Taylor's POV
Czas mijał, a my z każdą chwilą rozkręcałyśmy się coraz bardziej. Nie powiem, taki układ bardzo mi pasuje. Damskie grono, nieskończona ilość wina i cała noc przed nami. Czego chcieć więcej? Jednak ten wyjazd był dobrym pomysłem, o dziwo. No, nie licząc spotkania "ukochanej" mamusi i "ukochanego" Jonathan'a. W sumie jak tak teraz myślę to Goulart zawsze pozostał w dobrych relacjach z moją rodzicielką, ta z resztą bardzo go lubiła. Czujecie tą ironię?
Ale wracając do nas. Według moich obliczeń(z matematyki nigdy dobra nie byłam) wypiłyśmy już po butelce na głowę.
- To jak to jest w końcu z tobą i Purdy'm Cobain.? - kolejne już pytanie z serii "Wolny związek Ash'a i Fran" zadane przez Kat skutecznie znów przykuło moją uwagę.
- Oh no normalnie. To tylko taki przelotny romans. - wywróciła oczami lekko zirytowana. Ha, wreszcie wie jak to jest. Dobrze jej tak, nareszcie mam szansę się odegrać.
- Nie chciałabyś czegoś więcej? - drążyłam udając powagę. Nagle Bean posmutniała co wywołało u mnie mieszane uczucia. Nastała krótka cisza podczas, której cała uwaga została skierowana na kręcącą kieliszkiem brunetkę. Jej wzrok kurczowo śledził krwistoczerwoną ciecz kompletnie nie mając zamiaru zmienić widoku. - Fran.?
- Chcę okej!? - wybuchnęła, a ja z racji tego, że siedziałam tuż obok lekko podskoczyłam. Na szczęście w naczyniu prawie nic nie było. Inaczej rachunek za hotel mógłby być troszkę większy. - Ale on nie chcę! Od początku mówił, że nie chcę żadnych zobowiązań. - wyjaśniła z smutkiem odkładając naczynie na stolik. Usiadła niedbale spuszczając nogi na podłogę. Łokcie oparła na kolanach, a dłońmi podparła głowę patrząc przed siebie. - A najgorsze w tym wszystkim jest to, że chyba zaczynam się w nim zakochiwać - wyznała, a ja omal co nie spadłam z miejsca. Frances zakochana w Ashley'u Abrocket'cie Purdy'm?! To nie może być prawda. Okej, pasowaliby do siebie, ale ona zasługuje na kogoś lepszego. Dużo lepszego!
Cichy szloch dobiegł do moich uszu. Niekontrolowanie objęłam przyjaciółkę wiedząc od razu do kogo należy płacz. Reszta dziewczyn moim śladem wstała z kanapy i podeszła bliżej nas. Po drugiej stronie usiadła Zoey powtarzając mój czyn. Za Bean przysiadła się Kat, a Isabel poleciała do kuchni po chusteczki, które po chwili przyniosła. Kucnęła przed Cobain i podała jej parę białych papierów.
- Dupeczko nie płacz już. - poprosiła czule Deutch mocno przyciskając do siebie jej ciało.
- Cholera łatwo wam mówić. Ja wychodzę z siebie, chcę żeby coś z tego było. Staram się, a on ma to w dupie! - wyrzuciła z siebie już trochę bardziej pewnie.
- Frances każda z nas przeżyła nie odwzajemnioną miłość. Prędzej czy później to mija. - nigdy nie byłam zbyt dobra w pocieszaniu innych, ale co zrobić.
- Powinnaś go jak najszybciej kopnąć w dupę. Wszyscy wiemy jaki jest Purdy - poradziła, zgodnie z prawdą Miller. Tak, dokładnie. Każda z nas tutaj wiedziała jakie zasady wyznaje Ashley. Czasami mam wrażenie, że ktoś cholernie musiał go skrzywdzić. Dlatego ma takie podejście do związków i kobiet.
- Łatwo Ci mówić! Ty jesteś szczęśliwą mężatką i masz cudownego faceta. - zauważyła co na chwilę speszyło Isabel.
- Dobra, wiecie co!? Koniec tego! - niespodziewanie wstałam z swojego miejsca. - Dzisiaj jest nasz wieczór. Nie ma facetów! - zarządziłam - Ciebie nic nie łączy z Ash'em - wskazałam na już w miarę ogarniętą Bean. - Ty nie masz męża! - tutaj pokazałam na Isabel - A wasze sekretne miłości odchodzą w niepamięć - zwróciłam się tym razem do Zoey i Kat. - Ty idź popraw makijaż.! - rozkazałam w miarę grzecznie - Ten wieczór będzie nasz czy tego chcecie czy nie. - zakończyłam dumnie widząc ich entuzjazm.
- Czyli, że co? Wychodzimy? - spytała z uśmiechem tatuażystka.
- Pora pogrzeszyć. - puściłam jej oczko. Dziewczyny popatrzyły po sobie porozumiewawczo, a Cobain bez marudzenia wykonała polecenie wychodząc po kilku minutach z łazienki jak nowo narodzona. W dobrych humorach zaczęłyśmy nakładać na siebie kurtki i buty.
- Ej, a bierzemy te wina? - Isabel siedząca na jednej z kanap, ubierająca buty chwyciła dwie butelki wina, które nam zostały. Cóż było dziesięć, ale to tak na marginesie.
- Bierzemy! - krzyknęłyśmy równocześnie z Zoey, a następnie obie popatrzyłyśmy po sobie uśmiechnięte. Od razu na myśl przyszły mi nasze wspólne wypady na miasto. Pamiętam jak o dwudziestej drugiej naszła nas chęć wyjścia na miasto gdy u mnie nocowała. Wtedy zazwyczaj padał sprawdzony tekst, że idziemy jednak spać do niej. Potem to już z górki. Sklep, dwie butelki jakiegoś alkoholu i na podbój miasta! Wspomniałam, że miałyśmy po trzynaście lat?
- Okej, to idziemy - oznajmiła Frances otwierając drzwi od apartamentu. Gęsiego wyszłyśmy z pomieszczenia. Ponieważ tylko ja i Miller nie miałyśmy mega obcisłych kurteczek wina przypadły nam. Profesjonalnie wsadziłyśmy alkohol pod pazuchy i ruszyłyśmy na podbój Vegas.
*
Fala chłodnawego powietrza uderzyła w moją twarz. Przymrużyłam na chwilę oczy chcąc nacieszyć się ostatnią nocą tutaj. Nie było mi to jednak dane, gdyż po kilku sekundach zostałam pociągnięta w drogę. Szłyśmy przed siebie w głąb miasta grzechu gawędząc o różnych, zabawnych sprawach.
- Ej dziewczyny wzięła któraś korkociąg? - spytała nagle Isabel wyciągając spod swojej skóry butelkę. Odruchowo zrobiłam to samo. Wszystkie strzelałyśmy po sobie oczami licząc na to, ze któraś teraz wyciągnie z kieszeni urządzenie. Coś się na to nie zapowiadało i wtedy wpadłam na genialny pomysł. Jak to ja.
