sobota, 10 października 2015

Rozdział XXI Dama do Towarzystwa


Taylor's POV

Ciepłe promienie słońca wpadły do sypialni zbudzając mnie z jakże przyjemnego snu. Mimo wszystko czułam się bardzo wypoczęta i zregenerowana. Wyciągnęłam w górę ramiona przeciągając się na całej długości łóżka...zaraz, zaraz łóżka? Jak oparzona podniosłam kręgosłup otwierając w między czasie oczy. Leżałam w swoim łóżku, w swoim mieszkaniu, w Los Angeles. Przecież ja..., a no tak. Pewnie przespałam całą drogę i chłopaki nie chcąc mnie budzić zanieśli tutaj. Chociaż znając życie pewnie znalazłam się tutaj dzięki Andy'emu bo Radke bez najmniejszych wyrzutów sumienia zostawiłby mnie w samochodzie. Wyjątkowo, z przyjemnością opuściłam miękką pościel i zmusiłam nogi aby poszły do łazienki. Automatycznie skorzystałam z porannej toalety po czym postanowiłam wziąć kąpiel. Odkręciłam kran regulując przy okazji temperaturę wody na bardzo gorącą. W między czasie kiedy wanna się wypełniał, ja ściągnęłam z siebie założone wczoraj ubrania i związałam włosy w wysokiego koka na czubku głowy. Zmyłam jeszcze szybciutko makijaż i umyłam dokładnie zęby. Następnie zakręciłam wodę, nalałam do niej trochę kokosowego żelu pod prysznic i powoli weszłam do wanny pozostawiając na powietrzy jedynie głowę. Oparłam ją o specjalną podpórkę, przymknęłam oczy i zaczęłam układać plan na dzisiejszy dzień. Muszę jak najszybciej poszukać nowej pracy. Na pewno nie mam zamiaru pożyczać od nikogo pieniędzy. Zawsze sobie radziłam to i teraz dam radę. Jakby nie patrzeć to dzisiejszy dzień mam już zaplanowany bo znalezienie innej pracy niż dziwka w L.A do łatwych nie należy. Westchnąwszy ciężko sięgnęłam po czarną gąbkę i umyłam szybko całe swoje ciało po czym wyszłam na mięciutki, biały dywan. Owinęłam się pierwszym lepszym ręcznikiem i podreptałam do garderoby zostawiając za sobą mokre ślady stóp. Uwielbiałam to miejsce. Jedyne pomieszczenie w domu gdzie kompletny bałagan wcale nie razi tak w oczy. Wyciągnęłam z pułki pierwsze spodnie od góry. Padło na szare rurki z dziurami na kolanach. Od razu po założeniu bielizny wciągnęłam je na siebie, a zaraz po nich czarną luźniejszą koszulkę z krótkim rękawkiem, z Guns N' Roses. Przechodząc z powrotem do łazienki rozpuściłam włosy i zgarnęłam z blatu telefon, który ktoś wspaniałomyślnie podłączył do ładowania. Zaraz go odblokowałam sprawdzając nieodebrane połączenie. Tradycyjnie Ronnie, Andy, Fran, Isabel. Nic nowego. Położyłam Iphon'a na umywalce i chcąc zrobić makijaż zdałam sobie sprawę z tego, że moja torba jest jeszcze nie wypakowana. Sprawnym krokiem wyszłam do salonu gdzie znajdowała się walizka. Szybko znalazłam w niej upragnioną rzecz i znów stanęłam przed lustrem. Nałożyłam charakterystyczny makijaż, czyli jasny podkład, czarne oczy i usta muśnięte balsamem. Włosy rozczesałam zostawiając rozpuszczone. Już miałam iść do kuchni w celu przekąszenia czegoś kiedy usłyszałam charakterystyczny dźwięk. Ujęłam w dłoń telefon i nie patrząc nawet na numer przyjęłam połączenie. 

- Słucham. - powiedziałam kierując się w stronę lodówki.

- Witaj Taylor, z tej strony Ben. - rozmówca ujawnił swoją tożsamość, a ja stanęłam w miejscu jak wryta. Serce trochę przyśpieszyło, a oczy od razu się powiększyły. 

- Czego chcesz? - spytałam oschle kiedy już w miarę ogarnęłam swój organizm wracając do sprawnego kroku. 

- Sądzę, że musimy porozmawiać. - oznajmił poważnie. Jeszcze czego!

- Sądzę, że nie mamy o czym. - odpowiedziałam z przekąsem otwierając lodówkę. Jak zwykle świeci pustkami, ale karton mleka grzecznie na mnie czekał w drzwiach. Oby tylko nie był zepsuty. 

- A ja jednak sądzę, że pewien fakt na temat Ronnie'go Cię zainteresuje. - usłyszałam w słuchawce imię przyjaciela. 

- Co to za fakt? - zmarszczyłam niepewnie brwi wyciągając z szafki miskę i płatki.

- To nie rozmowa na telefon. Dzisiaj o trzynastej w Boardner's. Od razu zaznaczam, że zależy mi na całkowitej dyskrecji. - podał miejsce spotkania i zaznaczył swoje warunki. 

- W porządku, będę punktualnie. - poinformowałam zgodnie z prawdą. 

- Do zobaczenia. - Ben rzucił jeszcze na pożegnanie, a ja rozłączyłam połączenie. Odłożyłam telefon na blat, oparłam się o niego plecami i wyciągnęłam papierosa a paczki, którego odpaliłam. O co może chodzić?


