierzał. Swoją drogą jestem w szoku, że tak szybko przeliczył ich różnicę wieku. 
- Czemu jej nie tolerowała? - włączyłem się do rozmowy. 
- Cholera no. Momsen jest w moim życiu od zawsze. Jestem dla niej w stanie umrzeć, więc to jasne, że wybiorę ją. Dlaczego Melissa jej nie tolerowała? - westchnął z przelotnym śmiechem. - Zawsze mówiliśmy sobie o wszystkim, nawet o naszych związkach. Jej to nie pasowało. Podobnie jak to, że potrafiłem o drugiej w nocy wyjść z domu i iść do Tay bo mnie akurat potrzebowała. - dodał prostując. 
- Każda laska byłaby zła. Po prostu jesteś głupi. Całe twoje życie kręciło się wokół Momsen. Przez nią straciłeś na pewno nie jeden związek. On też musi umieć radzić sobie sama. - Purdy zaczął wyrażać swoje zdanie. Między nami od razu zapanowała ciężka, nieprzyjemna atmosfera. 
- Tak, straciłem, ale te prawdziwe miałem właśnie dzięki niej. - Próbował bronić ich relacje.
- I co z tego skoro zniszczyła Ci te pozostałe? - Koleś wyraźnie przeginał. Zaczęło mi skakać ciśnienie. Nienawidzę jak ktoś wpierdziela się w nie swoje sprawy, a tym bardziej, że są to sprawy między moim przyjacielem, a dziewczyną, z którą wiążę poważniejsze plany. 
Wszyscy cierpliwie czekali na reakcję Radke, który bezemocjonalnie obserwował muzyka. 
- Życzę Ci Purdy abyś kiedyś spotkał na swojej drodze prawdziwego przyjaciela, który byłby w stanie oddać własne życie, tylko dla tego żebyś ty żył godzinę dłużej niż masz zaplanowane. Wtedy może zrozumiesz. - powiedział patrząc mu głęboko w oczy. Zapadła niezręczna cisza podczas, której widocznie Ash'owi zabrakło dalszych argumentów. To co przed chwilą miało miejsce na pewno znacznie wpłynęło na nas wszystkich. Ronald nie jest z natury poważnym człowiekiem, a kiedy przychodzi mu mówić na takie tematy poważnieje i staje się zupełnie innym człowiekiem. Jest równie skomplikowany co Taylor. Właśnie, Taylor. Ciekawe jak dziewczyny spędzają dzisiejszy wieczór. Znając je pewnie będą siedzieć w domu, oglądać jakieś pierdoły i pić wino. Nie sądzę, żeby miały w planach gdzieś wychodzić.
- Dobra panowie proponuję kolejkę! - Christian próbując rozluźnić atmosferę klasnął entuzjastycznie w dłonie, po czym energicznie je potarł. 
- Andy za sobą masz głośniczek. - Ron wskazał palcem na mały kawałek blaszki za moim uchem. - Naciśnij przycisk i zamów trzydzieści shotów. - polecił profesjonalnie. Bez wahania obróciłem tułów i wykonałem polecenie. W czasie gdy nasza grupka zaczęła wracać do normalności, do sali weszła blondwłosa kelnerka ubrana w wysokie majtki, czarny stanik w kolorze fioletowym oraz pończochy. Przyniosła nasze zamówienie. 
- Dobra chłopaki za co pijemy? - spytał Radke chwytając swój kieliszek. 
- Za wszystkie suki, które gościły w naszym życiu! - rzucił Rayan. Ostatnio przechodził załamanie sercowe więc nie trudno mu się dziwić. Reszta bez większych sprzeciwów przytaknęła i na równo opróżniliśmy kieliszki. Moimi myślami od razu zawładnął obraz Juliet. Tak bardzo mi na niej zależało. W sumie to nadal zależy, cholernie. Jednak nic nie dzieje się bez przyczyny. Gdybym dalej z nią był prawdopodobnie nigdy nie poszedłbym na tą imprezę,  nie poznałbym Momsen i nigdy nie wyjechałbym na tą zajebistą wycieczkę. Serce nie sługa. Zakochała się, szkoda tylko kurwa, że nie we mnie. 