- Dobra, tutaj jest sklep - wskazałam na mały, brązowy budynek za dziewczynami. Te jak na zawołanie obróciły się za siebie. - Zaczekajcie tutaj, a my pójdziemy poprosić o otwieracz. - poleciłam, nie czekając na odpowiedź chwyciłam za dłoń Miller i zmuszając ją do biegu skierowałam nas w stronę monopolowego.
Weszłyśmy do niewielkiego pomieszczenia. Prawa strona zajmowana przez lodówki wypełnione różnego typu napojami. Lewa strona przeznaczona na słodycze, chipsy i inne tego typu przegryzki. Na wprost stał typowy, sklepowy blat. Tuż za nim na pułkach porozstawiana była masa różnego rodzaju alkoholi, z kolei w samym blacie, za szybą ułożone zostały papierosy. Jako, że nie miałyśmy z planach specjalnych zakupów od razu skierowałyśmy się do kasy. Na czarnym, obrotowym stołku siedział długowłosy brunet z seksownym zarostem ubrany w brązową koszulę. Na moje oko był mniej więcej w moim wieku. Już zapomniałam, że Vegas to stolica boskich facetów.
- Dobry wieczór. - powiedziałam grzecznie odrywając tym samym zapatrzonego w laptop mężczyznę.
- Dobry wieczór - powtórzył przenosząc na nas wzrok. Jego niemalże czarne tęczówki zaczęły intensywnie analizować nasz wygląd od góry do dołu, a kąciki ust unosić stopniowo w górę. Zboczeniec. Popatrzyłyśmy po sobie z Isabel chichocząc. Normalnie by mnie coś takiego irytowała, ale zrobię mały wyjątek.
- Chciałyśmy poprosić o pomoc w otwarciu. - poinformowała Miller unosząc w górę ciemną butelkę. Zrobiwszy to samo uśmiechnęłam się zalotnie. Koleś już jest nasz.
- Chętnie wam pomogę, ale w wiecie, w Vegas króluje zasada "Coś za coś" - powiedział chytrze opierając ręce na blacie po czym przechylił tułów jeszcze bardziej w naszą stronę.
- Jestem z Vegas kotku - oznajmiłam rozbawiona - I ta zasada nie brzmi "Coś za coś" tylko "Jak bierzesz to dajesz" - poprawiłam go chcąc brzmieć jak najbardziej uwodzicielsko. Jakby nie patrzeć póki co nie zmieniłam statusu. Sprzedawca przymrużył znacząco oczy, po czym wyjął spod blatu bezcenny na tę chwilę przedmiot.
- Więc co ja będę miał z udzielenia wam pomocy? - spytał seksownie patrząc to na mnie to na Isabel.
Już miałam coś odpowiedzieć gdy niespodziewanie moja towarzyszka podeszła do bruneta i namiętnie wpiła się w jego usta. Moja szczęka mimowolnie opadła w dół. Ręka szatynki agresywnie przyciskała jego kark jeszcze bardziej do siebie. Wykorzystując chwilę nie uwagi ciemnookiego wyjęłam z jego ręki otwieracz, który bez oporu mi oddał obejmując dziewczynę w talii. Sprawnie otworzyłam dwie butelki po czym dyskretnie kopnęłam koleżankę w łydkę. Zero reakcji. Wywróciwszy oczami powtórzyłam czynność tym razem mocniej. Z ust Miller uleciał głośny jęk, a sekundę po nim stała już wyprostowana obok mnie spokojnie dysząc. Spojrzałam na bruneta z zmierzwioną czupryną. Jego oddech również był nieco przyśpieszony.
- Dziękujemy bardzo - Miller puściła mu oczko i zgarniając jedną butelkę ruszyła do wyjścia.
Uśmiechnęłam się z sarkazmem i podążyłam za koleżanką. - Isabel? - spytałam sugestywnie dalej nie mogąc uwierzyć w to co wcześniej miało miejsce. Moja skromniutka, spokojna Isabel właśnie pocałowała obcego faceta za korkociąg.
- Co się dzieje w Vegas zostaje w Vegas - zacytowała przebiegle kiedy na dobre opuściłyśmy budynek. Zachichotałam znacząco na ten komentarz. Pokręciłam głową z dezaprobatą, po czym entuzjastycznie objęłam dziewczynę ramieniem i tak szłyśmy w stronę czekających na chodniku panienek.
- No myślałam, że nigdy nie wyjdziecie! - krzyknęła na nas Fran i natychmiast wyrwała mi butelkę.
*
Światła, charakterystyczny odgłosy miasta, chichot koleżanek znacznie pomagały alkoholowi zaaklimatyzować się w moich żyłach. Kroczyłyśmy próbując iść jak najbardziej prosto niepojęcie się przy tym śmiejąc. Generalnie dla takich chwil warto żyć. Wszystkie nasze martwienia odeszły w niepamięć, a temat facetów zszedł kompletnie na drugi plan. Oczywiście pomijając nasze wyzwanie lub ocenianie dziewięćdziesięciu procent chłopaków którzy nas mijali.
- Ej dziewczyny! Dziewczyny! - wydarła się mocno wstawiona Kat. - A co jak spotkamy waszych mężczyzn? - z końcem ostatniego słowa parsknęła śmiechem, a my zaraz po niej. Sama nie wiem co było w tym śmiesznego, ale przyjmijmy.
- Jezus Maria! Jacky mnie nigdy nie widział pijanej! - Isabel zaczęła udawać spanikowaną, ale jednak głęboki sarkazm, który dusiła w sobie wygrał i z jej ust popłynął melodyjny śmiech. Oh, jak ona się ładnie śmieje.
- Serio? Nigdy nie byłaś tak pijana jak teraz? - spytała z niedowierzaniem Deutch.
- Ale kto powiedział, że ja jestem pijana? - oburzyła się podnosząc do góry butelkę. Taaa...wstąpiłyśmy jeszcze do paru sklepów bo tak trochę nam zabrakło alkoholu. Nie mam pojęcia ile dzisiaj wypiłyśmy, ale wiem, że możemy wypić więcej, a z każdą kolejną porcją odurzających napoi mamy ochotę na jeszcze. W każdym razie ja. To zdecydowanie, to miasto tak oddziaływuje. Tutaj zawsze można wypić więcej niż jesteś w stanie. Nawet Bean przyznała, że piła w różnych miejscach na świecie a i tak w Vegas wypiła najwięcej.
- To co wbijamy wreszcie do jakiegoś klubu bo nogi zaczynają mnie boleć. - powiedziała marudnie Katherine.
- No mnie też, chodźcie ogarniemy coś - zaproponowałam. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jesteśmy w samym centrum Boulevard'u. Zgodnie z dziewczynami wypatrzyłyśmy obiecujący klub, w którym zapewne kiedyś już i tak byłam, ale na chwilę obecną nie jestem sobie w stanie przypomnieć kiedy i w jakich okolicznościach. Kiedy kierowałyśmy się w stronę wyznaczonego obiektu nie oczekiwanie dojrzałam pewną, nie zbyt przyjemną scenę. Przerażona brunetka stojąca przed wyższym mężczyzną próbowała z nim rozmawiać. Na jej twarzy można było dostrzec małego siniaka, na policzku oraz krew cieknącą z ust. Człowiek na przeciw niej wymachiwał rękami w wszystkie strony co jakiś czas używając ich do popychania dziewczyny. Jego donośny głos skierowany w jej stronę co jakiś czas zwracał na nich uwagę, ale nikt nie reagował. Oczywiście, że nie reagował. W końcu każdy tutaj patrzy tylko na siebie.