Chcąc nie chcąc znalazłam się przed słynnym klubem w Los Angeles. Biorąc głęboki wdech zgasiłam silnik samochodu i wyjęłam kluczyki. Zabrałam jeszcze torebkę leżącą na miejscu pasażera, po czym stanęłam na parkingu. Pewnym krokiem ruszyłam do wejścia próbując po drodze zgadnąć o co może chodzić. Co takiego Ronnie przede mną ukrywał, co wiedział ten dupek? Przecież my nie mamy przed sobą żadnych tajemnic, wiem o nim wszystko.A może Ben najzwyczajniej w świecie próbuje zyskać w moich oczach po tym wszystkim? Sama już nie wiem. Na szczęście za chwilę wszystko powinno być jasne. Kiedy przekroczyłam wejście wszechogarniąjący mrok trochę ujął mi odwagi. "Niby czego ty się spodziewałaś kretynko? Przecież to klub, wiadomo, że jasno tu nie będzie" - głos mojej podświadomości dodał mi odrobinę otuchy kiedy schodziłam w dół, długimi schodami. Mimo, że znałam to miejsce nigdy nie byłam w środku, a muszę przyznać, że lokal należy to jednych z bardziej przyzwoitych. Na wprost końca schodów ciągnął się długi, brązowy, typowy dla takiego lokalu bar. Po jego przeciwnej stronie było kilka loży i przejście do innego pomieszczenia. Ku mojemu zdziwieniu zauważyłam trochę osób kręcących się tu i tam. Jeden człowiek szczególnie przykuł moją uwagę. Ben siedział mniej więcej na środkowym krześle i popijał jakiś specyfik patrząc w swój telefon. Od razu moje nogi powędrowały do wspomnianego mężczyzny. Kiedy byłam kilka metrów od niego przekręcił głowę w moją stronę. Odruchowo chciał wstać, zapewne aby mnie przywitać, ale ja oszczędzając mu fatygi od razu usiadłam obok. 

- Hej.- rzuciłam wymuszając ładny uśmiech. Prawdę mówiąc moja podświadomość trochę wariowała. W końcu on chciał mi zrobić krzywdę i to nie małą. Jednak fakt, że jest tutaj trochę ludzi znacznie uspokajał moją wyobraźnię. 

- Cześć Taylor. - odrzekł przyjaźnie ukazując szereg białych jak śnieg zębów. - Napijesz się czegoś? - zaproponował wołając gestem dłoni stojącego nie opodal barmana. 

- Dziękuję. Jestem samochodem. - westchnęłam i w tym samym momencie pracownik klubu pojawił się obok nas czekając na zamówienie. 

- Więc jeszcze jedną szklankę Whisky, a dla tej Pani. - spojrzałam na mnie znacząco. 

- Może być piwo bezalkoholowe. - chcąc nie chcąc poprosiłam o napój po czym dyskretnie obejrzałam się za siebie aby sprawdzić czy na pewno nie ma tutaj jakiś znajomych twarzy. Gdyby Ronnie...ha, Ronnie pół biedy. Gdyby Andy dowiedział się o tym spotkaniu to...wolę nawet nie myśleć.

- Szukasz kogoś? - usłyszałam nagle. Przełknęłam w myślach zaciskając przelotnie powieki. Czyli moja dyskretność wcale nie jest taka dyskretna.

- Ym..nie, skądże znowu. - skłamałam szybko przenosząc na niego swój wzrok. Cholera, tak teraz myślę, że nie wiem czy byłabym specjalnie załamana gdyby Derison faktycznie mnie zgwałcił. Ten dupek miał coś w sobie. Jego oczy tryskały tajemniczością. Perfekcyjny wygląd naprawdę powalał na kolana, a głęboki głos przeszywał na wylot. "Dobra Momsen, ogarnij dupę. Masz chłopaka" - głos w mojej głowie dał o sobie znać. - A tak właściwie to trochę mam rzeczy do roboty i jakbyś mógł już zacząć to co masz mi do powiedzenia. - dodałam szybko odwracając wzrok na wysoką szklankę z ciemnym napojem, która nawiasem mówiąc pojawiła się znikąd.

- Posłuchaj Taylor chciałem Cię przeprosić za to co było w Vegas...- zaczął poważnie. Coś dziwnego wyczułam w jego głosie. Jakby smutek, wstyd? Dziwne, na pewno mi się wydaje. Nie wyglądał wtedy na aż tak bardzo pijanego więc na pewno wiedział co robi. Dopiero teraz zauważyłam, że pod okiem miał jeszcze lekką opuchliznę, a w kąciku ust widniał ślad po rozcięciu. - Nie powinienem przyjmować tej kasy, ani wchodzić z ten cały układ niezależnie od tego, że...

- Chwila, chwila. - przerwałam mu kiedy przetworzyłam jego słowa. - Jaka łapówka? Jaki układ? O czym ty mówisz? - zdezorientowana rzucałam pytaniami jak popadnie marszcząc przy tym brwi.

- Posłuchaj nigdy nie zrobiłbym Ci krzywdy, to wszystko było ustawione. - wziął łyka swojego napoju po czym kontynuował. 



- Na tej imprezie podszedł do mnie pewien chłopak. Zaproponował mi sporo pieniędzy jeżeli będę symulował, że chcę Cię no...- uciął na chwilę nie chcąc używać tego słowa. Mrugnęłam spokojnie dając znak, że rozumiem i ma mówić dalej. Szybko go odczytał i zabrał się za dalsze wyjaśnienia. - Ale nie przewidziałam, że dostanę tak po ryju i to jeszcze przez jego prowokację. - zaśmiał się pogardliwie ujmując do rąk swoje naczynie. Chwilę analizowałam to co do mnie mówił. Po co ktoś miałby coś takiego zrobić? Przecież to było bez sensu.