Następnie wypiliśmy za wszystkie fałszywe mordy w naszym życiu. Dziwnym trafem coś ciężkiego zawisło w tym momencie pomiędzy Ronnie'm i Max'em. W sumie nie trudno było tego nie zauważyć. Wszyscy wiedzą jakie są ich relacje po tamtej "akcji". Oficjalnie się tolerują. Podobno. Też mnie dziwi dlaczego Ron go zaprosił. Dobra, nie będę wnikać. Nie moja sprawa. Ostatni kieliszek zarezerwowaliśmy dla wszystkich osób, które nas czegoś nauczyły. Tutaj miałem spory dylemat i ostatecznie wypiłem tak po prostu, za nic. I już potem czas leciał błyskawicznie. Mi również udzielił się dobry nastrój. Nawet mógłbym rzec bardzo dobry. 
   Nagle ku naszemu zdziwieniu w pomieszczeniu zgasły główne światła, zostały jedynie małe lampki  w stole oraz kilka na ścianach. W pomieszczeniu rozbrzmiała nasza piosenka "Rebell Yell" co przyznam wywołało u mnie lekkie zdziwienie. Spojrzałem pytająco na Radke, który tylko patrzył na nas z figlarnym uśmieszkiem. Do pokoju weszła niska blondynka mająca na sobie jedynie czarną, koronkową bieliznę. Zwinnie wskoczyła na stół i zaczął się pokaz. 



Razem z chłopakami zaczęliśmy klaskać i wiwatować. Jej perfekcyjne, delikatnie umięśnione ciało idealnie współgrało w rytm kawałka. Jej taniec emanował seksem, a  nie było to wcale tylko wicie się wokół metalowej rury. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Z resztą nie tylko ja jeden. Strach pomyśleć co by zrobiły dziewczyny gdyby teraz tutaj wpadły. Cholera, zdałem sobie sprawę, że tak dawno nie pieprzyłem żadnej laski. Trzeba to zmienić bo zaczynam odczuwać kurewską potrzebę. Jakby nie patrzeć jestem tylko facetem i no...potrzebuję. Ręka mi przestała wystarczać od kiedy skończyłem piętnaście lat. Dlaczego Momsen nie może być jedną z tych fanek, które mi wskakują do łóżka na pstryknięcie palca? Purdy'emu jakoś kilka dni zajęło aby oczarować Cobain. Życie jest niesprawiedliwe. Kiedy pokaz dobiegł końca muzyka została ściszona, światła z powrotem rozjaśniły pomieszczenie 
Gdy pokaz dobiegł końca, muzyka została ściszona. Światła z powrotem rozjaśniły pomieszczenie, jedyne co było słychać to głęboki oddech blondynki i nasze głośne owacje. Po jej ciele spływały ledwo zauważalne kropelki potu co tylko dodatkowo dodawało jej seksapilu. Kobieta zeskoczyła z stołu i stanęła przed nami uśmiechnięta. 
- Mam nadzieję, że się wam podobało, a w ogóle jestem Lucy - przedstawiła się wesoło.
- Rewelacja!
- Byłaś cudowna!
- Podnieciłaś dziewczyno!
- Dawno nie widziałem tyle seksu! 
- Dasz mi swój numer? - zakończył nasze odpowiedzi oczywiście największy Deviant. 
- Ha, no to miło mi bardzo. - oznajmiła z śmiechem. - Co do numeru to chyba mój chłopak nie byłby zadowolony. - dodała z grymasem dając tym samym kosza facetowi. Haha, myślał, że dzisiaj powyrywa, a tymczasem już druga laska go spławia. 
- Masz chłopaka?! - spytał zdziwiony Jacky. 
- Mam, to takie dziwne? - spojrzała po sobie. 
- Nie, no nie, oczywiście, że nie. Nie pod tym względem . - z automatu rozpoczął tłumaczenie. - Po prostu ja no..yyy...byłbym chyba zazdrosny. - przyznał. 
- Wiadomo jakaś ta zazdrość pewnie jest, tylko, że my sobie bezgranicznie ufamy. Z resztą to moja praca. Nie jestem striptizerką, tylko tancerką. - wyjaśniła, ciepły uśmiech nie schodził jej z twarzy. - Wybaczcie, ale muszę już iść. Miłej zabawy. - dodała nie dając nam szans na odpowiedź. 
- Dziękujemy! - krzyknęliśmy jeszcze gdy wychodziła. Pomachała nam na do widzenia i wyszła z pokoju. 
- Zajebista laska. - skomentował na luzie Jacky.