- Dziewczyny spójrzcie tam. - wypowiedziałam robiąc kilka kroków do przodu. Błyskawicznie zostałam zatrzymana przez Kat trzymającą moją rękę. - Taylor nie wygłupiaj się. Co ty chcesz zrobić? Lepiej poszukajmy pomocy. - zaproponowała rozsądnie. Gdy otwierałam usta aby jej odpowiedzieć mężczyzna mocno popchnął dziewczynę tak, że upadła na chodnik, następnie agresywnie ją podniósł i znów zaczął wrzeszczeć. Tego już za wiele. Nie będę patrzeć jak on ją tam zabije. Wyrwałam się z uścisku i szybkim, zdecydowanym krokiem ruszyłam w ich stronę ignorując wołania mojej osoby. Zdążyłam jedynie usłyszeć jak przyjaciółki biegną za mną.
- Hej ty! - krzyknęłam na latynosa kiedy byłam już prawie u celu. Weszłam pomiędzy niego, a jego ofiarę i z całych sił odepchnęłam tego chama. Lekko się zachwiał, a na jego twarzy zagościła jeszcze większa złość niż przed chwilą. - Co zachciało Ci się bawić w damskiego boksera gnoju?! - splunęłam wściekle.
- Dobrze Ci radzę królewno lepiej się nie wtrącaj bo...
- Bo co?! - podniosłam głos jeszcze bardziej i nawet nie zdążyłam przeanalizować sytuacji, a moja głowa przechyliła się w bok. Na chwilę cały świat zawirował mi przed oczami, a uszach zadzwoniły piski dochodzące zza mnie. Na szczęście nie trwało to długo. Ekspresowo się wyprostowałam, a całym moim ciałem zawładnęła agresja i tylko agresja.
- Ty jebany skurwysynie! - ryknęłam i gwałtownie zaczęłam okładać mężczyznę pięściami.
- Ty mała suko! - wysyczał waląc mnie pięścią w brzuch. Impulsywnie jęknęłam z bólu odchylając na sekundę ciało do tyłu. Mimo to dalej kontynuowałam dopóki ktoś skutecznie mnie nie odciągnął. No serio? Już drugi raz w tym tygodniu ktoś mi przerywa bójkę.
- Nie pomyliło Ci się coś czasem kolego? - Andy zajął moje miejsce stając do mnie tyłem. Nim ten dupek zdążył odpowiedzieć pięść Biersack'a wylądowała prosto na jego nosie w efekcie czego ten uderzył plecami o ścianę, a jego ręka powędrowała do prawdopodobnie złamanego miejsca. - Nikt Ci nie powiedział, że kobiet się nie bije? - spytał spokojnym głosem. Tym razem wymierzył cios w to samo miejsce, w które nieznajomy wcześniej uderzył mnie.
- To ona zaczęła, sama jest sobie winna. - wyjęczał z bólu uginając kolana.
- Ty jebany skurwielu! - wybuchnęłam próbując wyszarpać się z uścisku jak podejrzewam Ron'a bo jego jako jedynego nie było nigdzie widać. - Ja Ci zaraz dam twoja wina! To ty jesteś damskim bokserem, takich jak ty powinno się żywcem palić!
- Taylor uspokój się do cholery! - krzyk Ronnie'go sprowadził mnie na ziemię. Obrócił mnie do siebie przodem lekko potrząsając. - Słyszysz? Uspokój się!.- powtórzył już trochę spokojniej. W tym samym czasie oprawca wykorzystując chwilę nie uwagi Andy'ego przygwoździł go do siebie ramieniem obejmując jego szyję. Po raz pierwszy dzisiejszego wieczoru poczułam strach. Tak, to był strach. Strach, że coś mu się stanie i to przeze mnie. Dzięki bogu wokalista nawet nie zaczął się dobrze dusić, a reszta chłopaków wystartowała do nich skutecznie odciągając faceta. Dyskretnie odetchnęłam z ulgą rozluźniając się trochę.
-Posłuchaj chłoptasiu nie wiem czy zdajesz sobie zdajesz z tego sprawę, ale zadarłeś z moją siostrą, a jeżeli ktoś zadziera z moją siostrą zadziera ze mną. Z kolei jeżeli ktoś zadziera ze mną zadziera z innymi niebezpiecznymi ludźmi, którzy kierują tym miastem, więc jeżeli życie Ci miłe radzę opanować emocje i zmienić trochę swoje zachowanie. - Ronald, który wcześniej stał obok teraz stał twarzą w twarz z chłopakiem. - Rozumiemy się? - dopytał jeszcze. Widać, że latynos wziął sobie do serca jego słowa, a zarazem próbował udawać niewzruszonego. Z zaciśniętą szczęką pokiwał twierdząco głową. Coś mi się wydaje, że on chyba poznał Radke i wie kim jest, ponieważ jego sposób zachowania diametralnie się zmienił od kąt do nas dołączył. - To świetnie. - uśmiechnął się szeroko klepiąc chłopaka dłonią w policzek. Już miał puścić go wolno kiedy kątem oka dostrzegł drobną brunetkę szlochającą w ramionach Frances. - A i dobrze Ci radzę. Nie zbliżaj się do tamtej Pani - wskazał palcem na skruszoną postać.
*
Dalej nie dochodzi do mnie to co przed chwilą miało miejsce. Jak się okazało pan skurwiel był chłopakiem tej dziewczyny Caroline. Brunetka jutro ma wyjechać na drugi koniec stanów. Nie mogła już wytrzymać terroru z jakim miała codziennie do czynienia. Z resztą wcale się jej nie dziwie. To nie jest do wytrzymania. Oczywistym jest, że jej chłopak nie mógł zareagować spokojnie. Przynajmniej nie będzie musiała oglądać tego człowieka do końca życia. Na całe szczęście ten epizod skończył się dla wszystkich dobrze. No może nie dla wszystkich.
- Co Ci do cholery odbiło? Przecież on mógł Cię zabić!? - wysłuchiwałam wyrzutów chłopaków od jakiś piętnastu minut mając tego już serdecznie dosyć.
- Czyli rozumiem, że miałam patrzeć jak on ją skatuje na tym chodniku? - spytałam unosząc brwi.
- Wiesz, że nie to mamy na myśli Taylor. - Andy spojrzał na mnie przymrużonymi oczami. Z kolei ja swoimi wywróciłam. Czy oni naprawdę mnie nie znają? Z resztą gdyby taka sytuacja miała miejsce znowu, zareagowałabym tak samo. Nie żałuję.
- I tak jestem bohaterką! - palnęłam bezmyślnie natychmiast się za to karcąc w myślach. Wokaliście spojrzeli po sobie. Jospeh podszedł bliżej mnie chwytając za podbródek. - Przecież ty jesteś kompletnie pijana. - stwierdził rozszerzając oczy.
- Ona wcale nie jest pijana! Z resztą żadna z nas nie jest! My jesteśmy trzeźwiuteńkie jak łzy! - Miller znalazła się obok mnie i czule przytuliła. No to wpadłyśmy. Przelotnie spojrzałam na Jacky'ego, którego dolna szczęka praktycznie dotykała ziemi.