- Nie wierzę Ci. Niby kto Ci zaproponował taki układ? - pokręciłam rozbawiona głową. Czy ona naprawdę myślał, że uwierzę w tą bajeczkę. Fakt, miałam sporo wrogów, ale to było kilka lat temu. Czy ja wyglądam na głupią blondynkę? Może jak przefarbuję włosy na czarny to wszyscy zaczną mnie traktować poważniej. Ech. Chwyciłam swój napój i przyłożyłam do ust robiąc niewielkiego łyka.

- Ten, który Cię "uratował". - powiedział, a ja omal co nie wyplułam piwa na blat. Cofam wszystko co powiedziałam. Teraz jestem w stanie uwierzyć. 

- Jonathan Ci to zaproponował? - spytałam nie dowierzając. Goulart zawsze był chamem, ale to było podłe, nawet jak na niego. Ben jedynie przytaknął zamykając na kilka sekund czekoladowe oczy.- Co za gnojek. - pokręciłam głową, a moja szczęka odruchowo się zacisnęła, podobnie jak dłoń na szklance. Siedzieliśmy tak chwilę w ciszy zagłebieni w swoich myślach. Co ta kanalia jeszcze wymyśli? Myślał, że jak zagra bohatera to rzucę mu się na szyję? Kretyn. Ponadto jeszcze potem prawie wydał swojego wspólnika na śmierć przez skatowanie. Perfidny sukinsyn. Jak ja mogłam go kiedyś kochać, jak? Przecież w nim jest tyle dobra co w Ronnie'm powagi. Ha, co za trafne porównanie. Jakim cudem Radke przez tyle lat nie zauważył tego jakim Jonathan był skurwielem. Chociaż skąd miał wiedzieć? Ja jak głupia siedziałam cały czas cicho jak mysz pod miotłą. Zakochana małolata. Zauroczona tym, że ktoś taki jak Goulart zwrócił na nią uwagę. Robiąca wszystko aby jej czasem nie zostawił bo to przecież nie byle kto. Jezu, jaka ja byłam głupia.

- Taylor jest coś jeszcze. - moje rozmyślania przerwał głos Ben'a. Od razu zwróciłam na niego całą swoją uwagę wyczekując na kolejną informację. - Tym razem chodzi o Ron'a. - przełknął ślinę ukazując swoje zdenerwowanie. Mam przeczucie, że ta wiadomość wcale nie będzie lepsza od tej poprzedniej. - Ronnie bierze heroinę. - wypowiedział na jednym wdechu. Chwilę analizowałam jego słowa.

- Chyba Ci się coś pomyliło. To niemożliwe. Wiedziałabym o tym. - odruchowo zaczęłam bronić przyjaciela kręcąc przecząco głową. - Złożyliśmy przysięgę, że nigdy nie weźmiemy heroiny. To przez nią umarł mój kuzyn, a jego przyjaciel, on nie mógłby... - mówiłam jak katarynka, a w moje oczy mimowolnie zrobiły się wilgotne na wspomnienie Aarona. 

- Taylor nie musisz mi wierzyć, ale zapytaj go. Nie będzie w stanie Cię okłamać prosto w oczy. - poradził z współczuciem. - Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć. Wiem, że zawaliłem, ale naprawdę Cię lubię. - wyznał kładąc swoją dłoń na moją leżącą na kolanie. - Martwię się o niego, to go niszczy, on musi przestać, a ty jesteś jedyną osobą, która ma na niego jakikolwiek wpływ. 

Zaczęło do mnie docierać, że Derison nie miałby powodu żeby kłamać. Mimo wszystko dalej biłam się z myślami. Nie mogłam, nie chciałam, nie powinnam w to wierzyć. Był tylko jeden sposób aby poznać prawdę. Sprawnie wstałam z stołka poprawiając na ramieniu torebkę.

- Muszę iść. - oznajmiłam. - Dziękuję, że mi o tym powiedziałeś. - powiedziałam z wdzięcznością po czym bez dalszych komplikacji ruszyłam do wyjścia. 

- Taylor między nami okej?! - podniesiony głos bruneta dotarł jeszcze do moich uszu nim weszłam na pierwszy schód prowadzący do wyjścia. Spojrzałam na chłopak przez ramie posyłając mu ciepły uśmiech i czym prędzej wybiegłam z klubu. 

*

Zaparkowałam przed domem Radke wyłączając silnik. Wziąwszy głęboki oddech schowałam twarz w dłonie. Nie wierzę, że to ma miejsce. Mam ochotę umrzeć. Każda część mojego ciała histerycznie błagała o zresetowanie lub uśpienie. Nie wiedziałam co z sobą zrobić. Dlaczego nic mi nie powiedział? Czy naprawdę musiałam to usłyszeć od obcego człowieka? Chociaż może to moja wina. W końcu nic nie zauważyłam, a przecież zawsze rozpoznawałam narkomanów. Ha, narkomanów. Ronnie jest narkomanem. Pierdolonym ćpunem. Trzasnęłam dłońmi w kierownice puszczając wiązankę przekleństw. Przecież przysięgał! Przysięgał do kurwy, że nie tknie tego główna! Przysięgał przed grobem Aaron'a. Dalej to do mnie nie dochodzi, ale mam już dosyć tej niepewności.

Otarłam policzki i uspokoiwszy chociaż odrobinę swoje myśli chwyciłam za klamkę i wyparowałam z auta trzaskając drzwiami. Jakby tego było mało dostrzegłam auto Biersack'a. No super. Jeszcze jego mi brakowało.Ciekawe tylko czy wiedział o uzależnieniu Radke bo jeżeli tak to niech go ręka boska broni. Stanęłam pod drzwiami kilkukrotnie dzwoniąc na dzwonku. Nie, moja psychika tego nie wytrzyma. Nim zdążyłam dobrze przemyśleć co powiem chłopakowi, a przede mną pojawił się Andy. Wielki uśmiech jaki zdobił jego twarz od razu zniknął kiedy napotkał moje czerwone, szkliste i pełne rozpaczy spojrzenie. 