- Powiedział żonaty. - zauważył z śmiechem Ronnie biorąc do ręki swoją nową porcję alkoholu. 
- Ej, ale żeby nie było! W żadnym klubie Go-Go nie byliśmy. - zastrzegł poważnie. Przytaknęliśmy chichocząc po kryjomu. 
- Spokojnie, co się dzieje z Vegas, zostaje w Vegas. - przytoczył Ron. - Dobra panowie, to teraz ja z Biersack'iem was opuścimy bo musimy pogadać. - poinformował po chwili wstając z miejsca. Zdezorientowany podążyłem śladem Radke zostawiając naszych kumpli w wspaniałych humorach, konwersujących na temat idealnych kształtów Lucy. Skierowaliśmy się do baru, który był w głównej części budynku, z tej samej gdzie brunet efektywnie mnie wcześniej wyciągnął. Przysiedliśmy na dwóch wolnych miejscach przy końcu lady. Obróciwszy tułów na chwilę napotkałem wzrokiem Melissę obsługującą stoliki. Joseph podobnie jak ja ją dostrzegł i z powrotem usiadł prosto do baru gestem dłoni prosząc najbliższego barmana. Zamówił dla nas dwie szklanki jakiegoś mocnego alkoholu. 
- Dobra, masz jakąś sprawę? - spytałem wreszcie ciekawy. Na chwilę nastała cisza. Facet wziął do ręki naczynie i charakterystycznie zaczął zataczać nim koła, w efekcie czego, w środku postał mały wir. 
- Jak skrzywdzisz Taylor to Cię zabije. - walnął prosto z mostu, a mi cały wypity alkohol podskoczył do gardła. Już otwierałem usta, żeby coś powiedzieć kiedy kontynuował. - Wiem, że między wami coś jest, wiem też jakim typem dziewczyny jest Taylor. Mało wymaga, daje dużo. Ciężko się zakochuje, ale jak już to zrobi to koniec. Ponadto wszyscy jesteśmy przyjaciółmi, więc nie wiem jakby to miało wyglądać gdybyście zerwali. - wyraził swoją opinię. Szczerze przyznam, że jego ton przyprawia mnie o ciarki. Znam go od lat i wiem, że jeżeli mówi w ten sposób, mówi prawdę. 
- Słuchaj zależy mi na niej i będę walczył o jej względy. - odpowiedziałem pewnie. Nie odpuszczę tej dziewczyny. Jest zbyt wyjątkowa. 
- Walcz bo łatwo nie będzie. Po prostu mówię Ci, że jak ona będzie płakać przez ciebie, twoi rodzice będą płakać za tobą. - wyszczerzył się stukając w moją szklankę. Zaśmiałem się kręcąc głową z dezaprobatą i również ująłem naczynie do ust. Jak to mam w zwyczaju wziąłem oczywiście spory łyk. Wykrzywiłem twarz kiedy substancja przepaliła mój przełyk. Cholera mocne,  nie ukrywam, że lubię pić i mam doświadczenie z alkoholem, ale na coś takiego dawno nie trafiłem. 
- Kochałem Melisse. - Wyznanie Ron'a dobiegło do moich uszu skutecznie odwracając uwagę od wypitego płynu. Popatrzyłem na wokalistę, który kurczowo wgapiał wzrok w swojego drinka. 
- Nie musisz mi o tym mów...-zacząłem spokojnie mając dobre intencję, ale nie dane było mi skończyć.
- O zamknij się! Raz na ruski rok mam nastrój do zwierzania, więc słuchaj, a nie gadaj! - nakazał wkurzony. Uniosłem ręce w geście obronnym i dałem kontynuować. - Kochałem ją. - powtórzył - ale ona nie kochała mnie. - posmutniał z lekka, znów zanurzając usta w napoju. 
- Skąd ta pewność? - przerwałem mu.
- Gdyby mnie kochała nie kazałaby wybierać. Przecież Taylor to tylko moja siostra, a nie kochanka- odpowiedział zgodnie z prawdą i w tym samym momencie nasza rozmowa dobiegła końca gdyż pomiędzy nami pojawił się wstawiony Coma. 