- No zgoda, trochę wypiłyśmy, ale jesteśmy dorosłe! - Frances zaczęła nas usprawiedliwiać.
- I głupie zapomniałaś dodać. - do rozmowy włączyć się Purdy. - Jak mogłyście najebane wyjść do centrum Vegas!? Chciałyście,żeby ktoś was napadł?
- Ciebie to akurat powinno kurwa najmniej obchodzić. - warknęła Bean skutecznie uciszając zdezorientowanego basistę. Oj, robi się nie przyjemnie. Pora działać.
- Ash ma rację. - poparł kumpla Andy krzyżując ręce na piersi.
- Równie dobrze mogliby nas napaść w Angeles, Nowym Jorku czy wszystkich innych miejscach na świecie. - wyrzuciłam ręce w powietrze z bezsilności. Oni są tacy głupi czy takich udają? Przecież to jest miasto jak każde inne.
- Dobra wystarczy tego. - oznajmił poirytowany Ronnie. - My jeszcze wrócimy do tej rozmowy - skierował się do mnie, na co tylko wywróciłam oczami. - A teraz chodźmy jeszcze wykorzystać tą ostatnią noc.
*
Siedzieliśmy przy stoliku w jednym z wybranych klubów. Po tym jak dołączyła do nas reszta chłopaków stwierdziliśmy, że wybierzemy jakiś znany klub i tak padło na "Going to hell". Swoją drogą strasznie spodobała mi się ta nazwa. Byłby to świetny tytuł na jakąś piosenkę, ale tym zajmę się później. Atmosfera między nami z minuty na minutę coraz bardziej mi odpowiadała. Już nikt nie wspominał o tym co miało miejsce godzinę temu.
- Trzymaj. - Purdy podał mi woreczek z lodem co z lekka zbiło mnie z tropu. Popatrzyłam na niego podejrzliwie, ale przyjęłam zamarzniętą wodę dziękując. Od razu przyłożyłam ją do rozbitej wargi trochę się krzywiąc. Fakt, faktem koleś umiał przyłożyć. Jednak to nie martwiło mnie najbardziej. Intensywny, ale znośny ból w żebrach trochę mnie zaczynał martwić. Muszę iść to sprawdzić.
- Jeremy przepuścisz mnie? - spytałam siedzącego obok Fergusona.
- Pewnie, już. - pośpiesznie wstał z swojego miejsca pozwalając mi na opuszczenie mojego.
- Dzięki. - uśmiechnęłam się szczerze.
- Gdzie idziesz? - zimny ton Andy'ego całkowicie mnie ogłupił. A temu co znowu? Oh, z resztą nie ważne. Nasza obietnica dalej działa. W każdym razie dla mnie. Zero facetów.
- Do toalety. - odpowiedział od niechcenia i czym prędzej skierowałam się w jej stronę. Muzyka docierała do moich uszu z każdej możliwej strony. Przechodząc przez parkiet natrafiłam wzorkiem na przytulających się Jacky'ego i Isabel. Na chwilę przystanęłam w miejscu. Szczęściara z niej. Raczej nie mam w zwyczaju narzekać na brak chłopaka. Tym razem wyjątkowo to zrobię. Jakby nie patrzeć jestem tylko dziewczyną i też potrzebuję bliskości, kogoś kto mnie wysłucha, przytuli, pocałuje. Czy proszę o tak wiele? Zrezygnowana pokręciłam głową i skierowałam się w stronę toalet. Po wejściu do środka od razu stanęłam na wprost wielkiego lustra. Wzięłam głęboki oddech i powoli podniosłam koszulkę do góry. Wielki siniak zdobił moją skórę. Skrzywiłam się znacznie dotykając opuszkami palców śladu. Na moje oko jest to po prostu stłuczenie. Miałam kiedyś złamane żebro i wiem jak to boli. Ten ból w porównaniu z tamtym to czysta przyjemność.
- Do wesela się zagoi. - powiedziałam pod nosem i opuściłam górną część garderoby z powrotem w dół. Najlepszym środkiem przeciwbólowym na tą chwilę byłby jakiś proszek, ale z tym to muszę iść do Ron'a. Ja na chwilę obecną nie mam nawet czym zapłacić. Jestem kompletnie spłukana. Mam dokładnie 100$ w swojej sypialni i to by było na tyle. Nie mam pojęcia co ja teraz zrobię. Przyjadę i co? Mam tydzień na znalezienie nowej pracy. I tak zalegam z czynszem. Mogłam sobie zostawić chociaż tysiąc, ale nie bo przecież Cassie ich potrzebowała bardziej. Uh..Taylor przecież myślenie nie boli!
*
- Ronnieee? - przysiadłam obok przyjaciela przerywając jego rozmowę z resztą towarzystwa. - A wiesz jak ja Cię kocham prawda? - moja głowa spoczęła na ramię przyjaciela, a ręce obwiązałam wokół jego brzucha.
- Czego chcesz? - spytał bez przelewek dopijając swojego drinka.
- Chodź na słowo. - szybko wstałam na równe nogi i gwałtownie pociągnęłam piosenkarza za rękę w efekcie czego omal co na zadławił się alkoholem. Gdy byliśmy już wystarczająco daleko od naszych znajomych zatrzymałam się przy ścianie na tylnym korytarzu klubu gdzie można było w miarę normalnie porozmawiać.
- O co chodzi tym razem? - złożył ręce na piersi opierając się o zimną powierzchnię.
- Potrzebuję amfetaminy. - wypowiedziałam błyskawicznie na jednym wdechu. Oczy bruneta na chwilę przybrały postać dwóch monet, ale już po chwili znów wróciły do normalnego kształtu, tym razem zmianie uległy jego brwi, które znacząco zmarszczył.
- Czy ciebie ten koleś w głowę pierdolnął? Pomieszanie amfetaminy z alkoholem to samobójstwo. - odpowiedział pukając palcem wskazującym w swoją skroń. Najgorsze jest to, że miał rację, cholera kompletnie o tym zapomniałam.
- Z resztą po co Ci to? - zapytał podejrzliwie.
- Ten chuj uderzył mnie z żebro i trochę teraz daje się we znaki. - wyjaśniłam rozglądając się dookoła czy aby na pewno nikt z naszej ekipy nas nie słyszy.
- Co?! Dlaczego nic nie mówiłaś?! - podniósł głos, w którym wyraźnie było słychać złość. - Pokaż to!
- Ciszej! To teraz mówię. - wywróciłam oczami podnosząc koszulkę. Ron schylił się dokładnie oglądając moje ciało.
- Masz szczęście, to wygląda na zwykłe stłuczenie. - oznajmił znów będąc na równi ze mną. Spuściłam ubranie zasłaniając z powrotem brzuch. - A co jeżeli by mnie tam nie było co? - po raz pierwszy powrócił do tamtego zdarzenia spoglądając na mnie zmartwionymi oczami.
- Wiedziałam, że będziesz. - uśmiechnęłam się blado. - Zawsze jesteś.