- Taylor co...- nie zdążył dokończyć ponieważ objęłam ramionami jego szyję przytulając do siebie. Kiedy mój własny cichy szloch otrzeźwił mój umysł puściłam wokalistę.

- Ronnie jest w domu? - spytałam przeczesując włosy palcami.

- Tak jest, ale co...- znów urwał w połowie zdania, gdyż szybkim krokiem ruszyłam do salonu gdzie na kanapie beztrosko siedział Radke. Gdy mnie spostrzegł od razu zerwał się z miejsca na równe nogi. Nim otworzył usta by spytać co się stało moja dłoń wylądowała na jego policzku powodując głośny plask. Popatrzył na mnie zdezorientowany.

- Ty cholerny dupku! - krzyknęłam zalewając policzki łzami. - Jak mogłeś? 

- Ale o czym ty mówisz? - odparł oszołomiony moim zachowaniem. 

- Ty pieprzony sukinsynie przysięgałeś, przysięgałeś, że nie tkniesz heroiny! - mówiłam łamiącym się głosem.- Przysięgałeś do kurwy! 

Mina Ron'a od razu pokazywała to czego najbardziej się obawiałam. To prawda. Brunet spuścił wzrok nie mając żadnego wytłumaczenia. Pokręciłam głową z niedowierzaniem.

- Przysięgałeś kurwa przysięgałeś! - ryknęłam nie wytrzymując jego zachowanie. Chcąc nie chcąc emocje wzięły górę, a moje pięści zaczęły okładać przyjaciela.

- Taylor, uspokój się! - odezwał się próbując mnie od siebie odsunąć. Nawet nie wiem gdzie biłam. Po głowie, po brzuchu, po twarzy. Nie obchodziło mnie to. Wpadłam w furię, którą ostatecznie przerwał Andy chwytający mnie w tali. Z trudem odsunął mnie od Ron'a trzymając mocno przy sobie.

- Taylor przestań! - ryknął kiedy zaczęłam wierzgać rękami i nogami próbując uwolnić ciało z jego objęć. 

- Do cholery Momsen przepraszam okej?! - rzucił zdesperowany Radke. - Ale to ty kurwa wyjechałaś. Wszystko było inne, Wszystko się zmieniło! - zaczął tłumaczyć, a ja nie chcąc mu przeszkadzać na chwilę stanęłam spokojnie. 

- Oh, więc teraz to moja wina? - prychnęłam

- Nie przekręcaj okej?! - podniósł głos.

- Mogłeś mi kurwa powiedzieć! Ale nie! - wyrzuciłam ręce w powietrze. - Pozwoliłeś by to zaszło tak daleko. Złamałeś dwie przysięgi kurwa! - przypomniałam.

- A co by to zmieniło gdybym Ci powiedział co? - ryknął tak głośno, że odruchowo zrobiłam krok do tyłu. - Wsiadłabyś w samolot i przyleciała?! Kurwa nic byś nie zrobiła! Bo miałaś mnie w dupie przez trzy lata! Kontaktowałaś się ze mną dla obowiązku! - wypalił, a moja szczęka uderzyła o podłogę. Czy on powiedział, że miałam go w dupie? Między nami zapanowała cisza. Nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Patrzyliśmy na siebie przez dłuższą chwilę, a z każdą sekundą do Radke chyba zaczynało docierać co właśnie dał mi do zrozumienia.

- Tay ja...- uciął skruszony.

- Nie chcę Cię widzieć. - oznajmiłam poważnie i wybiegłam z domu. Wołający głos Andy'ego odprowadził mnie prawie do samochodu. Ledwie odtworzyłam drzwi, a stanowczy uścisk obrócił mnie w drugą stronę.

- Taylor uspokój się. Nie jesteś w stanie prowadzić. - stwierdził stanowczym, ale zarazem spokojnym głosem. Patrzyłam na rozmazaną przez łzy twarz chłopaka próbując wyostrzyć chodź trochę błękitne oczy, które zawsze mnie uspokajały. Nagle przez moją głowę przeszła pewna myśl. Dzięki niej bez wahania odsunęłam się od Biersack'a.

- Ty wiedziałeś prawda? - spytałam oskarżycielsko skutecznie wywołując zmieszanie na twarzy bruneta. Niezręcznie chwycił się za kark spuszczając głowę w dół.- Łał, jesteśmy razem dopiero dwa dni, a ty już zdążyłeś mnie pozbawić zaufania. - prychnęłam z pogardą.

- Wiesz, że to nie tak. Chciałem Ci powiedzieć, ale nie mogłem. - spojrzał na mnie skruszonym wzrokiem. Przywołując wszystkie siły próbowałam nie ulec jego rozczulającym ślepiom. - To sprawa pomiędzy wami, on powinien był Ci powiedzieć. Mówiłem mu to wiele razy, żeby zrobił to jak najszybciej bo jeżeli dowiesz się od kogoś innego to... - uciął na jednym wdechu. Odwróciłam wzrok w innym kierunku sprawnie mrugając powiekami tak, aby nie dopuścić do kolejnej fali łez. - Odwiozę Cię. - oznajmił dając do zrozumienia, że nie mam nic do gadania. Chcąc nie chcąc posłusznie zajęłam miejsce pasażera, a Andy kierowcy. Na kilka sekund spojrzałam w boczne lusterko i mimowolnie się skrzywiłam. Wyglądałam jakby mnie ktoś ukamienowanie węglem. Jestem wykończona, nie mam na nic siły, naprawdę. Gdybym miała rewolwer w ręce bez zastanowienia strzeliłabym sobie w łeb.Czuję jakbym zupełnie nie kontaktowała.