- Chłopaki! - przywitał nas krzykiem. - Idziemy palić! - bardziej oznajmił niż zapytał i nie uznając żadnego sprzeciwu pociągnął nas w stronę wyjścia. Jako, że ani mi ani Ronnie'mu nie było na rękę powodować kolejnych nieporozumień posłusznie ulegliśmy perkusiście i po niecałej minucie stanęliśmy z Jinxx'em, Jacky'm i Rayan'em przed klubem. Ponieważ było trochę tłoczno zmieniliśmy miejsce położenia i powędrowaliśmy trochę w bok. Tam Radke, Ferguson i Vincent przysiedli na ławce, ja, Seaman i CC stanęliśmy przed nimi. Wszyscy prócz Jeremy'ego i Joseph'a zostali poczęstowani papierosami, które wyciągnął Ray. Zaraz, zaraz, zaraz Jacky i fajki? 
- Ty Vincent od kiedy palisz? - spytałem zaskoczony. 
- Od kilku miesięcy, ale nie mów Isabel bo mnie zabije. - spojrzał na mnie prosząco. Nie rozumiem tych facetów. Czemu oni tak bardzo boją się swoich lasek? Ja w życiu nie pozwoliłbym sobie na takie traktowanie. 
- Ej czy to nie Momsen? - zauważył nagle Coma patrząc przed siebie. Wszyscy jak na komendę do niego dołączyliśmy. Moje oczy napotkały widok dobrze znanej mi blondynki kłócącej się a jakimś kolesiem. Za Tay stała przerażona i posiniaczona brunetka. Tuż obok dostrzegłem resztę naszych dziewczyn oraz Zoey i Kat. Niespodziewanie ręka mężczyzny wylądowała wprost na twarzy niebieskookiej. Wszyscy zerwaliśmy się biegiem z swoich miejsc. Co do kurwy? 
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam was moi kochanie po długiej nieobecności. Ogółem wiem, że rozdział miał być w połowie kwietnia, ale nie wyrobiłam się. Natomiast obiecałam, że wrócę i też wróciłam! <3 Generalnie powiem wam, że miałam myśli aby zostawić tego bloga bo nie umiem pisać i w ogóle, ale szkoda mi pracy jakiej w niego włożyłam. Ponadto jak zobaczyłam te wszystkie inne blogi stwierdziłem, że nie odpuszczę! No i kurde czytałam sobie ostatnio te komentarze, pisaliście jak wam przykro bo chyba już nie wrócę itp...Pamiętam jak sama przeżywałam gdy ktoś tak nagle przerywał swoje opowiadania i stwierdziłam, że nie mam serca wam tego zrobić. Tak więc wróciłam, jestem i zamierzam znów pisać! *.* Swoją drogą bardzo dziękuję tym, którzy wiernie czekali na ten rozdział.
PS. BARDZO PROSZĘ O KOMENTARZE BO CHCĘ ZOBACZYĆ ILE WAS TUTAJ PRZYBYŁO LUB ODWROTNIE!
Do następnego :*

~ UnbrokenGirl

14 komentarzy:

  1. Wchodzę sobie na bloggera, patrzę czy jakieś nowe posty na blogach, które obserwuję i ja tu patrzę a tu nowy! Gdybyś ty widziała z jaką prędkością zaczęłam czytać to byś się przeraziła xD
    "- Teoretycznie tak - odpowiedział wesoło Jonathan. Ty się lepiej koleś nie odzywaj bo aż mnie ręka świerzbi."
    Zgodzę się z Biersackiem, niech się lepiej koleś zamknie! Z resztą Andy mógł mu zajebać, nawet bez powodu xD
    "- Te kluski to już gotowe? - Popatrzyliśmy na niego jak na skończonego debila. - No co? Głodny jestem - powiedział już pół szeptem.
    - Ty jesteś wiecznie głodny! - zauważył Jinxx"
    Ja jebie xDDD Ryczałam ze śmiechu czytając to xD
    "- Możesz mi umyć plecy"
    boże i już przypominają mi się wiadomości z White Rabbit xDD Ona mi pisała że dostaje orgazmu kiedy ktoś jej drapie plecki lub ją po niech myje xDD
    Ta kobieta niszczy mi psyche xD
    "- O zamknij się! Raz na ruski rok mam nastrój do zwierzania, więc słuchaj, a nie gadaj!"
    Jezus Maria! Ronnie i zwierzenia! Kocham ten wątek! Kurwa kocham!!!