Brunet nic nie mówiąc przytulił mnie czule do siebie. Mocno zacisnęłam ramiona na jego tułowiu wtulając się w jego klatkę piersiową. Czy naprawdę wiedziałam, że on tam będzie? Chyba tak. Podświadomie na pewno. Chociaż jakby nie patrzeć tym razem to nie Ronnie stanął w mojej obronie. Powinnam porozmawiać z Biersack'iem. Muszę mu podziękować i w dodatku nasz wyjazd dobiega końca, a ja przyrzekłam, że podejmę decyzję do jego końca. Z jednej strony chciałabym spróbować związku z nim. Jakby nie patrzeć od Jonathan'a nie miałam żadnego chłopaka. Nie umiem sobie tego wszystkiego wyobrazić. Nie umiem wyobrazić sobie siebie jako dziewczyny sławnego na cały świat wokalisty.
- Przeszkadzam? - na dźwięk znanego głosu odskoczyłam od Radke i całą swoją uwagę zwróciłam na osobę stojącą obok. O wilku mowa.
- Ymm..nie, oczywiście, że nie. - odpowiedziałam szybko.
- No wiesz tak trochę, właśnie miałem ją przelecieć więc jakbyś mógł przyjść za piętnaście do dwudziestu minut. - dodał wiarygodnie Ron. Złożyłam dłoń w pięść i mocno walnęłam przyjaciele w klatkę piersiową. Mina Andy'ego najpierw była dosyć trudna do odczytania, ale potem szybko na jego twarzy zagościł banan, a z ust popłynął przelotny śmiech.
- Auł! - wrzasnął chwytając się za "bolące" miejsce. - No widzisz jaka ona nie wyżyta? - dowalił tekstem w stronę bruneta, który znów pokazał swoje rozbawienie całą sytuację. Oh, co za wredne małpy.
- Przestańcie się śmiać. - tym razem uderzyłam lekko Biersack'a. Próbowałam brzmieć w miarę poważnie, ale również z końcem ostatniego słowa mój dobry humor wziął górę. Tak szybko ja ją wziął tak szybko opuścił, ponieważ przez napięcie mięśni brzucha poczułam wyraźne ukłucie w obitym miejscu. Mimowolnie lekko się skrzywiłam co nie uszło uwadze towarzyszy.
- Taylor wszystko w porządku? - zmartwiony ton od razu sprawił, że coś przyjemnego wypełniło moje ciało. nie licząc oczywiście tego cholernego bólu. Czyli jednak ktoś poza Ron'em się o mnie martwi. I to nie byle kto.
- Tak, wszystko okej. - wymusiłam uśmiech próbując w miarę normalnie stanąć. Nie chcę żeby wiedział, że nie umiałam sobie poradzić i tamten dupek mi zrobił krzywdę. Co jak co, ale bić zawsze się umiałam. Z resztą nie chcę psuć nikomu zabawy. Już mam wystarczające wyrzuty sumienia. Z resztą on nie musi wszystkiego wiedzieć.
- Ten koleś co do niego wystartowała przed klubem obił jej trochę żebra i teraz zdycha z bólu, ale to tylko stłuczenie, nic poważnego. - wyjaśnił obojętnie Ronnie. Serio? No serio?
- Czy ty kiedykolwiek wiesz kiedy się nie odzywać? - wysyczałam przez zęby patrząc na niego niczym seryjny morderca.
- Ale, że o co chodzi? - udawał głupiego. Dobrze wiedziałam, że zrobił to specjalnie. To zapewne jego gara za moją "bezmyślność".Uhh...zemszczę się. - Dobra to wy sobie pogadajcie. - klasnął w dłonie i zwinnie mnie wyminął znikając gdzieś w centrum klubu. Puszczając w myślach wiązankę przekleństw zmusiłam się do spojrzenia na niebieskookiego. Stał przede mną kurczowo wiercąc mi dziurę w twarzy.
- Taylor na pewno wszystko w porządku? Jeżeli chcesz pójdę z tobą do hotelu i...- zaczął zmartwiony.Jego ręka powędrowała na mój policzek, który czule głaskał.
- Nie! - przerwałam odskakując do tyłu. Zmarszczył znacząco brwi nie wiedząc zapewne skąd moja reakcja. - To znaczy...Nie chcę psuć nikomu zabawy, ja z resztą też chcę jeszcze zostać. - wyjaśniłam pośpiesznie.
- Wątpię czy się pobawisz z stłuczonym żebrem. - wyśmiał mnie co spowodowało u mnie nie mały kaprys.
- Sądzisz, że nie dam rady? - złożyłam ręce na piersi.
- Sądzę, że za godzinę będziemy w twoim apartamencie. - z cwanym uśmieszkiem powtórzył po mnie gest.
- To co zakład? - wyciągnęłam w jego stronę dłoń, którą ujął.
- Zakład.
*
- Nienawidzę Cię. - oznajmiłam Biersack'owi kiedy przekroczyliśmy próg apartamentu. Byłam święcie przekonana, że wygram, a tu proszę. On jest jakąś wiedźmą czy co? Wróciliśmy do stolika, wszystko było w porządku. Ból był znośny, nawet bardzo znośny. Wypiłam jeszcze parę drinków. Pośmiałam się, pogadałam. I w pewnym momencie Andy. zaproponował taniec. To był gwoźdź do trumny. Daję głowę, że zrobił to specjalnie. Kilka ruchów i dosłownie wpadłam mu w ramiona przeklinając z bólu wszystko i wszystkich.
- Mówiłem, że nie wytrzymasz. - przypomniał dumnie zapalając światła. Od razu ruszyłam w stronę pokoju podtrzymując bolące miejsce. Kiedy moje oczy dostrzegły łóżko momentalnie na nim wylądowałam.
- Umieram. - wyjęczałam pocierając zbite żebro. Kiedy lekko uchyliłam oczy zauważyłam zbliżającego się z moją stronę chłopaka. W ręce trzymał mokry, biały ręcznik. Kiedy dotarł do celu, przysiadł obok i ostrożnie podwinąwszy moją koszulkę przyłożył zimny materiał do sinego miejsca. Ciche jęknięcie uleciało z moich ust w reakcji na chwilową zmianę temperatury. Po chwili poczułam jak ciepła dłoń głaszcze mój policzek tak samo jak wtedy w klubie. Spojrzałam w błękitne tęczówki. Cały ten cholerny ból przestał mieć znaczenie. Jaki on jest piękny, kurewsko idealny. Te wielkie oczy, pełne, idealnie zarysowane usta, ciemne jak węgiel włosy. Mogłabym na niego patrzeć godzinami. Kogo ja oszukuję. Oczywiście, że chcę z nim być, pragnę go, pragnę się w nim zakochać bez pamięci, pragnę jego pocałunków, dotyku. Patrzyliśmy na siebie w kompletnej ciszy. Oboje jakby próbowaliśmy nauczyć się naszych twarzy na pamięć, dokładnie analizując każdy detal, szczegół. Ja pewnie wyglądam okropnie, rozmazany makijaż, przekrwione oczy, ale guzik mnie to teraz obchodziło. - Andy? - jego imię niekontrolowanie opuściło moją buzię.
- Hm?
- Pocałuj mnie.