- A tak właściwie jak się dowiedziałaś? - pytanie Biersack'a zadane zaraz po wjechaniu na drogę od razu przywołało mnie do świata żywych. 

- Od Bena. - wypaliłam do końca nie konsultując się z moim mózgiem. Sekundę później dyskretnie otworzyłam szerzej oczy puszczając wiązankę przekleństw. Wokalista ścisnął dłonie na kierownicy, a jego wzrok kurczowo patrzył przed siebie nie zdradzając żadnych emocji. Uhh... ja naprawdę dzisiaj już nie jestem w stanie więcej znieść. 

- Od tego samego Bena, który chciał Cię przelecieć wbrew twojej woli? - wypowiedział obojętnie. Panie dopomóż!

- Nie znasz całej prawdy. Z resztą on jako jedyny był ze mną szczery. - wydedukowałam szybką odpowiedź. 

- Może nie zrobił tego bezinteresownie. - rzucił podtekstem, który jak na jego nie korzyść szybko zrozumiałam. Uchyliłam usta w szoku. Jak on mógł?

- Masz szczęście, że prowadzisz. - uświadomiłam czując jak świerzbią mnie ręce. Było to ostatnie zdanie wypowiedziane przez resztę drogi. Oboje siedzieliśmy w ciszy odczuwając gęstą atmosferę panującą w samochodzie. Sama nie wiem czy ten związek ma jakąkolwiek szansę na przetrwanie, skoro w drugim dniu już zdążyliśmy się pokłócić. Chociaż mam dziwne wrażenie, że to pikuś w porównaniu do tego co nas dopiero czeka, co mnie czeka. Dlaczego odczuwam dziwny niepokój od kiedy wróciliśmy z Vegas? Modle się o to aby tym razem moja intuicja płatała mi figla.

Gdy pojazd zaparkowałam przed jednym z garaży wyciągnęłam z schowka automatycznego pilota, który otworzył blaszane drzwi. Chłopak wjechał do środka gasząc silnik.

- Przepraszam. - usłyszałam to magiczne słowo kiedy miałam sięgać po klamkę. Odczekując chwilę obróciłam głowę w stronę Biersack'a napotykając jego skruszone, błękitne tęczówki. - Po prostu mu nie ufam. - dodał bez przekonania. No i co ja mam z nim zrobić?

- Chcesz wejść? - zaproponowałam nie mając lepszego pomysłu.


ANDY'S POV


Leżeliśmy z Taylor wtuleni w siebie na kanapie oglądając jakieś kreskówki. Nie mam pojęcia, która była godzina. Zbytnio mnie to nie obchodziło.Lubiłem trzymać ją w ramionach. Cholera, jak to tandetnie brzmi. Strasznie jej współczuje. Od początku mówiłem Radke, żeby jej wszystko powiedział, zanim sama to odkryje, ale nieee. Bo przecież on wyczuje ten odpowiedni moment. Po chuju wyczuł. 

Westchnąłem ciężko próbując uwolnić myśli od tej całej sytuacji. Mam swoje własne problemy. Jednak jakby nie patrzeć czuję, że problemy Tay to też moje problemy. Ta, to popieprzone, ale nic nie poradzę Czasami mam wrażenie, że traktuję ten świeży związek dużo poważniej niż ona. Czuję jakby to wszystko było takie sztuczne. Ona dalej ma przede mną jakieś tajemnice i trzyma się w bezpiecznej odległości. Jest taka nieufna czy nie traktuje naszej znajomości tak jak ja bym chciał i oczekuje?. Może źle to zrobiliśmy, może najpierw powinniśmy się lepiej poznać, zaprzyjaźnić, zacząć spotykać...Nie no co ja pierdole. To jasne, że nie dałbym rady być dla niej przyjacielem. Od samego początku widziałem ją tylko jako moją dziewczynę.Przesadzam. Dopiero zaczynamy budować nasz związek.

Moje rozmyślania przerwały wibracje tylnej kieszeni spodni. Ostrożnie wyciągnąłem komórkę nie chcąc budzić blondynki. Na wyświetlaczu pojawił się numer, który troszkę mnie zdziwił. Sprawnie i dyskretnie ułożyłam dziewczynę na kanapie, a sam oddaliłem się o kilka metrów. Będąc w kuchni przesunąłem palcem po ekranie I przyłożyłem urządzenie do ucha.

-Halo?

-Siema Andrew, jak się masz? - głos Kellina Quinna rozbrzmiał po drugiej stronie.

-No witam Cię stary, w porządku, a ty jak tam? - moje ręce wędrowały po kuchni otwierając kolejne szafki, lodówkę itd...Niby to nie grzeczne, ale przecież z racji tego, że zapewne będę tu bywać częściej muszę ogarnąć co, gdzie i jak. Ta, co jak co, ale wymówki to ja umiem wymyślać.

-No też jest stabilnie, dzięki. Kiedy mniej więcej będę mógł Cię zastać w domu?- przeszedł od razu do rzeczy .

- No cóż...- zwiesiłem się na kilka sekund. Co on kombinuje? - Teraz mnie nie ma, ale prawdopodobnie będę za dwie godziny

- To super, a więc spodziewaj się gości. - uprzedził wyraźnie nie chcąc słyszeć sprzeciwu.

- Nie no, pewnie, wpadaj, ale ostrzegam, że nie jestem dobrym gospodarzem. - wyznałem z śmiechem zatrzymując wzrok na szarej, otwartej torbie leżącej obok blatu kuchennego.