    Dobra dobra, scena pocałunku też boska! <3 A te striptizerki to normalnie sama nie wiem co powiedzieć (oczywiście w pozytywnym sensie xd). Hmm...Andy się dziwi czemu chłopaki się boją swoich lasek, to co ja mam powiedzieć? W moim związku to działa w dwie strony xD Mój chłopak boi się mnie a ja jego xD Ja mam przechlastane z dietami i fajkami a on z alkoholem xD
    A! I jak Biersack ma potrzebne ruchania to ma 2 opcje
    1. Iść na dziffki
    2. Spiąć dupę i wyznać miłość Taylor
    no i ewentualnie 3 ale o tym nawet nie myśl, że Andy spotka się z Juliet bo muszą poważnie porozmawiać i dojdzie do ruchania ... Chociaż nawet ciekawe byłoby to, ale chyba lepiej tego nie robić xD Taylor załamana, Andy zabity przez Ronniego więc nie, lepiej nie. Nie ryzykować xDD
    Wg Ronnie taki freundliś (niemiecki mi się jebie xD) i napierdoli tej piździe (nie pytaj czemu tak nazywam Andysia) za to jak skrzywdzi Taylor <3 Szłodziaśne*-*
    No i przechodzimy do końca mojego w chuj zjebanego koma...
    Końcówka mianowicie!
    KTO ZAJEBAŁ TAYLOR?! Johnatan czy jak mu tam było?! Jak tak to zawita niedługo w piekle! Kurwa ja chcę w następnym bójkę! Krew! Rona lub Biersacka co napierdoli! Albo Purdasa z Comą!!! Ash & Coma - duet idealny xD
    Dobra, ja już spadam mam nadzieję, że mój komentarz nie jest tak zły ale cóż...
    A i jeszcze coś! Błagam nie kończ bloga! On jest zajebisty <3 Ja wiernie czekałam na rozdział więc proszę, nie opuszczaj bloga :c A no i coś jeszcze,popatrz na moje opowiadania a na swoje opo, różnica ogromna. Ja nawet zdania dobrze zbudować nie potrafię! (2/3 z polaka na semestr mówi samo za siebie).
    No cóż, czekam na nexta, życzę weny, pomysłów i czego tam jeszcze chcesz ;**
    CZEKAM NA KOLEJNY!!! XD ;*
    zapraszam w wolnym czasie do siebie ;)
    http://letitdiebvb3dg.blogspot.com/
    http://iambulletproofbvb.blogspot.com/
    http://bvb-opowiadanie-ff-andy-and-destiny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. coś długi ten komentarz jak na mnie, zwykle piszę krótkie xD

      Usuń
    2. Ohohoh, serce mi rośnie jak czytam takie komentarze, jesteś kochana i dziękuję za takie słowa :* Na pewno zajrzę i skomentuję,ale dopiero jak będę mieć nowy telefon czyli tak za kilka dni! :)

      Usuń
  2. uhuhu co do kurwy?! ależ jestem ciekawa co się tym razem stało :D i o boże kobieto zlituj się my już nie chcemy Vegas, chcemy normalne życie pokaż też, że gwiazdy i popularni rockmeni też mają normalne życie! WOW Ron, no ja go po prostu kocham ♥_♥ no cóż czekam na kolejny bo już chce wiedzieć co dalej, a znając ciebie w ogóle nie uchylisz rąbka tajemnicy ;__; / antyspołeczny psychopata
    ps. nie będzie gwałtu :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej! Przeczytałam o dziwo. Tzn. wiesz o co mi chodzi, bo pisałyśmy:P Kochana to nasze połączenie mentalne mnie rozbraja^_^ Serio, nawet Ron'a widzimy tak samo♥ Wgl kocham człowieka. Zawsze go lubiłam, ale wczoraj przeglądałam jego IG i z kumpelą normalnie go uwielbiamy. Jakieś wrażliwe się robimy na stare lata. W końcu ten wiek. A co do rozdziału, to mam taki nieogar, że jutro znowu go przeczytam może. Prawie współczuję Ash'owi. U mnie nie może zaliczyć, u Ciebie też. Ale Ronnie♥ Ej dobra, bo ja tu pierdolę bez sensu. Sorka To wena, czasu, chęci i dobrego humoru. No i nadrabiaj u mnie, bo jutro dodaję 71 rozdział :P I Ronald też pokaże się od tej lepszej strony buhaah. To trzym się:D

    OdpowiedzUsuń
  4. Naprawdę nie jestem dobra w pisaniu komentarzów, ale chce zakomunikować, że jestem, czytam i czekam na rozdziały.
    Co do akcji...