Andy's POV
- Pocałuj mnie. - słowa wypowiedziane przez Taylor zadzwoniły mi w uszach ciągnąc za sobą wyraziste echo. Wiedziałam, że prędzej czy później mi ulegnie. Według mojego planu teraz powinienem ją wykorzystać, a potem powiedzieć, że nagle zakochałam się w kimś innym. Tak, dokładnie taki był plan. Chciałem aby poczuła się tak jak ja. Wykorzystana, porzucona, oszukana. Tego dnia kiedy zobaczyłem ją u Ron'a od razu miałem wszystko stopniowo poukładane. Zauroczyć, zdobyć, porzucić. Ten wyjazd był do tego idealny, ale coś się zmieniło. Z każdym dniem coraz bardziej ją poznawałem, jej historię, jej temperament. I teraz kiedy wszystko wydaje się iść po mojej myśli, siedzę tutaj i patrzę na nią. Wydaje się taka niewinna. Leżała przede mną całkowicie bezbronna, a jeszcze kilka godzin temu okładała pięściami kolesia kilka razy większego od niej. To mnie właśnie w niej fascynowało. Potrafiła być agresywna, dzika, nieprzewidywalna, a po chwili zmieniała się w całkowicie inną osobę. Spokojną, uśmiechniętą, pomocną. Co ja miałem niby teraz zrobić? Przecież nie mogę jej kurwa wykorzystać i potem kurwa zostawić. Jestem tylko człowiekiem i mam serce. - Andy, wszystko okej? - z zamyślenia wyrwał mnie jej zdezorientowany głos. Momsen podparła się na łokciach podnosząc. Spuściłem wzrok na podłogę.
- Nie...tak...nie. - płatałem sobie język przeklinając w myślach. Impulsywnie wstałem na równe nogi i nerwowo zacząłem chodzić po pokoju. Moje ręce bez przerwy gdzieś błądziły, a to przykrywały twarz, a to szarpały końce włosów.
- Andy ja...przepraszam jeżeli... - zaczęła zaskoczona, ale natychmiast jej przerwałem.
- Nie Taylor! - podniosłem z lekka głos co tylko pogorszyło sytuację. Tay widocznie to przeraziło. - To ja Cię powinienem przepraszać, a nie ty mnie! - ściszyłem trochę ton jednak dalej był dosyć wyraźny i znaczący.
- O czym ty mówisz? - spytała podejrzliwie marszcząc brwi. Cholera, jasna, kurwa mać. I jak ja mam jej to teraz wytłumaczyć? Przecież ona mnie znienawidzi, ale nie mogę tego ukrywać.
- Posłuchaj wiem, że zapewne będziesz chciała mnie zabić jak to usłyszysz, ale daj mi dokończyć. - zastrzegłem wcześniej znów siadając na swoim wcześniejszym miejscu. Blondynka dalej nie wiedząc o co chodzi skinęła twierdząco głową. Jestem trupem. Wziąwszy głęboki oddech zacząłem moją pożegnalną mowę bo zapewne jak Ronnie się o tym dowie najpierw urwie mi jaja, a potem wepchnie mi je do gardła. - Więc...Kiedy się dopiero poznaliśmy wiesz, że byłem po rozstaniu z Juliet. Strasznie przeżyłem koniec tego związku. Stwierdziłem, że zrobię komuś to samo co Simms mi. Rozkocham, wykorzystam i rzucę. Padło na ciebie. - zawstydzony odwróciłem wzrok, który wcześniej spoczywał na Taylor. - Ale zacząłem Cię poznawać, obserwować, ten wyjazd wszystko zmienił, całkowicie zapomniałem o tym kretyńskim planie. - dodałem szybko, niemalże na jednym wdechu wymachując rękami na wszystkie strony. - Wiem, że teraz pewnie mnie stąd wyrzucisz i już nigdy w życiu się do mnie nie odezwiesz, ale naprawdę mi na tobie zależy, zauroczyłaś mnie sobą całkowicie i po prostu chciałem być z tobą szczery. - zakończyłem swoje tłumaczenie i wreszcie zdobyłem odwagę aby spojrzeć na jej twarz. Błękitne oczy wpatrywały się we mnie, a ja nie mogłem z nich nic odczytać. Nie były złe tak jak myślałem, nie były zasmucone ani rozczarowane. Emanowały spokojem. Nerwowo przełknąłem ślinę kiedy dwie, różowe wargi zaczęły się od siebie odchylać. To koniec.
- To co z tym pocałunkiem? - spytała jak gdyby nigdy nic, a moje szczęka wylądowała na podłodze. Że co proszę?
- Taylor czy ty słyszałaś co ja przed chwilą powiedziałem?
- Posłuchaj Andy. - usiadła tak, że teraz byliśmy oddaleni od siebie raptem o kilkanaście centymetrów. - To chyba logiczne, że nim kogoś się pozna można takiej osobie wyrządzić nawet największą krzywdę. My kompletnie się nie znaliśmy. Tylko to Cię usprawiedliwia. Dalej chcesz mnie wykorzystać? - zakończyła pytaniem. "Wykorzystać" to tak chujowo brzmi.
- Oczywiście, że nie!- odpowiedziałem natychmiastowo. Kąciki Momsen delikatnie uniosły się ku górze, a jej dłoń wylądowała na moim policzku. Bez zastanowienia wykonałem ten sam gest i przycisnąłem jej usta do swoich zatracając nas w namiętnym pocałunku. Delikatnie naparłem na jej ciało skutecznie ją przewracając z powrotem na plecy. Ostrożnie wspiąłem i podparłem się na łokciach bo obu stronach jej tułowia. Jej ręce powędrowały pod moją koszulkę dotykając brzucha, a później klatki piersiowej. Kiedy wystarczająco rozluźniła usta spokojnie wsunąłem swój język, który specjalnie próbowała na siłę wypchnąć w efekcie czego oboje zachichotaliśmy przelotnie. Jednak przy kolejnym podejściu ja wygrałem i nasze języki zaczęły idealnie z sobą współgrać. Ponownie mogliśmy się oddać namiętności jaka w nas drżała. Nagle Tay jęknęła podniecająco wprost w moje wargi. Nie było to jednak takie jęknięcie jakie bym na tą chwilę preferował. Momentalnie przerwałem nasza przyjemność i zszedłem z ciała blondynki.
- Cholerne żebro. - warknęła dotykając obolałego miejsca.
- Widzisz! To kara za podniecenie mnie! - zaśmiałem się kładąc na miękkich poduszkach obok dziewczyny.
- A ja to może aseksualna?! - spytała oburzona dalej marszcząc twarz w bólu.
- Podnieciłaś się?! - jak na zawołanie podniosłem głowę patrząc na blondynkę.
- Andy!
- No co?! - naśladowałem jej ton próbując udawać urażonego, ale wyraz jej twarzy mi to skutecznie uniemożliwił. Widziałem jak cierpi. Tak strasznie chciałabym jej pomóc, ale nie mam jak. Spojrzałem na nią współczującym wzrokiem. - Co mam zrobić? - zacząłem głaskać ją po głowie jak małe dziecko. Przyznaję, że lubiłem się nią opiekować, zajmować, dbać.
- Możesz mnie rozebrać. - odpowiedziała, a w moich oczach zaświeciły iskierki. Momsen widocznie je dojrzała bo posłała mi wrogie spojrzenie.