- Nie ma sprawy. To do wieczora. - pożegnał mnie.

- Tak, do wieczora. - szybko odpowiedziałem nie spuszczając z pola widzenia dużego zeszytu wystającego z torby. Po co Taylor zeszyt? Odłożyłem telefon i bez zastanowienia podszedłem do wspomnianego celu. Kiedy notes znalazł się w mojej dłoni mogłem go dokładnie obejrzeć. Twarda oprawa w kolorze granatu, a na okładce rysunek dziewczyny z słuchawkami na uszach. Już chciałem otworzyć znalezisko kiedy naszła mnie pewna myśl. A jeżeli to jej pamiętnik? Generalnie to dość osobista rzecz. Sam kiedyś zapisywałem swoje przemyślenia i z pewnością nie chciałbym gdyby ktokolwiek je przeczytał, a tym bardziej moja nowa dziewczyna. Rozmyślając jeszcze przez chwilę o moim dalszym postępowaniu z bólem serca odłożyłem na miejsce brulion i pomału zacząłem zbierać swoje rzeczy. Gdy wciągnąłem na siebie buty ponownie znalazłem się w salonie. Wyłączyłem telewizor, a następnie przykryłem śpiącą Momsen kremowym kocem i pocałowałem delikatnie w czoło po czym niemalże na palcach opuściłem mieszkanie. 

Po długim powrocie do domu (Z racji tego, że musiałem zadzwonić po taksówkę żeby mnie zawiozła pod dom Radke, żebym mógł wziąć swój samochód) wreszcie mogłem trochę odpocząć. Oczywiście od razu moja głowa zawitała do lodówki, z której wyciągnąłem puszkę piwa. W drugiej kolejności walnąłem tyłek na kanapę i zacząłem przeglądać co ciekawego może mi dzisiaj zaproponować moja magiczna skrzynka. Nie minęło może pół minuty, a dźwięk dzwonka przyprawił mnie o ból głowy. 

- Za co? - wyjęczałem z płaczem i przypomniałem sobie o mojej ostatniej rozmowie telefonicznej. Wziąłem spory łyk procentów i poszedłem otworzyć drzwi. Po sięgnięciu za klamkę moje oczy dostrzegły Kellina i Katelynne.

- No Hej. - wokalista przywitał mnie przyjacielskim uściskiem, a jego dziewczyna buziakiem w policzek.

- Hej, hej, wchodźcie. - wpuściłem parę do mieszkania po czym ruszyłem za nimi zapraszając do salonu. - Wybaczcie ten syf, ale trochę mnie nie było. 

- Daj spokój, my za to jesteśmy cały czas, a wcale nie wygląda lepiej. - pocieszyła mnie z śmiechem Kate.

- Kamień z serca. - również do niej dołączyłem. - Chcecie coś do picia?

- Nie, nie. My tylko na chwilę. - oznajmił szybko mój kumpel siadając obok swojej partnerki na kanapie. Ja z kolei zająłem fotel obok nich.

- No więc, co was sprowadza? - klasnąłem w dłonie wyrażając swoją ciekawość. Oboje uśmiechnęli się do siebie znacząco, a po chwili szatynka sięgnęła do swojej torebki i wyjęła z niej białą kopertę.

- Chcieliśmy Cię zaprosić na nasz ślub. - obwieścił Kel, a Katelynne z wielkim bananem na twarzy wręczyła mi papier. Moje oczy samorzutnie się powiększyły, a brwi uniosły ku górze kiedy przejąłem zaproszenie. 

- Wow, teraz to mnie zaskoczyliście. - oświadczyłem otwierając białą kartkę. Ładne, różowo-czarne zaproszenie machinalnie podniosło moje kąciki ust. 

- No wiesz kiedyś przychodzi ten moment. - zaczęła rozmarzona przyszła Pani Quinn.

- Kiedy wiesz, że już jesteś na nią skazany do końca swoich nieszczęsnych dni. - dokończył z humorem chłopak, którego klatka piersiowa momentalnie oberwała. 

- Głupek. 

- Słuchajcie no to gratuluję wam. - wstałem ściskając znajomych. 

- Dziękujemy. - powiedzieli prawie równocześnie.

- Na pewno przyjdę. - zdeklarowałem swoją obecność. 

- To świetnie, a będziesz miał osobę towarzyszącą? - spytała podstępnie Kate. Popatrzyłem na nią z udawanym politowaniem. Spryciara

- Zaskoczę was. Prawdopodobnie przyjdę z dziewczyną. - oznajmiłem. Miny obojga? Bezcenne.

- Nie wierzę. Andy Biersack znowu jest zajęty. Ile ty miałeś tej wolności? Przecież mogłeś szaleć, bawić się, mógłbyś mieć każdą...- mówił zdruzgotany aż w końcu jego usta zostały zasłonięte dłonią narzeczonej.

- Nie słuchaj go. - wywróciła oczami. - To kim jest twoja wybranka? - dopytywała. 

- Nie znasz. - próbowałem uciąć temat.

- No to przecież poznam - zachichotała - Czekaj, czekaj, a to nie jest ta przyjaciółka Ron'a? Taylor... - zastopowała nie pamiętając nazwiska.

- Momsen. - podpowiedziałem rozbawiony. Ta dziewczyna po prostu wie wszystko. 

- Właśnie! To ona? 

- Tak, ale to świeża sprawa. - podkreśliłem przejeżdżając dłonią włosach. 

- Dobra daj mu już spokój dziewczyno. - upomniał Kellin, za co posłałem mu wdzięczne spojrzenie. Faceci to jednak faceci. 