    Co one tam znowu odpierdoliły?! Jak zawsze coś i to jeszcze ostatniego wieczoru. No nie wierzę XD
    Czekam na następny!
    PS. "Ej, ale żeby nie było! W żadnym klubie Go-Go nie byliśmy." Genialne <3 teraz jednak wszystko się wyda 3:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurwa. Kocham. To jest zajebiste. Nie mogę się doczekać nowych wpisów <3 Nie umiem pisać za bardzo komentarzy..... Ale chcę zaznaczyć swoją obecność <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś!!! I żyjesz!!! I co najważniejsze - piszesz!!!
    Genialny rozdział ale skąd do cholery w klubie go- go wzieła się Tay?
    - Ola

    OdpowiedzUsuń
  7. No w końcu. Już nie mogłam się doczekać. Rozdział bardzo mi się podoba i czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja Kochana!
    Przeczytałam wszystko kropka w kropkę od początku do końca i zakochałam się w tym opowiadaniu *-* rozdziały długie, ciekawe, zabawne i też smutne, dla mnie cud miód orzeszki noo :3 czekam na nexta bo boję się Kurwa o Momsen :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Na ogół nie komentuję (bo zapominam), ale zrobię wyjątek. Kocham to opowiadanie i chciałam tylko napisać że czekam z niecierpliwością na next'a, że mam nadzieję na częstsze posty z twojej strony i że życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam wszystko i także jak The Prophet, zakochałam się.
    Świetny dobór postaci, szczególnie chyba Frances lubię najbardziej z sentymentu za jej ojcem. Przepraszam, że nie długi ten komentarz, ale sen mnie już bierze.
    Pozdrawiam!
    +zapraszam do siebie:
    we-are-a-broken-people.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny blog dziewczyno ! Kocham BVB, Momsen też lubię, więc bardzo mi te opowiadanie przypadło do gustu, jeszcze do tego jak to wszystko przedstawiasz :D Prawie zeszłam ze śmiechu od kilku twoich zajebistych tekstów xD , np.
    " - Przestań pierdolić Ronald! A jak wyjaśnicie te kręgi w zbożu? - drążyła temat Frances.
    -Ronnie, kiedyś lubił bawić się kosą - odpowiedziała Momsen, na co całe towarzystwo wybuchło śmiechem"
    Ogólnie masz genialne poczucie humoru według mnie :D Sama większości z tych tekstów Momsen albo Rona bym nie wymyśliła choćbym chciała :D Przeczytałam ten blog w jakieś kilka godzin i powiem, że rzadko znajduję blogi, które mnie tak wciągają :D
    Strasznie mi przykro, że już nie mam co czytać ;c Mam nadzieję, że szybko pojawi się nowy rozdział i kolejne bo naprawdę jest genialny :D a zwiastun wydaje się być bardzo ciekawy.
    Zostań i pisz dla nas proooszę..!
    Andy z potrzebą zaliczenia xD Biedny haha . Radke prawdziwy przyjaciel :,) .
    Ogółem zajebiście :D
    Co ja jeszcze chciałam napisać ..... A ! Mogłabyś może polecić LUB KTOKOLWIEK KTO CZYTA TE KOMENTARZE jakieś dobre blogi ? Obojętnie o jakiej tematyce ale ważne, żeby miały dużo rozdziałów albo najlepiej były skończone (z zakończeniem, nie chodzi mi o to, że ktoś już przestał pisać i zostawić rozwaloną fabułę)? Przeczytałam już bardzo dużo różnych i ostatnio nie mogę znaleźć nic nowego, oczywiście jest dużo które mają mało rozdziałów i nie są skończone, ale nie lubię zaczynać czegoś, wciągać się w to i potem czekać nie wiadomo ile na każdy rozdział.
    Dziękuję i życzę uderzenia weny i utrzymania tego stanu :D Pisz dalej i często bo Twoje czytelniczki uwielbiają RebelYellBVB <3 // Maddie

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze, że wróciłaś! :D Z niecierpliwością czekałam na kontynuację ;). Rozdział jak zawsze wyczerpująco długi i ciekawie napisany z dozą poczucia humoru ^^. Do następnego i weny życzę kochana!

    OdpowiedzUsuń