- Człowieku czy tu zdajesz sobie sprawę z tego, że ja ledwo ruszam czymkolwiek? - skomentowała z wyrzutem.
- Językiem akurat ruszasz rewelacyjnie. - poruszyłem znacząco brwiami, na co dostałem z pięści w brzuch. Niechętnie wywróciłem oczami i zabrałem się do rozpinania spodni blondynki. Gdy pokonałem rozporek powoli zacząłem ciągnąć ubranie w dół ku uciesze uśmiechniętej Tay.
- Czy ty zdajesz sobie sprawę na jaką torturę mnie wystawiasz? - spojrzałem na nią bolącym wzrokiem kiedy jej jedyną dolną częścią garderoby stały się seksowne, czarne, koronkowe majtki.
- Owszem. - odpowiedziała dumnie. Pokręciwszy głową z dezaprobatą rzuciłem jej spodniami gdzieś na podłogę. - Jeszcze bluzka - upomniała podnosząc ręce do góry.
- Wykończysz mnie - westchnąłem bezradnie i ostrożnie ściągnąłem T-shirt, który wylądował tam gdzie wcześniej spodnie. Jak się okazało wspaniałomyślna Momsen ubiera tylko skompletowaną, seksowną bieliznę. Po prostu cudownie. Przecież ja jestem kurwa tylko facetem, a przede mną leży prawie naga, piękna kobieta. To gorsze niż ubiczowanie.
- Andy możesz mi łaskawie podać kołdrę? - zachichotała znacząco. Nic nie mówiąc sięgnąłem po materiał skopany gdzieś w dole łóżka i przykryłem jej roznegliżowane ciało. Czemu ona musi być tak cholernie piękna, inteligentna, zaradna, odważna, zmysłowa. I tak mógłbym wymieniać dalej. Normalnie kobieta demon. - Zostaniesz? - dodała, a jej oczy przybrały wyraźny proszący wyraz. I, że ja mam niby odmówić? Bez zastanowienia ściągnąłem koszulkę, a zaraz po niej spodnie czym wyraźnie rozśmieszyłem blondynkę, której rozbawienie było słychać w całym pokoju. Zgasiłem jeszcze światło i zwinnie wsunąłem ciało obok jej delikatnie obejmując ją, jedną ręką. Tay ułożyła się wygodnie wtulając w moją klatkę piersiową i bez słowa odpłynęliśmy do krainy Morfeusza.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zaaawalilam! :( A tak w ogóle to hej!<3 Wiem, wiem, znowu zaniedbałam bloga xD Cała ja, ale wiecie jak to teraz było koniec roku, oceny i w dodatku kompletnie nie miałam głowy do pisania. Jeszcze przestałam chwilowo słuchać BVB, a Andy przestał być moim obiektem westchnień więc już w ogóle nie miałam jak pisać ;/ Ale, ale, na szczęście ten stan mi już przeszedł i wracam z wyjątkowo chujowym rozdziałem, ale zawsze coś nie? ;) Mam nadzieję, że ktoś tutaj jeszcze zagląda. Pozdrawiam <3
PS. Widzę, że komentarze spadły, ale obserwowanie wzrosło. Tak czy owak znowu wstawiam limit.
22 komentarze = next! (już gotowy)
No ja to cię normalnie kurwa kocham! Ale i tak mam ochotę ci zapierdolić, za to, że uważasz, że rozdział zjebany. Mnie się podoba! Nie znasz się i tyle xDDDD
OdpowiedzUsuńKońcówka taka sweet >.< Już sobie wyobrażam tępo Biersacka, kiedy się rozbierał aby spać w łóżku Taylor xD Ale to co on se ustawił aby wykorzystać Taylor to po prostu kjnvfkjenrgwmensjgrgwbgkrg (autorka Hello My Hate daje się we znaki) brak słów na niego po prostu.
Hehe, Ronnie to mu nie urwie jaj, wyprzedzę go, wykastruję i posadzę go na patyku i będzie mi służyć za strach na wróble. Jebaniec. Fakt, lubię blogi gdzie Biersack to chuj, sama prowadzę jeden, ale tu bym się po nim nie spodziewała xD Jak Taylor będzie przez niego płakać....to ja też będę płakać.
To niestosowne z jego strony. Ale grunt, że się przyznał i można się cieszyć!....teraz czekać dalej co odjebie.
Pocałunek też taki mraśny <3 Szczerzyłam się do laptopa jak bym była jakaś zjebana (dobra, jestem niedojebanym dzieckiem, ale bez przesady).
Ponadto za chuja nie wiem czemu, ale nie mogę się doczekać jak wrócą już do L.A i tam akcja zacznie się toczyć dalej (tak naprawdę tylko czekam na dzikie seksy....tego nie było).
Tak, bloga zaniedbałaś xD Ja tu czekam na rozdział a tu duuupa XD po jakimś miesiącu się doczekałam xd
Ja obecnie przeżywam niesłuchanie BVB :C Obecnie tylko Three Days Grace i rzadko kiedy co odpalę Black Veil Brides. Andy też jakoś tak umilknął w mojej głowie.
*jestem mądra i założyłam kolejnego bloga o nim, brawa dla mnie kurwa*
Mimo to nie martwię się tym stanem bo już dwa razy przeżyłam takie coś a do BVB i tak i tak wróciłam xD A Andyś także wrócił do mojego zrytego gara xDD
No cóż, komentarz krótki, zjebany i do dupy ale kit. Życzę weny, pomysłów i czekam na next oraz zapraszam do siebie na nowego bloga :)
http://all-day-and-all-night-andy-and-avalon.blogspot.com/
PS. LUDZIE KOMENTUJCIE TEGO ZAJEBISTEGO BLOGA PONIEWAŻ REBEL YELL MOIM ZDANIEM TO JEDEN Z LEPSZYCH!!!!
też kiedyś miałam epizod że nie chciało mi się słuchać BVB, ale na szczęście już mi przeszło. Co do rozdziału-jest świetny! Czekam na next'a i życzę weny.
OdpowiedzUsuńZajebisty rozdział, jak i cały blog. Dziewczyno szacunek! Ja nie potrafię tak pisać, chociażbym chciała. Taylor taka zadziorna i... pijana XD Andy bohater haha. Idealnie. Czekam na nexta z niecierpliwością. // Maddie
OdpowiedzUsuńI że to niby ma być chujowy rodział? Ty chyba sobie ze mnie kpisz xD. Rozdział rewelacyjny, jak zawsze :D pozdrawiam i czekam niecierpliwie na nexta! ^^
OdpowiedzUsuńUnbroken jeju wrocilas! ♥
OdpowiedzUsuńNIGDY WIECEJ TAKICH DLUGICH NIEOBECNOSCI, ROZUMIEMY SIE? :(
Rozdzial supi, plakalam jak czytalam.
Waleczna Taylor.... postapilabym tak samo! Ale i tak dobrze ze byli tam chlopaki oprocz nawalonych, bezbronnych kolezanek >-<
I ta kara dla Andy'ego na koniec... czulam ze tak to sie skonczy xd Biedny chlopak.. no ale sory, musi chlopak poczekac!