Kończyłem brać prysznic kiedy jakaś kolejna osobistość postanowiła zakłócić mój spokój. No do cholery jasnej! Czy naprawdę akurat dzisiaj wszyscy muszą mi zawracać dupę? Szlak mnie zaraz trafi. Muszę szczerze przyznać, że rozważałem udawanie, że nikogo nie ma. Jednak byłoby to głupie biorąc pod uwagę mój samochód stojący na podjeździe. Zawinąłem więc jeden ręcznik w pasie, a drugim w między czasie mojej drogi osuszałem twarz i włosy, aż w końcu powiesiłem go na karku. Otworzyłem drzwi, a niewyobrażalny szok ogarnął moje ciało. 
-Juliet?


Taylor's POV




Spacerowałam po mieszkaniu z jednego kąta do drugiego, aż w końcu postanowiłam zająć umysł czymś pożytecznym. Usiadłam na stołku barowym i włączyłam laptopa. Muszę wreszcie zacząć szukać pracy bo w przeciwnym wypadku nie będzie zbyt kolorowo. Już prawie w ogóle nie mam pieniędzy. Pożyczyć też nie mam od kogo. Ronnie złamał mi serce swoim zachowaniem, z od Andy'ego nie jestem w stanie nawet poprosić o sto dolarów. Nie chcę, żeby pomyśl, że lecę tylko na jego pozycje czy majątek. Ogółem jak myślę o sytuacji w jakiej oboje się znaleźliśmy mam coraz więcej wątpliwości. To wszystko dzieje się tak szybko. Za szybko. Normalnie nigdy nie pozwoliłabym jakiemuś chłopakowi tak szybko wejść do mojego życia, ale sęk w tym, że Andy nie jest jakimś tam chłopakiem. Po raz pierwszy tak szybko komuś zaufałam i dopuściłam do siebie. Mam tylko nadzieję, że to nie jest kilkumiesięczne zauroczenie, które tak szybko jak przyszło odejdzie. 

Nie tracąc już więcej czasu na zbędne rozmyślania przeszłam do pierwszej lepszej strony internetowej z ogłoszeniami. "Potrzebna pomoc domowa"- odpada, "Nauczycielka tańca nowoczesnego" - gdybym tylko miała kwalifikacje, "Opiekunka do dzieci" - nie mam jeszcze instynktu macierzyńskiego, "Sprzątaczka"- przecież ja nie umiem dobrze miotły do ręki chwycić, "Asystentka prezesa firmy" - w sensie coś a'la Mr. Grey?, "Kelnerka" - potłukę połowę zastawy, "Kucharka" - otruję ludzi, "Kierowca autobusu" - bez komentarza. Załamana już miałam zamknąć komputer kiedy jeden z wielu napisów skutecznie zwrócił moją uwagę "Dama do towarzystwa dla starszej Pani". Zaciekawiona kliknęłam w link i przeczytałam resztę ogłoszenia. "Starsza Kobieta poszukuje uczciwej, bezdzietnej młodej damy do towarzystwa". Miałam mieszane uczucia. Dama do towarzystwa nie kojarzyła mi się zbytnio z damą, ale z tych wszystkich ogłoszeń to jakby wyglądało najbardziej obiecująco. Wyciągnęłam z szuflady małą karteczkę i długopis po czym zadzwoniłam pod podany numer. Odebrała kobieta z miłym i ciepłym głosem. Po dość krótkiej rozmowie umówiła się ze mną na rozmowę wstępną w jednej z Hollywoodzkich kawiarni. Cóż, może to będzie strzał w dziesiątkę, chociaż znając moje szczęście bardzo wątpię. 

Nagle dość zdecydowane pukanie w drzwi wytrąciło mnie z zamyślenia. Od razu ruszyłam w stronę wyjścia aby je otworzyć. Chwyciłam za klamkę i pociągnęłam w swoją stronę. Przede mną stał Pan Driver właściciel budynku, w którym mieszkałam. Odruchowo zmarszczyłam brwi nie mając pomysłu na powód jego odwiedzin. Wszystkie rachunki już uregulowałam i następny czynsz mam dopiero za miesiąc. 

- Witam Panno Momsen. - przywitał mnie formalnie z bezemocjonalnym wyrazem twarzy.

- Dzień Dobry.- odpowiedziałam niepewnie. -Proszę wejść. - dodałam szybko przepuszczając oczekującego na te słowa mężczyznę. Uśmiechnął się sztucznie i wszedł do środka.

- Dziękuję, mam do Pani szybką i konkretną sprawę. - poinformował bez zbędnych ceregieli. 

- Słucham. - stanęłam w bezpiecznej odległości krzyżując ręce na piersi. Nie mam zamiary proponować temu staremu ciulowi kawki ani herbatki. Szkoda na niego cennej wody. 

- No Więc jestem zmuszony poprosić Panią o opuszczenie tego mieszkania w przeciągu najbliższego tygodnia. - powiedział, a ja omal co nie straciłam gruntu pod nogami. 

- Że co proszę? To jakiś żart? - spytałam nie dowierzając.

- Niestety nie. Jest Pani bardzo dobrą lokatorką, ale często zalega Pani z czynszem, a ponadto znalazła się osoba, której zależy właśnie na tym lokum i jest w stanie płacić dużo więcej. W związku z tym postanowiłem podwyższyć czynsz. - wyjaśnił oschle wręczając mi plik kartek, który dopiero teraz zauważyłam. Zdecydowanie je przejęłam, ale spojrzawszy na pierwszą stronę i wielki napis "Wypowiedzenie mieszkalne" od razu spuściłam z wzroku biały papier. Co jeszcze mnie spotka przez ten miesiąc? Jak on może mnie tak po prostu wyrzucić i gdzie ja pójdę? Nie mam pieniędzy, pracy, a teraz nawet dachu nad głową?

- Spokojnie, nie potrącimy Pani nic za ten dodatkowy tydzień. - powiadomił wrednie. Co za podły człowiek. Zacisnęłam usta w wąską linię próbując nie wypuścić żadnej łzy z moich błękitnych oczu. 

- A może mi Pan chociaż udzielić informacji z czyjej winy muszę się wynieść? 

- Nijakim nowym lokatorem będzie Pan Jonathan Goulart.
-------------------------------------------------------------------------------

No hej! Jezu, wybaczcie, że tak zwlekałam z kolejnym rozdziałem, ale no wiecie różnie z tą wenę, pomysłami bywa, więc proszę was o wyrozumiałość. Ogółem coś się mi popieprzyło z datami i rozdział "Ekstazy", który dodałam pod koniec lipca ma datę dodania 27 czerwca, ale okej :3 |To jest blogger, tego nie ogarniesz.
Chciałam też przywitać nowych czytelników i podziękować wszystkim, którzy mimo mojej niesystematyczności są ciągle ze mną :* Chciałam was też prosić o abyście w komentarzach podawali linki do swoich blogów bo chciałabym je znowu zacząć czytać (: Buziaki i do następnego :*



8 komentarzy:

  1. Cudny rozdział... na sprawa z Roniem, masakra... do tego Simms... myślałam, że coś mnie trafi, a ma końcu jeszcze Goulart :/ mam wrażenie, że zacznie się sypać szybciej niż przypuszczałam. Ale bardzo mi się podoba :)

    PS. Mój blog :) http://love-is-near-just-open-your-eyes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. No to ja już skończyłam czytać rozdział więc przybywam z komentarzem! :D
    Rozdział naprawdę wspaniały i udany, z resztą jak poprzednie ;P Sprawa z Ronnim nie brzmi za dobrze :/ Coś czuję, że Tay będzie ciężko przez następne rozdziały.
    - kłótnia z Ronnim
    - 'kłótnia' z Andym
    - jej mieszkanie podjebał Goulart
    Nie wiem czemu ale od samego początku coś czułam, że to on się tam wprowadzi xD I jeszcze Juliet do tego, ugh boję się co to będzie. Jeszcze Andy w samym ręczniku... Niedobrze.
    * czy tylko ja mam wrażenie, że w następnym rozdziale oni się ze sobą prześpią i dowie się o tym Momsen? xD *
    Hmmm, skoro Tay nie ma gdzie mieszkać to niech przeniesie się do Bean xD Będzie słyszała jej i Pyrdy'ego odgłosy godowe xDD Ale nie! Ja wiem, że ona i Ronald się pogodzą! Ja to wiem! xD
    Cóż, komentarz dość krótki, ale jestem zmęczona :/ Życzę weny oraz pomysłów ;*
    + ja zamierzam założyć bloga o Ashley'u a posty zacznę udostępniać od listopada, bo mam już przygotowany prolog i 1 rozdział więc gdy pojawi śię wcześniej wspomniany prolog to zgłoszę się w zakładce 'spam' :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział cudo (zresztą jak zawsze) :D Tay będzie ciężko... i jeszcze Juliet u Andy'ego.. Masakra. No i Goulart, który nieźle odpierdala. :P tak, czy siak, podoba mi się i niestety nie umiem pisać długich komentarzy. Zatem weny życzę i do następnego ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Piszesz świetnie, mam nadzieję że wkrótce nowy rozdział. Ja mam propozycję co do Goularta- niech Taylor go zamorduje. Tak wiem nie realne XD. Dużo weny ci życzę i do następnego rozdziału

    OdpowiedzUsuń
  5. Parę miesięcy temu zgubiłam linka do tego bloga. Nie wiem jakim trafem go odnalazłam ale się cieszę ^^ Nareszcie Andy jest z Tay <3 to był mój wyczekiwany moment. Oczywiście nie mogę się doczekać kiedy będzie więcej ich momentów razem *u*
    Życzę weny

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej, dużo się działo w tym rozdziale.
    Podoba mi się, że wreszcie była jakaś fajna kłótnia :3. Jonathan jest pieprzonym debilem. Aghhh... Nienawidzę go bardziej niż Juliet, mimo, że Julka jest niezłą suką. Andy zdradzi Taylor? Takie mam przeczucia... Mam nadzieję, że nie :o
    Rozdział jak zwykle, cudowny <3. Czekam niecierpliwie na nexta. A to mój blog, jak prosiłaś :) http://youmakemewannadiebvb.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Wczoraj trafiłam na twojego bloga i muszę ci powiedzieć, że wymiatasz! :D Z niecierpliwością czekam na następny rozdział :) Życzę duuużo weny ;D Ola

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie podejrzewałam Ronnie'go o heroinę. O takich rzeczach się mówi...
    No w końcu Andy jest z Taylor <3
    KELLIN QUINN<333 Boże, jak ja go kocham, ma najlepszy głos ever. Pff, co ja gadam, sprawdzałam w internetach, czy przypadkiem nie jest babą xD Ketellyne, nie wiem co o niej myśleć, ale ma na sobie tyle tapety, że bałam się w ekran walnąć kijem.
    OMG, Juliet, mam złe podejrzenia. Byleby tylko Andy się nie zapędził i do niej nie wrócił...
    Jprdl, mieszkanie jej Jonathan podjebał, nienawidzę go, przeczuwałam, że on tam zamieszka...
    Nie mam bladego pojęcia jak Momsen się sprawdzi w nowym zawodzie xD Ha, ja też bym jako kucharka otruła ludzi, a jako kelnerka wszystko bym rozbiła.

    OdpowiedzUsuń