Dobra, zycze weny, czasu, komentarzy i ogolem wszystkiego dobrego. A rozdzial wcale nie jest zly!!! ♡
Czekam, dodawaj szybko. Do nastepnego! ♥ c:
Unbroken jeju wrocilas! ♥
OdpowiedzUsuńNIGDY WIECEJ TAKICH DLUGICH NIEOBECNOSCI, ROZUMIEMY SIE? :(
Rozdzial supi, plakalam jak czytalam.
Waleczna Taylor.... postapilabym tak samo! Ale i tak dobrze ze byli tam chlopaki oprocz nawalonych, bezbronnych kolezanek >-<
I ta kara dla Andy'ego na koniec... czulam ze tak to sie skonczy xd Biedny chlopak.. no ale sory, musi chlopak poczekac!
Dobra, zycze weny, czasu, komentarzy i ogolem wszystkiego dobrego. A rozdzial wcale nie jest zly!!! ♡
Czekam, dodawaj szybko. Do nastepnego! ♥ c:
SUPI DUPI I WGL <3 JEJKU CZYTAM TO O DRUGIEJ W NOCY I NIE USNĘ XD PISZESZ ZARABISCIE, NADAL NIE MOGĘ SIĘ OGARNĄĆ Z ZACHWYTU. TAK CUDNIE OPISUJESZ I ROZDZIAŁY SĄ MEEEEGA DŁUGIE I WGL MASAKRA JAKAŚ, JA NIE UMIAŁABYM SKLECIĆ POŁOWY TWOJEGO ROZDZIAŁU I TO TAK, BY ZAINTERESOWAĆ TAK DUŻO LUDZI ;_____;
OdpowiedzUsuńMENDO NIEWYŻYTA, DODAWAJ NEXTA, BO NIM BĘDZIE TU 22KOM TO JA ZDECHNĘ MISIEK :( XD
NO CÓŻ, JA JUŻ MAM GOTOWY ZESTAW TĘPYCH ŁYŻEK, KTÓRYMI MOGĘ CIĘ ZADŹGAĆ W KAŻDEJ CHWILI! OSTRZEGAM!
DROGI UNBROKENCIKU, WSTAW NOWY ROZDZIAŁ, GDYŻ PROPHECIK SIĘ ZACZYNA NIECIERPLIWIĆ...:D
BĘDĘ GWAŁCIĆ CODZIENNIE ODŚWIEŻ, A WY KUŹWA KOMENTUJCIE, BO ARMIĄ TĘPYCH ŁYŻEK NADCHODZI!!
| http://moveshakehidex.blogspot.com/ |
| http://wild-ones-will-not-die.blogspot.com/ |
PS LICZĘ, ŻE W KOLEJNYM ROZDZIALE WRESZCIE DOJDZIE DO CZEGOŚ MIĘDZY TAYLOR A ANDZIULKIEM XDDD
UsuńNo nie pierdol, że chujowy! ZAJEBISTY.
OdpowiedzUsuńTwoje rozdziały wgl są... Ahh... No nie ma słów :D.
Mogłabym pisać całą książkę, jaki ten Twój blog jest wyjebany w kosmos itd., ale mi się nie chce xD.
Czekam niecierpliwie na nexta! :*
Przez chwilę przemknęło mi przez myśl co ja do cholery czytam, ale i tak dokończyłam, bo uwielbiam tego bloga <3 XD
OdpowiedzUsuńCzekam na następny rozdział :*
Super! Idealna długość, fajny styl, boże, więcej, więcej!!!
OdpowiedzUsuńOmom no no ciekawy rozdził. Szkoda tylko, ze Taylor ucierpiała. Ale za to fajnie że wreszcie z Andy'm co nie co się zbliżyli :D
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na następną część ;)
Pozdrawiam
S.
Hej!
OdpowiedzUsuńStrasznie długie przerwy robisz ale warto czytać.
Rozdział jak zwykle zajefajny :3
/Ola
No świetny po prostu. Masz talent, wielki talent, a rozdział chyba najlepszy (przeczytałam całe opowiadanie). Nie wiem jak mogłaś tan zostawić tego bloga, nie wybaczę Ci tego xDD. A styl pisania masz BOSKI.
OdpowiedzUsuńTen pocałunek, myślałam, że jestem tam obecna...
Pozdrawiam, Maddie :)
Awwww zajebisty rozdział *_* wcale nie jest chujowy! Chodź czytam Twojego bloga od niedawna bardzo mnie zafascynował, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, który mam nadzieję przybędzie szybko. Życzę weny. //Klaudia
OdpowiedzUsuńKocham <3 cudne, świetne, zajebiste xD Szczerze dopiero zaczynam z BVB jak i z tym blogiem ale odkąd zaczęłam czytać nie mogę się oderwać. Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się szybko bo nie dam rady czekać <33
OdpowiedzUsuńrozdział wspaniały jak zawsze <3.... pochłonęłam go dosłownie żywcem .. i z chęcią bym sama napisała te 22 kom .. aby tylko był kolejny wspaniały rozdział ... nie jestem dobra w pisaniu kom ale mam nadzieje ,że nawet tak nieudolny kom Cię zmotywuje do pisania ... haha szalone dziewczyny ;p w sumie jestem też ciekawa dalszych losów Fran i Ash'a czy będzie z tego coś poważnego ... nie mogę się już doczekać ciągu dalszego ..i mam nadzieje że przerwy między rozdziałami będą krótsze .... życzę weny i motywacji :) pozdrawiam
OdpowiedzUsuń/Blanka
Właśnie co trafiłam na tego bloga i muszę ci powiedzieć, że jestem pod ogromnym wrażeniem! Dziewczyno wspaniale piszesz i to ci zapewne nie jedna osoba powie. Rozdziały długie, które nie przynudzają a zaciekawiają! Pozwól, że teraz przejdę do rzeczy i napiszę jak to się zafascynowałam rozdziałem. Najpierw "upite" dziewczyny, później impreza w klubie, zaś ten pocałunek! No po prostu jestem w niebie! Jednak coś mi tu nie pasuje w tym jak Taylor zareagowała na to, że Biersack jej powiedział o tym zakładzie. Moim zdaniem ona zbyt spokojnie zareagowała na to, i chyba wtedy naprawdę już była tak spita, że nie miała siły na jakąkolwiek wybuchową reakcję. Co prawda patrząc na tytuł rozdziału, to z początku pomyślałam, że Andy założył się np. z Ashem o to, który pierwszy popchnie jedną z dziewczyn, w sensie, że Ash wyrucha Fran a Biersack Tay. A tu mnie zaskoczyłaś! Cóż, to chyba na tyle z mojego marnego komentarza, życzę weny i niecierpliwie czekam na nexta ^^
OdpowiedzUsuń~Overrated
omg, dlaczego ja tu tak późno trafiłam??? ;-; czekam na kolejną :)
OdpowiedzUsuńTen rozdział jest mega po prostu idealny nie mogę się doczekać nexta >>>Noele
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńKocham twojego bloga, daj następny rodział ;)
OdpowiedzUsuńO boże.
OdpowiedzUsuńKocham twojego bloga, dawaj mi tu rozdział!
PS. Napisz więcej o przeszłości Tay ;D
Jeju kiedy nowy? Tak strasznie chciałabym kolejny rozdział bo kocham to ff <3
OdpowiedzUsuń